Zmarł Leszek Ozimek – pierwszy prezes i jeden z założycieli SGL

4 lutego, w wieku 63 lat, zmarł Leszek Ozimek – jeden z założycieli i pierwszy prezes naszego Stowarzyszenia, które wówczas nosiło nazwę Stowarzyszenie Wydawców Polskiej Niezależnej Prasy Lokalnej.

Leszek Ozimek był założycielem, wydawcą i dziennikarzem jednej z pierwszych, niezależnych gazet lokalnych – Gazety Goleniowskiej. Ukazywała się ona w latach 1990-2019, równolegle z portalem www.goleniowska.com, który Leszek prowadził aż do ostatnich lat życia. Jak można przeczytać na portalu goleniow.net, „Gazeta Goleniowska” przez wiele lat była jednym z najważniejszych głosów w lokalnej debacie publicznej, pełniąc rolę opiniotwórczego medium. Ozimek był postacią wyrazistą i bezkompromisową. Otwarcie prezentował swoje poglądy, co niejednokrotnie budziło kontrowersje, jednak nawet jego krytycy podkreślali konsekwencję i zasadniczość w działaniu. Wielu zapamięta go jako człowieka o silnym charakterze, głęboko przywiązanego do wartości, a jednocześnie zaangażowanego w sprawy swojej „małej ojczyzny”. Jego działalność miała istotny wpływ na rozwój lokalnej demokracji i wolnej prasy w Goleniowie”.

Mimo że Leszek już od kilku lat nie uczestniczył w życiu SGL, wielu wydawców wciąż go dobrze pamięta. Arkadiusz Gruchot wspomina go tak. „To był gość, który zawsze mówił co myślał, bez owijania w bawełnę. Tak znaczyło tak, nie-nie. Nie zawsze zjednywało mu to sympatyków, ale on się tym nie przejmował. Uważał, że tylko mówienie prawdy ma sens, obojętnie jaka ona by była i czy jego rozmówca jest na nią gotowy. Przyjaźniliśmy się, rozmawialiśmy, więc czasem prosiłem go, aby był delikatniejszy, żeby zaakceptował, że świat jest nie tylko czarno-biały, że czasem bywa szary, a ludzie częściej są „tylko ludźmi” niż herosami. Czasem mi się udawało… Leszek był bardzo mądrym człowiekiem, oczytanym, wręcz erudytą, uwielbiał teatr i muzykę (gdzieś ok. 50-tki zaczął się na poważnie uczyć gry na pianinie). Był też ciekawy świata, którego różne zakątki poznawał, gdy tylko mógł. Jedną, ale niezapomnianą, podróż do Chile przeżyliśmy wspólnie. Przekonałem się wtedy, że ten zasadniczy facet może być równocześnie wspaniale szalony. Tak, tak, moi koledzy, czy wyobrażacie sobie prezesa Ozimka tańczącego tango w restauracji portowej w Valaparaiso, w krótkich spodenkach i kroksach? I last but not least, Lechu był bardzo dobrym człowiekiem. Był dobry taką starodawną, szorstką, ale do bólu konkretną i skuteczną dobrocią: pomagał ludziom, czasem zupełnie przypadkowym, bez rozgłosu, bezinteresownie. Potrafił bezdomnego zaprosić do swojego domu… Mało już dziś jest takich ludzi, szkoda, że przedwcześnie odchodzą.”

Tagi :

Aktualności

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *