Loading...
Close

22 czerwca 2018

Molestowanie, ksiądz, dziecko i SMS-y

Tekst nominowany w konkursie SGL Local Press 2017  w kategorii „dziennikarstwo śledcze i interwencyjne
Autorzy: Andrzej Andrysiak, Janusz Kucharski, Gazeta Radomszczańska 

Czternastolatka przez kilka miesięcy była nagabywana SMS-ami przez księdza. Przez kilka miesięcy trwała przepychanka między szkołą, kurią i księżmi, co z nią zrobić, a nikt nie poinformował organów ścigania

O takich sprawach pisze się bardzo trudno, bo najważniejsze jest w nich dobro dziecka. Dlatego informacje dotyczące dziewczynki ograniczyliśmy w tekście do minimum, podając tylko te najistotniejsze dla sprawy.

Seksualne nagabywanie przez telefon jest przestępstwem i to wątek który bada prokuratura, ale istotne jest także zachowanie dorosłych, którzy o tym wiedzieli. Ono w kontekście sprawy jest dla nas najważniejsze.

Pracowaliśmy nad tym materiałem dwa miesiące. Odbyliśmy kilkanaście rozmów, w tym część w Częstochowie. Opisujemy tylko te zdarzenia, które potwierdziliśmy. Jeśli w jakichś miejscach pojawiają się znaki zapytania, zaznaczamy to, nie przesądzając, gdzie leży prawda.

Ponieważ w sprawie są dwie wykluczające się wersje wydarzeń, przedstawiamy obie, zaznaczając, która według zebranych przez nas materiałów, jest wiarygodna.

Początek

Jest koniec września 2016 roku, kilka tygodni po publikacji „Taśm z Lamberta”, w których opisaliśmy, jak próbowano zamieść pod dywan sprawę molestowania dzieci przez tamtejszego wieloletniego kościelnego. Ujawnione przez nas nagrania odbiły się wielkim echem w mieście, pisały o nich także ogólnopolskie media. Do naszego dziennikarza zgłasza się proboszcz z parafii na Kowalowcu. Urzęduje tam od 2015 roku. Ma pod sobą dwóch wikarych. Zna naszego dziennikarza, uczył go religii w Szkole Podstawowej nr 2. Informuje, że w jego parafii wikary ma romans z czternastolatką.

Wersja proboszcza

Najpierw dzwoni. Mówi, że ma w parafii kłopot, że chodzi o jednego z jego księży, ale to nie jest opowieść na telefon. Podczas kolejnej rozmowy, już twarzą w twarz, opowiada, że na plebanię do jednego z księży przychodzi czternastolatka, że wikary też do niej chodzi i że to obraza boska. Pyta, co ma w tej sytuacji zrobić. Twierdzi, że sprawą podobno zajmuje się kuria, ale „jakoś niespiesznie”. Dodaje, że „dobrze byłoby wiedzieć, co ustalili”. Sugeruje, by dziennikarz Gazety o to zapytał. Bo najlepiej byłoby, „żeby tego wikarego przenieśli, żeby ludzi nie drażnić”. I żeby już nie mieli kontaktu, wikary i czternastolatka. Twierdzi, że on z nimi rozmawiał, ale młody ksiądz go nie słucha, bo jest bardzo zakochany i na przejście do innej parafii absolutnie się nie zgadza. Mówi, że prosił w kurii, żeby to załatwić, ale na razie bez efektu. Na koniec dodaje: – Jak ty, dziennikarz, się zainteresujesz, to może coś to da?

Prosi naszego dziennikarza o pomoc. Informujemy, że zajmiemy się sprawą, ale musimy ją dogłębnie zbadać.

Zaczynamy od potwierdzenia w kurii. Ksiądz Paweł Maciaszek, rzecznik Kurii Metropolitalnej w Częstochowie odpisuje, że sprawa jest badana, a do kurii nie wpłynęły żadne dowody uwiarygodniające zarzuty, lecz także nie złożono żadnej skargi. Przeprowadzane rozmowy stanowią postępowanie w sprawie, a nie przeciwko duszpasterzom parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Radomsku.

Kontaktujemy się z proboszczem, przekazujemy mu, co ustaliliśmy. Informujemy, że będziemy sprawę badać, by przygotować publikację na ten temat. Proboszcz jest zawiedziony, że niewiele udało się nam w kurii ustalić. Głośno zastanawia się, co z tym dalej zrobić. Informujemy go, że takie sprawy trzeba zgłaszać prokuraturze, bo dziewczynka ma 14 lat. I że ten, który ma wiedzę na temat takich zdarzeń, ale nie zgłosi tego do organów ścigania, podlega sankcjom. Proboszcz na koniec prosi, żeby o tym nie pisać. Odpowiadamy, że będziemy to badać, a o pisaniu zdecydujemy dopiero, gdy zbierzemy materiał.

Próbujemy porozmawiać o sprawie z wikarym, odbiera telefon, ale odmawia spotkania. Zaprzecza, jakoby miał romans z dziewczynką, o co oskarża go proboszcz. W kilku zdaniach stwierdza, że zrobił wszystko, co należało, żeby czternastolatce jak najbardziej pomóc. I prosi, byśmy dokładnie zbadali sprawę, wtedy zrozumiemy, o co w niej chodzi. W listopadzie i grudniu odbywamy kilkanaście rozmów z ludźmi znającymi sprawę. Większość pod warunkiem zachowania anonimowości. Ustalamy fakty, potwierdzamy je w niezależnych źródłach.

Ustalenia

Najpierw, pod koniec roku szkolnego, w czerwcu 2016, w kręgach związanych z parafią pojawiają się plotki, że czternastolatka jest zakochana w wikarym. Temat pojawia się w szkole, do której chodzi czternastolatka. To ZSG nr 7 przy ul. 11 Listopada. Dyrekcja kieruje dziewczynkę do szkolnego psychologa. Pojawia się także informacja, że w tym czasie do szkoły dotarło pismo z kurii, w którym władze kościelne proszą o przyjrzenie się relacjom z wikarym (tej informacji nie udało się nam potwierdzić w trzecim źródle). Czternastolatka jest wzywana na kolejne rozmowy z dyrekcją szkoły.

Dlaczego kuria miałaby interesować się relacjami wikarego z dziewczynką? Tu pojawia się druga wersja wydarzeń: to proboszcz zauroczył się czternastolatką. Ta miała się skarżyć wikaremu, że proboszcz ją nagabywał, raz złapał ją za pośladki. Właśnie z tego powodu miała proboszcza unikać.

Proboszcz informuje o sprawie Kurię Metropolitalną w Częstochowie. Pisze o związku wikarego z nieletnią. I o zgorszeniu, które młody ksiądz w ten sposób sieje. Prosi o załatwienie tej sprawy przez przeniesienie. Kuria wszczyna swoje postępowanie, o którym wikarego informuje. Młody ksiądz dowiaduje się też, kto złożył pismo w tej sprawie. Proboszcz cały czas ma być wobec wikarego przyjacielski i pomocny, a zapytany przez niego wprost, dlaczego go oczernia, wypiera się. Twierdzi, że to nie on złożył doniesienie w kurii.

Wikary obawia się, że w tej sprawie zostanie poświęcony i stanie się kozłem ofiarnym. Że już jest napiętnowany, bo sprawa staje się coraz głośniejsza, a on będzie musiał zeznawać w kurii przeciwko swojemu bezpośredniemu przełożonemu.

Która wersja wydarzeń jest prawdziwa? Za drugą przemawia dowód w postaci SMS-ów. Jest ich kilkadziesiąt. Wspominało o nich kilku naszych rozmówców, udało się je nam kilka tygodni temu zdobyć. Zapis tych, którymi dysponujemy, obejmuje obejmuje okres od początku czerwca do połowy sierpnia 2016. Nie wiemy, czy to wszystkie i czy były także wysyłane wcześniej bądź później.

Te SMS-y to zapis jednostronnego nagabywania dziecka. Wszystkie wysłano z numeru +48 508 146 144. Z tego samego proboszcz dzwonił do Gazety, ten numer nasi dziennikarze od dawna posiadają w swoich bazach. W rozmowie z Gazetą proboszcz potwierdził, że numer należał do niego.

Nie publikujemy tych fragmentów, w których pojawia się imię dziecka i informacje osobiste. Odpowiedzi czternastolatki jest niewiele, publikujemy te, które są ważne dla kontekstu rozmowy.

(SMS-y oznaczone znakiem l to te wysyłane z telefonu proboszcza).

sobota, 4 czerwca, godz. 10:

l Przyjdź o 10.30 a pas mam przygotować?

środa, 8 czerwca, godz. 16.50:

l Dziadek cię pozdrawia

piątek, 10 czerwca, godz. 14.56:

l Odezwij się do dziadka

Piątek, 13 czerwca, godz. 21.38:

l Odezwij się do dziadka

poniedziałek, 1 sierpnia, godzina nieokreślona:

l Ale do 24 15 to ja nie będę czekał hi hi hi :-)

l Odpowiedz w tej chwili

wtorek, 2 sierpnia, godz. 13.10:

l Oj pas będzie w ruchu :-)

godz. 14.39:

l Oj oj, gdybym ja był trochę młodszy :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-)

lA wiek faceta przeszkadza :-)?

l A mój wiek by ci przeszkadzał :-)?

l To co, spróbujemy? :-)

l Brakuje mi już siły życiowego wigoru :-) odezwij się

l Śpisz już?

l Coś w tobie jest :-) Co dla mnie jest nie do pojęcia

l No co to nic nie odpowiadasz?

godz. 19.08:

l Oj ciasteczko ciasteczko :-)

l Dobrze zamknijcie drzwi a ty ciasteczko pamiętaj, że dostałaś się do mojego serca

l Jestem załamany :-) załamany

l Załamany

l Odezwij się po wizycie bo potrzebny mi jest ktoś bliski

l Nie zapomnij o mnie :-)

(godzina nieokreślona)

l A ty chcesz :-)?

l Taki trójkąt :-) :-) :-) :-) :-) No co ty :-)?

Odpowiedź dziecka: Nie no, Wasze serca są przecież Maryi :)

l Kobieta zmienną jest :-) :-) :-) :-) Taka jak ty oczywiście

Odpowiedź dziecka: A jeszcze niedawno mówił ksiądz, że jestem dzieckiem :-)

l O ty małpeczko jedna :-) :-) :-) :-) :-) :-)! :-) :-)

 

środa, 3 sierpnia, godz. 15.48:

l Czy to ciasteczko już wstało? :-)

l Wstyd byłoby o tej porze spać i dupcia by się odleżała :-) :-)

l Już siedzę

l I myślę o tobie :-)

l No widzisz :-) ale cały w tym ambaras żeby dwoje chciało na raz

l A ty chcesz :-)?

godz. 20.08:

l Złotko odezwij się :-)

l Tęskni mi się za tobą :-)

l A nie odpowiada nic :-)

(godzina nieokreślona):

l No, ze mną już wcale a doświadczenie mam

Odpowiedź dziecka: Z czasów przedseminaryjnych chyba haha

l Czy to takie ważne :-) :-) :-) :-) :-)

Odpowiedź dziecka: No trochę :-)

l Puste rozważania. Godzisz się czy nie? :-)

Odpowiedź dziecka: Nie no, a celibat? A śluby?

l Ale dociekliwa 4 razy w roku mogę :-) heh

l A ja myślałem. No to zgoda

l Oj, coś tej zgody nie widać

l Co, zabrakło konceptu, aby odpowiedzieć?

l Napisz szczerze

l Ale ty wiesz, o co chodzi?

l Wiesz czy nie :-) Małpeczko kochana?

l Tak :-) godzisz się?

l No i co :-)?

l Słowo się rzekło i się stanie ok?

l O ty jedna gniewam się :-)

l Brzydka, No nie ładna:-) sorry

l Ale tak całkowicie stwierdzić czy jesteś piękna to nie mogę :-) a dlaczego to się domyśl :-)

l A kiedy jest widoczna cała kobieta lub dziewczyna? :-)

l Kiedy jest goła :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-)

czwartek, 4 sierpnia, godz. 20.25:

l Co dobrego powiesz dziadkowi

l Ja chętnie ujrzałbym ciebie całą piękną. Tak jak kiedyś pisaliśmy

l Nawet palcem cię nie dotknę tylko popatrzę? :-) Tak czy nie :-)

l Napisz szczerze

(godzina nieokreślona):

l Śniłaś mi się, ale reszty Ci nie powiem :-)

l No szkoda kurcze że nie wypada powiedzieć

l To się domyśl. Nie tak trudno :-)

l He he co w tobie jest :-) ty małpeczko jedna

l Nielitościwa nielitościwa :-)

l Heh

piątek, 5 sierpnia

godz. 8.18:

l Czy moja piękna to już wstała? :-)

 (godzina nieokreślona)

l Może nie, to za ostro powiedziane :)

Odpowiedź dziecka: Teraz to ja zaczynam się bać

l Mnie się nie bój na pewno nie na Boga nie

l Wiesz ja się ciebie trochę boję

Odpowiedź dziecka: Mnie? Oszalał ksiądz?

l Może i tak

Odpowiedź dziecka: Ale czemu? I czego

l Pogadamy przy okazji, idę spowiadać

Odpowiedź dziecka: Dobra, teraz już na poważnie, co do wcześniejszych rozmów. Żarty żartami, ale to już nie jest zabawne. Można się pośmiać i tyle :-)

l Jakich rozmów?

Odpowiedź dziecka: Tych, które prowadzimy od dwóch czy tam trzech dni

l Pewnie że można się pośmiac i tyle :-)

sobota, 6 sierpnia

godz. 8.14:

l Bałbym się z tobą zostać w jednym pokoju sam na sam a dlaczego to się domyśl :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-)

godz. 11.02:

l Czy już wstałaś?

godz. 14.33:

l Czemu się nie odzywasz

godz. 20.17:

l Odezwij się. No odezwij się proszę

l Odezwij się proszę jesteś mi potrzebna :-)

 

data nieokreślona, w telefonie wyświetlają się opisy: wczoraj, przedwczoraj

godz. 14.07:

l Czy już w domu

godz. 20.26:

l No czemu nie przyszłaś na spotkanie o 17

(godzina nieokreślona):

l A z dziadkiem choćby z życzliwości dla niego też by można

l No odpowiedz bo się rozpłacze :-)

Opowiedź dziecka: Upewniałam się tylko, że to wszystko żarty :)

l Plis plis plis plis :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-)

l A gdyby nie :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) heh

l To co? :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-)

 

niedziela, 7 sierpnia

godz. 21.56:

l Dobranoc królewno

l Dziecko ja sobie nie daję rady :-)

 

Poniedziałek, 15 sierpnia

godz. 17.33:

l A liczyłem na pozdrowienia znad morza

 

16 sierpnia, wtorek

godz.14.56:

l Kiedy przyjeżdżasz

l A siedzę i myślę :)

l No tak MYŚLĘ NAD ŻYCIEM I NIC NIE ROZUMIEM

godz. 20.52:

l Śpisz już małpeczko jedna?

 

środa, 17 sierpnia, godz. 20.01:

l No co już śpisz?

Teraz cofnijmy się do końca czerwca 2016. Jeszcze zanim wikary dowiedział się od dziewczyny o SMS-ach, proboszcz powiedział młodemu księdzu, że przychodzą do niego oburzone parafianki i informują go o jego romansie. Opowiadają, że widziały, jak czternastolatka wychodziła od niego z plebanii. Proboszcz mówi, że o ten romans miał pytać jego znajomy dziennikarz.

(Tu chyba chodzi o dziennikarza Gazety. To była nieprawda, bo wtedy o sprawie jeszcze nie wiedzieliśmy. „Granie” zainteresowaniem Gazety będzie zresztą miało miejsce aż do końca grudnia. W listopadzie i grudniu od różnych osób dowiadywaliśmy się, że proboszcz opowiada, że „Gazeta szykuje tekst na wikarego, który zniszczy mu opinię”).

Proboszcz namawia wikarego, by pojechał do arcybiskupa i poprosił o przeniesienie. Wikary nie chce, bo mówi, że jest niewinny i tym krokiem pośrednio przyznałby się do winy.

W ostatnich dniach czerwca wikary udaje się po pomoc do dziekana Stanisława Kotyla, proboszcza parafii pw. św. Rocha w Stobiecku Miejskim (Dekanat to jednostka organizacyjna kościoła, grupująca kilka parafii). Jedzie z nim proboszcz, który mówi dziekanowi, że jego wikary jest niewinny.

Do kurii na spotkanie z arcybiskupem Wacławem Depo też jadą we dwójkę: wikary i proboszcz. Wikary opowiada arcybiskupowi o wydarzeniach, zaprzecza jakimkolwiek stosunkom z czternastolatką. Hierarcha informuje, że na razie nie przeniesie go do innej parafii, prosi, by wikary przyjechał za miesiąc i opowiedział, jak sprawy się potoczyły. Po tej rozmowie proboszcz zostaje z arcybiskupem sam na sam, bo ma do niego jeszcze kilka innych spraw.

W wakacje wikary dowiaduje się od dziewczynki o SMS-ach. Słyszy także, że proboszcz zrobi wszystko, żeby się go z parafii pozbyć. Jeśli się nie uda, zrobi skandal poprzez znajomego dziennikarza (tu także chyba mowa o dziennikarzu Gazety), żeby arcybiskup musiał przenieść wikarego.

Czternastolatka szuka pomocy u dziekana parafii św. Lamberta ks. Antoniego Arkita. (Pewnie ktoś jej to zasugerował, choć nie byliśmy w stanie ustalić, kto.) Pokazuje mu SMS-y. Ten odsyła ją do właściwego dla jej parafii dziekana, czyli księdza Kotyla.

We wrześniu o sprawie SMS-ów dowiaduje się szkoła. Dziewczyna zwierza się wychowawczyni, której ufa i z którą ma dobry kontakt. Ta prosi na spotkanie szkolną psycholog i wikarego. Pyta księdza, co na to kościół. Ten odpowiada, że zgodnie z zaleceniami poszkodowanym trzeba pomóc, a sprawę zgłosić świeckim instytucjom. Czyli organom ścigania, policji lub prokuraturze. On sam może porozmawiać o tym z księdzem dziekanem Kotylem. Robi to. Ksiądz Kotyl stwierdza, że w tej sytuacji trzeba pojechać do księdza arcybiskupa, do Częstochowy. Ustalają, że pojadą razem.

W tym czasie w sprawę włącza się ksiądz Arkit, który rozmawia z wikarym. Sugeruje mu, że powinien zmienić parafię. Ksiądz Arkit także mówi o wizycie u arcybiskupa.

Ale trudno umówić spotkanie. W końcu wikary wraz z ks. Kotylem bez zapowiedzi jadą do Częstochowy. Arcybiskup jest wtedy w Rzymie. Młody ksiądz opowiada w kurii o tym, co wie.

Udaje się nam ustalić, że tydzień później sekretarz arcybiskupa dzwoni do wikarego i pyta, czy może przyjechać na spotkanie. Ksiądz jedzie. Arcybiskup informuje go, że oddaje sprawę do sądu diecezjalnego (to najniższa instancja sądów kościelnych. Sędziowie rozstrzygający sprawy w sądach kościelnych muszą się wykazać znajomością prawa kanonicznego potwierdzoną odpowiednimi dyplomami uczelni kościelnych). Na biurku leży już gotowy dekret o przeniesieniu dla wikarego. Ksiądz wikary dekretu nie podpisuje. Prosi arcybiskupa o przemyślenie decyzji.

Kilka tygodni później wikary jeszcze raz jedzie do Częstochowy, na przesłuchanie w sprawie SMS-ów.

Kiedy konflikt między proboszczem a wikarym narasta, ktoś oblewa auto młodego księdza farbą.

 

Suma

Co wiemy na pewno? Czternastolatka przez kilka miesięcy była nagabywana. Przez kilka miesięcy trwała przepychanka między szkołą, kurią i księżmi, co z nią zrobić, a nikt nie poinformował o sprawie organów ścigania. Jak ustaliliśmy, prokuratura zajęła się sprawą dopiero po anonimie.

Znów zachowano się tak, jak pokazały to „Taśmy z Lamberta”. Tam było podejrzenie molestowania przez kościelnego dzieci przez lata, i nikt nie zareagował. Gdy o sprawie dowiedział się jeden z wikarych i poinformował o niej swojego przełożonego, proboszcza, przez dwa tygodnie był nakłaniany przez niego i prawników, by nic w sprawie nie robił. Ostatecznie samodzielnie poinformował organy ścigania.

Jak powinno się w takiej sprawie postąpić? Gdy są podejrzenia, bezwzględnie poinformować organy ścigania. Weźmy bardzo podobną sprawę, z Bielawy, z kwietnia 2016 roku. 59-latek wysyłał podobnej treści SMS-y nastolatkowi. Dowiedziała się o tym nauczycielka. Poinformowała policję, ta zatrzymała mężczyznę. Sąd zastosował trzymiesięczny areszt. Albo inną, dotyczącą radomszczanina z września tego roku. Na czacie internetowym zaczepił dziecko i proponował mu stosunki seksualne. Nie wiedział, że trafił na łowcę pedofilii z Wrocławia. Gdy mężczyzna zaproponował dziecku spotkanie, ten umówił się z nim na parkingu przy jednej z  piotrkowskich parafii. Tam zatrzymała go policja. Sąd zastosował trzymiesięczny areszt.

Wystąpiliśmy do wszystkich, którzy pojawiają się w sprawie o oficjalny komentarz. Wikary, jak wspominaliśmy wyżej, dłuższej rozmowy odmówił. Ks. Stanisław Kotyl potwierdził, że zna sprawę, ale nie chce o niej rozmawiać. Odesłał nas do kurii (jej stanowisko zamieściliśmy na początku tekstu). Ks. Antoni Arkit uciął rozmowę, dodając, że nie będzie rozmawiał z Gazetą i także odesłał do kurii. Dyrektor ZSG nr 7 Aleksandra Gniłka opowiedziała, że o sprawie dowiedziała się, gdy w prokuraturze było już zgłoszenie. Dodała, że rozmawiała z matką czternastolatki i ta stanowczo sobie zażyczyła, żeby szkoła się sprawą nie zajmowała. Nawet podpisała stosowne oświadczenie. Dyrektor Gniłka twierdzi zresztą, że ma wszystkie dokumenty potwierdzające co szkoła w tej sprawie robiła. Nie będzie jednak mówić o szczegółach, ani ich nie pokaże.

Matka czternastolatki w rozmowie telefonicznej z dziennikarzem Gazety poinformowała, że nie będzie sprawy komentować, bo ta jest w prokuraturze.

W ubiegłą środę spotkaliśmy się także po raz kolejny z proboszczem.

GAZETA:

Więc jak to jest z tymi SMS-ami – pytamy.

– Ja tego nie pisałem. Moją winą jest to, że nie pilnowałem telefonu, bo był publiczny. Często leżał w kancelarii czy w zakrystii, jak odprawiałem mszę. Ja tego nie pisałem – zarzeka się po raz kolejny. – Jedyną moją winą jest to, że nie pilnowałem tego telefonu. Nic więcej. To dziecko zostało wykorzystane.

– Przez kogo?

PROBOSZCZ: – Skąd mam wiedzieć?

– Proszę mnie zrozumieć, proszę księdza. Kiedy widzę takie SMS-y, to aż się we mnie gotuje. Mam córkę w podobnym wieku. I jakby jakiś facet napisał do niej coś takiego, to bym mu nogi z d… powyrywał.

– Ja tego nie pisałem. Mogę na krzyż przysiąc.

– To w takim razie kto? Wikary?

– Nie wiem.

– Kuria prowadzi jakieś dochodzenie w tej sprawie?

– Ja byłem przesłuchiwany.

– A sprawa w prokuraturze?

– Nie wiem nic.

– Był tam ksiądz przesłuchiwany?

– Jeszcze nie.

– Kto zgłosił sprawę do prokuratury?

– Wikary. Zastrzegając sobie anonimowość. A ty pisałeś już jakiś artykuł?

– Jest ksiądz pewien że to on?

– Wikary.

– Niech mi ksiądz wytłumaczy. Ten wikary chce stąd proboszcza odsunąć? O co chodzi?

– Na to wygląda, że głupi do tego stopnia, że chciał mnie odsunąć.

– A co łączy go z tą dziewczyną?

– Było głośno o romansie.

– A w doniesieniu do prokuratury o co księdza proboszcza oskarża?

– O te SMS-y.

– Czyli kto je napisał?

– Nie wiem, chłopie, ale mówię ci pod Bogiem, nie wiem. Nie będę mówił, że to wikary, czy kto inny, bo nie wiem. Ja tego nie pisałem. Ja będę z gówniarą się zadawał, na seks się przez smsy umawiał?

– W szkole o tych SMS-ach wiedzą. Dyrekcja rozmawiała z księdzem na ten temat?

– Czy wiedzą czy nie to ja nie wiem, raczej chyba nie… Bo ze mną nie rozmawiali.

– Nie rozmawiali?

– Nie. Raczej chyba nie wiedzą.

– Kościół się nie spieszy, żeby to wyjaśnić?

– Należy spodziewać się jakiegoś wyjaśnienia, ale… Jeżeli możesz, to zatrzymaj ten artykuł.

– Nie mogę tego księdzu obiecać.

– Jak to weźmie świecki prokurator, to wikary będzie się przez kratki opalał. To jest fabrykowanie oskarżeń. I to będzie smród jak pierun.

– No dobrze, jesteśmy w sytuacji takiej…

– …bez wyjścia.

– A ksiądz coś z tym robi, czy czeka aż się samo wyjaśni?

– A co ja mogę robić? Złożyłem dokumenty w kurii i tyle. Ja tego nie wysyłałem. Mówię otwarcie. Jeśli jest na to paragraf, że wyszło to z tego telefonu, nie wypieram się, to był mój telefon. Proszę bardzo i kończmy tę sprawę, bo to jest nonsens. Ja tego nie pisałem.

– Ale to nie był taki telefon publiczny, ogólny, do użytku dla wszystkich, tylko telefon księdza, tak?

– To był telefon mój, ale użytku dla wszystkich.

– I każdy ksiądz mógł z niego korzystać?

– Tak. Moją winą jest to, że nie pilnowałem telefonu. A żebym ja się w takie rzeczy bawił to absolutnie.

 

Prokuratura twierdzi, że w ciągu dwóch, trzech tygodni będzie mogła ujawnić więcej szczegółów w sprawie.

Na razie i proboszcz i wikary pracują normalnie w parafii.

Poinformowaliśmy szkołę i matkę, że opublikujemy materiał, aby zapewniono odpowiednią opiekę czternastolatce.

Wszystkich, którzy mogliby wnieść do sprawy coś nowego, prosimy o kontakt. Zapewniamy anonimowość.