To jest przykre, ale jeśli ten podpalacz posunął się już do podpalenia stodoły, to obawiam się że jest zdolny do spowodowania jeszcze większej tragedii. W ubiegłym roku w gazecie lokalnej z mojej okolicy również pisano o podpalaczu w małej wiosce, który przez dłuższy czas ją terroryzował, palił głównie stogi, stodoły i zabudowania gospodarcze, ludzie w obawie o swój dorobek życia prowadzili nasilone patrole nocne, dzięki czemu udało im się nawet uratować jeden ze stogów, dzięki natychmiastowemu dostrzeżeniu zarzewia ognia i jego ugaszeniu. Tamtejsi mieszkańcy także mieli swoje podejrzenia co do piromana i z tego co mi wiadomo okazały się one trafne. Podpalaczem okazał się bodajże jeden z mieszkańców wioski, który w dodatku (co chyba najsmutniejsze) był w miejscowej O.S.P. i sumiennie z poświęceniem za każdym razem pomagał gasić pożary. Całe szczęście policja go zatrzymała i się przyznał. Kolejnym przykładem może być podpalacz z miasteczka znacznie bliżej położonego obok mojej miejscowości, który głównie podpalał lasy i nieużytki, chociaż na koniec i tak podpalił jakieś stodoły chyba po byłym PGR albo SKR. Niestety piromanem znów okazał się strażak ochotnik z tamtejszej O.S.P. Czy to nie dziwne?? Prawie za każdym razem, gdy w jakiejś mniejszej miejscowości grasuje podpalacz, okazuje się nim strażak ochotnik. Z całym szacunkiem dla druhów ze Skoroszowa i wszystkich innych jednostek OSP, nie chce was tutaj w żadnym wypadku urazić, tym bardziej, że sam należę do OSP, ale uważam że Policja, czy straż miejska (jeśli oczywiście ma do tego prawo, czego niestety nie jestem pewien, bo się na tym prawie nie znam) powinna sprawdzać karty wyjazdu danej O.S.P., na której terenie podpalenia mają miejsce i brać pod uwagę te osoby, które do pożaru wyjeżdżają za każdym razem lub najczęściej, oraz strażaków młodych stażem (takich, którzy w szeregi OSP wstąpili stosunkowo niedawno), gdyż niestety najczęściej tacy się okazują tymi piromanami, bo przypuszczam, że żaden strażak, doświadczony przez chociaż jeden większy pożar, który widział, czy sam ratował poszkodowanych ludzi, z pewnością nie posunąłby się do niesienia tak wielkiego niebezpieczeństwa, jakim może się okazać choćby najmniejsze podpalenie jakiejś głupiej trawy . Nie mam tu na myśli oczywiście wszystkich młodych strażaków, bo są to ludzie bardzo dobrzy, którzy żyją: Bogu na chwałę, a bliźniemu na ratunek!! jeszcze raz podkreślam NIE CHCĘ NIKOGO URAZIĆ!!! Mam tu na myśli właśnie tego przykładowo jednego na 10 000 strażaków, który może okazać się osobą chorą psychicznie ( bo piromania to właśnie choroba psychiczna), ze względu na którego właśnie Policja, czy straż miejska powinny podjąć takie działania (jakąś obserwację strażaków, ich przesłuchanie, czy jakiekolwiek inne metody, jakie policja może zastosować) Sam jestem w OSP już trochę lat i gdyby (nie daj Boże) w mojej okolicy grasował podpalacz, to również bym wyszedł z taką inicjatywą, choćby mieli mnie i wszystkich moich kolegów druhów przesłuchiwać, czy nie wiadomo jak sprawdzać, to bym się temu absolutnie nie sprzeciwiał, gdyż wiedziałbym, że to wszystko dla dobra mojego, moich bliskich, kolegów, sąsiadów, bo każdy z nas mógłby paść ofiarą takiego psychopaty-podpalacza.A póki co, drodzy mieszkańcy Skoroszowa, musicie się uzbroić w cierpliwość i podjąć wszystkie możliwe działania oraz siły i środki, aby złapać tego świra, tym bardziej jeśli już macie jakieś podejrzenia, to bacznie się przyglądać tej osobie i przede wszystkim powiadomić o waszych przypuszczeniach Policję, gdyż mogą się one okazać bardzo przydatne i trafne( tak jak to w wielu przypadkach bywa, a wynika to właśnie z tego, że w małych miejscowościach ludzie doskonale się znają i wiedzą, kogo mogą o takie rzeczy podejrzewać). Jestem pewien, tak samo jak Wy, że ujęcie tego psychola to kwestia bardzo krótkiego czasu i że stanie się to, zanim on doprowadzi do kolejnego nieszczęścia, bo każdy pożar to nieszczęście. Pozdrawiam i życzę powodzenia
TRZEBNICA - Psychopata podpalił już 30 razy
Skoroszów to spokojna wieś. Jest położona na granicy powiatów: trzebnickiego i milickiego. Mieszka tu niespełna 320 osób. Mogłoby się wydawać, że w tak małej wsi wszyscy się znają, a każdy wiele wie o swoich sąsiadach. Jak się jednak okazuje, od wiosny zeszłego roku, z czteromiesięczną przerwą, wieś jest terroryzowana przez podpalacza.
Najpierw podpalał trawy i las
- Od wiosny zeszłego roku w naszej wsi paliło się już z 30 razy - mówi mieszkaniec Skoroszowa, który ze względu na swoje bezpieczeństwo pragnie zachować anonimowość. - W takiej wiosce jak nasza, średnio w ciągu roku wybuchają trzy pożary. W poprzednich latach bywało tak, że czasem się coś zajęło, bo ktoś wypalał rów i nie zapanował nad ogniem. Ale zawsze było wiadomo, co jest przyczyną pożaru. Nigdy wcześniej nie zdarzało się tak, żeby płonęły zarośla, albo las w kilku miejscach - opowiada skoroszowianin.
Jak mówi nasz rozmówca, pierwsze sygnały, że dzieje się coś dziwnego, pojawiły się wiosną zeszłego roku:
- W tej spokojnej wsi zaczęły się pożary. Najpierw niegroźne. Paliła się sucha trawa, niby nie było w tym nic dziwnego, bo wiosną często trawy są wypalane, ale zastanawiające było to, że pożar był w takim miejscu, że od razu było wiadomo, że ktoś musiał podłożyć ogień specjalnie. Od marca zeszłego roku mieliśmy pożar za pożarem. Zaczęliśmy się bać, bo po kilku pożarach mieliśmy już pewność, że ktoś celowo podkładał ogień. Zdarzało się, że w ciągu jednej nocy paliło się w 2-3 miejscach. Czasem bywało tak, że w środku nocy robił się we wsi ruch, wybiegałem z domu i wraz z kilkoma innymi mężczyznami gasiliśmy ogień. Kiedy uporaliśmy się z jednym pożarem, za parę godzin paliło się na drugim końcu wsi - mówi mężczyzna i dodaje, że bywały noce, kiedy taki ciąg zdarzeń powtarzał się kilkakrotnie. Mieszkańcy wsi zaczęli wpadać w panikę: - Ja sam śpię z gaśnicą przy łóżku, tak na wszelki wypadek. Mam dom, rodzinę, samochód. Po prostu się boję - dodaje mężczyzna.
Doskonale wie co robi - zna się na podpalaniu
Mieszkaniec Skoroszowa, który poprosił nas o pomoc uważa, że ogień podkłada osoba posiadająca wiedzę o gaszeniu pożarów:
- Zawsze uderza tak, żeby skomplikować akcję gaśniczą, a kiedy uporamy się z ogniem, chyba czuje niedosyt, bo za kilka godzin podkłada ogień znowu. Zeszłego lata, kiedy akurat były przez dłuższy czas trzydziestostopniowe upały, a ściółka była przesuszona, podpalacz zadziałał w kilku oddalonych od siebie miejscach. Musiał podkładać ogień w bardzo krótkich odstępach czasu. W dodatku wybrał taki okres, kiedy rośliny były suche i wiał silny wiatr. Wtedy też nie było we wsi prądu i nawet nie mieliśmy jak się wzajemnie zawiadomić o pożarze, żeby go ugasić.
Nasz rozmówca przypuszcza, że piątkowy pożar również był dziełem podpalacza. Po czteromiesięcznej przerwie podpalił stodołę, która znajdowała się w bezpośrednim sąsiedztwie domu mieszkalnego.
-Ten człowiek musiał zdawać sobie sprawę, że przy dwudziestostopniowym mrozie, gaszenie ognia będzie bardzo utrudnione. Wiadomo przecież, że przy takim srogim mrozie będzie problem z wodą. Zresztą okazało się, że hydrant w pobliży płonącej stodoły był zamarznięty i wodę trzeba było czerpać spod remizy OSP - kontynuuje mężczyzna.
Ryszard Zięba, komendant Ochotniczej Straży Pożarnej ze Skoroszowa potwierdza, że akcja gaśnicza była bardzo trudna:
- Przy tak dużym mrozie zamarzały węże, a także ubrania strażaków, które choć trochę zostały zmoczone wodą. Wspólnie z naszą jednostką ogień gasiły dwa zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Trzebnicy, a także OSP z Czeszowa i Szczytkowic - podaje komendant.
Obawy odnośnie wiedzy podpalacza podziela bryg. mgr inż. Marek Nogała, zastępca komendanta Państwowej Straży Pożarnej w Trzebnicy:
- Wydarzenia w Skoroszowie mają znamiona ukierunkowanej działalności ludzkiej - mówi strażak i stwierdza, że osoba, która podkłada ogień zwraca uwagę na utrudnienia, jakie występuje w trakcie akcji gaśniczych. Strażak twierdzi, że działania operacyjne w takiej sytuacji może prowadzić jedynie policja.
Żyją w napięciu
- Jak wyje syrena i wybiegam z domu, zawsze najpierw obracam się za siebie i patrzę, czy to przypadkiem nie pali się mój dom, albo moich bezpośrednich sąsiadów. Mam nadzieję, że policja coś robi i są to działania, o których my po prostu nie wiemy. Przyznam, że jestem zawiedziony tym, jak kiedyś potraktował mnie policjant, który przyjechał na wieś zaraz po pożarze. Proponowałem mu pomoc, chciałem mu wręczyć przygotowaną przeze mnie mapkę, na której zaznaczyłem miejsca, w których podpalacz podkładał ogień, ale funkcjonariusz nie chciał wziąć jej ode mnie. Gros ludzi ma swoje przypuszczenia, no ale wiadomo, nikt nikogo za rękę nie złapał - mówi rozżalony mężczyzna.
Jak twierdzi, podobna sytuacja była jakiś czas temu w Biedaszkowie:
- Mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce i udało się złapać podpalacza. Ale tam o drugiej w nocy na ulicach było jak na deptaku - ludzie wspólnie patrolowali wieś. Aż szkoda słów, żeby opisać ile poszło z dymem do czasu złapania tamtego świra.
Szukają pomocy
- Od marca minionego roku do jesieni co chwilę się gdzieś paliło - potwierdza Anna Maśluk, sołtyska Skoroszowa. - Myśleliśmy, że już będzie spokój, że się te podpalenia skończą, ale to co stało się w nocy z piątku na sobotę, to powrót koszmaru. Jeśli ktoś podpala czyjąś stodołę w środku wsi, w której znajduje się samochód, musi być psychopatą. Cała wieś się boi, jesteśmy przerażeni - dodaje sołtyska i twierdzi, że już kilkakrotnie prosiła o pomocy: - W sprawie tych podpaleń byłam już u burmistrza Długozimy. Rozmawialiśmy ze strażą miejską, funkcjonariusze patrolowali wieś. Przejeżdżali w dzień i w nocy. Dwukrotnie prosiłam również o pomoc policję. Niestety, do tej pory nie złapaliśmy nikogo za rękę, chociaż mamy już pewne podejrzenia. Podpalaczem musi być ktoś ze wsi, po tym jak podpalał las widać, że dobrze zna miejscowość, zna skróty po lesie, które może znać tylko miejscowy - uważa sołtyska.
- Mam żal do policji i do Państwowej Straży Pożarnej. Przecież to nawet laik się domyśli, że te wszystkie pożary to nie przypadek. Nie rozumiem, czy naprawdę musi dojść do tragedii, żeby ktoś zainteresował się tym psychopatą. Chyba lepiej poświecić pracę kilku policjantów, niż za jakiś czas życie ludzi - apeluje rozgoryczony skoroszowianin.
Iwona Mazur, oficer prasowy komendy powiatowej w Trzebnicy mówi, że do policjantów dotarły informacje o dwóch podpaleniach:
- W zeszłym roku, dokładnie 6 lipca, otrzymaliśmy zgłoszenie dotyczące spalenia budynku gospodarczego, a w listopadzie przyjęto zawiadomienie o podpaleniu lasu w Skoroszowie. Łącznie, w ubiegłym roku na terenie gminy Trzebnica przyjęliśmy 7 zawiadomień o pożarach, w tym dwa przypadki podpalenia pojemników na odpady -mówi policjantka.
- W tym roku, 3 lutego, dyżurny JGPSP w Trzebnicy powiadomił dyżurnego policjanta o powstałym z nieustalonej przyczyny pożarze stodoły w miejscowości Skoroszów. Mimo akcji gaśniczej podjętej przez cztery jednostki straży pożarnej, całkowitemu spaleniu uległa stodoła wraz z znajdującym się w niej samochodem osobowym, ford eskort. Pożar nie zagrażał życiu i zdrowiu ludzkiemu - zaznacza Iwona Mazur i dodaje: - Dochodzenie w tej sprawie jest w toku, policjanci wydziału kryminalnego oraz prewencji prowadzą czynności operacyjno-rozpoznawcze. Funkcjonariusze analizują i sprawdzają wszelkie informacje dotyczące wszystkich podpaleń jakie miały miejsce na terenie tej miejscowości, również w ubiegłym roku.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.




