WRZEŚNIA - Zapraszam na pożar...
O godzinie 3.40 przypadkowy świadek, kierowca, powiadomił dyspozytora o pożarze kontenera na śmieci przy ul. Fromborskiej. To było jednak niczym przy tym, co wydarzyło się później. Już po ugaszeniu ognia strażacy spostrzegli kłęby dymu nad budynkami przy sąsiedniej ul. Zielonogórskiej. Jak później ustalono, nieznany sprawca wszedł na teren przedszkola Pszczółka Maja. Mimo metalowego płotu w sobie tylko znany sposób podpalił plandekę na jednej z posesji, deski na sąsiedniej i luźne drewno składowane jeszcze na innej. Pożar tego ostatniego wyglądał najgroźniej. Kilkumetrowy słup ognia był widoczny z najodleglejszych zakątków osiedla.
– To wszystko było suche drewno. W workach je trzymałem – mówi poszkodowany. Żywioł strawił dach jego betonowej szopki. Niewiele brakowało, by zajął sąsiadującą z nią drewnianą wiatę, tym bardziej że pokrywała ją papa.
– Dobrze, że nie było wiatru. Jakby to się zajęło... – wymownie kręci głową. Podpalacza określa mianem głupka. Bo co można powiedzieć o kimś, kto podkłada ogień i ucieka.
– Uciąć takiemu łapy – dochodzi do wniosku syn poszkodowanego.
Wobec poważnego zagrożenia trzy zawodowe zastępy strażackie wsparli ochotnicy z Kaczanowa. Gasili palącą się oponę, a następnie metalowy i plastikowy kontener na śmieci. Prezes jednostki Henryk Staniszewski nie ma wątpliwości, że śmiałek podpalał wszystko, co stanęło na jego drodze.
– To jakiś chory człowiek jest – mówi bez ogródek.
Innego z mieszkańców ul. Zielonogórskiej feralnego dnia, a właściwie nocy, obudził pies. Mężczyzna, widząc kłęby dymu, szybko się ubrał i wybiegł z domu. Obserwował działania strażaków i policjantów. Jego uwagę zwróciło dwóch chłystków z kapturami na głowie idących w stronę torów. – Powiedziałam o tym policji. Wsadzili mnie do radiowozu i pojechaliśmy za nimi. Ale oni szli z dyskoteki – opowiada. Ich związek z podpaleniami wydaje się być wątpliwy, tym bardziej że podczas zatrzymania wpłynęła informacja o kolejnych pożarach. O godz. 4.06 w ogniu stanął mercedes (laweta) zaparkowany na placu przy ul. Gorzowskiej. Należał do mieszkańca tej ulicy.
– Nadpaleniu uległy plastikowe elementy kabiny – precyzuje rzecznik komendy powiatowej straży pożarnej Marek Mikołajczak. Mimo szybkiej interwencji zniszczeniu uległy grill, nadkole i lakier.
Właściciel auta prowadzi firmę transportową. Przebywa za granicą. W domu zastaliśmy tylko jego ojca.
– Nic nie widziałem, ale to było podpalenie – nie ma wątpliwości.
Nie minęło kilka minut, a strażacy otrzymali wezwanie do zaparkowanej przy sąsiedniej ul. Łużyckiej dostawczej kii besty. Palił się jej przód.
– Podobno była tam jakaś młodzież. Widziała 50-letniego faceta, który szedł z reklamówką – słyszymy od jednego z mieszkańców. – Ale może znalazł się tam przypadkowo – zastrzega natychmiast.
Tuż po godz. 6.00 miały miejsce dwa kolejne podpalenia. Najpierw w ogniu stanął kontener na śmieci przy ul. Batorego, a następnie piwnica w bloku wielorodzinnym przy ul. Piastów. W tej drugiej zniszczeniu uległy meble i drzwi.
– Działaliśmy w sprzęcie ochrony dróg oddechowych. Podaliśmy prąd wody w natarciu na palące się przedmioty, a następnie przy użyciu agregatu oddymiliśmy piwnicę i klatkę schodową – M. Mikołajczak relacjonuje przebieg działań.
W ciągu jednego dnia – od godz. 3.40 do 6.31 – strażacy aż sześciokrotnie wyjeżdżali do pożarów. Ich rzecznik wstrzymuje się od komentarzy. Jak mówi, nie taka jego rola.
Z kolei rzecznik komendy powiatowej policji Krzysztof Szcześniak nie zdradza szczegółów prowadzonego dochodzenia.
– Nie mamy pewności, czy tych podpaleń dokonała jedna, czy więcej osób. A nie jesteśmy od tego, żeby gdybać. Dysponujemy pewnymi informacjami, które wciąż weryfikujemy. Ale zarzutów na razie nikt nie usłyszał – zastrzega.
W podobnym tonie rzecznik wypowiadał się po wcześniejszych pożarach. Musi szukać wytłumaczeń, bo jak by nie patrzeć, to właśnie policję wybryki piromana najbardziej kompromitują w oczach społeczeństwa.
Wydaje mi się, że trudno jest "namierzyć" takiego piromana. Co nie zwalnia oczywiście policji od odpowiedzialności za spokój i porządek w mieście. Być może trzeba wezwać mieszkańców do zaostrzenia czujności i nie wolno ignorować żadnego sygnału od ludzi! Bo do tragedii tylko krok...
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


