Loading...
Close

5 kwietnia 2018

Polski rząd przyznał się do naruszenia wolności wypowiedzi

gazeta

Polski rząd  przyznał przed Europejskim  Trybunałem Praw Człowieka, że naruszył swobodę wypowiedzi  Piotra Piotrowicza prezesa Południowej Oficyny Wydawniczej i ówczesnego redaktora naczelnego „Gazety Jarocińskiej”. Zobowiązał się  też wypłacić wydawcy zadośćuczynienie w wys. 8 tys. zł.

Sprawa dotyczy  komentarza Piotra Piotrowicza zamieszczonego w 2006 r.  w  tym piśmie.  Piotrowicz  skrytykował w nim  działania burmistrza,  obwiniając go o zawarcie  niekorzystnej dla gminy umowy  na kupno działki. W  tym samym wydaniu tygodnik ujawnił okoliczności sprawy. Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna  w  upadłości  zaproponowała Urzędowi Miasta i Gminy Jarocin  sprzedaż działki. Obie strony ustaliły, że gmina zapłaci za 1 m  kw 10 zł brutto.  W cenę miały być wliczone zaległe zobowiązania gminy wobec spółdzielni z tytułu podatku od nieruchomości. Do transakcji jednak nie doszło, bo gmina  nadal egzekwowała od spółdzielni należności podatkowe, co RSP uznała to za odstąpienie od umowy. Gminie nie starczyło już czasu na przygotowanie nowej umowy, więc ostatecznie ziemię kupił prywatny przedsiębiorca płacąc za nią 12 zł brutto za m  kw). Wkrótce ją sprzedał gminnej spółce Jarocin Sport za 600 tys. zł  (17,72 zł  brutto za m kw) czyli  za prawie dwukrotnie wyższą cenę niż wyjściowa.

Sąd Najwyższy kasuje
Burmistrz pozwał Piotrowicza o naruszenie dóbr osobistych i zażądał przeprosin w „Gazecie Jarocińskiej”. W lutym 2007 r. Sąd Okręgowy w Kaliszu oddalił  jego powództwo. Burmistrz odwołała się od wyroku, ale Sąd Apelacyjny w Łodzi podtrzymał postanowienie niższej instancji.
Gmina wniosła o kasację do Sądu Najwyższego. Ten  w lipcu 2008 r.  nakazał powtórnie rozpatrzyć wyrok. Tym razem werdykty sądów były dla Piotrowicza niekorzystne. Sąd Apelacyjny w Łodzi uchylił wyrok Sądu  Okręgowego w Kaliszu i przekazał mu sprawę do ponownego rozpoznania. Kaliski sąd uznał, że Piotrowicz naruszył dobra osobiste Miasta i Gminy Jarocin  nakazał mu ja przeprosić  na pierwszej stronie „Gazety Jarocińskiej”.
Prezes Południowej Oficyny Wydawniczej bezskutecznie odwoływał się do Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Zgłosił też skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, ale ten jej nie przyjął.

Naruszona wolność słowa
W 2010 r. Piotrowicz złożył skargę  przeciwko rządowi polskiemu do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zarzucił mu naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka czyli wolności słowa. Podkreślił, że jego tekst mieścił się w ramach dozwolonej krytyki, a sądy bezzasadnie ingerowały w jego wolność wypowiedzi i  prawo obywateli do informacji o działaniach władzy publicznej. Do wyroku jednak nie doszło, bowiem polski rząd złożył przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka  jednostronną deklarację przyznając się do naruszenia swobody wypowiedzi Piotrowicza. Zobowiązał się ponadto zapłacić skarżącemu zadośćuczynienie w wys. 8 tys. zł. .
Pod koniec marca br. ETCP  zaakceptował tę deklarację, uznając że w tej sytuacji nie ma konieczności kontynuowania postępowania. Podkreślił, że deklaracja polskiego rządu jest zgodna ze standardami  trybunału dotyczącymi  swobody wypowiedzi dziennikarzy oraz ochrony dobrego imienia publicznych osób prawnych.
– Pomimo, że Trybunał nie wydał w sprawie wyroku, przyznanie się rządu do naruszenia wolności słowa jest ważnym sygnałem, że ochrona dobrego imienia gminy nie może uzasadniać tłumienia krytyki, która dotyczy działania jej burmistrza — komentuje Dorota Głowacka, prawniczka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Warto podkreślić, że dziennikarz zabrał głos w debacie publicznej na temat wzbudzających wątpliwości decyzji dotyczących gospodarowania środkami publicznymi, które podjęły konkretne osoby, pełniące określone funkcje we władzach gminy. W istocie działał więc raczej w trosce o interes gminy, a nie w zamiarze naruszenia jej reputacji lub wyrządzenia jej szkody – dodaje Głowacka.
Piotr Piotrowicz przyznaje, że wolałby, gdyby sprawa zakończyła się wyrokiem ETPC. – Żałuję trochę, że Europejski Trybunał Praw Człowieka nie wydał wyroku, bo wpłynąłby on na orzecznictwo polskich sądów w podobnych sprawach. Nie może być tak, że gmina używa całej swojej władzy do walki z mediami. Cieszę się jednak, że państwo polskie przyznało, że wyroki, które zapadły w mojej sprawie były niesprawiedliwe – mówi.

Małgorzata Wyszyńska