ZAKRZÓW, POLSKA CEREKIEW - Wielki aktor obchodził wielki jubileusz
- Zaczynaliśmy jako trzecioligowy klub, ale mieliśmy ambicje. Po kilku latach doszliśmy na wyżyny w Polsce. Jesteśmy dziś potężnym i wielkim klubem, choć wciąż działamy jako klub ludowy. Niewątpliwie sukcesem „Lewady” jest to, że udało nam się wypromować imprezę aktorską, dzięki której poniekąd swoje 50-lecie inauguruje dziś u nas Daniel Olbrychski – mówił Andrzej Sałacki, prezes Klubu Jeździeckiego „Lewada”. – Teraz w Zakrzowie powstaje wielkie centrum sportów jeździeckich, które niebawem powinno stać się centrum jeździectwa w Europie Środkowej, a my walczymy, by był to ośrodek przygotowań olimpijskich – dodał Sałacki.
Z miłości do koni
Sobotnią uroczystość 20-lecia „Lewady” uświetnił przyjaciel Andrzeja Sałackiego i wielki miłośnik koni – Daniel Olbrychski. Były pokazy ujeżdżenia oraz występ Młodzieżowej Orkiestry Dętej Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowej. Olbrychski na chwilę przejął nawet batutę i dyrygował muzykami. Aktor został uroczyście przyjęty do grona członków stowarzyszenia Szlachta Wielkopolska. Z tej okazji przyjął szablę oraz dekoracyjny płaszcz, którego nie ściągnął aż do końca wieczoru. Szabla też od razu nie trafiła do pochwy. Odtwórca roli Kmicica najpierw obejrzał broń, ocenił, że służy do „cięcia z konia”, a następnie dał brawurowy pokaz władania nią, za co zebrał gromkie brawa. Goście zgromadzeni w „Lewadzie” obdarowali aktora statuetkami, obrazami i całą masą innych prezentów.
- To za sprawą Andrzeja Sałackiego, który od lat organizuje w Zakrzowie zupełnie bajkową imprezę, dziś świętuję właśnie tu – mówił Daniel Olbrychski, nawiązując do odbywających się od 1998 roku jeździeckich mistrzostw gwiazd Lewada Art Cup, w których uczestniczy. – Tutaj, daleko od Warszawy, trochę bliżej do Krakowa i Wrocławia, co roku gwiazdy pokazują się w siodle w powożeniu. Wielu polskich aktorów to właśnie tu nauczyło się jazdy konnej, choć nie zawsze kręcą filmy historyczne. To czysta i bezinteresowna miłość do tego sportu, którą propaguje Andrzej Sałacki. I to jego zasługa – powiedział aktor.
Daniel Olbrychski przyznał, że miał kilka własnych koni. Teraz też ma konia, tego samego od piętnastu lat. Wygrał na nim jedne z mistrzostw gwiazd w Lewadzie. – Konie są dla mnie czymś codziennym. Ja nie gram dwieście pięćdziesiąt razy w roku ani w filmie, ani w teatrze, a co najmniej dwieście pięćdziesiąt razy rocznie jestem w siodle – zaznaczył Olbrychski.
Wielki obywatel
Później aktor pojechał do centrum kultury w Polskiej Cerekwi, gdzie odbył się benefis na jego cześć, połączony z uroczystym nadaniem mu honorowego obywatelstwa gminy.
- Daniel Olbrychski jest wielkim aktorem, ale i miłośnikiem koni oraz przyjacielem Andrzeja Sałackiego, stąd nieraz u nas gościł. Gości także dziś, gdy „Lewada” obchodzi dwudziestą rocznicę powstania. Wcześniej zapytaliśmy, czy przyjmie honorowe obywatelstwo naszej gminy, a gdy się zgodził, rada gminy podjęła uchwałę, więc dziś możemy je uroczyście wręczyć, co niezwykle nas cieszy – tłumaczyła Krystyna Helbin, wójt Polskiej Cerekwi. Później z rąk wójt Helbin i przewodniczącego rady gminy Jerzego Kołeczki Olbrychski odebrał uchwałę o nadaniu honorowego obywatelstwa i statuetkę św. Floriana, patrona gminy.
Generałowi do dziś przykro
Podczas benefisu Daniel Olbrychski razem z publicznością obejrzał kilka pamiętnych scen ze swoich filmów. Potem wystąpił rosyjski pieśniarz i aktor Evgen Malinowski, który wykonał ulubione piosenki Olbrychskiego. Były też wspomnienia aktora i anegdoty związane z latami pracy przed kamerą i na deskach teatru. Nawiązał nawet do jubileuszu 20-lecia. – Chciałem go spędzić w Warszawie. Zaprosiłem przyjaciół z Polski i zagranicy. Zarezerwowana była jedna restauracja na całe Stare Miasto. Rano budzę się, chciałem sprawdzić, czy samoloty przylecą, czy restauracja gotowa, a telefon nie działa. Włączam telewizję, a w telewizji generał. Zresztą do dziś powiada, „jak mi przykro, że również panu zepsułem ten dzień” – wspominał Olbrychski 13 grudnia 1981. O scenie pojedynku Wołodyjowskiego z Kmicicem z „Potopu” opowiadał tak: - Kręciliśmy to dwa dni, a przygotowywaliśmy trzy miesiące. Lano na nas sztuczny deszcz, a był początek kwietnia. Zawsze podziwiałem Łomnickiego, który był dużo starszy ode mnie i nigdy nie uprawiał sportu – wspominał. - To ukochana scena mojego wnuka, który uprawia prawdziwą szermierkę i na benefisie Jerzego Hoffmana ze swoim trenerem jeden do jednego odtworzyli ten pojedynek przed pałacem w Wilanowie.
Jednym z ostatnich akcentów benefisu był monolog w wykonaniu jubilata.
Na koniec Daniel Olbrychski przeciął jeszcze jedną z szabel, którą otrzymał tego wieczoru: przygotowany specjalnie dla niego tort. Potem jeszcze rozmawiał, rozdawał autografy i fotografował się z gośćmi.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


