„Wigilijne zalanie w Pawłowie. Dlaczego koparka nie pływa?…” Marek Barański, szydlowiecki.eu
– Breeedzisz Stefan… Jak to?… – koparka tonie?… Ja rozumiem, że zmiany klimatyczne nadchodzą, ale żeby już u nas, na Mazowszu. Nie uwierzę… – powątpiewał szef wiejskich strażaków.
– Przyjeżdżaj komendancie, a uwierzysz. My już jesteśmy, czekamy na dowódcę… – alarmował strażak ochotnik.
– Nie wierzę… A jeśli to prawda, to nic nie poradzimy. My łódek – nie mamy. Niech ratują ci z powiatu. Zawodowcy, niech pomogą… – irytował się szef ochotników. – No, dobra wigilia musi poczekać, już jadę – zapewnił komendant.
Obfite, deszczowe opady spowodowały wylanie niewielkiej rzeczki i zalanie dostępu, do pozostawionej pod remontowanym mostem koparki… Do tego powodziowego zagrożenia doszło w Pawłowie (gm. Chlewiska na Mazowszu) w Wigilię.
Wylała rzeczka Kobyłka, lewy dopływ Szabasówki. Zalanie pozostawionej koparki, to najprawdopodobniej, nie tylko przyczyna nadmiaru deszczówki, ale także zbyt mała średnica rur odpływowych na tej mostowej przebudowie… – sugerowali nieoficjalnie, niektórzy strażaccy ratownicy.
– Aby koparka mogła wyjechać z zagrożonego terenu, trzeba było wypompować mnóstwo wody. Wtorkowa akcja trwała prawie trzy godziny. Uczestniczyło w niej sześć strażackich zastępów z zawodowej JRG oraz druhowie z OSP Chlewiska, Pawłów, Dobrut i Wola Lipieniecka – informowała powiatowa komenda PSP.
Mimo strażackich starań, wody wcale nie ubywało… – A już przecież w wąwozie, w którym garażowała koparka było jej na jakieś, ponad metr – relacjonował przygodny obserwator, tej specyficznej wiejskiej, wigilijnej „szopki”.
– Zamiast pierwszych kolęd, coraz bardziej natrętny warkot ssących pomp, ściągał na miejsce przedstawienia z żółtą koparą w roli głównej, coraz więcej gapiów, mężczyzn i dzieci, którzy bynajmniej wcale nie pomagali, wypompowującym wciąż chlupocące dostawy z rzeczki Kobyłki…
– Tatuś, a dlaczego ta koparka nie pływa, taka ładna i żółta jest, jak ta łódka w Darłówku, cośmy na niej w wakacje pływali. Głupotków, nie opowiadaj Kevinku i wyjdź z tego błocka… , nie przeszkadzaj druhom strażakom – strofował ojciec-obserwator, kilkuletniego synka.
– To Syzyfowy, daremny trud… – zaczęli przebąkiwać niektórzy druhowie ochotnicy.
Gapie diagnozowali dotychczasową akcję bardziej dosadnie. – Gówno dają te pompy!, ino wigilijne powietrze „zasmrodzają”, spalanej ropy wydechem…. To robota głupiego!…
– Faktycznie, dla koparki zaczynało być coraz bardziej niebezpiecznie. Niewiele już brakowało, żeby zalało te filtry powietrza, i silnik żeby zalało – przyznał ochotnik, który został podmieniony przy ssącej pompie, przez innego strażaka.
– Dlaczego koparka nie pływa?…Ta nasza, marki Catepilar waży blisko 15 ton. Faktycznie niewiele brakowało do zlania filtra, a w konsekwencji do zniszczenia silnika. Na szczęście dało się tego uniknąć… A było o co zabiegać, bo taka koparka kosztuje około pół miliona złotych – poinformował Krzysztof Ciupa, szef mostowo-drogowej przebudowy.
– Faktycznie, dozorujący sprzęt budowlany powinni nas o zalewaniu koparki powiadomić wcześniej. Ale działo się to w nocy, znaczne ilości wody z przepełnionej deszczowymi opadami rzeczki wlały się do wykopu, w którym stała nasza koparka. No cóż stało się… Ale najważniejsze, że dobrze się zakończyło… Za udaną ratowniczą akcję serdecznie dziękujemy wszystkim strażakom i ich dowódcom – podkreśla kierownik budowy.
Konkurs SGL Local Press 2019 wsparli: