Loading...
Close

25 października 2016

Pasja pomaga w biznesie

jarguz1

Gdy przeszło dwadzieścia lat temu rozkręcał interes z kominkami, niewielu wróżyło mu sukces. Wtedy projektowanie i ich zabudowa to była działalność niszowa.

Dziś TIM Kominki to jedna z wiodących na rynku firm w branży. Tomasz Żołądź nie spoczął jednak na laurach. Postanowił rozkręcić kolejny biznes – Dlawina.pl. Zajmuje się projektowaniem i zabudową piwniczek na wino, oferuje chłodziarki, klimatyzatory i bogatą gamę mebli do przechowywania trunków. Spółka ma na koncie setki kontraktów. Wyposażała sklepy winiarskie popularnego aktora Marka Kondrata, budowała piwnicę na wino w nowoczesnym apartamentowcu przy Złotej 44 w Warszawie – projektu Daniela Libeskinda, ma dostarczyć piwniczkę do nowo budowanego hotelu SPA na Malediwach. Dzięki dotacji unijnej i przy współpracy naukowców z Politechniki Krakowskiej pracuje teraz nad prototypem pierwszej, modułowej ziemianki na wino.

Anna Jarguz: Przygoda z winiarskim biznesem zaczęła się od pasji do wina.

Tomasz Żołądź: Lubię dobre wino i całą kulturę związaną z jego degustacją. Od lat podróżuję po świecie, uczestniczę w świętach wina, poznaję ludzi, których, podobnie jak mnie, to pasjonuje. Jednak gdy zaczynałem, w Polsce niewiele osób kolekcjonowało wino. Ludzie woleli się napić wódki, piwa. Minęło dziesięć lat i wiele się w tej kwestii zmieniło. Dziś, idąc do restauracji, dostajemy kartę win. W tych lepszych doradza nam sommelier (doradca w zakresie win, wykwalifikowany kelner – dop. aut.). W większych miastach powstają sklepy oferujące najlepsze trunki świata. Ludzie otwierają własne winnice. Nawet u nas, w powiecie chrzanowskim, są dwie. To rozwojowa branża. Firma Dlawina.pl zaczynała od zabudowy klimatyzatorów do piwnic na wino francuskiego producenta tych urządzeń. Z czasem wykupiłem udziały Francuzów, dokapitalizowałem spółkę i wciąż rozszerzam zakres usług.

Teraz chce pan zaoferować klientom specjalne ziemianki na wino.

– Pamiętam, jak dawniej, przy wielu domach na wsiach była ziemianka, czyli takie pomieszczenie w ziemi, gdzie panuje w miarę stała temperatura. Ludzie trzymali tam jedzenie, przetwory. Dziś znów stają się modne. W przechowywaniu wina bardzo ważne są warunki, jak: temperatura, wilgotność, ograniczony dostęp światła, brak drgań. Już od kilku lat budujemy ludziom specjalne piwniczki na wino. To jednak większa inwestycja i nie ma co ukrywać – kosztowna. Stać na nią raczej tych bogatszych. Pomyślałem więc, by stworzyć coś nowego. Taką modułową ziemiankę. Można by ją wkopać w ziemię w ciągu kilku dni. Będzie lekka, wodoodporna, odpowiednio zaizolowana i wentylowana. Tak, by można z niej korzystać bez użycia energii z zewnątrz, i – co najważniejsze – by była dostępna dla średnio zamożnych ludzi.

Nad pierwowzorem wciąż pan pracuje.

– Liczę, że będzie gotowy wiosną przyszłego roku. Przy realizacji projektu współpracujemy z naukowcami Politechniki Krakowskiej. Uczelnia dysponuje specjalnymi laboratoriami, gdzie można sprawdzić, jak ziemianka będzie reagowała w różnych warunkach. Oczywiście, sami moglibyśmy ją zbudować, i metodą prób i błędów testować – czy przypadkiem nie przecieka, czy trzyma stałą temperaturę. Ale to trwałoby dłużej i pewnie kosztowałoby dużo więcej. Przy okazji wizyty przedstawicieli Małopolskiego Centrum Przedsiębiorczości w Chrzanowskiej Izbie Gospodarczej dowiedziałem się o Bonie na Innowacje. To unijna dotacja na proinnowacyjne usługi dla przedsiębiorców. Postanowiłem skorzystać z tych pieniędzy. Same badania i budowa prototypu to koszt około 100 tys. zł. Dzięki unijnemu dofinansowaniu nasz wkład wyniesie jedynie 10 proc. tej kwoty. Warto było z tego skorzystać.

Miał pan już wcześniej doświadczenie w sięganiu po pieniądze unijne?

– Razem z żoną stworzyliśmy w Trzebini, na terenie strefy aktywności gospodarczej w Górce, salę degustacji produktów regionalnych. I na to otrzymaliśmy dotację z Lokalnej Grupy Działania Partnerstwo na Jurze. To miejsce ma służyć integracji środowiska biznesu ziemi chrzanowskiej i całej Małopolski Zachodniej. To było moje pierwsze doświadczenie z Unią. Wtedy nauczyłem się, że najważniejszą rzeczą w sięganiu po unijne dotacje, jest sprecyzowanie celu i ocena własnych możliwości. Tymczasem wiele osób wyciąga ręce po fundusze dla samych pieniędzy. Nie zastanawia się, jak sfinansuje przedsięwzięcie, rozliczy koszty, po prostu: chce dostać pieniądze. Nie tędy droga. Przy pisaniu wniosku powinniśmy mieć na względzie rozwój firmy, wprowadzenie na rynek nowej usługi czy produktu, a nie wizję otrzymania pieniędzy. Znam ludzi, którzy występują o dotację z myślą, że jakoś tam będzie. A potem mają problem z rozliczeniem faktur. Tymczasem, jeśli ktoś ma pomysł i w niego wierzy, unijne dofinansowanie to najlepszy sposób na jego sfinansowanie.

Przejął pan interes od Francuzów i w ciągu kilku lat zbudował dobrze prosperujące przedsiębiorstwo. Dlawina.pl dostarczała wyposażenie do sklepów Marka Kondrata, budowała piwniczkę na wino w nowoczesnym apartamentowcu w Warszawie. Jest pan też twórcą gabloty na wina w popularnej restauracji Wodna Wieża w Pszczynie.

– To nie jest jeszcze ten etap, gdy firma przynosi duże zyski. Wciąż jesteśmy w fazie rozwoju. I właśnie tę fazę lubię najbardziej. Gdy biznes zaczyna się kręcić sam, staje się to dla mnie monotonne. Tymczasem wolę tę niepewność, co będzie za rok, dwa. Są ludzie, którzy skupiają się na konsumpcji, inni rozwijają jakieś hobby, a mnie przynosi satysfakcję zrobienie w pracy czegoś ciekawego. Czegoś, czego jeszcze nikt nie zrobił, i ciągłe tego udoskonalanie. Moja rodzina i mój wspólnik w biznesie mają tak samo.

A piwniczkę na wino pan posiada?

– W domu mam niewielką, na kilkadziesiąt butelek. W firmie nieco większą. Kocham wino. To na pewno pomogło w biznesie.

Zdjęcie: „Tomasz Żołądź sam jest pasjonatem wina”

Anna Jarguz, Tygodnik Ziemi Chrzanowskiej “Przełom, www.przelom.pl, woj. małopolskie

belka

Trwa konkurs dziennikarski pod nazwą „To się dzieje. Fundusze Europejskie”. Jest on kierowany do wszystkich uczestników warsztatów organizowanych w ramach projektu „Fundusze Europejskie na jedynce prasy regionalnej i lokalnej”.