Loading...
Close

15 maja 2020

Tekst nominowany w konkursie SGL Local Press 2019 w kategorii specjalnej

nowy-lowiczanin-logo

„Mieczysław Szymajda – łowca talentów, mentor i opiekun” Wojciech Waligórski, Nowy Łowiczanin

Domaniewice | Łowiczanin Roku 2018 nie jest z samego Łowicza, ale niewielu jest kojarzonych z Łowickiem tak mocno jak on

Sam mówi, że tak znakomitych lat, jak rok 2018 i 2017, nie miał w swej pracy trenerskiej chyba nigdy. Jego podopieczni zdobywali w zakończonym roku całymi garściami medale ogólnopolskich zawodów lekkoatletycznych i łyżwiarskich. Bez tego, tytułu Łowiczanina Roku pewnie by nie było – ale też same te sukcesy nie wystarczyłyby. Szymajda imponuje czymś jeszcze: jest dla swych zawodników nauczycielem życia i wychowawcą. Sam nie ma dzieci – ale dla nich jest prawie jak ojciec.

Łowiczanin Roku. Ten tytuł, od kiedy go nadajemy, staramy się przyznawać osobie, która w kończącym się roku zasłużyła się czymś niezwykłym, ale pozytywnym, inspirującym dla naszej lokalnej społeczności. W przypadku Mieczysława Szymajdy, którego kandydaturę redakcja NŁ zgłosiła, a Kapituła Tytułu przyjęła w głosowaniu 29 listopada, wymienienie wszystkich tegorocznych sukcesów jest trudne. Choć nie niemożliwe: osiągnięcia zawodników UKS Błyskawica Domaniewice, trenowanych indywidualnie przez niego, zebraliśmy w ramce.

Aż trudno uwierzyć, że wszyscy oni trenują u niego – bo mówić o dwóch dyscyplinach w UKS Błyskawica jest właściwie przekłamaniem: jeśli traktować lekkoatletykę jako jedno, to można tak twierdzić, ale w jej ramach Szymajda trenuje zawodników w skokach w dal i wzwyż, rzutach młotem i oszczepem, pchnięciu kulą i w biegach, a na lodzie zarówno w short-tracku, jak i na długim torze. – Ja chcę, by jak najwięcej z nich jeździło, biegało, ruszało się – mówi o swych motywacjach. – Jestem szczęśliwy, gdy przychodzą i ćwiczą.

Gdy go odwiedzam w sali gimnastycznej przy domaniewickiej szkole, dość późnym już wieczorem, nie jest sam: w drogę powrotną zabiera się rodzina: para rodziców, którzy na indywidualny trening przywieźli swe dwie córki, sympatyczne, ładne kilkunastolatki. Przyjechali z… Pabianic.– A wczoraj była dziewczyna z Sochaczewa. już ją na treningach sporo poprawiłem – mówi pan Mietek.

Biegiem do pracy

Urodził się w Reczycach, tam nadal rodzinne gospodarstwo rolne prowadzi jego siostra Kazimiera, a właściwie jej syn, Grzegorz, mieszka tam też jego mama Krystyna, ojciec Stanisław już nie żyje. Mieczysław Szymajda, sam mieszkający w Domaniewicach, bywa w Reczycach niemal codziennie. Własnej rodziny nie założył. – Trudno byłoby pogodzić to, co robię z obowiązkami rodzinnymi – mówi. – Cały czas jest poświęcony młodzieży, nawet dla siebie samego brakuje – przyznaje.

Po szkole podstawowej w Reczycach uczył się w Technikum Mechanicznym w Łowiczu, do pierwszej pracy poszedł w GS Łyszkowice na stanowisku referenta d.s. transportu. Potem zaocznie uczył się w Skierniewicach. Do Łyszkowic miał 3,5 km, do Skierniewic już blisko 30, ale i tu i tu jeździł rowerem lub… biegał. Był okres, kiedy potrafił przebiec 60 km dziennie, bo po pracy biegł jeszcze do kościoła do Domaniewic i wracał.

Nie był nigdy atletycznie zbudowany, stąd nie szukał swych sił w sportach zespołowych, natomiast chętnie biegał. Wspomina, że pierwszy raz ścigał się na zawodach w roku 1974. Zaczął od 400 metrów, potem były dłuższe dystanse: 1500 m, 3 km, 5 km, biegi przełajowe. Wspomina chwilę, gdy ówczesny nauczyciel wf w technikum Marian Bursa nie chciał go puścić na start przełajów, ale w końcu się zdecydował – a on je wygrał. – To bardzo budowało do biegania – mówi.

Biegał w barwach Zrywu Łowicz, zarówno indywidualnie jak i w sztafetach, trenowali go wspomniany Marian Bursa i Stanisław Bieguszewski. Potem dużo biegał sam. Wydłużał dystanse: 10, 20, 25 kilometrów, w końcu i maraton. Przebiegł 5 Maratonów Pokoju, 3 razy maraton w Berlinie zachodnim, maraton Puck-Hel. W Łowiczu dwukrotnie startował w organizowanych onegdaj morderczych wielobojach biegowych (100 m, 400 m,1500 m, 10 km I maraton) – przy czym w ogólnopolskiej stawce raz był VI a raz III. Jechał w rowerowej Sztafecie Pokoju do Moskwy. Brał też udział w duathlonach i triathlonach organizowanych w Łowiczu przez Mariana Dymka.

Że coś znaczę…

Bieganie miało ukształtować jego życie. – Gdy poznałem robotę ze sportem, to mi otworzyło oczy na świat i ruszyło myślenie – opowiada. – Wzmacniało moją wartość, że coś znaczę, że coś we mnie jest.
Istotnie, coś w nim było: coraz więcej młodych, których spotykał na bieżniach, zaczynało jego prosić o porady w sprawach treningowych. Aż zaczęły się rady, by spróbował swych sił w szkole, jako nauczyciel wf. Posłuchał, poszedł na rozmowę do Marii Taflińskiej, ówczesnej dyrektorki placówki w Domaniewicach, którą pamiętał jaką swą nauczycielkę matematyki. Nie odrzuciła go, choć nie miał wykształcenia, poradziła, by zapisał się na Studium Wychowania Przedszkolnego w Skierniewicach, co już dałoby mu prawo prowadzenia zajęć, a od zaraz zatrudniła jako kierownika świetlicy.

Już w tej roli prowadził dużo zajęć sportowych, a gdy ukończył w roku 1984, już po wspomnianym studium, IV rok warszawskiej AWF, mógł już prowadzić lekcje w-f. Dyplom AWF, ze specjalnością nauczycielską, uzyskał rok później.

Dla chcącego…

Maria Taflińska wiedziała co robi. Kto inny stworzyłby w oparciu o jej szkołę klub sportowy, który w kategorii klubów w gminach wiejskich w Polsce jest w absolutnej czołówce? O takich sukcesach zresztą pewnie wcale nie myślała. Chciała mieć dobrego wuefmena. I doczekała się. Mieczysławowi Szymajdzie nie brakowało i nie brakuje inwencji.

Sam biegał, więc od początku kładł nacisk na to, by jego uczniowie biegali. Ale po jakimś czasie dostrzegł też potencjał tkwiący w konkurencjach rzutowych – i uparł się, że jego dzieci będą mogły się w tej dziedzinie rozwijać.

W szkole w Domaniewicach dzieci ćwiczą więc pchnięcie kulą, rzut oszczepem i rzut młotem. Jak, gdzie, czym? – można zapytać. – Kula zawsze była – mówi Szymajda. Ma rację, to akurat w niektórych szkołach można jeszcze znaleźć, choć już sporadycznie. Ale oszczep? Istotnie, na początku nie było – więc pan Mietek, jak go wszyscy nazywają, uciął kiedyś 30 kijów wierzbowych, prostych, długości 210 cm, takich, by waga była prawidłowa – i dał je dzieciom do ręki. Techniki rzutu uczył się na AWF-ie, miał co przekazać. – Tymi kijami rzucaliśmy na lekcji i fajna zabawa była – opowiada. – A jak się niektóre połamały, to ciąłem nowe.

Potem kupił dla szkoły pierwsze dwa prawdziwe oszczepy, następnie sukcesywnie uzupełniał magazyn – dziś chlubi się tym, że na lekcji każdy uczeń ma swój. Przez lata ćwiczeń nie zdarzył się ani jeden wypadek. Podobnie z rzutem młotem. W sali gimnastycznej młotem? A jednak, można. Pierwszym młotem są bowiem dla uczniów ciężkie piłki lekarskie umieszczone w obłego kształtu siatce z długą sznurową końcówką. Można coś takiego wymyślić i zrobić? Można, trzeba chcieć. Na prawdziwe młoty też przyszedł kiedyś czas – bo boisko pozwala na rzucanie. I znowu: choć nie ma na nim ochronnej siatki, nic groźnego się nigdy nie stało.

No, poza tym, że przed rokiem, o czym w Nowym Łowiczaninie pisaliśmy, a który to temat podchwyciły telewizje, ktoś te młoty ukradł i sprzedał na złom. Policja złapała złodzieja, większość młotów odzyskano, ale nie wszystkie.

W szkole są też płotki do biegania – no, właśnie, przez płotki – i skocznia do skoku wzwyż. Wszystko wykorzystywane.

Dobry materiał

Spośród uczniów domaniewickiej wywodzi się wielu, jeśli nie większość utytułowanych młodych zawodników, których Mieczysław Szymajda wychował. A przecież nie jest to wielkie środowisko, Domaniewice to wioska jak tysiące innych, dzieci takie jak wszędzie. Jak to się więc dzieje, że spośród nich wyławia on tyle talentów? Nawet takich, jak jego najsłynniejszy wychowanek, mistrz olimpijski w łyżwiarstwie szybkim Zbigniew Bródka?

– Już pierwsze sprawdziany na lekcjach coś pokazują – mówi Mieczysław Szymajda. – Zawsze w liczbie tych ponad dwudziestu osób widać tych najlepszych i co można z nimi zrobić. Do tego trzeba mieć warunki, ale nawet jak one są trochę słabsze, to jeśli ktoś ma wiarę w to, co robi, jeśli widzi w tym coś pozytywnego, to potrafi to robić dobrze.

I ciągnie dalej: – Powiem, że rzeczywiście mam to “czucie”. Ja nawet w rozmowie z dzieckiem wyczuwam, co w nim zaczyna kwitnąć, na co jest ukierunkowane, co chce robić. Bardzo dużo można wywnioskować z rozmowy.

Więc jego rolą jest nie tylko dostrzec tych zdolnych, ale i ich zmotywować. Szymajda przyznaje, że nieraz trochę na siłę stara się ich wciągać w sport. Bo nawet jeśli są wybitne talenty, to w parze ze zdolnościami często nie idzie chęć, wola, upór, wysiłek. – Tacy rzadko na treningi przychodzą, a w rodzinie nie ma ich kto przypilnować – mówi.

Nie dodaje – ale mówią o tym inni, którzy go znają (patrz wypowiedzi w ramkach), że jednak wielu tych, których trudno było do wysiłku zachęcać, jednak ostatecznie ten wysiłek podejmowało, a dzięki temu przeszło przez trudne lata burzy i naporu , odnajdując się potem z powodzeniem w dorosłym świecie.

Osłodą w trudnym dziele prowadzenia drogą treningów i kształtowania – trudnego – charakteru niektórych rodzimych talentów byli dla pana Mieczysława zawsze ci, którzy sami bardzo chcieli u niego trenować. I przyjeżdżali sami do niego, bądź – częściej – byli przywożeni przez rodziców. Nieraz z daleka, jak ci spotkani z Pabianic i z Sochaczewa, częściej z Łowicza i Głowna.

Praca indywidualna

Przyjeżdżają, bo wiedzą, że on poświęci im czas. Pan Mieczysław podkreśla, że w swej pracy z utalentowanymi zawodnikami rzadko kiedy łączy ich w grupy. – W indywidualnych konkurencjach wtedy jest najlepszy efekt – mówi. Przy czym wcale nie musi to być trening hiperintensywny, na etapie młodzików wystarczy dwa razy w tygodniu. – We wcześniejszym wieku lepiej nie przedobrzyć z treningami, ja nigdy nie przedobrzyłem, choć byli tacy, którzy sami za dużo trenowali – przyznaje.

W juniorach potrzeba już 4-5 treningów tygodniowo – ale, jak podkreśla: wtedy rodzice już raczej nie muszą swych dzieci na treningi wozić.

A po niektórych on sam wyjeżdżał i wyjeżdża, jeśli tylko widzi, że może to komuś pomóc przetrwać trudny okres słabszej motywacji. No i w juniorach zostają przy treningach tylko ci, którzy już widzą, że coś w tej dziedzinie mogą osiągnąć. Inni odchodzą. Ale czy coś stracili?

Szymajda jest przekonany, że przeciwnie: lata treningów uczą pracy. Po prostu. I ocalają przed wejściem na złą drogę, bo pokazują jakiś cel, inny niż na ekranie gry komputerowej czy podsunięty przez dilera trefnych substancji.

Lodowisko

W Domaniewicach Mieczysław Szymajda założył najpierw, jeszcze w latach 80. klub LZS Maraton, a w roku 1996 przekształcił go w UKS Błyskawica. Powód?

Chciał rozszerzyć wachlarz dyscyplin o łyżwiarstwo. Bowiem od czasu, gdy przy szkole powstało asfaltowe boisko, organizował na nim zimą – od roku, o ile dobrze pamięta – 1986 – naturalne lodowisko.

Pisaliśmy o nim na naszych łamach wielokrotnie, właściwie co roku – bo z takąż regularnością Mieczysław Szymajda je urządzał. Czyni to nadal, choć łagodne ostatnimi czasy zimy powodują, że funkcjonuje ono zwykle tylko przez 1-2 tygodnie w roku, podczas gdy przed laty lód na nim był ścięty przez dwa miesiące i więcej.

Piszę, że pan Mieczysław tworzył to lodowisko, co jest tylko w części nadużyciem. Oczywiście: pomagali mu w tym chłopcy z sekcji, którą stworzył, czasem jeden, czasem kilku, ale bez jego osobistej determinacji, zaangażowania, pomysłowości i wierności pomysłowi – przejawiającej się w tym, że gdy nikt nie przyszedł pomóc on i tak, sam, w nocy, sprzątał taflę i wylewał na nią nowe warstwy wody, stojąc z wężem na mrozie – lodowisko by nie przetrwało. Na przykładzie lodowiska Mieczysław Szymajda pokazuje jak, niestety, zmienia się podejście młodych do życia. Przed laty pomagających w pracach przy lodowisku było wielu. Dziś, gdy ich o to poprosi, owszem, przyjdą – ale spontanicznej, oddolnej inicjatywy już nie ma. – Zupełnie inaczej spędzają czas – mówi trener. – A samemu, to nawet rozwinąć na mrozie 60-metrowy wąż jest ciężko.

A wąż krótszy być nie może: lodowisko ma wymiary 30 na 50 metrów i – jeśli pogoda pozwala – jest największym w promieniu kilkudziesięciu kilometrów.

I to na tej tafli kształtował się talent Zbigniewa Bródki. Dzięki Szymajdzie w Domaniewicach potoczyło się wszystko jak w modelowym przykładzie: od zawodów Błękitnej Sztafety i o Złoty Krążek, które kiedyś gromadziły młodzież, przez decyzję o stworzeniu sekcji short tracku, po indywidualny – a jakże – trening z najbardziej utalentowanymi, w tym i z nim, mistrzem olimpijskim z Soczi.

Wychowankowie

Pytanie o to, których ze swoich zawodników zapamiętał najbardziej, wprawia pana Mietka w małe zakłopotanie – choć nigdy z natury zakłopotany nie jest i trudno go czymkolwiek speszyć. Po prostu było ich wielu, na przestrzeni już ponad 30 lat. Ale próbuje.

Wymienia najpierw Witolda Kucińskiego ze Skaratek, który biegał na średnich dystansach, dochodząc do VI miejsca w Polsce na halowych Mistrzostwach Polski juniorów. Potem Wojtka Wieteskę, znakomitego w sprintach, tak na 100 jak i na 200 m. Swoją siostrzenicę Krystynę Foks, wielokrotnie występującą na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, Młodzieżowych MP i MP juniorów w biegach na średnich i długich dystansach i w przełajach.

Dalej Rafała Kaźmierczaka, który przyjeżdżał do niego z Łowicza trenować skok wzwyż i z nim osiągnął 215 cm, a swój rekord życiowy miał 222 – na poziomie niemal olimpijskim. – Wtedy miałem dużą grupę lekkoatletów z Łowicza – wspomina Szymajda: Patryk i Marcin Kotarscy, Tomasz Gać, Łukasz Papuga, Michał Goździk i mój najlepszy do tej pory sprinter Emanuel Zimny, obecnie trener Aktywnych Sochaczew.

Jako kolejnych trener wymienia młociarzy Piotra Radomskiego i Rafała Górę, oszczepniczkę Małgorzatę Witkowską (srebro MP młodziczek), płotkarkę Iwonę Michalak, Łukasza Milczarka, Aleksandrę Goszczyńską. A z łyżwiarzy Agnieszkę Kędziorę (brąz MP juniorów), Łukasza Fabiańskiego, który ścigał się z Bródką i tylko poważna kontuzja na lodzie, skutkująca przecięciem ścięgien w łydce, uniemożliwiła mu dalsze sukcesy, siostrę Zbyszka Joannę Bródkę, Mariusza Fabiańskiego, Wojciecha Suta, wreszcie, co oczywiste, Zbigniewa Bródkę. I z najnowszych: łyżwiarzy Artura i Sebastiana Janickich, oszczepnika Cypriana Mrzygłoda. Wreszcie tych wszystkich młodych, którzy w minionym roku tyle osiągnęli na różnych zawodach, a których nazwiska przytaczamy w ramce.

Dzień pracy

Łowiczanin Roku 2018 ma każdy dzień wypełniony. Gdy umawialiśmy się na spotkanie, znalazł czas po godz. 20. No bo tego dnia z rana, po naostrzeniu kilku par łyżew, był z grupką swych łyżwiarzy na sztucznym lodowisku w Łowiczu (– Zawożę ich busem, do 8 osób zabieram, ale i dla jednej pojadę – mówi), potem w Łodzi odbierał nagrodę dla najlepszego w województwie trenera zrzeszenia LZS, (nagrody odebrali także Zbigniew Bródka za I miejsce i Artur Janicki za IX w kategorii zawodników).

Gdy wrócił, wyławiał ryby ze swojego stawu hodowlanego w Reczycach (hoduje szczupaki, karpie i amury), potem coś zjadł – i udawał się do szkoły na umówiony indywidualny trening. – Zawsze minimum 1,5-godzinny, zawsze rozgrzewka, część główna i końcowa, jak na lekcji, tylko mocniej – śmieje się. – I techniczny i siłowy i skocznościowy, zależy jaka konkurencja.

A to była sobota, w dni powszednie są przecież także lekcje w szkole. W wolnej chwili, choć tych jak na lekarstwo, pan Mietek chętnie też chodzi na grzyby. Grzybiarzem jest znakomitym, tak pod względem wiedzy co, jak i gdzie zbierać.

Przede wszystkim jednak zbiera i łowi talenty. A potem je obrabia, kształtuje, by błyszczały. I same stawały się trwałe i odporne. – Moja fascynacja lekką atletyką i łyżwami stała się codziennością. Chciałem dobrze dla wszystkich, by jak najwięcej ich się ruszało, biegało, skakało, jeździło. – powtarza. – Robię coś, co przyciąga wiele osób, ale nigdy nie myślałem, że z tej pracy będzie mistrz olimpijski…

Ci, którzy Mieczysława Szymajdę dobrze znają wiedzą, że ta satysfakcja nie oznacza spoczynku na laurach. Wyniki roku 2018 są tego dowodem.

O laureacie mówią:

Paweł Kwiatkowski, wójt gminy Domaniewice

Niezwykły talent Mieczysława Szymajdy do wyszukiwania sportowych talentów docenił wójt gminy Domaniewice, Paweł Kwiatkowski. W rozmowie z naszym reporterem wójt przyznał, że z radością obserwuje działania trenera oraz jego kolejne osiągnięcia.

– O wspaniałości tego człowieka świadczą zdobywane przez niego nagrody, a także zaszczytne tytuły. Choćby w ostatnim czasie było ich wiele. Swoją pracowitością i gotowością do poświęcenia Mieczysław Szymajda wychował w naszej gminie już wielu wspaniałych sportowców, a dobrze wiemy, że rosną także ich następcy, których pierwsze kroki w sportowym świecie są bardzo udane. To z jednej strony zasługa sportowej pasji tych osób, z drugiej zaś niezwykłych umiejętności ich trenera – zauważył wójt.

Nasz rozmówca podkreślił także, że Domaniewice, w których aktywnie działa Mieczysław Szymajda, są jedną z nielicznych gmin w okolicy, a nawet w Polsce, w których sport znajduje się na tak wysokim poziomie i ciągle się rozwija.

– Osiągnięcia podopiecznych są najlepszym świadectwem zaangażowania oraz pracy Mieczysława Szymajdy. Serdecznie gratuluję trenerowi dotychczasowych osiągnięć, nagród oraz kolejnych tytułów. Jestem przekonany, że są one zasłużone. Mam nadzieję, że z upływem czasu będzie ich coraz więcej – zauważył wójt.

Marzena Sadowska, dyrektor Szkoły Podstawowej w Domaniewicach

– Od dawna cenię talent oraz pracowitość Mieczysława Szymajdy, a najlepszym tego dowodem był wniosek, jaki w zeszłym roku złożyłam do Kuratorium Oświaty o przyznanie mu nagrody. Tak się właśnie stało. Jestem dumna z naszej owocnej współpracy. Doceniam wszystkie osiągnięcia trenera, również te, które płyną z jego działalności pozaszkolnej. Osoba tak zaangażowana i aktywna to prawdziwy skarb.

Ryszard Ogonowski, dyrektor SP w Skaratkach

– Trener Mieczysław Szymajda to człowiek absolutnie zafiksowany za punkcie sportu i tego, co na co dzień robi. Nie dość, że sam jest w tym wybitny, to jeszcze posiada umiejętność dzielenia się sportową pasją i zarażania nią innych. To właśnie dzięki mu sport w Domaniewicach stoi na tak wysokim poziomie. Pamiętam moment, kiedy Mieczysław Szymajda angażował się także w życie polityczne, jednak nawet wówczas wyraźnie widać było, że przynależność partyjna czy działalność polityczna mają dla niego drugorzędne znaczenie, zaś najważniejsze jest to, by sport w powiecie jak najszybciej się rozwijał i był na najwyższym poziomie. Mieczysław Szymajda jest człowiekiem absolutnie bezcennym dla sportu w naszej gminie. Osobiście zawsze podziwiałem hart ducha trenera oraz jego zaangażowanie w funkcjonowanie lodowiska w okresie zimowym. Nigdy nie było dla niego zbyt trudnej pory czy przeszkody w postaci warunków pogodowych. Bez względu na to, ile było stopni, potrafił dbać o to, by lodowisko było dla młodzieży dostępne i bezpiecznie, a trzeba dodać, że robił to całkowicie bezinteresownie. To postawa absolutnie godna podziwu.

Stanisława Felczyńska, dyrektor Przedszkola w Domaniewicach

– Długo można wymieniać rzeczy, które cenię w Mieczysławie Szymajdzie. Z pewnością należą do nich aktywność na gruncie społecznym, zaangażowanie w sprawy sportu, codzienne poświęcenie dla dobra innych, a także pracowitość – podkreśla Stanisława Felczyńska, dyrektor Przedszkola w Domaniewicach.

Z opinii naszej rozmówczyni wynika również, że podziwia ona trenera także za wyjątkową dbałość o funkcjonowanie domaniewickiego lodowiska.

– To doprawdy niezwykłe, z jakim zaangażowaniem ten człowiek dba o to, żeby lodowisko mogło funkcjonować. Bez względu na porę dnia czy nocy, w okresie zimowym, kiedy warunki są trudne, czyści je i uzupełnia wszelkie ubytki, żeby było to miejsce bezpieczne dla użytkowników. Pozostaję pod ogromnym wrażeniem tej pracy. Doceniam również to, jaką jest osobą. Chwała mu za to, co robi dla innych!

Radosław Tafliński, domaniewicki podróżnik i fotograf

– Z Mieczysławem Szymajdą znam się od wielu lat. Początkowo był moim nauczycielem wychowania fizycznego. Bez wątpienia jest to człowiek, który sportem żyje i tej dziedzinie życia wszystko podporządkowuje. Myślę, że właśnie dlatego tak wiele udało mu się w życiu osiągnąć – podkreśla Radosław Tafliński.

Nasz rozmówca zauważył, że od wielu lat docenia niezwykłą umiejętność trenera do wyławiania sportowych talentów, a potem wykształcania w tych ludziach niezbędnych w sporcie umiejętności. Radosław Tafliński przyznał jednak, że przy całym swoim zaangażowaniu, wyjątkowej pracowitości oraz wytrwałości trener bywa jednak człowiekiem niezbyt łatwym w obyciu.

– To osoba o niezwykłej sile charakteru i płynącego z niej uporu. Kiedy sobie coś postanowi, bardzo trudno go od tego pomysłu odwieść. Myślę, że to właśnie wspomniana wytrwałość pozwoliła mu tyle osiągnąć – zauważył.

Dodajmy, że nasz rozmówca jako jedyny docenił również inną umiejętność Mieczysława Szymajdy, a jest nią talent do zbierania grzybów. – Trener jest zapalonym grzybiarzem. Nie mogę wyjść z podziwu, że nawet w czasie niesprzyjającej pory, potrafi przynieść z lasu całe skrzynki grzybów. Nie mam pojęcia jak mu się to udaje, ale naprawdę mi to imponuje – podkreślił Radosław Tafliński.

O trenerze opowiada Emanuel Zimny

rocznik 1981, urodzony w Łowiczu, od 2005 roku pracujący jako nauczyciel wychowania fizycznego w szkole w Sochaczewie, instruktor lekkiej atletyki w Klubie Maratończyka “Aktywni” Sochaczew. Zimny jest też instruktorem pływania, sędzią lekkoatletycznym oraz czynnym zawodnikiem w kategorii Masters. Mieszka w Sochaczewie, uczył się na Uniwersytecie Łódzkim, wcześniej w II LO w Łowiczu i Gimnazjum nr 3 w Chodakowie.

– Mieczysława Szymajdę poznałem w trzeciej klasie ogólniaka. Nie miałem za bardzo co z sobą zrobić (nie było tak rozpowszechnionego Internetu, telefonów i innych gadżetów), a miałem kilka udanych sportowych występów. Gdy do mnie zadzwonił byłem trochę zdziwiony że w ogóle ktokolwiek pod kątem sportowym mnie obserwuje – opowiada o swoim trenerze.

Na pierwszy trening do Domaniewic pojechał z Łowicza pociągiem. Na miejscu spotkał swoich rówieśników będących już od dłuższego czasu w klubie m.in. Zbyszka Bródkę, Łukasza Fabiańskiego, Agnieszkę Kędziorę, Iwonę Michalak. – Rówieśników, których znałem z lektury Nowego Łowiczanina, bo była to lektura podstawowa – pod koniec lat 90-tych tylko tam można było poczytać o sporcie lokalnym czy szkolnym – dodaje.

Mietek od początku zrobił na nim pozytywne wrażenie. – Właśnie: “Mietek”. Zauważyłem, że zawodnicy mówią mu po imieniu. Było to dla mnie trochę dziwne, choć wkrótce sam już tak mówiłem – opowiada. Według naszego rozmówcy trenera Szymajdę na pewno cechuje to, czego potrzebuje młodzież (bez względu czy dorastała w latach 90-tych, czy obecnych) czyli szczerość, otwartość, bezpośredni kontakt oraz to, że na pewne sprawy nie patrzy jak większość, nie myśli szablonowo. – Zawsze życiowe i treningowe sprawy interpretuje po swojemu i zazwyczaj bardzo trafnie. Poza tym luz w rozmowie, luz w trenowaniu, aczkolwiek cele postawione są zawsze jasno i precyzyjnie – opowiada. Małymi krokami ale systematycznie uczy zmierzać do wyznaczonych celów. Według Emanuela Zimnego jest to bardzo dobre gdyż “nie zajeżdża” młodego człowieka.

W kontaktach zarówno tych dawnych zawodniczych, jak i teraźniejszych zawsze rozmawia się z nim na luzie, bez skrępowania, bez żadnych tajemnic. Szymajda to bez wątpienia osoba, której można zaufać.

– Treningi u Miecia dały mi w życiu jakiś cel. Od nich zaczęła się moja fascynacja lekkoatletyką. To w sumie tam, w Domaniewicach, ułożyłem sobie w głowie, że w przyszłości właśnie chciałbym uczyć wychowania fizycznego, być nauczycielem, trenerem – i to udało mi się osiągnąć.

Zimny w dalszym ciągu utrzymuje kontakt ze swoim trenerem. Zresztą nawet teraz Mieczysław też dużo mu pomaga – dzieli się wiedzą z jego zawodnikami. Treningi pod okiem Szymajdy były dla niego nie tylko czasem kiedy solidnie zmęczył się – zresztą do tej pory to lubi – ale też chwilą relaksu, śmiechu, spotkań ze znajomymi, planowaniem wspólnych wyjazdów na zawody. – Dzięki temu, że biegałem, a Mietek dobrze mnie prowadził, objeździłem jako nastolatek wiele miast w Polsce – opowiada. Oczywiście niesamowitą frajdą były obozy: Sanok, Zakopane, Biały Bór, Puck i inne.

Wyniki jakie wspólnie wypracowali, plasowały Emanuela Zimnego na czołowych lokatach 200 i 400-metrowców w Polsce, za co jest trenerowi bardzo wdzięczny.

– Odnośnie “oka do wyłapywania talentów” cóż… tak jak wcześniej wspomniałem, ma niesamowity i prosty kontakt z młodzieżą. Potrafi każdego dobrze zapowiadającego się sportowca dobrze zmotywować. Dużo rozmawia, do tego jest mega cierpliwy, nie robi nic na szybko. Zawsze każdemu daje szansę na przyswojenie wiedzy, umiejętności. Dlatego ci którzy do niego trafili i trafiają robią ogromne postępy – opowiada. Nie wywiera na zawodnikach presji, aczkolwiek jeśli ktoś z czymś “nawali”, potrafi dosadnie i konkretnie wyrazić swoje zdanie na ten temat. – Tak ma być. Po to jest trenerem, a z doświadczenia wiem, że z zawodnikiem nieraz trzeba “trochę mocniej”, zwłaszcza gdy ma potencjał, a się obija – opowiada o trenerze. Mówi też, że oczywiście Szymajda załatwia takie sprawy po dżentelmeńsku – rozmową w cztery oczy.

Mieczysław jako człowiek to według niego: przyjaciel, wychowawca, trener, nauczyciel, miłośnik przyrody, w dalszym ciągu sportowiec (choć już bardziej oddany “trenerce”), bardzo dobry działacz zarówno społeczny, jak i sportowy. Osoba, której można i warto zaufać w każdej dziedzinie życia.

Spotkać pozytywnego “sportowego szaleńca”

Rafał Kazimierczak, dzisiaj dziennikarz, w 2002 roku zdobył wicemistrzostwo Polski seniorów w skoku wzwyż z rezultatem 2,22 m. Wówczas reprezentował AZS-AWF Warszawa, ale – jak podkreśla – jest wychowankiem Mieczysława Szymajdy, który dla niego zawsze będzie “panem trenerem”, choć wszyscy zwykli o nim mówić “pan Mietek”. Z perspektywy czasu uważa, że wszystko jest zasługą spotkania z tym pozytywnym “sportowym szaleńcem”.

Aby opowiedzieć swoją historię cofa się do pierwszej połowy lat 90., do czasów LZS Maraton Domaniewice. Uczęszczał wówczas do klasy maturalnej w liceum im. Józefa Chełmońskiego w Łowiczu. – Miałem wtedy prawie 2 metry wzrostu i prawie nic nie ważyłem – wspomina. W ławce siedział z Michałem Goździkiem, który trenował u Mieczysława Szymajdy bieg na dystansie 400 m. Kiedyś, podczas treningu, wspomniał o predyspozycjach anatomicznych swojego kolegi i jego umiejętnościach, które ujawniły się już na SKS-ach. Mieczysław Szymajda stwierdził, że jego budowa jest idealna, by mógł trenować skok wzwyż i wkrótce pojechali razem na pierwsze zawody do Łodzi. Rafał Kazimierczak wspomina, że wtedy, ani on, ani jego trener nie mieli pojęcia o skokach wzwyż. Mieczysław Szymajda namalował mu numer startowy farbą olejną na koszulce, a skoczek patrzył, co robią inni zawodnicy i starał się ich naśladować: wkrótce okazało się, że z dobrymi efektami.

W takim duecie jeździli razem na zawody w całej Polsce, choć Rafał Kazimierczak wspomina, że musieli wyglądać dość komicznie, bo pan Mietek nie jest dużego wzrostu, a on ma prawie 2 metry. Pamięta, że kiedyś przyszedł na trening ogolony na łyso, a następnego dnia w tym samym wydaniu zaprezentował mu się jego trener. Pamiątką z tamtych czasów jest wspólne zdjęcie, na którym pan Mietek podskakuje, by dorównać wzrostem zawodnikowi. – To wszystko było na zasadzie takiego porozumienia dusz – wspomina.

Zawodnik pamięta, że niejednokrotnie bywało tak, że kiedy on nocował w bursie, to jego trener – w samochodzie. Zresztą wielokrotnie przyjeżdżał po niego do Łowicza, by zabrać go na trening. Wszystko to było w czasach, gdy trenowanie skoku wzwyż, do tego na wsi pod Łowiczem, było dla wszystkich kompletną abstrakcją.

Rafał Kazimierczak wspomina wyjątkowe zaangażowanie swojego trenera w urozmaicanie treningów i dopingowanie zawodników. Nigdy nie zapomni, jak pan Mietek wyniósł materace na stadion i zorganizował konkurs w skoku wzwyż z udziałem okolicznych dzieciaków. Wygrał oczywiście Rafał Kazimierczak, a w nagrodę dostał 3 dolary.

Kiedy już jako dziennikarz przygotowywał dla “Przeglądu Sportowego” materiał o sukcesie olimpijskim Zbigniewa Bródki i jego trenera, to okazało się, że Zbyszek również był wśród tych dzieciaków.

– Takich ludzi, albo już nie ma, albo są na wyginięciu. Z tego, że poświęcał swój czas nic nie miał. Myślę, że sport na tych małych wsiach musi się opierać na takich właśnie pozytywnych “sportowych szaleńcach” i ja swojego spotkałem! – kwituje naszą rozmowę.

Agnieszka Olejniczak: On jest jak człowiek z żelaza

Dla Agnieszki Olejniczak, z domu Kędziora, Mieczysław Szymajda jest wzorem, osobą, na której ciągle może polegać. Utrzymuje z nim stały kontakt.

Mieczysław Szymajda był jej nauczycielem wychowania fizycznego, jej sportowy talent zauważył, gdy była w klasie III szkoły podstawowej. Nie przypuszczała wówczas jak duże znaczenie dla jej życia będzie miała ta znajomość. To dzięki Mieczysławowi Szymajdzie, i tego jak potrafił wychowywać, dziś jest nauczycielem wychowania fizycznego, pracuje z trudną młodzieżą w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii w Łodzi oraz w Zespole Szkół Specjalnych w Głownie. W Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji jest koordynatorem ds. sportu, odpowiada za organizację imprez. Dzięki swemu trenerowi, ona, dziewczyna ze wsi, startowała w zawodach ogólnopolskich i zdobywała czołowe miejsca. Dzięki nim mogła zdobyć sprzęt sportowy, który pozwolił się jej dalej rozwijać. Bo domaniewicki klub w jej czasach nie miał dużych możliwości finansowych. Sport, jak przyznaje, otworzył ją na świat. Dzięki wynikom mogła otrzymywać stypendia, na studiach gdy słyszano “od kogo” jest od razu kojarzono, ona też nie była anonimowa.

Mówi, że obecnie robi to co kocha, czyli pracuje z młodzieżą i wychowuje przez sport. Jej uczniowie są wymagający, ale jak nam powiedziała – w życiu trzeba podnosić sobie poprzeczkę i szukać wyzwań, jak w sporcie. – Trener cieszył się, gdy młodzi sami przychodzili na treningi, bo chcieli, ale gdy widział kogoś z talentem, a widać było, że nie wie co ze sobą ma zrobić, był trochę zagubiony, to robił wszystko, aby go wciągnąć do sportu. Największą satysfakcję miał, gdy się udawało i pojawiały się wyniki – wspomina.

Dodaje, że niewiele osób wie, że Mieczysław Szymajda w ten sposób uratował niejednego młodego człowieka, który właśnie zaczynał “przygodę” z narkotykami czy alkoholem.

Wśród swoich podopiecznych – opowiada pani Agnieszka – Szymajda cieszy się atencją, choć potrafi mocno zrugać, gdy ktoś “da ciała”, szczególnie gdy w czasie startu w zawodach widzi, że komuś się nie chce. Po wszystkim jednak zazwyczaj dodaje – “Widzimy się na treningu”, nie zamyka drzwi, daje szansę.

W pamięci ma jak ją motywował do startu w zawodach, jak wiara trenera wpływała na to, że dawała z siebie wszystko w czasie biegów przełajowych czy zawodów w short-tracku. – Mówił “To jest Twój dzień, jesteś doskonale przygotowana, daj z siebie wszystko” – opowiada – zawsze kazał koncentrować się w czasie startu na sobie, nie oglądać się na innych.

– To człowiek, który całe swoje życie poświęcił dla sportu i dla drugiego człowieka. Niektórzy patrzą na to co robi i mówią, że to szaleniec, że jest niepoważny, bo potrafi rozmawiać z młodzieżą jej językiem, żartować, nawet się wygłupiać, ale wyniki jakie osiągali i osiągają jego podopieczni świadczą na jego korzyść. Dla mnie to człowiek z żelaza, który nigdy się nie poddaje.

Pan Mietek to “ojciec chrzestny” domaniewickiego sportu

Mieczysław Szymajda miał bardzo duży wpływ na Łukasza Fabjańskiego, który był jego uczniem, zawodnikiem, a teraz sam jest trenerem short tracku w AZS Politechniki Opolskiej. Jak wspomina Łukasz Fabjański, poznał pana Mietka w klasie IV Szkoły Podstawowej w Domaniewicach, gdy z mniejszego budynku, gdzie uczyły się młodsze dzieci, jego klasa została już przeniesiona do głównego budynku szkoły. Lekcje w.f. z panem Mietkiem od razu mu się spodobały, ponieważ miał on nietypowe podejście do dzieci. Każda lekcja była niespodzianką.

Szymajda zachęcał wszystkich uczniów do przychodzenia na SKS, na których prowadził systematyczne i intensywne ćwiczenia ogólnorozwojowe. Był całkowicie pochłonięty pracą z dziećmi i młodzieżą. – Spędziliśmy z nim na co dzień mnóstwo czasu po lekcjach, często nawet w święta – wspomina Łukasz Fabjański. Jak pamięta, któregoś roku zdarzyło się nawet, że zawodnicy UKS Błyskawica nie byli w domu podczas Wigilii, Bożego Narodzenia, Sylwestra i Nowego Roku, ponieważ trener zabrał ich do Białegostoku, gdzie mieli obóz sportowy. Akurat taki termin był wolny i wyjazd można było zorganizować taniej niż w innych dniach. Nasz rozmówca wspomina te czasy jako wspaniałe, bo na sport było jeszcze tyle czasu. W domach nikt nie miał jeszcze komputera…

Z sentymentem wspomina też te wieczory i noce, gdy wraz z panem Mietkiem wylewali wiadrami wodę na płytę lodowiska np. między godz. 23 a 1 w nocy, a potem trenowali w godzinach 4-6, gdy tafla była najlepszej jakości, bo wchodzili na nią jako pierwsi.

– On jest jakby z innej planety, To nie jest typowy nauczyciel – uważa Łukasz Fabjański. Mówi, że jego pierwszy trener nie dyskredytował nikogo, kto chciał uprawiać sport. Potrafił wprawdzie powiedzieć szczerze, że ktoś do short tracku się nie nadaje, ale jeśli chciał trenować, to umiał mu znaleźć odpowiednią dla niego dyscyplinę sportu np. rzut młotem. Miał intuicję, która mu to trafnie podpowiadała. Gdy już ją znalazł to mówił, że każdy może osiągnąć cel, jaki sobie wyznaczy, ale to wymaga pracy

Swoimi zawodnikami opiekował się najlepiej jak potrafił. Zabiegał o stypendia dla zawodników, starał się załatwić im buty i stroje. Wiedział, że w zawodników trzeba zainwestować. Umiał ich pochwalić, ale czasem nakrzyczał na nich, starał się chronić przed zagrożeniami, które na nich czyhają. Trenowanie pod jego okiem to nie było tylko trenowanie, lecz prawdziwa szkoła życia. Oczywiście, nie wszystkim te metody odpowiadały, ale ci, którzy ich nie akceptowali, nie przychodzili na treningi.

Pan Łukasz zapewnia, że zawsze umiał te nauki i troskę docenić.

Dla niego Mieczysław Szymajda to “ojciec chrzestny” domaniewickiego sportu. Gdyby nie jego charakter, zapał i poświęcenie, to taka mała miejscowość jak Domaniewice, w której działa UKS, który nie ma ani krytego lodowiska, ani nawet zwykłego biura, nigdy nie dochowałaby się mistrz olimpijskiego.

Łukasz Fabjański nie ukrywa, że pan Mietek miał duży wpływ na niego, że go ukształtował. Dzisiaj sam jest trenerem short tracku w Opolu, do którego wyjechał najpierw na studia, ale się w nim osiedlił.

Osiągnięcia Mieczysława Szymajdy, trenera UKS Błyskawica Domaniewice, w roku 2018

1. 7 stycznia w Kołomnie pod Moskwą Zbigniew Bródka zdobył brązowy medal na 3km w biegu drużynowym w Mistrzostwach Europy w łyżwiarstwie szybkim.

2. W lutym uczestniczył, już bez sukcesów, w Olimpiadzie zimowej w Korei. Był jednak chorążym polskiej ekipy, a w biegu na 1500 m był 12.

3. Weronika Kaźmierczak (16 lat) zdobyła mistrzostwo Polski w skoku wzwyż w kategorii poniżej 20 lat na halowych MP w Toruniu 9-11 lutego. dwukrotnie na tych zawodach poprawiła swój rekord życiowy (ze 170 na 171 a potem na 174 cm.)

4. Na tych samych MP w Toruniu Jakub Pająk, uczeń ZSP 1 w Łowiczu, wywalczył srebrny medal w skoku wzwyż (195 cm – rekord życiowy) w kat. juniorów. To pierwszy od 11 lat męski medal w tej imprezie zawodnika z powiatu łowickiego.

5. Andżelika Woźniak w pchnięciu kulą miejsce 6, ale poprawiła swój rekord życiowy o 34 cm.

6. UKS Błyskawica Domaniewice w klasyfikacji drużynowej uplasował się na pozycjach 17-25, na 217 klubów!

7. 25 lutego Julia Perzyńska z UKS Błyskawica Domaniewice zdobyła złoty medal na mistrzostwach halowych woj. łódzkiego w lekkiej atletyce (U 16) – 158 cm. Na tych samych zawodach, startujący w barwach Gimnazjum w Domaniewicach, ale trenowani też przez M. Szymajdę: Natalia Baleja zdobyła 2 srebra: skok w dal i pchnięcie kulą, a Patryk Fijołek brąz w skoku wzwyż.

8. Na mistrzostwach woj. łódzkiego w l.a. na otwartym stadionie 25.26 maja, 6 reprezentantów Błyskawicy zdobyło 6 medali: Jakub Pająk złoto w skoku wzwyż (196 cm – rek. życiowy), Aleksandra Goszczyńska w rzucie oszczepem też złoto, nadto srebro w rzucie młotem, srebro w tej samej konkurencji Jan Gabryelczyk, a brązy Patryk Pająk w skoku w dal i Michał Bryk w rzucie młotem.

9. Jakub Pająk złoto na mistrzostwach Polski LZS: kolejna życiówka, 201 cm. Tam też Angelika Woźniak srebro w rzucie młotem.

10. 2 medale w finale ogólnopolskim Czwartków Lekkoatletycznych: srebro Małgorzata Jakóbiec w skoku wzwyż i brąz Antoni Abramowicz w rzucie piłeczką palantową.

11. MP U23 Sara Rosiak (teraz AZS AWF W-wa, ale wychowanka Szymajdy) 5 w rzucie młotem.

12. Cyprian Mrzygłód (mistrz Europy U20 w rzucie oszczepem z roku 2017) – wychowanek M. Szymajdy, teraz AZS AWFiS Gdańsk, 15 lipca w Warszawie na mityngu rzucił kolejną życiówkę – 81,08 m. W sierpniu na ME seniorów w Berlinie zajął 9 miejsce z wynikiem 80,20 m. – ale w eliminacjach rzucił 83,85 m – nowy rekord życiowy.

13. Jakub Pająk wicemistrzem Polski w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży (jednocześnie MP U18) w skoku wzwyż – 200 cm – Chorzów, 27-29 lipca. W finałach także Ola Goszczyńska (oszczep) i Tomasz Wieteska (skok w dal)

14. 22 sierpnia, w memoriale Kamili Skolimowskiej, w kat. U19, Tomasz Wieteska wygrał na 100m, Julia Perzyńska była 3 w skoku w dal (nowy r. ż.), Natalia Baleja 2 w pchnięciu kulą.

15. 25 sierpnia Aleksandra Goszczyńska w rzucie oszczepem brąz w Igrzyskach LZS.

16. 26-28 października, Artur Janicki brąz na MP w łyżwiarstwie szybkim w Tomaszowie maz., na dystansie 5000 m. Zbigniew Bródka złoto na 1500.

17. Artur Janicki na 10, 11 i 8 miejscu w zawodach Pucharu Świata juniorów w łyżw. szybkim w Tomaszowie Maz. odpowiednio na 300, 1500 m. i w biegu masowym).

 

Konkurs SGL Local Press 2019 wsparli:

belka z logo2019 1