WOLBROM - Śpiewanie jak narkotyk
Tak było też na koncercie w Wolbromiu 21 stycznia. Rozpoczął go „Motorek” Grechuty i Pawluśkiewicza do słów Józefa Czechowicza, później była też zabawna autoparodia „Historii pewnej podróży”, ale większość koncertu wypełniały autorskie utwory Turnaua, któremu w pięknych wykonaniach towarzyszyli: Jacek Królik na gitarze, Robert Kubiszyn na basie, Leszek Szczerba na saksofonach oraz pochodzący z Przybysławic Michał Jurkiewicz grający na altówce, akordeonie oraz instrumentach elektronicznych. Przy tak doborowym składzie, sporej dawce łagodnego humoru, a nawet autoparodii, nikt chyba nie wyszedł z wolbromskiego domu kultury zawiedziony. Poezja i muzyka na wysokim poziomie. To dobrze, że w dzisiejszych skomercjalizowanych czasach, znajduje tak wielu odbiorców...
Wolbrom jako przedmieścia Krakowa
-„Nie traktuję wyjazdu do Wolbromia, jako wyjazd do innego miasta – mówił przed koncertem Grzegorz Turnau – to są dla mnie wręcz przedmieścia Krakowa.
Dla mnie to nie jest jakaś wyprawa. A to, że mój występ cieszy się jakimś zainteresowaniem, zawsze jest miłe i nigdy nie wiadomo, kiedy się skończy. Bo to jest taki zawód, w którym trzeba się liczyć z tym, że przychodzi pewien magiczny dzień, w którym przestaje się mieć kontakt z ludźmi. Oby to było jak najpóźniej... To jest taki rodzaj zajęcia, w którym liczy się tylko to, w jakiej jest się formie tego dnia, tego wieczoru. Żadne zaszczyty, żadne nagrody, czy prestiż lat minionych, nie mają tu żadnego znaczenia. Jeśli ten wieczór będzie nieudany, to po prostu będzie nieudany...”
Ale wydaje się, że akurat nasz gość nie musi się tego obawiać, w przeciwieństwie do wielu wypromowanych gwiazd jednego sezonu. On sam jednak nie chce i nie lubi się z nikim porównywać. Mówi w ten sposób:
-„Dla każdego człowieka, który próbuje zainteresować innych swoją twórczością, bez względu na to, czy jest to coś trwałego, jak rzeźba, grafika, czy jest to nietrwałe, jak śpiewanie piosenek – wiąże się to z pewnym z ryzykiem, że nie dotrze się do ludzi, że nie zainteresuje się ich swoją twórczością. I nie ma co się na to obrażać. Każdy koncert i każdą okazję do spotkania z publicznością traktuję w jakimś sensie jako wynagrodzenie pewnej decyzji, że to będzie moja prawdziwa droga życiowa. Po dwudziestu kilku latach od podjęcia tej bardzo młodzieńczej decyzji, wynagrodzenie od ludzi, którzy chcą mnie słuchać, jest najważniejsze. Czy to się wiąże ze stałą obecnością w telewizji i mediach? Niekoniecznie... W Polsce mamy taką przedziwną sytuację, że setki, tysiące koncertów w roku grają przeważnie wykonawcy, których nie ma na stałe w mediach. A Ci, którzy stale są w mediach, prawie nie sprzedają biletów, bo z reguły występują na imprezach masowych. Jest coś w rodzaju polskiego undergroundu, co mówię z pewnym uśmiechem, gdzie wielu artystów nie może opędzić się wprost od propozycji koncertów, a jednocześnie wydaje się, jakby nie istnieli. To jest zabawne...”
Underground czy przeboje?
Trudno powiedzieć, czy Grzegorza Turnaua należy już zaliczać do owego undergroundu? Wszak nie tworzy muzyki dla wszystkich, ale ma na swym koncie przecież kilka przebojów, znanych i lubianych przez wszystkich. „Cichosza”, „Bracka” czy „Między ciszą a ciszą” nuciła niemal cała Polska. Obecnie na 8 miejscu Listy Przebojów Programu Trzeciego utrzymuje się na nowo nagrana piosenka pt. „Uno momento mortis”.
-„Nie mam jakichś szczególnych marzeń czy oczekiwań, że będę na listach przebojów... Moje płyty dotychczas sprzedają się stabilnie, większość z wydanych w ostatnich latach miała status tzw. platynowej, choć to w realiach polskich nie są duże ilości, ale zawsze przyjemne. Świadczy, że zapracowałem sobie na stałą publiczność. Taką, która jest ciekawa tego, co zrobiłem. Dwa lata temu ukazał się studyjny album „Fabryka klamek”, w zeszłym roku album koncertowy, w tym roku jesienią ukaże się nowa płyta.”
Tak, jak ze skokami narciarskimi
Płyta koncertowa miała bardzo dobre recenzje, ale sam mistrz patrzy raczej bardziej w przyszłość. Interesuje go to, co ma jeszcze do zrobienia i obiecuje nową płytę. Mimo współpracy z wyśmienitymi muzykami, cała jej koncepcja spoczywa na jego barkach. Stąd zawsze pewna niewiadoma, obawa – jak przyjmą nową płytę odbiorcy?
-„To tak, jak ze skokami narciarskimi. Skacze się do pewnego momentu wysoko, ale potem coraz niżej. Trzeba wiedzieć kiedy już nie należy próbować. Te moje skoki inaczej były rozplanowane dwadzieścia lat temu, inaczej dziesięć, a inaczej teraz. Teraz np. dużo piszę do teatru – w zeszłym roku była premiera w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie przedstawienia „Czarnoksiężnik z krainy os” z moimi piosenkami, na które zapraszam zarówno dzieci, jak i dorosłych. Także z filmem wiążę pewne plany na przyszłość.”
Bogata i różnorodna twórczość rodzi pytania o inspiracje, ulubioną literaturę, poezję... -„Nie ma czegoś takiego, jak ulubiony poeta raz na zawsze – mówi Grzegorz Turnau – człowiek ma rozdziały w swoich potrzebach, gustach, napięciach w życiu. Jak pisał Jacek Cygan – zmienia się światło w Twoich oczach – tak zmieniają się także zainteresowania, skłonności literackie. Ostatnio czytam dużo epistemolografii i dzienników, stąd bardziej rozczytuję się w historii opowiadanej poprzez losy pisarzy i poetów, niż w samej poezji. Ale to też pewnie kwestia takiego momentu życiowego... Może to zboczenie związane z wiekiem? Jak pojawia się pierwsze siwizna, to zaczyna zaglądać się bardziej w kroniki i korespondencji świadków swojego czasu, a jednocześnie ludzi obdarzonych talentem literackim.”
Jego „pierwszy raz”
A jak pamięta się pierwszy, publiczny występ?
-„Pierwszy do mikrofonu, to było podczas odbywającego się do dzisiaj Festiwalu Małych Form Teatralnych, przy drugim LO w Krakowie. Tam, jako jeszcze licealista, dostałem mikrofon po raz pierwszy. I to jest trochę tak, jak z narkotykiem – jak ktoś jest podatny na uzależnienia, to się może uzależnić od pierwszej dawki. I chyba wtedy właśnie uzależniłem się od tego i pragnąłem to robić... Niestety...” Z tego pierwszego okresu pochodzi m.in. piosenka do słów Kamila Baczyńskiego „Znów wędrujemy”, która pięknie zabrzmiała także w sali widowiskowej wolbromskiego domu kultury. -„To jedno z takich fajnych wspomnień...” - zamyśla się Grzegorz Turnau.
Po sobotnim koncercie - naszych też...
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



