ZŁOTÓW - Mistrzyni drugiego planu
Nasza rozmówczyni sama przyznaje, że spędzenie z nią czasu przed telewizorem może nieco trudne.
- Patrzę na film i dokładnie wiem jak coś jest zrobione – opowiada kaskaderka dodając, że czasami ciężko jest się jej powstrzymać od komentowania ewolucji wykonywanych przez kolegów po fachu.
Przygoda życia
Beata Spendel od razu rzuciła się na głęboką wodę – pierwszą produkcją, w której odgrywała sceny kaskaderskie był film „Ogniem i mieczem” w reżyserii Jerzego Hoffmana. Na plan trafiła przypadkiem, a dokładniej mówiąc za sprawą kolegi, który chcąc wybrać się na casting poprosił naszą rozmówczynię o pożyczenie samochodu. Znając jego umiejętności odmówiła i zaproponowała, że sama go zawiezie. Po drodze pani Beata zażartowała, że też weźmie udział w naborze na co jej kolega odparł, że kobiety się do kaskaderki nie nadają.
- Wtedy stwierdziłam, że muszę spróbować – wspomina ze śmiechem.
O angaż nie było łatwo, casting trwał bowiem aż trzy dni, a do rywalizacji stanęło około 70 chętnych. Pierwszy etap – jazda konna – to dla B. Spendel, instruktorki jeździectwa była bułka z masłem. Etap drugi – walki wręcz – jako, że wcześniej trenowała karate również nie przysporzył jej większego problemu. Schody miały się zacząć trzeciego dnia, w którym miał się odbyć sprawdzian z szermierki, o której nie miała zielonego pojęcia. Z pomocą kolegi, który przez cały dzień i pół nocy uczył jej fechtunku, poradziła sobie również z tym zadaniem. Efekt był taki, że wśród 16 osób, które otrzymały pracę B. Spendel była na planie jedyną kobietą-kaskaderką.
Trochę później pani Beacie zaproponowano by dublowała samą Izabelę Scorupco, filmową Helenę. Czy wprawne oko jest w stanie rozróżnić w których scenach w tę bohaterkę wciela się I. Scorupco, a w których nasza rozmówczyni?
-Nie, sama siebie też nigdzie nie widzę, po prostu wiem, że to ja. Zasada jest taka, że w scenach dublerskich trzeba unikać kamery, gra się głównie drugie, trzecie plany – opowiada kaskaderka. Warto przy okazji nadmienić, że kaskader może być dublerem, jednak dubler kaskaderem nigdy. Zarówno kaskader jak i dubler – by dobrze wykonywać swoją pracę – powinni mieć w sobie trochę zdolności aktorskich.
Plejada gwiazd
Zdjęcia do filmu trwały jakieś 9 miesięcy, B. Spendel miała więc okazję poznać aktorów z pierwszych stron gazet – Aleksandr Domagarow, Michał Żebrowski, Andrzej Seweryn, Wiktor Zborowski, Zbigniew Zamachowski i oczywiście Izabela Scorupco – wszystkich ich dobrze wspomina. Szczególne miejsce w pamięci naszej rozmówczyni zajmują nieżyjący już Maciej Kozłowski i Bartłomiej Frykowski, który w dziwnych okolicznościach zginął w domu Karoliny Wajdy, córki słynnego reżysera.
Prócz w „Ogniem i mieczem” B. Spendel miała również okazję włączyć się w powstawanie filmu „Demony wojny”. W sumie wzięła udział w około 10 produkcjach (również w reklamach). Zadania czekały ją bardzo różne.
- Pamiętam taką scenę w której jechałam po plaży na motorze, który następnie się łamał – wspomina.
Na potrzeby fińskiej reklamówki kaskaderka skakała przez pałacowe zamknięte drzwi (co prawda szybki były wykonane z cukru, jednak jak zaznacza pani Beta – spodziewała się prawdziwych, szklanych). Włamywała się także do samochodu wybijając szybę łokciem, a następnie rozbijała auto o mur. Jakich zadań może się jeszcze podjąć?
- Mogę komuś natłuc – odpowiada ze śmiechem.
Jej specjalność (każdy z kaskaderów takową posiada) to tzw. dżygitówka (sztuka jazdy konnej o charakterze akrobatycznym).
- Mogę spadać z konia, zwisać z niego albo być za nim wleczona – precyzuje.
Cała i zdrowa
Co ciekawe, podczas wykonywania wszystkich tych karkołomnych ewolucji nigdy nie ucierpiała. -Kaskaderzy używają niewidocznych dla kamery zabezpieczeń – wyjaśnia dodając, że np. reżyser nie podpowiada im jak się asekurować, sami muszą o swoje bezpieczeństwo dbać. Polegać mogą wyłącznie na sugestiach kolegów-kaskaderów.
Jedne z trudniejszych upadków, które B. Spendel wspomina to te, których doświadczała grając żołnierza husarii.
- Prawdziwi husarze mieli skrzydła przymocowane do siodeł, my mieliśmy je doczepione do pleców. Trzeba było naprawdę dobrze upaść, żeby obeszło się bez bólu – opowiada dodając, że kiedy nie wszystko poszło zgodnie z planem – trzeba było zacisnąć zęby i jak na martwego żołnierza przystało, leżeć w bezruchu dopóki nie padnie słowo „cięcie”.
Poza branżą
Pani Beacie wystarczyło 5 lat w branży kaskaderskiej. Dlaczego zrezygnowała z zawodu?
- Propozycje były coraz rzadsze i coraz mniej intratne – odpowiada szczerze Ślązaczka dodając, że kiedy z Siemianowic Śląskich przeprowadziła się do Płoskowa (dostała pracę w Centrum Hipoterapii i Rehabilitacji „Zabajka”) wyjazdy na 2-3 dni zdjęciowe po prostu przestały się jej opłacać. Nie jest jednak tak, że B. Spendel definitywnie pożegnała się z kaskaderstwem. Czasami – na prośbę np. przyjaciół – przygotowuje jeszcze pokazy specjalne.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



