Loading...
Close

12 maja 2020

Najlepszy tekst – nagroda SGL Local Press 2019 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne

gazeta_radomszczanska

„Odkrywamy żydowską historię radomszczańskich kamienic” (cykl) Andrzej Andrysiak, Gazeta Radomszczańska

 

Tekst 1

TYTUŁ: Mapy Kahla

* Mapy pochodzą z okresu międzywojennego. Jest ich 159, plus jeden arkusz główny. Brakuje dwóch, o numerach 117 i 153. Każda ma prawie czterdzieści centymetrów na czterdzieści, rozłożone jedna obok drugiej zajęłyby duży pokój. Na nich całe Radomsko, według stanu z 1933 roku. Działka obok działki, nieruchomość obok nieruchomości. Przy każdej nazwisko właściciela. W centrum – ponad 70 procent żydowskich.

* To najważniejszy dokument dotyczący historii Radomska okresu międzywojennego. Geodezyjne Mapy Kahla z tego okresu, pokazujące także strukturę własnościową nieruchomości w Radomsku. Wszystkich. Szczegółowy opis żydowskiej historii Radomsk

Bierzemy mapę o numerze 107. Przedstawia zabudowę ul. Żeromskiego, jej północno-zachodniej części, między jezdnią a rzeką Radomką, jeszcze w starym korycie (po II wojnie, gdy budowano wiadukt, została skierowana w obecne). Tam, gdzie dziś jest stara buda, tuż przy nowym rondzie, działka należąca do Włościańskiej Spółdzielni Rolniczo-Handlowej. Następne nieruchomości, w kierunku Reymonta, mają takich właścicieli: Abram Brygiel, Laura Zajdman, Kazimiera, Ludwik i Władysław Sowińscy, Moszek i Abram Jakubowicz, Ignacy Adamkiewicz, Laura Zajdman, Jocek Szapiro, Szmul Gluksman, Moszek Ofman, Michał Ofman.

I tak działka po działce, ulica po ulicy. Tylko co jakiś czas pojawia się polsko brzmiące nazwisko.

***

Jest wiosna 2018 roku. Ledwie kilka tygodni wcześniej Radomskiem wstrząsnął skandal związany z przemówieniem, które chciał wygłosić burmistrz partnerskiego miasta z Izraela Kiryat Bialik. Co roku do miasta przyjeżdżają izraelscy uczniowie, radomszczańscy jeżdżą z rewizytami. W marcu 2018 przyjechał z nimi burmistrz Eli Dukorsky.

To gorący czas. Stosunki między Polską a Izraelem są bardzo napięte, wszystko przez nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która wprowadziła kary za przypisywanie narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez nazistowskie Niemcy. Ustawę uchwalono w styczniu, weszła w życie 1 marca. Izrael protestuje, obawia się, że ustawa uderzy w wolność badań naukowych i stanie się kneblem dla tych, którzy mówią głośno o uczestnictwie Polaków w zabijaniu Żydów podczas II wojny.

Przemówienie, które chce wygłosić 19 marca burmistrz Dukorsky, zgodnie ze zwyczajem trafia wcześniej do urzędu miasta. Jest w nim między innymi zdanie: „Dwieście tysięcy Żydów zostało zamordowanych przez Polaków podczas tej okropnej wojny”. Prezydent Jarosław Ferenc, aby nie zaogniać sytuacji, nie zgadza się na jego wygłoszenie. Odwołuje uczestnictwo w uroczystości, delegacja miasta składa kwiaty dwie godziny wcześniej. Dukorsky wygłasza przemówienie, ale spotkanie ma charakter prywatny. Sprawa jest głośna w całej Polsce. Atmosfera jest gęsta. Internet pełen jest antyżydowskich i antyizraelskich komentarzy i  hejtu.

Wtedy to właśnie dociera do naszej redakcji plotka. Słyszymy ją z różnych stron. Brzmi: organizacje żydowskie złożyły wnioski o zwrot kilkuset nieruchomości z terenu Radomska. Liczby padają różne, od 200 do 350. W jednej wersji, że wnioski dotyczą tylko radomszczańskich nieruchomości, w innej – że tych z całego powiatu.

Ta plotka to wytwór ówczesnej atmosfery. Pojawia się nawet imię i nazwisko osoby z Francji, która miałaby te wnioski przygotować. Dostajemy maila, piszemy. Nic. Śladu wiarygodności tej informacji do dziś nie udało się potwierdzić.

Ale to właśnie wtedy z ust jednego z naszych rozmówców pada hasło „Mapy Kahla”. Opowiada o bardzo wartościowym historycznie dokumencie, wprost nieocenionym dla zbadania losów naszego miasta, ale trzymanym w ukryciu, bo mógłby otworzyć puszkę Pandory. To bardzo szczegółowe geodezyjne mapy z okresu międzywojennego, na których naniesiono także nazwiska właścicieli. Większość, na pewno w centrum Radomska, żydowskich. I gdyby oni te mapy zobaczyli…

Podobno są dwie wersje map. Tylko jedna zawiera nazwiska właścicieli. Mapy Kahla mają pokazywać bardzo dokładną topografię miasta, na tej podstawie można też rozpoznać stosunki własnościowe w mieście.

Podpytujemy. Ktoś coś słyszał, ktoś komuś coś mówił. Nikt nie wie nawet, jak się nazwisko tego Kahla pisze. I kim był. Kahl? Khal? Kal? Cal?

Bylibyśmy uznali tę informację za kolejną plotkę, gdyby nie Tomasz Nowak. Doktor historii, były dyrektor radomszczańskiego muzeum, obecnie jego pracownik, a wtedy, wiosną 2018, dziennikarz. Słyszał o mapach. Nie raz. Z różnych ust.

***

Szperamy.

W googlach fraza „mapy Kahla” nie występuje w kontekście Radomska, a jedynie niemieckiej miejscowości Kahla. Wtedy jeszcze nie wiemy, jak pisze się to nazwisko, więc próbujemy różnych wariantów. Trafiamy na ślad dopiero pod hasłem „Kahl geodeta”. W Wikipedii znajdujemy „Listę mierniczych przysięgłych w Polsce” z okresu międzywojennego, na niej Zofia Irena Maria Kahl i inż. Janusz Kahl.

Idziemy za tropem mężczyzny, bo zwrot „mapy Kahla” na tę płeć wskazuje.    Przy nazwisku data przysięgi (chyba mierniczego) – 16 listopada 1926 r. – oraz adres: Warszawa, Krakowskie Przedmieście 65, ul. Kapucyńska 15.

Te same dane znajdujemy w wydanym przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w 1932 roku „Wykazie mierniczych przysięgłych upoważnionych w myśl ustawy (…) do wykonywania prac mierniczych na terenie całego Państwa”. Nic więcej.

Pytamy dalej. Wiele pogłosek, żadnych konkretów. Jeśli mapy powstały przed wojną, co się z nimi działo w PRL-u? Gdzie je przechowywano? Były w zamknięciu, czy wykorzystywano je podczas zwykłych prac geodezyjnych?

Jeden z naszych rozmówców poddaje nam trop. Jeśli gdzieś coś takiego może być, to tam, gdzie rozpatrywane są zadania i sprawy z zakresu geodezji. Na mocy reformy samorządowej z 1999 roku, przypisane one zostały do powiatów.

Bingo.

Wiosną ubiegłego roku udaje się nam mapy Kahla obejrzeć i sfotografować.

***

Są rysowane ręcznie. Podstawowy arkusz to coś w rodzaju przewodnika, pokazuje ułożenie wszystkich arkuszy na mapie miasta. Jakby przewodnik po puzzlach. Jest bardzo zniszczony, od dołu podarty, brakuje fragmentów. W lewym dolnym rogu ręczny dopisek: „Numeracja szkiców polowych od 1 do 159. Brak szkiców Nr 117 i 153 (nie przejęto z zas… – tu urwane, przyp. red.)”. Skala 1:500.

Na każdym arkuszu stempel. „Szkic polowy Nr. m. Radomska, woj. Łódzkie. Zdjęto podług stanu z 1933 roku. Mierniczy Przysięgły inż. Janusz Kahl”. I ręczny podpis.

Przesyłamy kilka zdjęć osobie zajmującej się naukowo urbanistyką. – Cudo. Istne cudo. Tu jest wszystko. Gdyby ktoś chciał odwzorować miasto z tamtego okresu, może to zrobić jota w jotę – komentuje. – Mogę zobaczyć oryginały?

Gdy relacjonujemy historię map, nasz rozmówca komentuje: – Ależ to powinno być w rękach historyków, dla nich to nieocenione źródło. Albo w muzeum, na specjalnej, przygotowanej wokół tych map wystawie. Proszę zwrócić uwagę, jak one są dokładne. Są nawet zaznaczone schody wejściowe do kamienic.

Sprawdzam, rzeczywiście. Schody, wejścia, balkony. Na wielu mapach dopiski i rysunki, zrobione ołówkiem. Wygląda tak, jakby po latach ktoś nanosił zmiany bądź potwierdzał stan faktyczny.

***

Biorę arkusz nr 91. To kwartał między ulicami Przedborską, Długą (dziś Fabianiego) i Strzałkowską (dziś Krakowska). Porównuję budynki ze stanem obecnym. Kamienica na rogu Długiej (Fabianiego) i Przedborskiej stoi do dziś. Budynki przy Przedborskiej, łącznie z Jatkami, także. Układ urbanistyczny na rogu Przedborskiej i Strzałkowskiej (Krakowska i Wyszyńskiego), jest inny. Przy Długiej (Fabianiego) mało zmian.

Notuję nazwiska właścicieli. Pisane są barokowym stylem, więc niektóre trudno rozczytać. Berek Ofman, Herszka i dz. Szmulewicz, Michał Świderski, Szloma Dykerman, Rudolf Walenberg, Aleksander (nazwisko nieczytelne), Icek Heborst, małżeństwo Oczkowskich, Jan Humblet, Berek Grosman, Joska Rozensztajn, Joska Bosera, Chaim Humborg, Marceli Rykowski, M. Szpiro, Dawid (chyba Fajmnan – przyp. aut.), Moszek Kantor, Joachim Eichner.

***

Na mapach jest wiele budynków już nieistniejących. Przy ul. Źródlanej (dziś Joselewicza) Synagoga oraz Łaźnia Miejska (własność gminy miejskiej Radomsko), mniej więcej w tym miejscu, gdzie kiedyś była zajezdnia MPK. Przez centrum, od dzisiejszego Ekonomika, przez Joselewicza, do al. Jana Pawła II i Radomki zaznaczony kanał. Dziś nie ma po nim śladu.

Przy Narutowicza, między Ratuszem a Klasztorem Franciszkanów – Ogród Miejski. Przy Reymonta, gdzie dziś znajduje się budynek banku PKO BP, wielka działka należąca do Fundacji Ducha Świętego. Teren przy Reymonta, po drugiej stronie dzisiejszych al. Jana Pawła II, należy do Stowarzyszenia Rolniczo-Handlowego. Przy Reymonta, na wysokości dzisiejszego Mostka pod torami, już mniej budynków, na mapie staw.

Przy placu 3 Maja, gdzie dziś stoi budynek poczty, pod numerem 1 pasek wąziutkich działeczek należących do czterech różnych żydowskich właścicieli. Pierzeja placu w kierunku dzisiejszej ulicy Piłsudskiego na mapach wygląda zupełnie inaczej niż dziś. Na mapie kilka małych nieruchomości.

Między Reymonta a dzisiejszym wiaduktem, wzdłuż Radomki, duży teren oznaczony „Tartak Krakowski i Ska i Gmina Miejska Radomsko Brygiel Estera Brygiel Abram i Ruhla”.

***

Według danych strony www.wirtualnysztelt.pl, prowadzonej przez Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, w 1871 roku Żydzi stanowili 53,5 proc. ludności Radomska. Ta liczba spadała do końca XIX wieku, by w 1910 znów wzrosnąć do 43,3 proc. W 1931 r. Żydzi w Radomsku stanowili 34,4 proc. ludności, a w 1937 – 36 proc.

Sprawdzamy mapy, ulica po ulicy. Notujemy nazwiska. Wyliczamy, że przy Reymonta, Żeromskiego, Przedborskiej, Fabianiego, pl. 3 Maja, Krakowskiej, ponad 70 procent nieruchomości należało do mniejszości żydowskiej.

Jeden z rozmówców zwraca mi uwagę na kontekst tej informacji. W polskim społeczeństwie rozpowszechniony jest stereotyp „wasze ulice, nasze kamienice”. To pochodzące z okresu międzywojennego antysemickie hasło, oparte na przekonaniu, że Polacy byli przez mniejszość żydowską tłamszeni i grabieni finansowo. Byli wtedy majętni Żydzi, to prawda, ale też większość to była biedota, żyjąca w fatalnych warunkach. Jednak działa tu prawo liczb. Co prawda w okresie międzywojennym Żydzi stanowili 10 procent ludności Polski, ale ich populacja nie rozkładała się równomiernie. W województwie warszawskim odsetek osób wyznania mojżeszowego wynosił prawie 35 procent, a w poleskim – 49. Były miasta, gdzie Żydzi stanowili większość i takie, gdzie było ich niewielu. W Radomsku byli obecni od wieków, stąd taka struktura własnościowa.

To na tym stereotypie opiera się strach przed tym, że przyjdą Żydzi i zabiorą nam domy.

Pytamy prawnika, czy taka mapa mogłaby posłużyć w sądzie jako dowód własności. Odpowiada: – Hm… może jako pośredni? Gdyby w księgach był wielki bałagan, to na podstawie tej informacji można próbować dowodzić praw. Ale podkreślę: próbować.

***

Według wydanej w 2001 roku w Nowym Jorku „The Encyclopedia of Jewish life before and during the Holocaust”, z 10 tysięcy radomszczańskich Żydów wojnę przeżyło 200-300 osób. W 1947 roku w Radomsku mieszkały tylko trzy rodziny żydowskie ocalałe z Zagłady.

Co się stało z żydowskimi nieruchomościami?

– Wiem, że hipoteza, iż Polacy przejęli je po cichu, bez żadnych praw, dla wielu jest atrakcyjna, ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana – mówi jeden z naszych rozmówców. – To prawda, że po wojnie były nieruchomości pozostawione same sobie, bez właścicieli i spadkobierców. Te w administrację wzięło państwo. Ci, którzy ocaleli, sprzedali co swoje – prawda, że czasami za bezcen – i wyjechali do Izraela. Część nieruchomości sprzedali spadkobiercy w latach 60. No i część zwrócono ich spadkobiercom po 1989 roku. Zresztą jest sposób, by to sprawdzić. Księgi wieczyste są jawne, dostępne w internecie w wykazie ministerstwa sprawiedliwości. A księgi hipoteczne, prowadzone przed wojną, to dokumenty historyczne, dostępne badaczom, historykom i dziennikarzom. Można je porównać.

***

Prawną sytuację opuszczonych po wojnie nieruchomości, zarówno budynków, jak i działek, regulował wydany 8 marca 1946 r. przez Radę Ministrów dekret „O majątkach opuszczonych i poniemieckich”. Zapisano w nim między innymi, że „wszelki majątek (ruchomy i nieruchomy) osób, które w związku z wojną rozpoczętą 1 września 1939 r. utraciły jego posiadanie, a następnie go nie odzyskały, jest majątkiem opuszczonym w rozumieniu niniejszego dekretu. (…) Osobie, która w związku z wojną rozpoczętą 1 września 1939 r. utraciła posiadany majątek należy się na jej wniosek przywrócić posiadanie tego majątku, jeżeli co do tego nie zachodzą przeszkody z art. 22.2 (tu chodzi o ustawę o nacjonalizacji przemysłu – przyp.aut.). Wnioski o przywrócenie posiadania w trybie przewidzianym w niniejszym dekrecie można składać do dnia 31 grudnia 1947 r.”

Na mocy tego dekretu opuszczone majątki pożydowskie przejmowała administracja. Tak też było w Radomsku.

***

Nieruchomości pożydowskie to nasza wielka narodowa fobia. Mieszanka strachu, antysemickich stereotypów i cierpiętnictwa. To dlatego takie dokumenty jak Mapy Kahla są tak istotne. Zawierają twarde dane, w rękach historyków byłyby doskonałym narzędziem do rozsupłania tego węzła.

Próbowaliśmy pójść tą drogą. Latem 2018 roku złożyliśmy do sądu rejonowego w Radomsku wniosek o dostęp do historycznych ksiąg hipotecznych, obejmujących centrum miasta. Księgi te to coś w rodzaju obecnych ksiąg wieczystych, nie funkcjonują już w obrocie prawnym, ale zawierają cenne informacje o nieruchomościach. Były stosowane w Polsce do 1946 roku.

Sąd odmówił. Powołując się na ustawę o księgach wieczystych i hipotece stwierdził, że historyczne księgi hipoteczne może przeglądać jedynie osoba mająca interes prawny i notariusz. Natomiast w odniesieniu do ksiąg, które zostały zamknięte, wyrażenie zgody na dostęp do nich warunkowane jest uzyskaniem przez sąd pewności, iż osoby wymienione w księgach nie żyją.

Problem w tym, że do ksiąg hipotecznych nie ma zastosowania ustawa o księgach wieczystych i hipotece. Jasno mówi o tym rozporządzenie ministra sprawiedliwości z dnia 14 lipca 1986 r. Księgi hipoteczne straciły moc prawną i zostały zamknięte z urzędu. Są materiałami archiwalnymi i powinny zostać przekazane do właściwych archiwów państwowych. A na mocy ustawy o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach, „każdemu przysługuje prawo dostępu do materiałów archiwalnych”, a korzystanie z materiałów archiwalnych służy w szczególności celom poznawczym, w tym związanym z badaniami naukowymi albo zaspokajaniem osobistych potrzeb informacyjnych.

Prawnicy, z którymi rozmawiamy o tej odmowie, nie dziwią się: – Temat jest zbyt niebezpieczny, by do niego przyłożyć rękę. Co jest w księgach, nie wie ani pan, ani ja. Więc lepiej nie ruszać.

***

W 2014 roku Centrum Badań nad Zagładą Żydów wydało książkę „Klucze i kasa. O mieniu żydowskim w Polsce pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych, 1939-1950”, pod red. Jana Grabowskiego i Janusza Libionki. Autorzy wspominają tam opracowanie z 1946 roku, autorstwa ekonomisty Wacława Jastrzębowskiego, w którym omówiono działalność Urzędu Powierniczego Wschód na ziemiach wcielonych i problematykę konfiskat własności na terenie Generalnej Guberni. Piszą: „We fragmencie poświęconym przejmowaniu majątku nieruchomego mowa była o obrocie żydowskimi nieruchomościami w pierwszych latach okupacji, w tym o sprzedawaniu części z nich Polakom. Zapis ten opatrzono jednak komentarzem, iż skuteczną zaporą dla takich działań było uznanie przez polskie władze na uchodźstwie takich transakcji za niezgodne z prawem, wspomniano także o potajemnych umowach sporządzonych między żydowskimi sprzedawcami a polskimi nabywcami”.

Przytaczają taki ustęp z opracowania Jastrzębowskiego: „Ilość ludzi, którzy przejęli funkcje gospodarcze Żydów, względnie przejmą je po wojnie, jest stosunkowo niewielka, oceniana jest na 0,25-0,5 miliona osób”.

Jeden z moich rozmówców: – W tym właśnie miejscu należy szukać niechęci do mówienia o takich dokumentach, jak Mapy Kahla. Obracamy się wokół dwóch stereotypów. Z jednej strony „przyjdą Żydzi po swoje”, z drugiej „Polacy zagrabili pożydowskie majątki”. Nie rozstrzygnie pan tego.

***

Nie rozstrzygnę. Ale właśnie od tego są historycy.

Ustawa o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach art. 1 mówi, że materiałami archiwalnymi wchodzącymi do narodowego zasobu archiwalnego są „wszelkiego rodzaju akta i dokumenty, korespondencja, dokumentacja finansowa, techniczna i statystyczna, mapy i plany (…) mająca znaczenie jako źródło informacji o wartości historycznej o działalności Państwa Polskiego, jego poszczególnych organów i innych państwowych jednostek”.

Dokumentacja, która powstała między innymi w samorządach, powinna być „przekazywana niezwłocznie po upływie 25 lat od jej wytworzenia do właściwego archiwum państwowego”.

Każdemu przysługuje prawo dostępu do materiałów archiwalnych, a korzystanie z nich służy między innymi „celom poznawczym, w tym związanym z badaniami naukowymi albo zaspokajaniem osobistych potrzeb informacyjnych”.

Ustawa mówi jeszcze, że akty notarialne i dokumentacja ksiąg wieczystych wraz z urządzeniami ewidencyjnymi, udostępniana jest „po 70 latach od sporządzenia aktu lub składnika dokumentacji”.

***

Tuż przed publikacją tego tekstu odnajduję jeszcze jedną informację. Gazeta Radomskowska w wydaniu z 2 sierpnia 1936 roku pisze:

„Za pół roku Radomsko otrzym plany pomiarowe. Pożyczkę jaką miasto otrzymało z Polskiego Banku Komunalnego w sumie 15-tu tysięcy złotych, wpłacono w ub. tygodniu na konta f. Inż Kahl w Warszawie na poczet dalszej należności za sporządzane plany dla naszego miasta.

Firma Kahl zobowiązała się jednocześnie dostarczyć miastu wykończone plany w ciągu sześciu miesięcy. W ten sposób    plany miasta będące na warsztacie od szeregu lat    nareszcie znajdą się w ręku właściciela i na ich podstawie zarząd miasta będzie mógł przystąpić do racjonalnej i planowej rozbudowy miasta, jak regulacje ulic, powiększenie osiedla robotniczego i.t.p.”.

***

Mapy znajdują się w starostwie. Dzwonię do byłych starostów, czy o nich słyszeli.

Mieczysław Zyskowski: – W ogóle.

Jerzy Kaczmarek: – Nigdy.

Obecna starosta Beata Pokora: – Mapy Kahla? Nie słyszałam o czymś takim.

Chyba czas, by Mapy Kahla w końcu ujrzały światło dzienne i by pochylili się nad nimi historycy.

 

Tekst 2

TYTUŁ: Kamienice Goldberga

O pożydowskich majątkach, dokumentach i przeszłości, przed którą nie uciekniemy

Tej historii nie ma. Znaczy niby jest, w książkach piszą, w Wikipedii stoi, ale tak naprawdę uleciała z pamięci. O Żydach to można, o Holokauście, wspólnej egzystencji przez wieki, ostatecznie, w tym niepożądanym kontekście, o antysemityzmie. Ale o majątkach? Przedwojennych kamienicach, działkach? Zły to temat. Niebezpieczny.    Ale zjawia się taki Willy Goldberg i mówi: – Ja spadkobierca, mam prawa. Te kamienice mnie się należą. W dodatku z papierów wynika, że to prawda.

„Do Sądu Rejonowego w Radomsku:

Ja, niżej podpisany Willy Goldberg, oświadczam, że jestem jedynym spadkobiercą rodziny Goldbergów, której wszyscy członkowie zginęli w czasie II wojny światowej. Do dnia dzisiejszego nie toczyło się po żadnej z tych osób postępowanie spadkowe. Moim zamiarem jest uregulowanie stanu prawnego po moich przodkach i na dzień dzisiejszy ustalam majątek, który był kiedyś w ich posiadaniu. Zwracam się o wydanie odpisów poszczególnych dokumentów, znajdujących się w aktach Ksiąg Hipotecznych Nr…”.

I dalej wyliczanka na pięciu stronach: numery ksiąg, decyzje, pełnomocnictwa, postanowienia, akty urodzeń i śmierci, opłaty stemplowe, decyzje urzędu skarbowego, tytuły wykonawcze, nakazy egzekucyjne. Wszystko, co znajduje się w księgach i pomoże w ustaleniu prawa do dziedziczenia.

Willy Goldberg odtworzył drzewo genealogiczne od 1760 roku, przez kilka lat kompletował dokumenty: księgi hipoteczne, wieczyste, mapy geodezyjne, metryki, akty urodzin i zgonu, weksle, postanowienia sądów.

Wyszło mu kilkadziesiąt nieruchomości w Radomsku i okolicach. Podaje ulice: Reymonta, pl. 3 Maja, Kościuszki, Piłsudskiego, Krakowska (i w tym miejscu, i niżej, podajemy obecne nazwy). Szuka też w Łodzi i Częstochowie, bo i tam rozjechali się przed wojną Goldbergowie. Wszyscy, poza jego ojcem, zginęli w Holokauście.

– Ja się nie boję, że tu będzie gorąco, absolutnie. Ja mam prawa – mówi.

Nie szukał na oślep. Wcześniej, w grudniu 2017 roku, wystąpił do sądu o wgląd do akt. Otrzymał zgodę, przyjechał, dwa dni przeglądał dokumentację na miejscu. Spisał listę i napisał podanie.

Potem dostał z sądu paczkę. W sumie ma 414 ksiąg. Najważniejsze są te przedwojenne. Teraz je wertuje i sprawdza. Złożył już pierwszy wniosek do sądu, w sprawie kamienicy przy Reymonta. Tam toczy się sprawa o zasiedzenie. Sędzia ją odroczył, bo pojawił się Goldberg ze swoim roszczeniem. Przygotowuje drugi wniosek, dotyczący nieruchomości przy Piłsudskiego.

Prawowity spadkobierca? Hochsztapler?

Sprawdziliśmy. Przekopaliśmy się przez archiwalia, odtworzyliśmy historię części pożydowskich nieruchomości w Radomsku. Porównaliśmy dokumentację Goldberga z tą znajdującą się w Archiwum Państwowym w Piotrkowie Trybunalskim. Ustaliliśmy, w jaki sposób mienie pożydowskie trafiało w zarząd miejski. Potwierdziliśmy, że w okresie 1945-1948 w Radomsku 37 nieruchomości zwrócono byłym żydowskim właścicielom lub ich spadkobiercom, a 189 przeszło pod zarząd samorządu.

Jeśli jakieś roszczenia Willy Goldberga są zasadne, to właśnie do tego majątku.

To będzie opowieść o dokumentach. Powinna być o ludziach, ale po nich właśnie tyle zostało: pamięć i dokumenty. O jedno i drugie dba Willy Goldberg.

Siedzimy w redakcji. Willy Goldberg z walizeczką pełną papierów, pokazuje i wyjaśnia. Ta historia nie zaczyna się ani rok temu, ani po wojnie czy przed, ale w XVIII wieku, mówi. Najpierw był Moszek Goldberg, aż do niego dotarłem. Moszek urodził się w Radomsku w roku 1760, zmarł około 1806. Miał trzech synów. Jednym z nich był Gabriel Goldberg. On miał z kolei pięć córek i trzech synów. Potem był Salomon Goldberg, potem Jakub Berek Goldberg, potem Eliasz Goldberg, w końcu mój dziadek Szymon Wolf Goldberg i ojciec Jakub Berek Goldberg, mówi Willy. Eliasz zmarł w 1942 roku w getcie w Radomsku, Szymon Wolf w tym samym roku w Treblince, Jakub Berek przeżył Oświęcim, po wojnie wyjechał z Polski. Ja, jego syn, urodziłem się we Francji. To moi przodkowie.

Mówi tylko po francusku. Jest już na emeryturze, towarzyszy mu Ela Rutkowska (proszę Ela, ja tak wolę, Elżbieta mi nie pasuje, mówi). Ona tłumaczy. Sama mówi po polsku z mocnym francuskim akcentem. Wcześniej śpiewała w operze, on miał własną firmę zajmującą się instalacją alarmów. Od niedawna mieszkają w Świdnicy. Przeprowadzili się, bo tak jest bliżej do archiwów. Kursują między Francją a Polską, ale więcej czasu spędzają tu.

Próbowaliśmy się z nimi skontaktować od wiosny ubiegłego roku. Wtedy po raz pierwszy w Radomsku pojawiła się plotka, że żydowscy spadkobiercy chcą zwrotu nieruchomości. To był gorący okres, tuż po nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która zaogniła stosunki między Polską a Izraelem. Wprowadzała kary za przypisywanie narodowi polskiemu odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie, a według Izraela godziło to w wolność badań naukowych. To wtedy prezydent Radomska Jarosław Ferenc nie zgodził się, by burmistrz partnerskiego izraelskiego miasta Kiryat Bialik wygłosił przemówienie, w którym oskarżał Polaków o udział w mordowaniu Żydów. Sprawa była głośna, relacjonowano ją w mediach ogólnopolskich.

Informację o spadkobiercach usłyszeliśmy z kilku ust. Zdobyliśmy maila, napisaliśmy do Eli Rutkowskiej, ale nie dostaliśmy odpowiedzi. Najpierw uznaliśmy wieść za plotkę, ale wróciliśmy do poszukiwań.

To podczas zbierania tych materiałów udało się odkryć Mapy Kahla. Były niedostępne, bo zbyt kontrowersyjne. Wiadomo, jaki jest stereotyp: przyjdą Żydzi po swoje kamienice. No i jego odwrotność: jak kamienice trafiły w polskie ręce?

Willy Goldberg przyszedł po swoje i wcale się tego nie wstydzi. Nie jest uprzywilejowany, występuje tak jak każdy inny obywatel, który jest w stanie udowodnić prawo własności.

Ela Rutkowska odezwała się w marcu.

Według Wirtualnego Sztetla, portalu prowadzonego przez Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, w Radomsku na przestrzeni wieków żyło 4028 osób o nazwisku Goldberg. Drzewo genealogiczne Willy Goldberga, samych synów i córek w pierwszej linii, liczy od 1760 roku 90 osób. Do tego dochodzi dalsza rodzina. Ci też nie przeżyli Holokaustu i ci też mieli majątki.

W 1939 roku w Radomsku mieszkało 27 tys. osób, z tego Żydzi stanowili około 10 tys.

Niemcy utworzyli getto w Radomsku pod koniec 1939 roku, jako drugie w Polsce. Zamknięto w nim Żydów z miasta i okolicznych miejscowości. Ich nieruchomości zostały z mocy nazistowskiego prawa skonfiskowane.

W 1942 roku w getcie mieszkało około 14 tys. osób. W październiku rozpoczęto jego likwidację, pierwszy transport trafił do Treblinki 10 października, ostatni 6 stycznia.

Aby ustalić los powojennych żydowskich nieruchomości i ich stan prawny, musimy najpierw sięgnąć do ówczesnego prawa. Pierwszym dokumentem, który się do nich odnosił, był Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 22 lipca 1945 roku. Zapisano w nim, że „Żydom po bestialsku tępionym przez okupanta zapewniona zostanie odbudowa ich egzystencji oraz prawne i faktyczne równouprawnienie”.

Najważniejszym aktem regulującym tę kwestię był „Dekret o majątkach opuszczonych i porzuconych” z 2 marca 1945 r. Określał osoby, które mogą składać wnioski o przywrócenie posiadania (odzyskanie nieruchomości) i termin, w którym mają to zrobić – najpierw do końca 1947 roku, potem okres przedłużono o rok. Przy czym, jak zapisano w art. 33, „prawomocne orzeczenie w przedmiocie przywrócenia posiadania nie przesądza prawa własności”. Nieruchomość będzie własnością dopiero po 10 latach, na zasadzie zasiedzenia. Dekret pozwalał na nabycie opuszczonego majątku przez dzierżawcę po upływie terminu zasiedzenia, o ile nie zgłosi się prawowity właściciel. Termin zasiedzenia nieruchomości przez Skarb Państwa wynosił 10 lat, liczony od końca 1945 r., dla pozostałych – 10 lat, jeśli nieruchomość została zasiedlona w dobrej wierze, i 20 lat, jeśli w złej.

Dekret unieważniał wszystkie umowy zawarte po 1 września 1939 r. w celu ratowania majątku. Powołano Główny Urząd Likwidacyjny, który miał swoje biura rejonowe. Zajął się on gospodarowaniem nieruchomościami opuszczonymi, ich zarządzaniem, zwrotem, dzierżawą, z tym, że w praktyce przekazywał te uprawnienia samorządom.

Jesienią 1946 r. władze wydały dekret o postępowaniu spadkowym, który określał, kogo można uznać za zmarłego i w jakim trybie. Każdy spadkobierca musiał wnosić o sporządzenie aktu zgonu lub uznanie za zmarłego w sądzie.

Tyle prawo.

W opracowanym przez Grzegorza Mieczyńskiego katalogu „Firmy radomszczańskie w dwudziestoleciu międzywojennym” znajduje się 28 przedsiębiorstw należących do Goldbergów. W większości sklepy i punkty usługowe. Sprzedaż cukierków i owoców, naczyń kuchennych, warzyw, wapna, chustek, galanterii, artykułów kolonialnych. Przy części adresy: Reymonta, Żeromskiego, Kościuszki, Przedborska, Krakowska, pl. 3 Maja, Piłsudskiego.

Ile tych firm prowadzono we własnych lokalach, nie wynajmowanych? Próbujemy sprawdzić w wykazach hipotecznych (poprzednik ksiąg wieczystych), prowadzonych do końca 1946 roku. To dokumenty archiwalne, przechowywane w części w archiwach państwowych, w części wciąż w sądach rejonowych.

Jeszcze w ubiegłym roku występujemy do Sądu Rejonowego w Radomsku o wgląd w wykazy hipoteczne dotyczące centrum miasta. Sąd odmawia. Twierdzi, że podlegają pod ustawę o księgach wieczystych i dostęp do nich mają tylko osoby uprawnione: właściciele, notariusze, spadkobiercy. To o tyle dziwne, że to dokumenty historyczne, ustawowo dostępne dla wszystkich. W dodatku kilka ksiąg hipotecznych z Radomska z tamtego okresu złożonych jest w Archiwum Państwowym w Piotrkowie Trybunalskim i tam są dostępne bez ograniczeń.

Szukamy inaczej. Na stronie ministerstwa sprawiedliwości sprawdzamy najstarsze księgi wieczyste w Radomsku, o numerach od 1 do 300. Są jawne, wystarczy znać numer i liczbę kontrolną (tę ostatnią obliczamy w kalkulatorze dostępnym w internecie). Większość najstarszych dotyczy nieruchomości położonych w centrum Radomska. Ta o numerze 1 – jednej z kamienic przy ul. Reymonta. Pierwsze księgi zostały założone w 1947 roku. Znajdujemy tylko dwie, w których pojawiają się żydowskie imiona i nazwiska.

Jak to możliwe, skoro przed wojną należało do tej mniejszości 70 proc. nieruchomości?

Szukamy w Archiwum Państwowym w Piotrkowie. I tu bingo. W zestawie dokumentów – Prezydium Powiatowej Rady Narodowej i Urząd Powiatowy w Radomsku z lat 1947-1958 – znajdujemy teczki opisane jako „Sprawy majątków opuszczonych i poniemieckich”.

Ela Rutkowska: – Niech pan sprawdzi. Jak byliśmy w sądzie w Radomsku, to powiedzieli nam, że teraz ścieki wypłyną. Nie będzie ładnie pachniało.

Wybieramy 10 teczek, dotyczą nieruchomości z ulicy Reymonta. W sumie jest ich kilkadziesiąt. Każda dotyczy innego numeru. W środku decyzje, podania, zestawienia kosztów, rachunki, potwierdzenia wpłat. Jak na czasy chwilę po wojennym kataklizmie – porządek wręcz nieprawdopodobny.

Teczka nr 50. Na wierzchu decyzja Okręgowego Urzędu Likwidacyjnego w Łodzi z 8 kwietnia 1948 roku:

„Do obywatelki M.P.

Okręgowy Urząd Likwidacyjny w Łodzi po rozpoznaniu wniosku Obywatelki z dnia 10.II.1947 o wydaniu majątku opuszczonego, na mocy artykułu 7 dekretu z 8 marca 1948 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich (…) postanowił M.P. wprowadzić w posiadanie 1/4 niewydzielonej części nieruchomości położonej w m. Radomsku przy ul. Reymonta (…), a składającej się z placu i znajdującymi się na nim budynkami”.

Czy to oznacza, że nieruchomość została zwrócona? Formalnie – przekazano M.P. jedynie „zarząd i użytkowanie tego terenu” (tak mówi art. 21 dekretu z 2 marca). Do własności potrzebne będzie postępowanie sądowe lub zasiedzenie.

Kolejny dokument: rozliczenie pobranych opłat i nakładów. Rozbity na miesiące wykaz pieniędzy pobranych z komornego i kosztów, z adnotacją, czy spadkobierczyni coś się z tych pieniędzy należy:

„Nieruchomość administrowana była przez O.U.L. w miesiącach od IV-45 do IX-46 włącznie. Przychód brutto wynosi sumę 13.000 zł, z czego 1/4 do 3.250. Rozchód brutto wynosi 11.244,37, z czego 1/4 to 2.811,09”.

Następne dokumenty: o zwrocie połowy nieruchomości kolejnym dwóm spadkobiercom, zestawienie pobranych czynszów od kwietnia 1945, pokwitowania za usługi (wywóz śmieci, naprawę dachu).

W kolejnych teczkach podobnie.

Z dokumentów wynika, że pożydowskie nieruchomości zostały po wojnie przekazane właścicielom bądź ich spadkobiercom. Większość nazwisk pokrywa się z tymi z przedwojennych Map Kahla. To by oznaczało, że stan prawny mógł zostać uregulowany tuż po wojnie, a roszczenia Willy Goldberga są bezpodstawne.

Jednak w jednej z teczek coś nie pasuje. Znajdujemy pismo Okręgowego Urzędu Likwidacyjnego o „wniosku obywatela M.W. w sprawie wydzierżawienia nieruchomości przy ul. Reymonta”.

Sprawdzam na Mapach Kahla: przed wojną należała do rodziny żydowskiej.

W piśmie OUL napomina Zarząd Miejski m. Radomska, by sprawę przyspieszył. Zarząd odpowiada, że „sprawa przedmiotowa nie załatwiona jest wyłącznie z winy M., ponieważ w/w dotąd nie zgłosił się do zawarcia umowy dzierżawnej w Wydziale Nieruchomości. Ponadto Zarząd Miejski powiadamia, że repatriant M., zamieszkuje w Łodzi, nie jest zameldowany na terenie miasta Radomska”.

Więc jednak nie wszystkie nieruchomości zostały przekazane właścicielom bądź spadkobiercom. Nikt z tej rodziny nie przeżył Holokaustu? Na pewno nikt się nie zgłosił. Z dokumentów wynika, że decyzję w sprawie dzierżawy podejmował samorząd. To on dysponował kamienicą.

Wyjątek? Znajdujemy kolejne podobne pożydowskie nieruchomości: bez spadkobierców, zarządzane przez samorząd. Potem przejęte przez osoby prywatne.

Z dokumentów wynika, że były atrakcyjne.

Sprawdzamy dokumentację jednej z nieruchomości należących do Goldbergów. Teczkę zatytułowaną „Gosp. pożydowskie po Goldberg Joszek i Moszek, położonego w wsi C., w gminie M.” znaleźliśmy w Archiwum Państwowym w Piotrkowie.

Pierwsze podanie z 6 września 1945 roku. Od Obywatela J., zaadresowane do Powiatowego Komisarza Ziemskiego w Radomsku:

„Zwracam się z uprzejmą prośbą do Komisarza Ziemskiego o udzielenie mi zezwolenia na dalsze użytkowanie ziemi pożydowskiej po Goldbergu Josku i Golbergu Moszku, byłych mieszkańcach wsi C., o ogólnej powierzchni 1,92 ha, oraz domu. Zaznaczam że ziemię posiadaną utrzymuję w dobrej kulturze i wszelkie powinności jakie są nakładane spłacam sumiennie”.

Z dokumentów wynika, że obywatel J. zgodę dostaje i gospodarstwo dzierżawi. Ale kolejne pokazują, że nie tylko on był nim zainteresowany.

11 listopada 1945 r. do tego samego Komisarza pisze Gromada Wsi C. Prosi o „przydzielenie wyżej wymienionej Gromadzie ziemi ornej w ilości około 2 hektary oraz budynku znajdującego się na terenie Gromady C. Kiedyś ta ziemia oraz jakoteż budynek były własnością żyda Goldberga zamieszkałego w C. W przypadku przydziału ziemi i budynku, Gromada obsadziłaby na tej ziemi i w wymienionym budynku stróża nocnego”.

Za obywatelem J. wstawia się wójt. Pisze: „J. (…), pochodzenia włościańskiego, ziemi własnej nie posiada, natomiast ma w użytkowaniu ziemię pożydowską (…) oraz użytkuje dom z drzewa kryty gontem o 3 mieszkaniach. Wymieniony jest dobrym Polakiem i dobrym rolnikiem i na razie nie zachodzą żadne przeszkody na dalsze użytkowanie ziemi”.

Z kolejnych dokumentów wynika, że gospodarstwo otrzymał J. W pismach prosi o przedłużenie dzierżawy na kolejne lata. Podpisuje umowy, w teczce są zestawienia opłat wnoszonych za latach 1951-58.

Pod koniec lat 50. pojawia się kolejny chętny na gospodarstwo. W 1957 roku mieszkańcy wsi C. piszą do prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej podanie (a raczej donos) o „wstrzymanie budowy obywatelowi J. na placu pożydowskim w C. Prośbę motywujemy co następuje: ob. J. nie jest właścicielem ziemi pożydowskiej, a jest tylko dzierżawcą i nie ma prawa budować się na wspomnianym placu. Wiemy dokładnie, że ob. J. zamiaruje się budować na placu pożydowskim, gdyż gromadzi materiały budowlane na tymże placu. (…) Wyżej wspomniany plac otoczony jest z dwóch stron gruntami parafii, z trzeciej gruntami PGR. Ob. J. wyrządza szkody tak parafii jak i PGR. Nadmieniamy, że plac pożydowski znajduje się tuż przy kościele, a ob. J. trudni się nielegalną sprzedażą wódki i z tego powodu rozplenia się chuligaństwo, a nawet dochodzi do zabójstw”.

Pod podaniem 45 podpisów.

Rozpoczyna się przepychanka. Gromadzka Rada Narodowa 30 maja 1959 roku podejmuje decyzję o „przekazaniu na rzecz tutejszej Rady Narodowej działki ziemi pożydowskiej (…) wraz z budynkiem i placem, którą obecnie dzierżawi ob. J. (…). Mieszkańcy wsi C. od dawna ubiegali się o nabycie wspomnianego obiektu na potrzeby wsi i na zebraniu odbytym w 1957 r. odpowiednią uchwałę podpisało ponad 60 proc. mieszkańców”.

Ingeruje Powiatowa Rada Narodowa, stając w obronie J., bo według niej rolnik „posiada uprawnienia do uwłaszczenia go przedmiotowymi gruntami”.

W 1960 roku w sprawę włącza się Ochotnicza Straż Pożarna. Też występuje o przekazanie jej nieruchomości. Ale Komenda Powiatowa Straży Pożarnej odmawia poparcia. Dlaczego? Odpowiedź znajdujemy w notatce, podpisanej przez S.T., Instruktora KP PZPR:

„Należy przypuszczać, że o wspomnianą działkę starania czyni ksiądz z C., który własnoręcznie podpisał pismo wystosowane rzekomo przez OSP. Wspomniana działka przylega z trzech stron do gruntów księdza. Należałoby więc nie zwlekać z załatwieniem sprawy i przydzielić wspomnianą działkę ob. J.”.

Finał? 14 grudnia 1960 r. do sądu w Radomsku wpływa pismo z Prezydium Powiatowej Rady Narodowej o założenie księgi wieczystej i dokonanie „wpisu o prawie własności na rzecz ob. J.”. W dokumencie napisano, że „nieruchomość powyższa jest poza tym wolna od wszelkich ograniczeń własności i obciążeń”.

I tak oto, 15 lat po wojnie, pożydowska nieruchomość trafia w prywatne ręce, wpisana prawem własności do księgi wieczystej.

Gdy pytamy Willy Goldberga, ile nieruchomości chce odzyskać, odpowiada: – Wszystkie, do których mam prawo.

I wyciąga własną teczkę, dotyczącą jego rodzinnej nieruchomości, kamienicy przy ul. Stodolnej. Ta sprawa go najbardziej denerwuje.

Najpierw pokazuje zdjęcie. Na nim dwudziestokilkuletni mężczyzna o smutnych oczach, w koszuli i marynarce. Zrobiono je po powrocie z Oświęcimia. Do dowodu, by udowodnić, że mężczyzna żyje. Bo według świadków nie żył.

To ojciec Willy Goldberga.

Pojawił się na świecie w 1919 roku. W metryce zapisano tak:

„Działo się w mieście Radomsku czternastego kwietnia tysiąc dziewięćset dziewiętnastego roku o godzinie dziewiątej rano, stawił się Szymon Wolf Goldberg, kupiec, lat trzydzieści trzy mający, w Radomsku zamieszały, w obecności świadków Jakóba W., lat trzydzieści sześć i Abrama M., lat czterdzieści pięć mających, w Radomsku zamieszkałych, oddał nam dziecię płci męskiej urodzone w Radomsku siódmego kwietnia roku bieżącego, o godzinie dwunastej w nocy z niego i małżonki jego Gitli z S., lata dwadzieścia sześć mającej. Dziecięciu temu przy obrzezaniu nadano imiona Jakób-Berek. Poczem akt niniejszy ukończony i przez stawających podpisany został”.

Niżej cztery podpisy.

Matka Jakóba Berka (potem imię pojawi się w zapisie Jakub Berek), Gitla, zgodnie z zapisami w księgach hipotecznych była właścicielką 1/4 kamienicy przy ul. Stodolnej. Willy pokazuje stosowny wniosek w księdze hipotecznej. Tam stoi, że w 1932 roku Wolf Lajb i Jentla (…) podarowali córkom Gitli Goldberg oraz Chai i jej mężowi Józefowi Chaimowi po 1/4 nieruchomości.

Kamienica stoi do dzisiaj. Niepozorna. Przed wojną na dole były sklepy, na górze mieszkania.

Podczas wojny została skonfiskowana przez Niemców. Większość rodziny zginęła w getcie bądź Treblince w 1942 r.

Willy Goldberg wspomina: – Ojciec trafił do Oświęcimia. Przeżył. Gdy wrócił do Radomska, ważył 35 kilo. Poszedł na Stodolną, ale tam usłyszał od Chaima Józefa: to już nie jest twój dom.

Bo w maju 1945 Chaim rozpoczął postępowanie spadkowe. Bez wiedzy Jakuba Berka.

Na dowód Willy Goldberg pokazuje wypisy w księdze hipotecznej. O choćby ten:

„Wniosek Nr 34, podług dziennika Nr 54

Dnia piątego czerwca roku tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego przed sędzią grodzkim Bolesławem Trószyńskim, Kierownikiem Oddziału Hipotecznego w Radomsku, do kancelarii tegoż oddziału, mieszczącego się w tymże mieście Radomsku przy ul. Limanowskiego, pod Nr 35, stawił się osobiście mi znany Chaim Józef S., syn Wolfa-Lajba, zamieszkujący w mieście Częstochowie przy ul. Wilsona od nr 32, i (…) oświadczył: zostało otwarte postępowanie spadkowe po Wolfie-Lajbie i Jentli, małżonkach S., rodzicach moich oraz po Gitli Goldberg, Chai, siostrach moich, oraz po Józefie vel Josku Chaimie, mężu Chai, jako po współwłaścicielu nieruchomości objętej tą księgą hipoteczną, i do spadku tego zgłaszam siebie oraz siostry moje: Cyrlę, urodzoną 1918 roku i Rachelę vel Ruchlę, urodzoną w 1904, dzieci Wolfa Lajba i Jentli małżonków S. oraz Jakóba Berka Goldberg, syna Szymona Wolfa i Gilti, ur. 1919 roku”.

Tu jeszcze Jakub Berek jest. Za chwilę Chaim złoży w sądzie wniosek o uznanie go za zmarłego. Sąd wydaje taką decyzję, mimo że Jakub Berek mieszka w Częstochowie i Chaim o tym wie.

31 stycznia 1948 roku sędzia rozpoznaje wniosek Chaima:

„Sąd postanawia zamknąć postępowanie spadkowe po Wolfie Lajbie i Jencie vel Jentli małż. S., Gitli Goldberg i Józefie vel. Josku i Chai, jako współwłaścicielach nieruchomości i wyrzec prekluzję względem osób i praw niezgłoszonych w terminie prawnym do tego spadku. Tytuł własności przepisać na imię Chaima Józefa (…) i wykreślić z Działu III wzmianki spod Nr. 1 i dotyczącej konfiskaty przez okupantów jako bezprawnej. Wniosek powyższy zatwierdzić i wnieść odnośnie treści do wykazu nowej księgi wieczystej, która ma być złożona dla tej nieruchomości”.

Jakub Berek zostaje z niczym. Wyprowadza się, najpierw do Berlina, potem do Francji.

– Ale przyjeżdża do Radomska, próbuje coś w tej sprawie zrobić – Willy Goldberg pokazuje wpisy w paszporcie ojca. – Nigdy się z tym nie pogodził.

W 1964 roku w Ambasadzie Republiki Federalnej Niemiec w Paryżu Jakub Berek składa „zapewnienie z mocą przyrzeczenia”. Pouczony o odpowiedzialności karnej oświadcza:

„Mój ojciec Schimon Wolf Goldberg, urodzony w 1887 roku w Radomsku, został deportowany w grudniu 1942 roku do Treblinki i od tamtej pory zaginął. Był on żonaty obopólnie w jedynym małżeństwie z moją matką, Gittel Goldberg, z domu S., urodzoną w 1890 roku w Radomsku, która została deportowana wraz z moim mężem i również zaginęła. Z małżeństwa pochodziło sześcioro dzieci…”.

Wszystkie, poza Jakubem Berkiem, deportowane do Treblinki.

Jakub Berek dodaje: „Nie ma i nie było innych osób, przez które ja, stawający, mógłbym zostać wykluczony z kolejności dziedziczenia po moich rodzicach i moim rodzeństwie lub przez które mój udział spadkowy mógłby zostać pominięty”.

Na początku lat 50. Chaim Józef też wyjeżdża z Polski. Kamienicą przy Stodolnej zarządza gmina.

W połowie lat dwutysięcznych zgłaszają się po nią spadkobiercy Chaima, mieszkający w USA. Sąd przeprowadza postępowanie spadkowe. W 2007 roku sąd w Radomsku orzeka stwierdzenie nabycia spadku przez żonę Chaima i jego dzieci. Każde dostaje po 1/3 udziałów. Nieruchomość zostaje im zwrócona. Gdy żona Chaima umiera, w 2010 roku przeprowadzone zostaje kolejne postępowanie, wtedy spadkobiercami zostają po połowie dzieci. Szybko kamienicę odsprzedają.

W tym miejscu Willy triumfalnie wyciąga dokument i podkłada mi przed oczy. Zaświadczenie z urzędu skarbowego z 31 grudnia 1946 roku. – Znalazłem je w księdze, było przyklejone do innej karty. Cały czas tam było – mówi.

W nim napisano:

„Urząd Skarbowy w Radomsku niniejszym zaświadcza, że do wymiaru podatku skarbowego po Gitli Goldberg, zmarłej 31 X 1942 roku, zadeklarowano majątek składający się z 1) niepodzielnej 1/6 nieruchomości w Radomsku przy ul. Limanowskiego (…) o wartości 60000 zł, 7/24 części nieruchomości w Radomsku przy ul. Stodolnej (…) o wartości 175000 zł, z mocy prawa majątek przeszedł w całości na syna Jakóba-Berka Goldberga, z tego tytułu podatek w kwocie 3876 zł został wpłacony do kasy Urzędu”.

– No to jak nieruchomość mogła zostać w 2003 roku zwrócona komuś innemu, jak tu jest dowód, kto ma do niej prawo? Że mój ojciec żył i jeszcze zapłacił podatek! – pyta Willy Goldberg. – Potrafi pan to wyjaśnić?

Nie potrafię. Odnajduję spadkobierców Chaima na Facebooku, piszę do nich. Pytam, czy wiedzieli o roszczeniach Willy Goldberga i czy znają dokument z 1946 roku. Nie odpowiadają.

Jakub Berek Goldberg do końca życia próbuje odzyskać Stodolną. W 1997 roku pisze do urzędu miasta. Otrzymuje odpowiedź: „W powyższej sprawie należy zwrócić się do prywatnej kancelarii adwokackiej w celu zlecenia prowadzenia spraw”.

Umiera w 2007 roku we Francji.

Willy Goldberg zapowiada, że nie odpuści. Wymienia: – Mam hipoteki na nieruchomości przy Piłsudskiego, Kościuszki, pl. 3 Maja, Reymonta. Jestem ostatnim z rodziny Goldbergów. Wystąpiłem o wszystkie księgi, w których pojawia się nazwisko Goldberg i szukam, która osoba jest bliższa, która jest dalsza. Ustalę, to wystąpię o ten majątek. Kuzynem mojego ojcem był Grosman, z jego rodziny też nikt nie przeżył. Też miał w Radomsku nieruchomości. Mordka Goldberg miał fabrykę „Kryształ” i inne nieruchomości. To wszystko jest do odzyskania.

Sprawdzam Grosmana i Mordkę Golberga na Mapach Kahla i w archiwum. Są, ich majątki także.

Willy Goldberg szuka nie tylko w Radomsku. Z Częstochowy dostał akty urodzenia 45 Goldbergów, z sądu w Łodzi zestawienie ksiąg wieczystych, w których to nazwisko występuje. 34 pozycje, przy każdej numer księgi. Bierze się za sprawdzanie.

Goldbergowi wystarcza obecne prawo. Włączył się w postępowanie o zasiedzenie jednej z kamienic przy ul. Reymonta. Według papierów, należała do jego przodków. Przygotowuje wniosek w sprawie kolejnej nieruchomości. To dopiero początek, zapowiada.

O tym, czy ma do nich prawa, zdecydują sądy.

Ale jest jeszcze jedno ważne pytanie: ile pożydowskich nieruchomości z Radomska w ogóle przeszło po wojnie pod zarząd miasta lub Skarb Państwa, a ile zostało zwróconych? To kluczowe, bo pokaże skalę problemu.

Jeszcze raz jedziemy do Archiwum Państwowego w Piotrkowie Trybunalskim. Tam w końcu znajdujemy odpowiedź. Jest w teczkach opisanych jako „Sprawy majątków opuszczonych i poniemieckich – wykazy i ewidencje. Lata 1947-49”    oraz „Sprawy majątków opuszczonych i poniemieckich (wykazy majątków)”.

Tam są pełne zestawienia. Te najstarsze, z pierwszych powojennych miesięcy, pisane jeszcze ręcznie, z tabelkami robionymi ołówkiem i linijką. Kolejne na maszynie, ostatnie już na formularzach.

W ewidencji nieruchomości opuszczonych i poniemieckich według stanu na dzień 31 grudnia 1948 r. jest 91 pozycji. Wraz z opisami: adresy, charakter nieruchomości (dom, plac, budka, kamienica, pole), właściciel na dzień 31 sierpnia 1939 r.

W kolejnym zestawieniu majątków opuszczonych przekazanych pod zarząd miasta – 189 pozycji.

Są dwie nieruchomości Goldbergów i jedna Grosmana.

W drzewie genealogicznym Willy Goldberga sprawdzam jeszcze nazwiska córek, które wyszły za mąż. Grosberg, Hendel, Frydman, Silbersztajn, Guterman, Tuszyńska, Studniarek.

Sprawdzam w wykazach. Część jest.

W wykazie majątków opuszczonych zwróconych właścicielom bądź spadkobiercom tylko 37 pozycji.

 

Korzystałem z: wykazów i dokumentów Archiwum Państwowego w Piotrowie Trybunalskim (zwłaszcza „Prezydium Powiatowej Rady Narodowej i Urząd Powiatowy lata 1947-1958 i 1950-1975”, „Rejonowy Urząd Likwidacyjny 1947-1949”), wykazów hipotecznych, ksiąg wieczystych, metryk, aktów urodzenia i zgonu zebranych przez Willy Goldberga, książek „Klucze i Kasa. O mieniu żydowskim pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych 1939-1950” pod redakcją Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki, „Złote serca czy złote żniwa. Studia nad wojennymi losami Polakow i Żydów” Marka J. Chodakiewicza, „Firmy radomszczańskie w dwudziestoleciu miedzywojennym. Katalog” Grzegorza Mieczyńskiego, akt spraw sądowych dotyczących zwrotu nieruchomości w Radomsku.

 

Konkurs SGL Local Press 2019 wsparli:

belka z logo2019 1