Pobierz widget

Wielki skok małych browarów

02 październik 2009, 19:50
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Rozmowa z Andrzejem Olkowskim, prezesem Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich
Wielki skok małych browarów
Na przestrzeni kilkunastu miesięcy polska waluta odbyła dość długą drogę. Z poziomu 3 złotych z groszami powędrowała aż w okolice 5 złotych za euro, teraz szuka swego poziomu równowagi. Który poziom jest pańskim zdaniem bardziej realny: ten dolny czy ten najwyższy?

Z niższym kursem złotego mieliśmy do czynienia już kilka lat temu. Umacnianie się złotego, zbliżanie się z kursem do 3 złotych za euro było moim zdaniem nienaturalne, wręcz absurdalne. Mówienie nam, że polska gospodarka jest silna, mocna i w związku z tym umacnia się złotego, było mydleniem oczu, bo jak się chwilę zastanowić, to okaże się, że nie mamy znanych na świecie produktów, silnych marek kojarzonych z Polską. To już przed laty pod tym względem było lepiej, gdyż świat znał nasze statki, obrabiarki, silniki okrętowe, leki, odzież. Dzisiaj produktów ze znakiem made in Poland jest naprawdę niewiele. Jeśli miałbym wskazywać na realny kurs złotego, to moim zdaniem kształtuje się on na tym wyższym poziomie.

Droższe euro uderza w import. Produkty - także te zaopatrzeniowe - więcej kosztują, w związku z tym drożeje praktycznie wszystko.

Akurat importem bym się specjalnie nie przejmował. Wysoki kurs tak bardzo nie uderza w import produktów wysokoprzetworzonych. Rzeczywiście może mocno uderzać w importerów produktów z Chin, ale tym też bym się nie przejmował, bo tamtejsze wyroby nie są ani trwałe, ani dobre jakościowo, ani zdrowe. A więc to, że ich zabraknie, albo że będą droższe, nie powinno być naszym zmartwieniem. Urealniony polski złoty, a więc na poziomie powyżej 4 złotych za euro, chroni nas w pewnym sensie przed skutkami kryzysu. Wysoki kurs spowodował też opłacalność eksportu, dzięki czemu części firm łatwiej przetrwać trudne czasy. Można w tym momencie postawić sobie pytanie: co by było, gdyby w Polsce obowiązywało euro? Moim zdaniem popłynęlibyśmy na falach kryzysu, może wpadli w recesję. A tak, mamy w kraju wzrost gospodarczy. Niewielki - to prawda, ale jak podaje Eurostat, najwyższy w Europie. Moim zdaniem to zasługa kursu złotego.

Czy branża piwowarska skorzystała na wysokim kursie złotego? Czy tak lokalny produkt, jakim jest piwo, można sprzedać jeszcze na światowych rynkach?

Tak. Korzystny kurs waluty skłonił lokalne browary do szukania nowych rynków zbytu. Kiedyś lokalne browary bardzo chciały wejść na zagraniczne rynki, ale skutki były mizerne. Dzisiaj większość z nich eksportuje piwo i skala sprzedaży jest coraz większa. Proszę sobie wyobrazić, że wzrost eksportu w małych polskich browarach
jest na poziomie setek procent. Lokalne browary - bo tylko takie są w naszym stowarzyszeniu - eksportują piwo do wielu krajów, w tym bardzo odległych, np. do Australii, Kanady, USA. Zdaję sobie sprawę, że ten - statystycznie rzecz ujmując - ogromny wzrost, zafałszowany jest niskim poziomem, z którego startujemy, ale jest faktem, że producenci piwa zdobyli w ten sposób przyczółki rynkowe. Eksportujemy już kilka procent naszej produkcji. Mam nadzieję, że dzięki korzystnej relacji złotego do euro, a być może - w jakiejś mierze - także dzięki modzie na lokalność wskaźnik ten wzrośnie do kilkunastu procent. Dla małych lokalnych browarów, np. z Olsztyna, Zduńskiej Woli czy Witnicy, ma to wielkie znaczenie. Przeciętny polski konsument może nawet nie słyszał o tych browarach, a ich produkty są znane w odległych zakątkach świata.

Regiony przygraniczne odnotowują wzrost sprzedaży, bo np. Litwinom czy Słowakom opłaca się kupować w Polsce. Nasze produkty są dla nich relatywnie tańsze. Stąd tak wysokie wskaźniki eksportowe.

Ale ja nie mówię o tzw. eksporcie wewnętrznym, tj. sprzedaży przygranicznej. Podsumowuję oficjalne dane dotyczące klasycznego eksportu. Rejony przygraniczne też korzystają, bo zakupy u nas są atrakcyjne dla Niemców, Litwinów i Słowaków. Co prawda Litwini nie mają euro, ale są w korytarzu ERM II i odchylenia kursu mają minimalne. W praktyce ich gospodarka jest już związana z euro, co moim zdaniem jest dla nich źródłem problemów gospodarczych. Najlepszym przykładem jest korzystanie przez dilerów Fiata operujących w regionach przygranicznych z tzw. premii wrakowych udzielanych Niemcom, przez ich rząd. Niemcy korzystając z mocnego euro, kupowali w Polsce samochody, nasi producenci korzystali pośrednio z niemieckich dopłat do złomowanych pojazdów.
Artykuł wyświetlono 948 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Koniec z opłatą za posiadanie psa! Co piaty wągrowczanin migał się...
- Samo więzienie to nie więzienie. Gorsze jest to, że człowiek nie...
Jest piątek, 12 czerwca 2009 roku, godzina 11.00. Karolina* (21...
Najczęściej komentowane
Na blisko milion złotych wycenili biegli majątek ruchomy...
W Trzebnicy odbył się Maraton Rowerowy Żądło Szerszenia. W sumie z...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Prokuratura i policja bada przyczyny niedzielnej tragedii, do...
Rodzice uczniów szkoły podstawowej mają konflikt z nauczycielem...
Najwyżej oceniane
Wielu gryfinian i turystów z sentymentem wspomina lata, kiedy...
Dyrektor głomskiej szkoły była gotowa zrezygnować z funkcji...
To była dla nich sportowa i turystyczna wyprawa, której długo nie...
Z wnikliwymi i niekiedy ostrymi pytaniami spotkali się biegli...
Awantury, wyzwiska, alkoholowe libacje, zaczepki, a nawet seria...