PRZYJACIEL NOBLISTÓW
Dane mu byÅ‚o spotkać i zdobyć przyjaźń pisarzy, poetów i wydawców tworzÄ…cych kulturalnÄ… panoramÄ™ Europy. OpowieÅ›ci o tych wielkich przyjaźniach zawarÅ‚ w książce zatytuÅ‚owanej „Mój Znak". Jerzy Illg, doktor nauk humanistycznych, krytyk literacki i redaktor naczelny wydawnictwa Znak goÅ›ciÅ‚ z tÄ… książkÄ… w Tarnobrzegu. Do Wydawnictwa Znak Jerzy Illg trafiÅ‚, gdy wÅ‚adze Uniwersytetu ÅšlÄ…skiego, nie widzÄ…c „żadnej możliwoÅ›ci wyegzekwowania od magistra Jerzego Illga wÅ‚aÅ›ciwej realizacji zadaÅ„ socjalistycznej szkoÅ‚y wyższej", wyrzuciÅ‚y go z uczelni.
OkazaÅ‚o siÄ™ to jednak szczęśliwym zrzÄ…dzeniem losu. I dla magistra Illga, i dla wydawnictwa. DziÅ› mówiÄ… tam o nim „czÅ‚owiek-instytucja". Ale ta „instytucja" jest nie tylko wydawcÄ…, ale i czÅ‚owiekiem, na którego po prostu można liczyć. W gronie jego przyjacióÅ‚ sÄ… tak wybitni literaci, jak choćby WisÅ‚awa Szymborska, CzesÅ‚aw MiÅ‚osz, Seamus Heaney, Josif Brodski, ks. Tischner czy StanisÅ‚aw BaraÅ„czak.
Jak Szymborska upiła niedźwiedzia
W książce „Mój Znak" wydanej na 50-lecie oficyny, kreÅ›li prywatne portrety postaci, z którymi dziÄ™ki swej pracy, a jednoczesnej wielkiej pasji, miaÅ‚ szczęście siÄ™ zaprzyjaźnić. W ciepÅ‚y literacki sposób „obnaża" Josifa Brodski'ego, Seamusa Heaneya, Normana Daviesa, Leszka KoÅ‚akowskego, Ryszarda KapuÅ›ciÅ„skiego. Zdradza czytelnikom, co to tajemniczy „Turniej garbusów" MiÅ‚osza. Opowiada, jak Szymborska upiÅ‚a żmudzkiego niedźwiedzia, a także, co sÄ…dziÅ‚ ksiÄ…dz Tischner o damskiej garderobie.
- ChciaÅ‚em, by czytelnik poznaÅ‚ ich wszystkich prawdziwych, z tym, co mÄ…drego mieli do powiedzenia, ale też z wszystkimi ich fantazjami, wygÅ‚upami. By poznaÅ‚ ich takimi, jacy byli jako ludzie – mówi Illg „Sztafecie" tuż przed spotkaniem z tarnobrzeskimi czytelnikami, które odbyÅ‚o siÄ™ w Miejskiej Bibliotece Publicznej.
Do poziomu brukowców siÄ™ nie zniżyÅ‚
Sala odczytowa MBP wypeÅ‚niona do granic możliwoÅ›ci. To, co tak kusi do siÄ™gniÄ™cia po „Mój Znak", to opowieÅ›ci z podróży, spotkaÅ„, rozmów, nocy peÅ‚nych whisky i poezji, których nie filmowaÅ‚y kamery, przy których nie byÅ‚o dziennikarzy.
Nie ma tu jednak miejsca na taniÄ… sensacjÄ™. Wbrew oczekiwaniom niektórych autor „Mojego Znaku" nie zrobiÅ‚ z wiedzy, jakÄ… o wielkich literatach posiada, pożytku na poziomie plotkarskich gazet. - Wierny byÅ‚em zasadzie „nie wszystko jest na sprzedaż". WiedziaÅ‚em, że muszÄ™ wobec tych moich znajomych być lojalny i uczciwy. StÄ…d wiele z rzeczy, które miaÅ‚em szczęście przeżyć, pozostanie moim prywatnym wspomnieniem – tÅ‚umaczy „Sztafecie".
Na upublicznienie niektórych historii czy anegdot zdecydowaÅ‚ siÄ™, bo uznaÅ‚, że jest to winien czytelnikom ciekawym zwyczajnego życia i codziennych zachowaÅ„ wielkich pisarzy, noblistów. Ale byÅ‚ jeszcze inny powód. - Wielu przyjacióÅ‚ zachÄ™caÅ‚o mnie, bym te ciekawe historie, te rozmowy zapisywaÅ‚. MiÅ‚osz powiadaÅ‚, że to, co nie jest zapisane, zmierza do nieistnienia - tÅ‚umaczy Illg. - I jeszcze, miaÅ‚em od zawsze Å›wiadomość, że jesteÅ›my uprzywilejowanym pokoleniem, które mogÅ‚o żyć w czasach Szymborskiej, MiÅ‚osza, Turowicza, ksiÄ™dza Tischnera. Wielu z tych wspaniaÅ‚ych osobistoÅ›ci już nie ma wÅ›ród nas. KiedyÅ› nie bÄ™dzie, oby jak najpóźniej, reszty. ObwiÄ…zuje nas wiÄ™c danie Å›wiadectwa, pozostawienie jakiegoÅ› Å›ladu, takiego znaku po tej naszej epoce, po tych ludziach.
PiszÄ…c, sÅ‚yszaÅ‚ Å›miech szyderców
OdkÄ…d ukazaÅ‚ siÄ™ „Mój Znak" na internetowych forach tematycznych wrze. Prócz gÅ‚osów zachwytu, pojawiajÄ… siÄ™ i zarzuty, że naczelny Znaku stawia siÄ™ na równi ze znamienitymi pisarzami, które opisuje. - MiÅ‚oszowi wystawiono pomnik po Å›mierci, Illg stawia sobie taki nie dość że sam, to za życia – pisze jeden z internautów.
W rozmowie ze „SztafetÄ…" Jerzy Illg przyznaje, że z takÄ… stronÄ… „popularnoÅ›ci" siÄ™ liczyÅ‚, choć z zasady nie czyta internetowych forów. - Uważam, że normalni ludzie nie piszÄ… listów na forach internetowych. To domena frustratów, nienawistników i ludzi niespeÅ‚nionych. OczywiÅ›cie, nie chcÄ™ nikogo obrażać – zaznacza. - MiaÅ‚em peÅ‚nÄ… Å›wiadomość, że dzisiaj nie jest modna szczerość i ujawnianie swoich uczuć, że ktoÅ›, kto siÄ™ na to decyduje „wystawia siÄ™". Gdy tylko zrodziÅ‚ siÄ™ pomysÅ‚ na książkÄ™, już sÅ‚yszaÅ‚em rechot tej loży szyderców, cyników, która bÄ™dzie sobie ze mnie szydzić i dworować, że oto frajer podwiesza siÄ™ pod sÅ‚awnych ludzi.
On do pisania tej książki podchodziÅ‚ ze Å›wiadomoÅ›ciÄ…, że musi znać swoje miejsce. - Wydaje mi siÄ™, że dostatecznie wiele razy podkreÅ›lam dystans, który mnie od tych znakomitoÅ›ci dzieli. PodnoszÄ™, że wydawca peÅ‚ni wobec swych autorów rolÄ™ sÅ‚użebnÄ…. I nawet jeżeli może cieszyć siÄ™ ich przyjaźniÄ… i zaufaniem, jest tylko akuszerem ich dzieÅ‚ – tÅ‚umaczy Illg. – A czytelnicy majÄ… prawo także do negatywnego odbioru, tego nie mogÄ™ im zabronić.
Procentuje hippisowska przeszłość
A skÄ…d u niego ta zauważalna już na pierwszy rzut oka Å‚atwość nawiÄ…zywania kontaktów z ludźmi i serdeczność, którÄ… – jak mówi - skÅ‚onny jest obdarzać na kredyt? Jerzy Illg doszukuje siÄ™ tej cechy w swej hippisowskiej mÅ‚odoÅ›ci.
- Tamto pokolenie wyÅ‚amywaÅ‚o siÄ™ z gorsetu, w który nas usiÅ‚owano w ówczesnym systemie wtÅ‚oczyć. DocenialiÅ›my rolÄ™ wspólnoty, bycia razem, przyjaźni, dobrych, serdecznych uczuć – wyjaÅ›nia redaktor naczelny Znaku. - Nie wyobrażaÅ‚bym sobie relacji z autorem sprowadzajÄ…cej siÄ™ do podpisania kontraktu. To przecież też obszar miÄ™dzyludzkich kontaktów, który może być szansÄ… na ciekawÄ… znajomość, a w szczególnych przypadkach - na przyjaźń. Ale to dziaÅ‚a tak, że autorzy najpierw trafiajÄ… do Znaku, później dopiero ja do grona ich, mam nadziejÄ™ serdecznych znajomych.
Jednak, choć podkreÅ›la, że posiadanie tak znakomitej „stajni autorów" jest wielkim atutem dla wydawnictwa, bo dla innych autorów jest przecież atrakcyjne wydać swojÄ… książkÄ™ obok Normana Daviesa, CzesÅ‚awa MiÅ‚osza czy WiesÅ‚awa MyÅ›liwskiego, to wie, że tÅ‚uste lata minęły. - W czasach wolnego rynku, olbrzymiej konkurencji Znak nie jest już tak uprzywilejowany jak kiedyÅ›, chociaż wÅ›ród mÅ‚odych poetów wciąż uchodzi za symbol establishmentu – zaznacza Illg.
Dobra robota komuny
TrudnoÅ›ci zaczęły siÄ™ po roku 89. Wtedy już nie tylko Znak wydawaÅ‚ emigrantów, autorów źle widzialnych przez wÅ‚adze. - Konieczne byÅ‚y zmiany, bo widzieliÅ›my, jak dla dużych paÅ„stwowych oficyn, które przedtem dzieliÅ‚y i rzÄ…dziÅ‚y na rynku, nastaÅ‚a „jesieÅ„ Å›redniowiecza". Nie byÅ‚y w stanie przystosować siÄ™ do nowych wyzwaÅ„ - pokutowaÅ‚o myÅ›lenie, że siÄ™ należy subwencja, jakieÅ› wsparcie z ministerstwa – wspomina Illg. - My nie mieliÅ›my wsparcia ani ze strony paÅ„stwa, ani ze strony koÅ›cioÅ‚a. MusieliÅ›my sami pracować na tyle ciężko, skutecznie i nowoczeÅ›nie, żeby napór konkurencji wytrzymać. I o autorów trzeba byÅ‚o zabiegać. JakoÅ› siÄ™ to nam udaje.
DziÅ› żartuje, że komuna robiÅ‚a wydawnictwu znakomity marketing. - Autorzy zabiegali, by u nas wydawać, czytelnicy, by nasze książki kupować. A sprzedawaÅ‚y siÄ™ spod lady. ByliÅ›my jedynym wydawnictwem, które miaÅ‚o takÄ… instytucjÄ™, jak prenumerata. Ludzie, bojÄ…c siÄ™, że nie dostanÄ… naszych książek, zamawiali za zaliczeniem pocztowym każdÄ… pozycjÄ™, wszystko, co siÄ™ ukazywaÅ‚o, w ciemno – dziÅ› wydawca aż sam dziwi siÄ™, jak to byÅ‚o możliwe.
Ale na wspomnienie tamtych czasów „Å›wietnoÅ›ci" zaraz podkreÅ›la, że nie da siÄ™ zapomnieć, jak komuna gnÄ™biÅ‚a, jak skreÅ›laÅ‚a setki planów, ile spustoszeÅ„ poczyniÅ‚a w kulturze, ile książek siÄ™ nie ukazaÅ‚o, ile pokoleÅ„ wyszÅ‚o uboższych o to, że nie znaÅ‚o wielu dzieÅ‚ i arcydzieÅ‚ wspaniaÅ‚ych pisarzy. - Tego nigdy nie bÄ™dziemy wiedzieli – zaznacza Jerzy Illg. Choć przecież w jego przypadku te restrykcje czerwonego systemu, kiedy zostaÅ‚ wydalony z uczelni, wyszÅ‚y ostatecznie na dobre. – Teraz, z perspektywy czasu, okazuje siÄ™, że byÅ‚o to najwiÄ™ksze dobrodziejstwo, jakie mogÅ‚o mnie spotkać. Chociaż w chwili, kiedy to siÄ™ dziaÅ‚o, nie byÅ‚o przyjemne. Wtedy to byÅ‚o jak kopniak w kompletnÄ… czeluść – mówi dzisiejszy doktor nauk humanistycznych Jerzy Illg, wspominajÄ…c jeszcze magistra Illga i rok 1982. - ZdawaÅ‚em sobie sprawÄ™, że taki wilczy bilet tam, gdzie mogÅ‚em ze swym wyksztaÅ‚ceniem pracować, zaÅ‚atwia mnie na dobre. Ale miaÅ‚em niebywaÅ‚e szczęście, że istniaÅ‚y jeszcze takie enklawy, jak Å›rodowisko „Tygodnika Powszechnego" i Znaku. Tam akurat te „wilcze" papiery okazaÅ‚y siÄ™ najlepszÄ… formÄ… rekomendacji.
Joanna Rybczyńska
|