- To mogła być 4.35. Wszyscy spaliśmy. Obudził nas potworny huk. Wszyscy w domu wstaliśmy na równe nogi. Z jednej strony, to szczęście, że „tir” wjechał w kuchnię, bo gdyby tak wjechał do pokoju, mógłby nas pozabijać. Wszyscy jak tylko mogliśmy próbowaliśmy się z domu wydostać. Udało się tylko wyjść nam przez okno - opowiada Mieczysław Ligocki. Trzy rodziny: dziewięć osób, w tym dwoje dzieci zostały ewakuowane z mieszkań.