Loading...
Close

27 października 2015

Tajemnicze interesy burmistrza Trzebnicy – wygrana w kategorii „dziennikarstwo śledcze i interwencyjne”

NOWA GAZETA TRZEBNICKA, Daniel Długosz

Jedni powiedzą, że to spryt i zaradność, inni mogą odnieść wrażenie, że burmistrz wykorzystuje swoje stanowisko i bez skrupułów zarabia na ludzkim nieszczęściu. Ale w tej sprawie jest jeszcze jeden ciekawy wątek. Okazuje się, że mimo, że sprawę badał sąd i prokuratura, to nikt nie zauważył, że w akcie notarialnym i w wyroku sądu występują sprzeczności, co więcej ani sąd, ani prokuratura tego również nie zauważyły…

localpress4

Fotografie udostępnione przez Nowagazeta.pl

Fotografie udostępnione przez Nowagazeta.pl

O handlu nieruchomościami przez burmistrza Marka Długozimę, mówiło się już od dawna. A to starosta na Facebooku zadawał niejednoznaczne pytania a właściwie stwierdzenia, a to czasami w rozmowach mówili o tym sami radni. Coś było na rzeczy. My też słyszeliśmy, o dziwnych transakcjach związanych z zakupem domu i zniknięciem jego właścicielki, ale jak dotąd nikt nie chciał o tym opowiedzieć. Do czasu.

Na początku października zgłosił się do nas Józef Szywała, wujek Katarzyny F. od której w 2007 roku burmistrz, po zaskakująco niskiej cenie kupił dom. Co ciekawe, nim pan Szywała porozmawiał z nami, pojawił się też na sesji nadzwyczajnej, zwołanej z inicjatywy burmistrza Długozimy. Na posiedzeniu był nasz dziennikarz i dwóch panów. Jednym z nich był Józef Szywała, który jest w tej chwili obywatelem USA i tam też mieszka na stałe.

Jakież było zdziwienie, gdy burmistrz, zaraz po przedstawieniu swojej pracy, wyszedł z sali obrad, wprawiając w osłupienie zgromadzonych radnych i… już nie wrócił. Oburzeni radni, pytali o powody, próbowali zrobić przerwę, ale obrady trwały nadal. Przypadek? Tego nie wiemy, jedno jest pewne burmistrz Długozima doskonale wiedział kim jest Józef Szywała.

Tanio kupić

Ale od początku. Wszyscy wiedzą, że burmistrz czy wójt nie może prowadzić działalności gospodarczej, ale nikt mu nie zabroni kupować mieszkań czy innych nieruchomości. Od naszego rozmówcy dowiedzieliśmy się, że burmistrz Długozima zaraz po objęciu pierwszy raz stanowiska burmistrza, czyli na początku roku 2007 zainteresował się domem przy ul. Orzechowej w Trzebnicy. A właściwie według zeznań przed sądem, to on się interesował nieruchomościami, a dom „nagrała” mu Wioletta B., pracownica biura trzebnickiego komornika. Celowo podajemy ulicę, bo gdy w 2006 roku Marek Długozima został burmistrzem, to z budżetu wycofał remont ulic: Orzechowej i Morelowej, ale gdy stał się właścicielem nieruchomości przy Orzechowej, obie ulice ponownie znalazły się w budżecie i zostały natychmiast wyremontowane.

Okazało się, że właścicielka domu ma kłopoty finansowe i nie jest w stanie spłacić 70 tys. zł pożyczki, którą wzięła pod hipotekę domu. Komornik mógł więc zlicytować nieruchomość. Powołał już nawet biegłego, który oszacował, że działka wraz z stojącym na nim domem z meblami warta jest ponad 340 tys. zł. Wtedy Wioletta B. powiedziała zdesperowanej właścicielce, że lepiej by było, gdyby to ona sprzedała dom sama, bo z licytacją to różnie bywa. Dodała też, że ma nawet chętnego i wskazała burmistrza Długozimę.

Po paru dniach podpisano akt notarialny, w którym burmistrz wraz z małżonką kupił, uwaga… niezabudowaną działkę budowlaną. W akcie nie ma słowa o tym, że na działce stoi dom, że jest on umeblowany itp. Cena: 215 tys. zł. Jak za ponad 8 arową działkę w Trzebnicy nawet spora, ale jak za działkę budowlaną z domem, zadziwiająco niska. Zadzwoniliśmy do notariusza, który podpisał akt, by zapytać, jak to możliwe, że akt sprzedaży dotyczy działki niezabudowanej, gdy w chwili kupna stał na niej dom, gdy od kilku lat sprzedająca w nim mieszkała, a ponadto biegły powołany przez komornika dokładnie opisał, że działka zabudowana jest domem i oszacował jego wartość. W biurze notariusza dowiedzieliśmy się, że notariusz przyjmuje oświadczenia stron jako prawdziwe. Nie jeździ w teren i nie sprawdza czy stan faktyczny jest taki czy inny. To sprzedający i kupujący oświadczają przed notariuszem co zostaje zbywane, a co kupowane. Jeśli poświadczono nieprawdę, to odpowiedzialność za to biorą właśnie oni. Dlaczego zatem małżeństwo Długozima poświadczyło, że kupują niezabudowaną działkę budowlaną, gdy w rzeczywistości nabyli działkę z domem? Być może chodziło o to, by zapłacić mniejszy podatek od czynności cywilno-prawnych i mniejszą taksę notarialną. Co więcej urząd skarbowy widząc, ze zakupiono działkę budowlaną nie miał powodu by dać „domiar” stosowany, przy transakcjach, co do których podejrzewa się, że mogą być zaniżone. Gdy zadzwoniliśmy do Urzędu Skarbowego w Trzebnicy dowiedzieliśmy się, że ewentualne dochodzenie roszczeń może być już przeterminowane.
To tylko jeden aspekt sprawy, do którego jeszcze powrócimy. Inną sprawą jest zwykła ludzka krzywda, której jak twierdzi nasz rozmówca doznał on i jego rodzina.

Zaginiona

Okazało się, że zaraz po sprzedaży Katarzyna F. zniknęła. Wszelki ślad po niej zaginął. Odprowadziła dziecko do przedszkola, ale do pracy już nie doszła. Z zeznań w sądzie wynika, że pojechała do Kołobrzegu, by popełnić samobójstwo. Powiadomiono policję. O sprawie dowiedział się też burmistrz Długozima z małżonką. Matka zaginionej, przed sądem mówiła, że: Pan Marek Długozima zadzwonił do nas tydzień po zaginięciu naszej córki i powiedział, że chce porozmawiać. (…) Powiedział, że ten dom kupił legalnie u komornika. Powiedział też, że córka wzięła kredyt 70 tys. zł i że go nie spłaciła i że komornik zajął dom (w rzeczywistości nieruchomość burmistrz nabył z pominięciem komornika – przyp. red.). Pani Długozima płakała cały czas i pytała czy wiedziałam o tym kredycie.  Powiedziała, że niech tylko moja córka się odnajdzie, to oni już nie chcą tego domu. Wtedy pan Długozima powiedział „oddacie nam pieniądze, a my zwrócimy dom” (…). Prosił nas, żeby nie nagłaśniać tej sprawy i żeby dziennikarzom  nie udzielać wywiadów na ten temat. Kiedy powiedziałam, że pieniądze na ten dom pożyczał córce wujek, to pozwany powiedział „mówcie, że to jest jej dom””. (…) Ja powiedziałam, że zwrócimy pieniądze, bo uważałam, że kwota jaką pozwani zapłacili za dom to była nieduża kwota, bo dom był wykończony, umeblowany i gotowy do zamieszkania. Dalej w aktach czytamy, że burmistrz umówił się z matką i wujkiem na spotkanie w swoim domu. Potwierdza nam to też Józef Szywała. Kasię, po kilku dniach znalazła policja. Ona sama opowiadała, że stało się to po tym, jak przed zażyciem tabletek włączyła telefon komórkowy, bo jak twierdziła, chciała jeszcze raz zobaczyć zdjęcie dzieci. Wujek dodaje, że gdy Kasia się odnalazła burmistrz zmienił front. Zaczął mówić, że to nie taka prosta sprawa, bo on jest burmistrzem, bo podatki, a w końcu gdy się z nim spotkał, to powiedział, że chce 500 tys. złotych. Józef Szywała czuł się oszukany. Jak mówi najprawdopodobniej w wyniku silnego stresu, trafił do szpitala. Nie mógł chodzić. Dopiero teraz po długiej terapii dopiero wrócił do zdrowia.

Pan Józef twierdzi, że burmistrz Długozima wykorzystał to, że Kasia znalazła się w trudnym położeniu. Potem się wystraszył, gdy zniknęła, ale gdy się odnalazła poczuł się bardzo pewnie. My tymczasem sprawdziliśmy, że kupno domu nie zostało odnotowane w oświadczeniu majątkowym burmistrza składanym na koniec 2007 roku. Dlaczego?
Okazało się, że tuż przed końcem roku, w grudniu, państwo Długozima podarowali dom… synowi. Ten po kilku latach sprzedał dom za ponad 400 tys. zł i wspaniałomyślnie darował tacie 100 tys. złotych.

Kolejna okazja

Dowiedzieliśmy się też, że to niejedyna nieruchomość o którą zabiegał włodarz Trzebnicy. Nie tak dawno, głośno zrobiło się o zakupie mieszkania przy ul. Daszyńskiego. Okazało się, że i w tym wypadku właścicielka mieszkania wpadła w spiralę długów i wtedy w jej domu zjawił się… burmistrz Długozima z propozycją, tak twierdzi brat właścicielki, który opowiedział nam o sprawie. Mówił, że burmistrz zaproponował siostrze, że spłaci dług, około 30 tys. zł i da jej 40 tys. zł. Tym samym 78 metrowe mieszkanie w centrum Trzebnicy trafiło w ręce… o nie, nie burmistrza, a jego studiującego syna za kwotę około 70 tys zł! To on figuruje w akcie notarialnym.
Zaraz po kupnie lub tuż przedtem, tego nasz rozmówca dokładnie nie pamięta, podległy gminie Zakład Gospodarki Komunalnej pięknie wyremontował klatkę schodową, a nawet strych. – Teraz to jest tam pięknie jak w aptece – opowiada brat, byłej już właścicielki.
Mieszkanie szybko zostało wystawione na sprzedaż i sprzedane zostało za grubo ponad 200 tys. zł. A co z właścicielką? Pieniędzy nie wystarczyło na zakup nowego lokum, nie pomógł też burmistrz. Nie dał mieszkania lokatorskiego. Kobieta wyjechała do pracy do Anglii. O sprawie nie chce nawet pamiętać, na razie nie myśli o powrocie do kraju.

O stracie domu nie mogła zapomnieć jednak zarówno Katarzyna F., jak i jej rodzina. Postanowili walczyć przed sądami. Złożyli też zawiadomienie w prokuraturze o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na wyzyskaniu jej przymusowego położenia w celu zakupienia nieruchomości po zaniżonej cenie. Sprawę przekazano do prokuratury w Miliczu. Ta nie dopatrzyła się jednak przestępstwa. Ale ani prokurator, ani policja nie zauważyli, że w akcie notarialnym podpisano, że kupiono działkę niezabudowaną, a nie dom. Policja milicka poinformowała nas, że akta są w posiadaniu prokuratury. Jednak mimo kilkukrotnego kontaktu, do dzisiaj nie udało nam się porozmawiać z prokuratorem.
Katarzyna F. próbowała też sądownie odzyskać różnicę między kwotą, którą zapłacił jej burmistrz, a sumą na jaką dom oszacował biegły. Jednak i tę sprawę przegrała.
My jednak przeglądając akta sądowe trafiliśmy na pewne sprzeczności. Otóż sędzia w uzasadnieniu do wyroku napisała, że w dniu 30 marca 2007 roku, w Kancelarii Notarialnej w Trzebnicy, przed Notariuszem Dorotą Belką, Katarzyna F. oraz małżeństwo Długozima zawarli umowę kupna – sprzedaży nieruchomości zabudowanej domem mieszkalnym w Trzebnicy (…) Za nieruchomość strony ustaliły cenę 215 tys. złotych.(…)
Jednak w akcie notarialnym, który znajduje się zarówno w aktach sadu, jak i w naszej kopii, jest jasno napisane, że Państwo Długozima nabywają niezabudowaną działkę budowlaną.
Postanowiliśmy porozmawiać z sędzią, która prowadziła sprawę. Okazało się, że jest ona teraz przewodniczącą wydziału cywilnego w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu. W sekretariacie wskazaliśmy o co chodzi i umówiliśmy się na spotkanie. Niestety, okazało się, że sędzia odmówiła rozmowy na ten temat, bo jak stwierdziła „nie może udzielać informacji w sprawie, którą sama prowadziła”. Przekazano nam, że spotka się z nami jej zastępca. Po jakiejś godzinie oczekiwania powiadomiono nas, że i zastępca nie chce na ten temat rozmawiać. Poprosiliśmy więc o spotkanie z sędzią wizytatorem lub z prezesem Sądu Okręgowego. Do dzisiaj jednak nie ustalono jeszcze terminu spotkania.

Co na to burmistrz?
O całej sprawie chcieliśmy też, na spokojnie, porozmawiać z burmistrzem Markiem Długozimą. Wysłaliśmy na adresy mailowe burmistrza, sekretarza i sekretariatu prośbę o spotkanie z burmistrzem. Po kilku dniach zamiast zaproszenia na spotkanie otrzymaliśmy maila, w którym burmistrz zagroził nam procesem, jeżeli zechcemy o tej sprawie pisać. Stwierdził też, że te transakcje, to jego prywatna sprawa i że nie mamy prawa o tym pisać. Próbowaliśmy go jeszcze kilka razy namówić na spotkanie, a jeśli nie to prosiliśmy, by odpowiedział nam na nasze wątpliwości, zwłaszcza o to, dlaczego w akcie notarialnym poświadczył z małżonką, że kupują niezabudowaną działkę, gdy w rzeczywistości była ona zabudowana domem.
Burmistrz odpowiedzi na to pytanie nie udzielił, ale w wysyłanych do nas kolejnych pismach podtrzymywał, że w razie naruszenia jego dóbr osobistych wystąpi na drogę sądową. Dodał też, że sprawa nabycia przez niego i małżonkę wspomnianej nieruchomości była już rozstrzygana zarówno przez sąd, jak i prokuraturę i instytucje te, nie dopatrzyły się żadnych nieprawidłowości. Podtrzymał też stanowisko, że kwestie związane z nabyciem przez niego i małżonkę nieruchomości w Trzebnicy należą wyłącznie do jego sfery prywatnej, niezwiązanej w żaden sposób z prowadzoną przez niego działalnością publiczną.
Próbowaliśmy porozmawiać również z żoną burmistrza, która pracuje w jednostce podległej gminie. Niestety nie chciała o tej sprawie rozmawiać.
Do sprawy wrócimy.

localpress_1_3