Pobierz widget

Wiem, że płaczesz, gdy to czytasz

Aneta Mostowiec, 01 styczeń 2012, 00:01
Średnia: 0.0 (0 głosów)
1 lipca mija dziesiąta rocznica wypadku naszych pielgrzymów jadących do Medjugorie. 20 osób zginęło, 31 zostało rannych. Wśród zabitych było dwoje dzieci.
 Wiem, że płaczesz, gdy to czytasz

Z upływem lat po tragedii widać rzeczy, których wcześniej nikt nie dostrzegał: niezwykłe znaki zapowiadające wypadek i sens dramatycznych wydarzeń.

Pielgrzymkę do Medjugorie zorganizował klasztor Franciszkanów w Stoczku (pow. radzyński). Najbardziej zaangażował się pochodzący z Wisznic brat Stefan Banaszczuk.
51 pielgrzymów, po porannej mszy świętej wyruszyło w drogę. Była noc. Węgry, okolice jeziora Balaton. Autobus na rondzie najechał kołem na wysoki krawężnik, przewrócił się i wpadł do rowu. Zginęli wszyscy, którzy siedzieli po prawej stronie, przy oknie.

 

Tragedię zapowiadały niezwykłe wydarzenia

Brat Stefan cały czas myśli o tym, co się stało. Przypomina sobie kolejne zdarzenia. Układają się jak puzzle. - 13 czerwca na odpuście w Stoczku odmawialiśmy Litanię do Serca Jezusa. Na ołtarzu polowym wisiał krzyż. Zawiał wiatr. Od figurki Chrystusa odpadła prawa ręka i kołeczek przytrzymujący tułów. Kiedy go podniosłem, poczułem ból w prawym boku. Ta strona ciała brata Stefana najbardziej ucierpiała w wypadku.- Miałem dziurę w kręgosłupie, w takim samym miejscu, jak kołeczek, który wypadł z krzyża- opowiada zakonnik.
Brat Stefan niewiele mówi o własnym cierpieniu i bólu, którego doświadczył. Najwięcej uwagi poświęca rodzinie Dziołaków z Konstantynowa (pow. bialski). W wypadku zginęli rodzice i ich 5-letnia córka Monika. Przeżyło trzech chłopców.
To była bardzo muzykalna rodzina. Brat Stefan zaprosił ich, żeby zagrali na odpuście w Stoczku. - Po uroczystościach trzymałem na rękach Monikę. Śpiewała dla mnie "Wystarczyła ci sutanna uboga". Podeszła do nas pani doktor z Lublina: - Dziecko ile ty masz lat, że tak pięknie śpiewasz? -zapytała. "Będę miała tylko 5 lat" - odpowiedziała dziewczynka. Zginęła kilka dni po urodzinach.
- Była noc. Jechaliśmy z prędkością 60 km/h - wspomina wydarzenia sprzed dziesięciu lat brat Stefan - 15 minut wcześniej kierowcy zmienili się. Dojeżdżaliśmy do ronda. Jeden z nich krzyknął "hamuj". Drugi powiedział, że nie ma hamulców - mówi o ostatnich chwilach sprzed wypadku. Dwie godziny po zdarzeniu ratownicy wyciągnęli go spod autokaru. Lekarze dawali mu kilka godzin życia
Wypadek przeżyła pani Beata i jej 16-letni syn z powiatu radzyńskiego. Pamięta huk, trzask i uderzenie. - Nie wiem, ile leżałam w autokarze. Usłyszałam wołanie mojego syna: Mamo wyjdź. Wtedy się ocknęłam. Wypełzałam z autokaru. Była już ekipa ratunkowa. Najbardziej zapamiętałam migające w powietrzu wycieraczki - opowiada. Miała poważne obrażenia. Prawie rok była na zwolnieniu lekarskim. Syn z wypadku wyszedł bez większych obrażeń. Trauma jednak pozostała- Mamo, widziałaś kiedyś człowieka bez głowy - pytał po wypadku.
O wielkim szczęściu mówi pani Halina, uczestniczka pielgrzymki z powiatu radzyńskiego. Wspomina, modlitwę "Pod Twoją Obronę" odmówioną tuż przed wyjazdem. - Wsiadłam do autokaru. Czekało już na mnie zajęte miejsce. Nie wybrałam go sama. Zostałam na nim przez całą podróż. Ale byli też tacy, którzy przesiedli się i dzięki temu przeżyli - wspomina. W czasie drogi Pani Halina nie spała. - Autokar jechał szybko. Zdążyłam złapać moją przyjaciółkę za rękę. O Boże!- krzyknęłyśmy. W autokarze panowała cisza, było ciemno. Nadal trzymałam bezwładną dłoń przyjaciółki. Nie mogłam się poruszać. Byłam zakleszczona. Niektórzy wydostali się z autokaru przez tylną szybę. Nie było paniki. Wszyscy modlili się - podkreśla.
Traumę po wypadku miała pani Zofia z powiatu parczewskiego. - To była noc, ciemność. Ocknęłam się. Zauważyłam, że wychodzę po ludziach - wspomina.
Na miejsce szybko przyjechały służby ratownicze. Ranni trafili do kilku szpitali. Wkrótce zjawił się tłumacz. Pielgrzymi dostali telefony, mogli zadzwonić do bliskich.

 

Co noc budziłam się o godzinie wypadku

Życie po wypadku, mimo upływu czasu, nie jest łatwe. Każdy przeżywa to na swój sposób. Dla każdego lipiec to czas zadumy, wspomnień i modlitwy. - Musieliśmy poradzić sobie z lękami. - zwierza się pani Halina - Ponad miesiąc budziłam się o godzinie wypadku, bez względu na to, o której poszłam spać - opowiada. Lekarstwem okazała się ostatnia pielgrzymka Jana Pawła II. Zaplanowała wyjazd do Krakowa. Znajomy mówił, że "pojechała się dobić". - Ku mojemu przerażeniu, przyjechał po nas autokar identyczny, jak ten z tragicznej pielgrzymki. Bałam się wsiadać. Weszłam ostatnia. Było tylko jedno miejsce. Właśnie to, na którym jechałam do Medjugorie - wspomina. - Ten wyjazd pozwolił mi przezwyciężyć moje lęki. Od tej pory przestałam się bać podróżowania nocą. Nie boję się jazdy autokarem, chociaż nadal mam takie miejsca w autokarze, na którym nie siadam.
Wypadek zmienił życie rodziny Piotra Powałki z Czemiernik, który nad Balatonem stracił żonę. -Przeszliśmy swoje - wspomina - Kiedy dowiedziałem się o śmierci żony byłem załamany. Zostałem z czwórką dzieci. Najmłodszy syn skończył wtedy cztery lata, najstarszy był w liceum. Ze trzy miesiące w ogóle nie pracowałem fizycznie. To była trauma, tego się nie da opisać- zamyśla się - Pojawił się też problem finansowy. Żona pracowała, a do spłacenia pozostały kredyty.
W rodzinie Powałków 1 lipiec jest ciągle żywy. - Staramy się uroczyście obchodzić rocznice. Zazwyczaj w Stoczku na modlitwie z ludźmi, którzy stracili bliskich czy wyszli z wypadku.

 

Oddała najcenniejszą pamiątkę

Wiele osób zastanawia się, czy pielgrzymi stracili wiarę w Boga po wypadku. Pani Beata, bez zastanowienia mówi, że tamten czas był dla niej najpiękniejszy w życiu. - Doświadczyłam wtedy niesamowitej obecności Boga, Jego opieki. Czułam ból fizyczny, ale była wolna od traumy psychicznej. Był to dla mnie czas uczenia się pokory - tłumaczy. W piątek 22 czerwca wyjechała na pielgrzymkę do Medjugorie. Chciała tam być w rocznicę tragedii. Stanąć przy pomniku, z modlitwą na ustach jeszcze raz pożegnać pielgrzymów. - Już wcześniej szukałam wyjazdu na lipiec. Pewnego dnia znalazłam w skrzynce pocztowej list i zaproszenie na pielgrzymkę. Uznałam, że to Matka Boża mnie tam zaprasza - opowiada. Wypadek był lekarstwem dla jej życia duchowego.
W sens tamtych wydarzeń wierzy też brat Stefan. Na potwierdzenie przytacza słowa z listu Alicji z Krakowa, uczestniczki pielgrzymki: "Mam nadzieję, że wiara pomoże wszystkim ofiarom. Może i mi pomoże zrozumieć. Może to całe zajście rozjaśni mi w głowie i w sercu. Trzymaj się bracie Stefanie twego Boga, bo jest skarbem i nie pytaj go o wyjaśnienia, bo wiesz, że ich nie ma, że On nie wyjawia sekretów".
Tragedia pielgrzymów nie tylko nie zniszczyła ich wiary, ale okazała się świadectwem dla innych. Brat Stefan wspomina spotkanie z węgierską ambasador, która odwiedził go tuż po wypadku w szpitalu. - Ze łzami w oczach wyjęła małe, białe pudełeczko. Powiedziała, że to różaniec od Ojca Świętego, jej najcenniejsza pamiątka. Prosiła o modlitwę za Węgrów, żeby mieli wiarę tak silną jak Polacy - relacjonuje. Brat Stefan początkowo nie wiedział, skąd przekonanie ambasador o religijności Polaków. Później okazało się, że do szpitala, do którego trafiło trzech braci Dziołaków, przyjechali przedstawiciele Czerwonego Krzyża. Zapytali chłopców, czego potrzebują. 11-letni Jacek, najmłodszy z braci, rozłożył rączk- My nie mamy różańców- powiedział.


Ja pamiętam wszystko, ale na pewno się pozbieram
- Długo nie musiałem czekać na wyjaśnienie tego, co się wydarzyło. - mówi brat Stefan - Po 20 dniach młoda dziewczyna, która w ostatniej chwili zapisała się na pielgrzymkę, jako osoba towarzysząca swojej koleżance, napisała do mnie list. Może to będzie najlepsza odpowiedź na pytanie o sens tragedii

List

Kraków 20.07. 2002.
Witam Bracie Stefanie
Biorę kartę, podkładam pod nią coś twardego, mam pisać, ale nie wiem co. To tak trochę, jakbym nie wiedziała co powiedzieć. Cieszę się, że brat jest już w stanie mobilnym. Iza i ja, z nami jest już wszystko w porządku. Jesteśmy w szpitalu, ona za 2 a ja za ok. 4 tygodnie zaczniemy wracać do normalności. Iza z wypadku nic nie pamięta, więc bardzo pozytywnie nastawiała się do swego stanu zdrowia. Ja pamiętam wszystko, ale na pewno się pozbieram. Rodzice moim będąc w Lublinie spotkali brata. Powiedział im brat, że będzie w najbliższym czasie oddawał pieniądze za pielgrzymkę. Oto jest meritum sprawy, jaką chciałam zawrzeć w tym liście. Chodzi mi o to, że ja nie chciałabym brać tych pieniędzy. Nie chodzi o to, że ja odpycham każdą rzecz związaną z tym wyjazdem, ale dlatego, że wytypowałam sobie osoby bardziej potrzebujące ode mnie. Osobami tymi są ci trzej nieznani mi chłopcy, którzy w wypadku stracili rodziców i siostrę. Wiem bracie Stefanie, że płaczesz, gdy to czytasz, ale wierzę, że Bóg da ci siłę, by odbić się od dna rozpaczy. Mam jeszcze jedną prośbę, stokroć ważniejszą od poprzedniej. Chodzi mi, że ci chłopcy, z tego co udało mi się zauważyć mają silną wiarę i są w niej mocno wychowani. Chciałabym, żeby brat pomógł im nie stracić Boga. Jeśli brat jeszcze nie ma siły to nie trzeba osobiście. Można im wyznaczyć, jakiegoś duchowego opiekuna. To takie ważne, bo inaczej mogą sobie nie poradzić. Ufam, że wszystko się powiedzie. Mam też nadzieję, że wiara pomoże wszystkim ofiarom. Zobaczymy, jak to będzie ze mną, jak moja wiara jest słaba i nie stabilna. Może to wszystko pomoże mi zrozumieć. Może to całe zajście rozjaśni mi w głowie i w sercu. Trzymaj się bracie Stefanie twego Boga, bo jest skarbem i nie pytaj go o wyjaśnienia, bo wiesz, że ich nie ma, że On nie wyjawia sekretów.
Alicja
P.S. Jest ze mną w szpitalu pan Krzysztof. Przyszedł do mnie do pokoju o balkoniku. Stracił żonę, ale na jego twarzy widzę uśmiech.


Zerwany krzyżyk

- W czasie drogi zerwał mi się krzyżyk od różańca i nie mogłam go odnaleźć-wspomina pani Halina- Martwiłam się, że nie będę mogła się na nim modlić- Wspólnie z innymi pasażerami szukała go w autokarze - Dopiero na postoju, pochyliłam się i zobaczyłam, że leży pod siedzeniem mojej przyjaciółki - wspomina. Kobieta nie mogła go przymocować. Pomógł jej mężczyzna, który rozgiął ogniowo nożem. - Odebrałam to, jako zły znak, mimo że nie jestem przesądna. Ten różaniec odzyskałam po wypadku. Ponownie straciłam go w dniu pogrzebu mojego ojca - opowiada.


Trudno o tym mówić

Na pielgrzymkę do Medjugorie jechali ludzie z całej Polski. Każdy na swój sposób radzi sobie z trudnymi przeżyciami. Niektórzy zupełnie nie chcą do nich wracać. Kilka osób, do których się zwróciliśmy nie chciało rozmawiać o wydarzeniach sprzed lat. Ci którzy mówili, często prosili o anonimowość. Dlatego niektóre imiona zostały zmienione. Wszystkim, którzy zdecydowali się podzielić się z nami swoimi przeżyciami redakcja składa serdeczne podziękowania.


Zapraszają do modlitwy w rocznicę wypadku

1 lipca w klasztorze Ojców Franciszkanów w Stoczku (pow. radzyński) o 15:00 odbędzie się msza święta w intencji uczestników pielgrzymki sprzed 10 lat: zmarłych i ich rodzin oraz tych, którzy przeżyli. Natomiast 22 czerwca do Medjugorie i w miejsce wypadku pojechała pielgrzymka.

 

Aneta Mostowiec

Wspólnota Radzyńska

Autor bierze udział w konkursie dziennikarskim na najlepsze publikacje w niezależnej prasie lokalnej SGL Local Press 2012 w kategorii Publicystyka historyczna.

Zobacz inne artykuły z tej kategorii:

PUBLICYSTYKA HISTORYCZNA
 

Artykuł wyświetlono 513 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Informacje o gazecie
Nazwa
Wspólnota Radzyńska
Wydawca
Wydawnictwo Wspólnota
Rok założenia
2001
Zasięg
powiat radzyński
Nakład
4600

Jedynka gazety
Small
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Szok! Funkcjonariusze z kutnowskiej komendy w biały dzień mieli w...
Zaledwie 22-letni podróżnik wraz ze swymi dwoma towarzyszami marzył...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Najczęściej komentowane
Trzy lata temu „Tygodnik Podhalański” opublikował fragmenty rozmowy...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Rada Wydawców Stowarzyszenia Gazet Lokalnych oświadcza, iż nie jest...
Pilska telewizja ujawniła niewygodne dla sędziego Mariusza Sygreli...
Prokuratura i policja bada przyczyny niedzielnej tragedii, do...
Najwyżej oceniane
Ewelina i Andrzej - dwoje młodych farmaceutów, stanęło w sobotę 28...
Gdyby nie Maria Czernik, dyrektor Gminnego Centrum Kultury i...
Pobicie przez zamaskowanych bandytów. Uszkodzenie cmentarnego...
Dyrektor głomskiej szkoły była gotowa zrezygnować z funkcji...
Do wągrowieckiej fary znów zawitali archeolodzy, a ich kolejne...