Loading...
Close

26 marca 2018

Najłatwiej zamieść sprawę pod dywan

jkucharski

Janusz Kucharski odbiera nagrodę w konkursie SGL Local Press 2017. Fot. Archiwum „Gazety Radomszczańskiej”

Rozmowa z Januszem Kucharskim, redaktorem naczelnym  „Gazety Radomszczańskiej” i laureatem Local Press 2017 w kategorii dziennikarstwo śledcze za tekst „Molestowanie, ksiądz, dziecko i  SMS-Y”.

Małgorzata Wyszyńska: – Wbrew obowiązującym w prasie trendom „Gazeta Radomszczańska” stawia na długie pogłębione teksty. Pana nagrodzony w konkursie Local Press artykuł jest tekstem, śledczym nad którym pracował pan dwa miesiące. Czy czytelnicy to doceniają?

Janusz Kucharski: – Dla czytelnika nie ma znaczenia jak długo autor pracował nad tekstem. Najważniejsze jest dla niego czy dostał całą wiedzę na temat jakiejś sprawy. Oczywiste jest jednak, że są tematy, których nie da się zrobić z dnia na dzień.
W tak małej redakcji jak nasza nie da się jednak pracować tylko nad jednym tekstem, dlatego zazwyczaj przygotowanie tekstu śledczego trwa nieco dłużej niż w sytuacji gdy dziennikarz może zajmować się tylko tym artykułem.

Ujawnił pan sprawę seksualnego nękania  SMS-ami czternastolatki przez księdza.  Ale to przede wszystkim tekst o milczeniu dorosłych, którzy o sprawie wiedzieli, ale organów ścigania o niej nie poinformowali. Z czego wynika to milczenie?

W takim małym mieście jak Radomsko wszyscy się znają, tu nie ma anonimowości. Istnieją pewne powiązania między parafią a szkołą, przecież księża uczą w szkole religii. Oni znają nauczycieli, nauczyciele ich. Spotykają się w pokoju nauczycielskim. Trudno myśleć, że ktoś, kogo widuję codziennie w pracy, mógł się dopuścić czegoś złego. Lepiej udać, że nic nie wiem. Ludzie wciąż jeszcze uważają, że lepiej się nie narażać. I dlatego chyba w mniejszym mieście łatwiej jest zamieść sprawę pod dywan.

Proboszcz, z którego telefonu wysyłano SMS-y do dziewczynki, obciążył winą swojego wikarego, a do swojej gry  próbował wykorzystać „Gazetę Radomszczańską”. Przeliczył się.

Ksiądz przyszedł do nas, żeby zgłosić, że to wikary ma romans z dziewczynką. I on nie chce skandalu, więc najlepiej gdyby został przeniesiony do innej parafii. A on nie chce. Kiedy okazało się, że chodzi o SMS-y wysyłane z jego telefonu, twierdził, że zostawiał swoją komórkę w zakrystii i każdy mógł mieć do niej dostęp. Uczył mnie kiedyś religii w podstawówce, sądził więc pewnie, że z tego powodu będzie mógł wywrzeć, poprzez gazetę, presję na kurię. I że pozbędzie się wikarego z parafii. Nie udało mu się.

Dopiero po artykule „Gazety Radomszczańskiej”  Kuria Metropolitalna w Częstochowie zawiesiła proboszcza  podejrzanego o molestowanie dziewczynki w pełnieniu obowiązków i nakazała mu opuszczenie dotychczasowego miejsca pracy. To dowód na siłę gazety, ale też  dowód słabości instytucji kościelnych, które wcześniej nie zdobyły się na reakcję.

Kuria zachowała się nietypowo. Kilka godzin po ukazaniu się tekstu w naszej gazecie zawiesiła proboszcza. To się wcześniej nie zdarzało. W wielu znanych w Polsce przypadkach po ujawnieniu tego typu sprawy kuria zwykle odmawiała komentarza. Z drugiej strony dopóki media czegoś nie napisały, nawet jeśli władze kościelne coś wiedziały, to działały wolno. Świadczy to o sile sprawczej gazety, ale też o tym, że w małym mieście wiele spraw wciąż zamiata się pod dywan. I liczy, że sprawą nikt się nie zainteresuje.

Po publikacji tekstu pojawiły się opinie, że gazeta szuka sensacji i lepiej by było dla dobra dziewczynki nie rozstrzygać sprawy w gazecie.

Gazeta niczego nie rozstrzyga. To zadanie prokuratury i sądu. My wykonaliśmy swoją pracę,  która polega na dotarciu do faktów, zweryfikowaniu ich i ujawnieniu w artykule. Co do zarzutu szukania sensacji, to też specyfika małego miasta. Jedni powiedzą: dobrze, że to ujawniliście. Drudzy oburzą się: „Szukacie taniej sensacji, a bez was wszyscy by się dogadali i nikt nie musiał o tym wiedzieć. A tak,  to przez was zabrali ludziom dobrego proboszcza.” Jednak przedstawienie prawdy, jak trudna by nie była, to nasza powinność.

W konkursie Local Press startuje pan po raz pierwszy?

Nie. Startuję  po raz drugi. Dla mnie to bardzo duże wyróżnienie, uznanie tego co robię. W „Gazecie Radomszczańskiej” pracuję od prawie 20 lat, ale ostatnie trzy lata były wyjątkowo intensywne. Wiele się w zmieniło i aby robić coraz lepszą gazetę, zaangażowaliśmy się wszyscy. Tegoroczne nominacje i nagrody, tytuł Gazety Roku, potwierdzają, że robimy obraliśmy właściwy kierunek.

MW