Bezpańskie psy opuszczą wrzesińskie przytulisko i pojadą do nowego „domu”.
Konkretnie, do schroniska w Białogardzie, w województwie zachodniopomorskim. Prowadzi je Towarzystwo Ochrony Zwierząt Animals.
Wspomniana organizacja jako jedyna złożyła ofertę na przejęcie czworonogów z naszego schroniska. Najpóźniej do końca czerwca opuści je 100 psów (obecnie w przytulisku jest ich 110). Nic jednak za darmo. Za usługę (zajmowanie się bezdomnymi zwierzętami to obowiązek gminy) ratusz zapłaci 100 tys. zł. Łatwo obliczyć, że za jednego pupila wychodzi 1 000 zł.
Co ciekawe, Eugenia Cieszyńska, prezes koszalińskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, nie zostawia na białogardzkim schronisku suchej nitki. W rozmowie z nami od razu zaczyna wyliczać jego nieprawidłowości:
– Stare psy przebywają ze szczeniakami, jedzą kości. Odbywa się to na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. To najgorsze schronisko w kraju – stwierdza. – Na małym terenie przebywa 430 psów, a pan mi mówi, że będzie jeszcze 100? O mój Boże! Nie, tego tak nie zostawimy.
Jerzy Harłacz, szef schroniska, informuje, że obecnie w przytulisku przebywa 270 czworonogów. Rocznie do adopcji trafia zaś 320. Zarzuty o wszelkich nieprawidłowościach odpiera. Twierdzi, że koszalińskie towarzystwo urządza na niego nagonkę. Już od kilku lat.
– To robota PiS-owców (J. Harłacz jest radnym – przyp. red.) i moherowych beretów – stwierdza. – Byli u mnie z wizytacją wrzesińscy strażnicy miejscy. Proszę ich zapytać.
– Nie widziałem tam żadnych nieprawidłowości – mówi Mirosław Morawski, komendant straży. – Nie wysyłamy psów na rzeź – zapewnia.
M. Morawski nie chciał komentować zarzutów obrońców zwierząt. – Mam na temat ich pracy i działań swoje zdanie – kończy.