WRZEŚNIA - Ludzie po pożarze (wideo)
Zaczęła się akcja pomocy pogorzelcom z ul. Jana Pawła II. Jak sami mówią, potrzebne jest wszystko – od ręczników po materiały budowlane.
Do pożaru kamienicy doszło 1 lutego. Na szczęście nikt z mieszkańców nie ucierpiał. Po ugaszeniu ognia ewakuowani mieszkańcy wrócili do swoich lokali. Ludzie ze łzami w oczach spoglądali na ogrom zniszczeń. Co nie spłonęło, zostało zalane przez wodę ze strażackich węży. Zalane są ściany i sufity, meble, ubrania, sprzęt gospodarstwa domowego, popękane kafle, przemoczone panele...
W całej kamienicy unosi się też zapach stęchlizny i wilgoci. Rozgrzane piece kaflowe na niewiele się zdają. Ściany są nasiąknięte jak gąbka.
– Z czterdziestoletniego małżeństwa nie zostało nam nic. Zostaliśmy z niczym – mówi ze łzami w oczach Barbara Weszka. Wraz z mężem utrzymuje się z niewielkiej emerytury. Połowa idzie na leki, reszta na bardzo skromne życie. – Z pożaru wyszliśmy tak jak staliśmy, nawet dokumentów nie zdążyliśmy zabrać. W porządkach pomagają nam synowie. Nie wiem, jak dalej będzie wyglądać nasze życie – kończy.
Do porządków przystąpili także inni lokatorzy. Na razie o pomoc do Ośrodka Pomocy Społecznej zwróciły się trzy z sześciu poszkodowanych rodzin. – Zdarliśmy już farbę i tapety z wszystkich pomieszczeń. W suficie jest wiele dziur, ale nie możemy nic dalej robić. Wszystko jest mokre – mówi pan Damian, który pomaga poszkodowanemu bratu. – Potrzebne nam są kleje, siatka, farby. Do wymiany są nasiąknięte podłogi.
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego nie wydał zgody na odbudowę dwóch mieszkań położonych na strychu kamienicy. To tam jeden z mieszkańców podgrzewał palnikiem gazowym rury, w których zamarzła woda, i spowodował pożar.
– Najważniejsze jest teraz zrobienie dachu. Jest całkowicie spalony. Na szacowanie strat jest za wcześnie. Mogą one wynieść nawet milion złotych – mówi Szczepan Winiarczyk, ojciec właścicielki kamienicy. Wraz ze swoją córką Małgorzatą Stube nie pozostali obojętni na los lokatorów. Odstąpili od ściągania czynszu. – Nie jesteśmy w stanie szybko pomóc im w odbudowie mieszkań – kończą.
Pomóc lokatorom kamienicy może każdy. Apelujemy o nią do wszystkich ludzi dobrej woli i otwartego serca, do firm i instytucji. Potrzebne są przede wszystkim kołdry i pościele, ręczniki, środki czystości oraz materiały budowlane. Ale także meble i sprzęt gospodarstwa domowego. Aby pomóc, należy osobiście skontaktować się w godzinach pracy z Ośrodkiem Pomocy Społecznej (ul. Szkolna 24) lub zatelefonować pod numer 61 437 40 20.
– Jeśli ktoś chce przekazać jakieś pieniądze, skontaktujmy go z poszkodowaną rodziną – mówi Anna Prusak, dyrektor OPS-u. – Pierwsze dary już do nas spływają, ale to naprawdę kropla w morzu potrzeb. Poszkodowani otrzymują od nas obiady. Niektórym przyznaliśmy też węgiel.
Obojętne na los pogorzelców nie pozostają zwłaszcza osoby starsze. Ewa Malak, sąsiadka pogorzelców, jako pierwsza pospieszyła z pomocą. W tragiczny wieczór udzieliła poszkodowanym schronienia, aby nie musieli przebywać na strasznym mrozie. – Mojego mieszkania na szczęście nie pochłonęła woda, za co dziękuję Bogu – mówi. – Teraz trzeba jednak pomóc drugiemu człowiekowi. Jeden dla drugiego nie może być wilkiem, a przyjacielem.
– Najprostszym rozwiązaniem byłoby przenieść poszkodowanych do innych lokali, ale takich niestety nie posiadamy – ubolewa M. Stube.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


