Pobierz widget

WĄGROWIEC - Soul side story, czyli opowieść o miłości

Jerzy Mianowski, 08 luty 2012, 13:50
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Mało kto ze starszych wągrowieckich fanów rocka pamięta, że historia największej miłości Tomasza Budzyńskiego rozpoczęła się w grodzie nad Wełną i Nielbą, latem 1991 roku.
WĄGROWIEC - Soul side story, czyli opowieść o miłości

Soul Budzyński Foto: Jerzy Mianowski

"Wystąpiliśmy na trzydniowym festiwalu muzyki niezależnej "Eko Czad" w Wągrowcu, który organizował niejaki Piszpunt, późniejszy radny w tym mieście. na tym właśnie festiwalu przebywała również Natalia (...)

 

Co noc myślę o Natalii

W ciągu dnia spacerowała ze swoimi znajomymi z UAM-u (...) wokół jeziora, piła lokalne piwo i dużo się śmiała. Cały Wągrowiec był opanowany przez załogi: punków, w skórach i glanach oraz hardcorowców w kangurkach i i trampkach. Ci drudzy gardzili tymi pierwszymi. Co rusz wpadano na interesujące pomysły - typu uwolnienie świń z miejscowej rzeźni. Wraz z poznańską załoga zgromadzoną wokół zespołu Apatia, Natalia nocowała w hotelu przy rynku,który miał zostać sprywatyzowany, ale póki co przypominał squat. ale ja nie wiedziałem tego. Co noc tylko śniłem o niej" - wspomina w swojej książce "Soul side story" Tomasz Budzyński.Ten wągrowiecki fragment przytoczył zebranym Sebastian Chosiński, który w tamtym okresie czasu współpracował z Głosem Wągrowieckim.

 

Jeśli nie literatura, to co?

Książka to niezwykła, ale nie w kategorii kulturowego zjawiska. Na pewno nie jest literackim dziełem, aczkolwiek autor ociera się o literaturę. Mowa trawa może w niej nie dominuje, ale razi niepoprawną polszczyzną, językowymi nieporadnościami, naiwnymi anegdotami. Jednak czyta się ją z zapartym tchem. Nie jestem taki stary, jak mam napisane w dowodzie osobistym, ale w miarę dobrze pamiętam wągrowiecki Eko Czad i jego plon, o którym przez kilka lat dyskutowano, ale nie udało się tego festiwalu reaktywować.

Autor przyznaje się, że przed przystąpieniem do pisania książki zapuścił brodę. "Pisarz bez brody jest niepoważny, a jego książka nieistotna. Broda dodaje majestatu jego słowom i podkreśla ich ważność. Nie jestem pisarzem, ale postanowiłem chociaż wyglądać jak pisarz" - wyznał w przedmowie, dobitnie określając stosunek do książki.

Jeśli ta pozycja nie mieści się w kanonie klasycznej literatury, to czym jest? Dokumentem ? Tak! Autobiografią? Tak! Historią? Tak, ale duszy Tomka Budzyńskiego, a także polskiego rocka lat 80 - tych i 90 - tych. Niewątpliwie Budzyński przeszedł do historii rodzimego rocka za sprawa Siekiery i Armii, w których to kapelach występował jako charyzmatyczny solista.

 

Od malarstwa wszystko sie zaczęło 

Jednak nie muzyka grała w jego artystycznej duszy. Z wykształcenia jest malarzem, ukończył Liceum Plastyczne w Nałęczowie.

- Wpierw byłem, jestem i będę malarzem, i wszystko co robię jest pokłosiem uprawiania malarstwa - stwierdził ku zdziwieniu fanów rockowej muzyki obecnych na spotkaniu z nim w Miejskim Domu Kultury, w który wystawił swoje prace. Dla nich, dla mnie również, Budzyński zawsze będzie się jednak kojarzył z legendarnymi już Siekierą i Armią.

Tomasz zdążył już wprawić w podziw, żeby tyko to, krytyków sztuki, tudzież muzyki i literatury oraz rzesze młodych ludzi. Ten 50 - letni artysta żadnej muzie nie przepuścił.

Nie tylko uważa siebie za malarza i wokalistę, ale też za; kompozytora, a nawet poetą. W jedną i drugą rolę wcielił się na tyle skutecznie, że na pewno śladów pozostawionych po jego piórze nie da się wytrzeć. Mało tego, Budzyński jest autorem muzyki do spektaklu według Stanisława Ignacego Witkiewicza "Iuvenilium Permanens"wystawionego przez Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. W 2011 r. współreżyserował dokumentalny film "Podróż na Wschód".

 

Anielo, mój aniele

Te artystyczne działania Tomka nie dorównują jednej, jedynej miłości do żony Natalii, którą poznał w Wągrowcu podczas "Eko Czadu".

- Już pięć razy zakochiwałem się w żonie i nie mogę się odkochać - mówi o Natalii, z którą ma dwójkę fantastycznych dzieci. Trudno mu było przypomnieć sobie do jakich chodzą klas, ale wie, że się uczą, a przede wszystkim sekundują mu w jego malarskich peregrynacjach w pokoju córki.

Jeszcze jedna namiętność tkwi w Budzyńskim: śp. babcia Aniela. U niej spędzał dzieciństwo, chodził do kościoła i grał w karty.

- Karciana gra jest lepsza aniżeli komputer. W karty grają ludzie, rozmawiają ze sobą, popijają kawkę i winko, i są razem - spuentował zalety takiego spędzania czasu. Nadal ceni sobie tę formę rozrywki i przedkłada ją nad przesiadywanie przy niemym komputerze. 

Artykuł wyświetlono 175 razy
Mapa
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Informacje o gazecie
Nazwa
Głos Wągrowiecki
Wydawca
Wągrowiecka Oficyna Wydawnicza sp. z o.o.
Rok założenia
1990
Zasięg
powiat wągrowiecki
Nakład
4550
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Koniec z opłatą za posiadanie psa! Co piaty wągrowczanin migał się...
- Samo więzienie to nie więzienie. Gorsze jest to, że człowiek nie...
Jest piątek, 12 czerwca 2009 roku, godzina 11.00. Karolina* (21...
Najczęściej komentowane
Na blisko milion złotych wycenili biegli majątek ruchomy...
W Trzebnicy odbył się Maraton Rowerowy Żądło Szerszenia. W sumie z...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Prokuratura i policja bada przyczyny niedzielnej tragedii, do...
Rodzice uczniów szkoły podstawowej mają konflikt z nauczycielem...
Najwyżej oceniane
Ponad 50 młodych tancerzy wzięło udział w warsztatach tanecznych,...
Adam Ulbrych przez dziesięć lat mieszkał i pracował w Niemczech. Po...
To co jednym samorządom się opłaca innym już niekoniecznie. Budowa...
Mamy za sobą kolejną kampanię wyborczą. Brzydką kampanię, ze...
Choć przewód sądowy został zamknięty, a prokurator i obrońca...