ZŁOTÓW - Warto być wariatem
- Jak to? Pół roku i nic po Zygmuncie nie zostanie? Musi być jakiś dokument. Nie może być tak, że Kałużyński nagle zniknie – tak o pomyśle na ten film mówił Raczek. Wspólnie z Niną Terentiew zadecydowali więc, by zrobić tzw. zdjęcia uciekające, a więc omijające wszystkie procedury scenariuszowe i produkcyjne.
Filmowano natychmiast, z dnia na dzień i właśnie dlatego film poniekąd posiada strukturę wywiadu. Była to jedyna forma, którą można było wprowadzić od zaraz. Pośpiech był w pełni uzasadniony, ponieważ zdjęcia powstawały w czasie, kiedy nieżyjący już Kałużyński zmagał się z chorobą nowotworową. Jak mówił Raczek, w tym czasie podarowanym, niejako wydartym losowi, oprócz udziału w filmie Kałużyński napisał również trzy książki.
Sposób na wolność
Jak opowiadał Tomasz Raczek, wielokrotnie pytał Zygmunta Kałużyńskiego, jak to jest, że pozwala mu się pisać o rzeczach, o których innym nie wolno było nawet wspominać. Recepta była prosta. Wystarczyło zapracować sobie na wizerunek człowieka nie do końca poważnego, trochę wariata, ponieważ takim wolno więcej. Mogą oni mówić wszystko, na co mają ochotę i nikt nie bierze tego poważnie. Warto więc być wariatem. Jak mówił Raczek, taka autokreacja okazała się świetną koncepcją na życie, sposobem na zachowanie wewnętrznej wolności.
O sobie samym
Spotkanie było okazją do zadania krytykowi kilku pytań. Pierwsze padło ze strony dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej Sylwii Mróz. Zapytała o to, kiedy Raczek zakochał się w X muzie. Jak odpowiedział, po 3 latach pracy w charakterze krytyka tygodnia „Polityka” znalazł się w pułapce. Zdarzało mu się łamać pierwszą zasadę krytyków teatralnych, która mówi, że nie powinni oni prywatnie znać ludzi, o których piszą. On czasami ich poznawał, a to wiązało się z niemożnością obiektywnej oceny sztuki. Jak mówił – takie uprawianie zawodu nie miało sensu, został więc krytykiem filmowym.
Pytano również, czy możliwe jest, by krytyk odpoczywał, oglądając film, czy jednak zawsze zajęcie to traktuje jako pracę.
– Trafiła pani w sedno – odpowiedział. – Moi najbliżsi nie chcą chodzić ze mną do kina. […] – Ale mam swoje filmy, które oglądam prywatnie i płaczę ze śmiechu lub ze smutku. W takich sprawach jestem dokładnie taki sam jak każdy widz.
Jednego z przybyłych na spotkanie gości interesowało, czy Raczek podejmuje się krytyki zagranicznych filmów oraz co sądzi o „Avatarze”. – Uważam, że jest to film bardzo ważny. Oczywiście jego historia nie jest odkrywcza, ale sposób jej opowiedzenia taki jest. Technologia 3D otwiera nową epokę. […] Jest w tym obietnica rozwoju – mówił.
Zapytany o to, jaki polski film mógłby wszystkim polecić, bez wahania odpowiedział „Sala samobójców” Jana Komasy. – To jest Film, który mnie zaskoczył, mający w sobie coś z ducha momentu, tak jakby udało się poczuć plus naszego życia w XXI wieku.
Po spotkaniu wszyscy chętni mogli nabyć przywiezione przez krytyka książki. Tomasz Raczek chętnie je podpisywał.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



