Pobierz widget
SĘPÓLNO KRAJEŃSKIE

Warto być radnym?

Robert Środecki Piotr Pankanin , 17 listopad 2010, 12:27
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Prawie trzy miliony złotych kosztowała podatników V kadencja samorządu. Każdego roku koszty związane z utrzymaniem radnych rosną, co przekłada się na wydatki budżetowe poszczególnych gmin i powiatu. Najwięksi krezusi podczas kadencji wzbogacili się o 60 tysięcy złotych, a to oznacza, że bycie radnym stało się bardzo lukratywnym zajęciem. Na horyzoncie nie widać zwiastunów zmian i szukania oszczędności. Samorządy wydają bez opamiętania, a realne pomysły zmierzające do minimalizowania kosztów ich funkcjonowania są skutecznie torpedowane. Przecież nikt nie będzie sam sobie zabierał „ciężko” zarobionych pieniędzy.
Warto być radnym?

Miliony dla radnych

Na początku warto przeanalizować koszty utrzymania poszczególnych samorządów. Zdecydowanie najbardziej kosztownym tworem jest rada powiatu, składająca się z 17 członków. W ciągu ostatnich czterech lat jej utrzymanie kosztowało podatników prawie 900 tysięcy złotych. Lwią część stanowią diety wypłacane radnym. Henryk Dąbrowski piastujący funkcję przewodniczącego potrafi „wyciągnąć” 15 tysięcy złotych rocznie. To dobry dodatek do pensji nauczyciela. Jego zastępcy Oskar Pasternacki i Józef Buława dostają po11 tysięcy złotych. Pozostali inkasują od 7 do 9 tysięcy rocznie. Fenomenem jest Jerzy Balcerowicz. Na jego konto wpływa każdego roku około 12 tysięcy złotych za sprawą uczestnictwa w obradach zarządu powiatu. Rada Miejska w Sępólnie nie jest o wiele tańsza. W ciągu mijającej kadencji koszty jej funkcjonowania przekroczyły 700 tysięcy złotych. „Najbogatszy” radny to Tomasz Cyganek, którego roczne dochody z tytułu pracy w samorządzie oscylują na poziomie 15-16 tysięcy złotych. Tuż za nim plasują się przewodniczący komisji: Roman Porożyński i Wiesława Grochowska, którzy potrafią zarobić po 11 tysięcy złotych rocznie. Pozostali inkasują od 6 do 9 tysięcy. Dwa razy tańsze są organy decyzyjne w Więcborku, Kamieniu i Sośnie. Nie oznacza to jednak, że ich utrzymanie jest nieodczuwalne. Koszty funkcjonowania rad w trakcie trwania kadencji przekroczyły milion złotych. Najwięcej zarabiają przewodniczący: Józef Kujawiak, Kazimierz Warylak i Stanisław Paszylk (14-16 tysięcy każdy). Na przeciwległym biegunie znajdują się tacy radni jak Witold Zieliński czy Beata Lida, których dieta w 2008 roku nie przekroczyła 3 tysięcy złotych.


Nie samą dietą żyje radny

Oczywiście diety to nie wszystkie koszty związane z funkcjonowaniem rady miejskiej. Masę pieniędzy wydaje się na zakup materiałów i wyposażenia, telefony komórkowe i podróże służbowe. Istotnym wydatkiem dla poszczególnych gmin i powiatu jest zakup usług pozostałych. Na laurki, dyplomy, odznaczenia, zakup goździków oraz jedzenia i kawy na sesje przeznacza się kilkadziesiąt tysięcy złotych w skali roku. Gigantyczne koszty związane z funkcjonowaniem samorządów nie oznaczają wcale, że nie było pomysłów szukania oszczędności. Janusz Tomas z Sępólna na jednej z sesji zaproponował zakup laptopów dla wszystkich radnych. Owszem, byłby to duży jednorazowy wydatek, ale w przeciągu trwania czteroletniej kadencji mógłby się zwrócić. Przygotowanie ogromnych hałd papieru i stert materiałów sesyjnych, czytanych przez nielicznych, generuje olbrzymie koszty. Tylko w tym roku gmina Sępólno na zakup materiałów i wyposażenie wyda prawie 20 tysięcy złotych. Dzięki komputerom przenośnym ta sama wiedza trafiałaby do radnych drogą elektroniczną. Zniknęłyby wówczas wydatki związane z zakupem papieru i tonerów do drukarek. Radni w obawie przed napiętnowaniem społecznym zrezygnowali z laptopów.


Radni wypoczywają na sesjach

Istotne zagadnienie, o którym na forum samorządowym mówi się niewiele lub wcale, dotyczy praw i obowiązków pracownika będącego zarazem radnym, a więc osobą, od której należy oczekiwać szczególnej rzetelności, uczciwości i prawości. Regularne uczestnictwo w sesjach i posiedzeniach poszczególnych komisji koliduje z pracą zarobkową. Artykuł 25 ustawy o samorządzie reguluje szczegółowo powyższe kwestię, dając radnym dużą swobodę działania. „W związku z wykonywaniem mandatu radny korzysta z ochrony prawnej przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych. Rozwiązanie z radnym stosunku pracy wymaga uprzedniej zgody rady gminy, której jest członkiem. Rada gminy odmówi zgody na rozwiązanie stosunku pracy z radnym, jeżeli podstawą rozwiązania tego stosunku są zdarzenia związane z wykonywaniem przez radnego mandatu. Pracodawca obowiązany jest zwolnić radnego od pracy zawodowej w celu umożliwienia mu brania udziału w pracach organów gminy. Na zasadach ustalonych przez radę gminy radnemu przysługują diety oraz zwrot kosztów podróży służbowych” – czytamy w ustawie.

 – Muszę powiedzieć, że ten przepis jest denerwujący, ponieważ bez względu na to, co się będzie działo, muszę zwolnić pracownika na sesje i komisje. Nie mam na to żadnego wpływu. Można powiedzieć, że taki pracownik jest chroniony immunitetem – mówi pracodawca zatrudniający radnego, chcący zachować anonimowość.

 Jak wybrnąć z trudnej sytuacji? Najuczciwszym rozwiązaniem jest branie przez radnych urlopów wypoczynkowych na czas trwania sesji i komisji. Wówczas samorządowiec będzie miał czyste sumienie i nie narazi się pracodawcy. Jeśli radny nie bierze urlopu na czas trwania sesji, to powinien tracić wynagrodzenie za czas nieobecności w pracy, ponieważ za czas niewykonywanej pracy radnemu przysługuje dieta, która wielokrotnie przewyższa utracony zarobek. W niektórych przypadkach dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy pracownik pobiera wynagrodzenie za niewykonaną pracę i równocześnie dietę stanowiąca rekompensatę za utracony zarobek. O opinię w tej sprawie poprosiliśmy samych zainteresowanych.

 – Na czas trwania sesji i komisji biorę urlop. W przypadku sesji jest to cały dzień, a w przypadku komisji połowa dnia. Można to łatwo sprawdzić u mojego pracodawcy. Branie urlopów jest najlepszym i najuczciwszym rozwiązaniem wobec wyborców – mówi Adam Gumiński, przewodniczący komisji rewizyjnej Rady Powiatu.

W podobny sposób postępuje Jarosław Dera - podwładny burmistrza Stupałkowskiego zasiadający w tej samej radzie. W wyjątkowej sytuacji znajduje się starosta Henryk Pawlina, który jest jednocześnie radnym i przewodniczącym zarządu powiatu. Sprawuje trzy kluczowe funkcje, ale czyni to nie łamiąc litery prawa, ponieważ nie pobiera diety z tytułu uczestnictwa w sesjach. Roczne wynagrodzenie, przekraczające 100 tysięcy złotych, pozwala mu przymknąć oko na brak hojności ustawodawcy.

– Moje obowiązki radnego i starosty są ściśle powiązane, dlatego nie biorę urlopu, gdy uczestniczę w obradach – komentuje całą sprawę najważniejszy samorządowiec.

Prawa i granic przyzwoitości nie przekroczył również Tomasz Cyganek. Przewodniczący Rady Miejskiej w Sępólnie pracuje jako nauczyciel w miejscowym liceum, a obowiązki radnego wykonuje poza godzinami pracy. Pozwala mu na to nauczycielskie pensum wynoszące 18 godzin tygodniowo.

– Mamy tak skonstruowany plan, że w czwartki, gdy odbywają się sesje, pan Cyganek nie jest obciążony obowiązkami służbowymi, ponieważ nie ma lekcji – wyjaśnia Włodzimierz Stawisiński, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego w Sępólnie. – Wszystko, co robię na rzecz Rady Miejskiej, wykonuję po godzinach. W moim zawodzie nie jest to trudne – wyjaśnia sam zainteresowany.


Jak oszczędzać?

Koszty funkcjonowania poszczególnych samorządów są zbyt wysokie. Jak zatem znaleźć oszczędności i minimalizować koszty? W pierwszej kolejności należałoby zacząć od rezygnacji z diet lub ustalenia ich wysokości na poziomie minimalnym lub symbolicznym. Wtedy kandydatami na radnych byłyby osoby zaangażowane w pracę społeczną. Można również organizować sesje i posiedzenia komisji w czasie wolnym od pracy, co rozwiązałoby problem kolidowania zajęcia zarobkowego z wykonywaniem mandatu.

 – To nie jest głupi pomysł, warto go rozważyć. Może wówczas wszystko przebiegałoby sprawniej – komentuje pomysł Henryk Dąbrowski.

Opinię przewodniczącego Rady Powiatu podziela Józef Kujawiak: – Dla mnie nie ma żadnego znaczenia, kiedy będą odbywały się obrady. Posiedzenia komisji mogą być organizowane poza godzinami pracy. Z sesjami jest trochę trudniej, bowiem są one znacznie dłuższe niż posiedzenia komisji. Warto to rozważyć, ale ta decyzja musi być podjęta wspólnie – mówi przewodniczący Rady Miejskiej w Więcborku.

Do najważniejszych kompetencji przewodniczących należy organizowanie pracy rady. To oni muszą wysuwać nowatorskie rozwiązania skutkujące zmniejszaniem wydatków. Za takie postępowanie można liczyć na najwyższą nagrodę, jaką jest szacunek społeczny. Incydentalne przypadki dowodzą, że radni nie kierują się wyłącznie pragnieniem łatwego zysku i dodatkowego zarobku. Więcborski radny Stanisław Piłka, który nigdy nie poszukiwał rozgłosu i poklasku, przez wiele miesięcy przekazywał swoją dietę na cele charytatywne. Pieniądze, które powinien dostawać, trafiały na konto domu dziecka. Niestety, takich przykładów na terenie powiatu jest zdecydowanie zbyt mało. Wśród radnych reprezentujących nasze interesy są za to tacy, którzy głośno wyrażali swoje niezadowolenie z powodu zbyt niskiej diety, jaką otrzymywali.

– Taka kwota nie rekompensuje strat, jakie poniosłem z powodu nieobecności w pracy – mówił podczas jednej z sesji Rady Miejskiej w Więcborku miejscowy radny. Było to oczywistą nieprawdą i dowodem na to, że to zajęcie jest traktowane jako dodatkowe źródło dochodu.

Nie wiedzieć czemu zagadnienia związane z finansami są dla radnych krępujące. Wystarczy spojrzeć na najlepiej sytuowanych członków Rady Powiatu. Trio lekarzy: Oskar Pasternacki, Bogusław Delikat, i Tomasz Mesjasz nie chce dalej brnąć w politykę, ponieważ muszą upubliczniać swoje dochody w oświadczeniach majątkowych. Faktem jest, że jedna kadencja pozwala każdemu radnemu zarobić na przyzwoity samochód. Dlatego zarobkowe traktowanie tego zajęcia jest niezaprzeczalne.


Uczciwość? Niekoniecznie!

Radni, gdziekolwiek by to było, dzielą się na uczciwych i nieuczciwych, a nawet gorzej. Ich kontakty z wyborcami ograniczają się często tylko do przedwyborczych harców. W drodze po nowy samochód, przeplatanej kilkoma mało znaczącymi interpelacjami i maszynowym głosowaniem „kołalicyjnym”, głównie w interesie grupy trzymającej władzę, wiedzą kogo odwiedzić, z kim pogadać. Później jest z tym znacznie gorzej. Obserwując niektórych radnych podczas ich „zajęć świetlicowych”, poraża głęboka niekompetencja i lenistwo. Stąd też apel do wyborców: nie głosujcie ciągle na tych samych ludzi tylko dlatego, że pijecie z nimi specjala w sklepie, są waszymi krewnymi, przełożonymi czy sąsiadami. Od radnego, ale też od wyborcy trzeba wymagać coraz większego zaangażowania w sprawy lokalne. Od radnego, ale też wyborcy zależy to, czy nasze ulice, osiedla, przybytki kultury i sportu będą piękniały, czy pieniądze publiczne, a więc nasze rosnące podatki, będą trwonione choćby na bzdurną ścieżkę rowerową w momencie, gdy osiedla toną w błocie i ciemnościach! Mamy nadzieję, że te bzdury nakręcane przez niezbyt zrównoważonych europejskich urzędasów będą eliminowane przez coraz bardziej rozsądnych radnych.


A miała być demokracja

Demokracja, a więc i samorządność tak się jakoś niepostrzeżenie rozwinęła, że już na najniższym szczeblu jednostka ma władzę niemal absolutną. Kilkunastu radnych w konfrontacji z burmistrzem nie ma najmniejszych szans. Najwyżej nie podniosą ręki za kolejnym niesłusznym zwiększeniem i tak ogromnej pensji, bądź w przypadku głosowania nad corocznym absolutorium, zjednoczeni z jego klakierami powiedzą „nie”. Ale są to przypadki bardzo odosobnione, bo zazwyczaj burmistrzowie, wójtowie i prezydenci trzymają rękę na pulsie. Czynią to tak przebiegle, że nawet najwięksi adwersarze biegną po głosowaniu z kwiatkami, kupionymi oczywiście za publiczne pieniądze.

Niektórzy radni są bardzo sprytni. Najciekawsza jest dla nich sesja, podczas której następują podziały na role. Walczą o uczestnictwo i przewodniczenie komisji jak lwy. Niektórzy potrafią być omnibusami i z rozkoszą zasiadają w kilku komisjach, inkasując odpowiednie pieniądze.

– Ja czegoś tu nie rozumiem – powtarzał ciągle jeden z sępoleńskich radnych. Rolnik ten zasiadał w komisji oświaty i nie radził sobie z pojęciem „pensum”, chcąc zmusić nauczycieli do zwielokrotnionego wysiłku bez wakacji. Nieco mniej jaskrawe przypadki można mnożyć bez liku. Niekompetentna aktywność jest równie uciążliwa jak bierność, a to już bardzo poważny problem. Problemem, bodaj największym, jest ilość radnych, która w żaden sposób nie podnosi jakości. W Nowym Jorku liczącym 11 milionów mieszkańców najróżniejszych nacji i kultur, rada miejska składa się z 51 radnych. W 40-tysięcznym powiecie sępoleńskim radnych jest łącznie aż 77, do tego burmistrzowie (w Sępólnie nawet zastępca), wójt i starostowie. Ameryka składa się z 50 równoprawnych stanów z ponad 310-milionową ludnością, którą reprezentuje, podobnie jak w Polsce, 100 senatorów i 435 członków Izby Reprezentantów (posłów). Wnioski? Niech każdy z nas wyciągnie je sam.


A może tak po godzinach?

Wychodzimy dzisiaj z pomysłem, by sesje poszczególnych rad, a co najważniejsze, posiedzenia komisji odbywały się po godzinach pracy i w dni wolne, na przykład w niedziele zaraz po sumie. Co to da? Przede wszystkim ograniczy kompletnie bezsensowne gadulstwo. Jest pewne, że ciągnące się posiedzenia komisji i sesje nabiorą właściwego tempa, a radni skupią się na istotnych problemach swoich okręgów. Jest wielkie prawdopodobieństwo, że praca pod takim rygorem skupi w gremiach radnych ludzi rzeczywiście oddanych pracy społecznej, a przede wszystkim mających koncepcje i jasne spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Zachęcamy przyszłych, szkoda, że w większości tych samych, radnych do głębokich przemyśleń. Bo, jak powszechnie wiadomo, myślenie nie boli!


Kłopoty z listami

Radnych nie sieją, sami się rodzą? Nieprawda. Komitety wyborcze sterowane głównie przez aktualnych włodarzy bądź odsuniętych, ale rządnych powrotu mają coraz większe kłopoty z kompletowaniem list. Totalna i chamska nagonka na PiS Tuska i jego kolesiów, wspierana wyraźnie podporządkowanymi mediami, a zakończona zbrodnią, zrobiła swoje. Sympatycy tej partii nie chcą się angażować w życie publiczne w obawie przed, w najlepszym przypadku, drwinami. Bardzo wartościowi ludzie zrezygnowali z kandydowania. Skorzystała na tym, co było do przewidzenia, Platforma Obywatelska. Jej szeregi zasiliło wielu różnie odbieranych kandydatów. W ich poszukiwanie i namawianie zaangażowała się para Dariusz Krakowiak i Iwona Kozłowska. Podobno robili to w godzinach pracy. Ludzie PO mają to do siebie, że najpierw lgną do władzy, potem łatwo, nawet podstępnie zdobywają intratne stołki, a następnie budują struktury partii żywicielki. Obrzydliwa zagrywka starosty Henryka Pawliny z Iwoną Kozłowską jest najlepszym przykładem, cośmy w Polsce powiatowej osiągnęli przez ostatnie 20 lat. No tak, ale nikt ani Pawliny, ani tym bardziej Kozłowskiej nie pamięta z szeregów ludzi brzydzących się takim postępowaniem. A to czystej wody wzór zachowań obowiązujący przed laty. Podobnie postępowali zwłaszcza sępoleńscy kacykowie, znacznie dzisiaj postarzali. A było ich naprawdę zatrzęsienie.

O absurdalnych czasami oświadczeniach majątkowych niektórych rajców dzisiaj nie wspominamy. Tego nasze skołatane serca mogą nie zdzierżyć.


Giuliani wzorem?

Na koniec jeszcze raz przywołamy Nowy Jork. Tym wielkim miastem nie rządzi żadna nieudolna prezydent Gronkiewicz-Waltz, tylko także zwykły burmistrz. Od niedawna jest nim Michael Bloomberg, który zastąpił słynnego, acz kontrowersyjnego Rudolpha Giulianiego. Rudi ustąpił m.in. w związku z głośnym romansem z pielęgniarką, o czym jego żona dowiedziała się z telewizji i natychmiast wyrzuciła go z domu. Giuliani pozostał do dzisiaj z pielęgniarką, ale nade wszystko oszczędził miastu dalszych skandali i z kulturą opuścił gabinet. Czy jest się na kim wzorować? Romansów z wykorzystaniem władzy lepiej unikać, lecz gdyby się już zdarzył, to Guliani powinien być wzorem.

 

Artykuł wyświetlono 602 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Informacje o gazecie
Nazwa
Wiadomości Krajeńskie
Wydawca
WK Sp. z o.o.
Rok założenia
Zasięg
Nakład
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Koniec z opłatą za posiadanie psa! Co piaty wągrowczanin migał się...
- Samo więzienie to nie więzienie. Gorsze jest to, że człowiek nie...
Jest piątek, 12 czerwca 2009 roku, godzina 11.00. Karolina* (21...
Najczęściej komentowane
Na blisko milion złotych wycenili biegli majątek ruchomy...
Prokuratura i policja bada przyczyny niedzielnej tragedii, do...
Rodzice uczniów szkoły podstawowej mają konflikt z nauczycielem...
W Trzebnicy odbył się Maraton Rowerowy Żądło Szerszenia. W sumie z...
Bezpańskie psy opuszczą wrzesińskie przytulisko i pojadą do nowego...
Najwyżej oceniane
Żyje w spartańskich warunkach. Za potrzebą musi chodzić do...
Mimo tego, że 2 października 2010 roku zamknięto w Polsce wszystkie...
- Byliśmy już wszędzie po prośbie, ale znikąd pomocy. Wodę mam stoi...
Wągrowiecka policja ramię w ramię z trzcianecką prokuraturą strzela...
Odwrotu już nie ma. W poniedziałek Grupa 3J rozpoczyna budowę...