Tą chorobą warto się zarazić!
Julka Maciejewska jest studentką, która dodatkowo udziela lekcji tańca towarzyskiego. Na swoje pierwsze zajęcia poszła razem z koleżanką w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Obie uwielbiały tańczyć, a całe dnie spędzały na wymyślaniu układów. Tańczyły dla rodziców oraz brały udział w szkolnych konkursach typu mini playback show. Julka tańczyła od zawsze, a trzy czwarte jej albumu rodzinnego to mała Julcia tańcząca na ławie w salonie.
Teraz, kiedy jest dorosła, swą pasję przekazuje innym ludziom prowadząc lekcje tańca towarzyskiego. Przed każdymi zajęciami przygotowuje się, wymyśla choreografię, ćwiczenia wzmacniające daną partię mięśni albo konkretne utwory, na podstawie których uczy innych interpretować muzykę w tańcu i wyrażać emocje. Od niej również wymaga to ciągłego uczenia się oraz szukania nowinek w tanecznym światku. Jak mówi: „Moi uczniowie szybko się rozwijają, a ja razem z nimi”. Julka bardzo docenia wszystkie zajęcia, które są dla niej również lekcją interakcji z drugim człowiekiem. Wciąż stawia przed sobą zadania:
jak przekazać swą wiedzę tak, żeby do wszystkich trafiła, jak dotrzeć do kogoś, kto bardzo się wstydzi występować przed innymi, jak wydobyć potencjał, który bywa ukryty pod przykrywką nieśmiałości czy przeciwnie - pychy. Następnie naukę, którą z tego czerpie przekłada na codzienne życie.
Uważa, że przez zarabianie pieniędzy poprzez prowadzenie lekcji tańca nigdy nie zatraci swojej pasji, gdyż cały czas sama musi się uczyć, aby następnie uczyć innych, a to tylko rozbudza jej chęć rozwijania się. Poza tym, kiedy tylko ma czas i gdzie tylko może – tańczy.
- Tylko... – jak żartuje – na tańczenie na ławie w salonie jestem już niestety za duża.
Julka zaczęła tańczyć, gdy moda na taniec nie była rozpowszechniana poprzez media i różnorodne programy taneczne. Co uważa na ten temat, jako tancerka, która nie potrzebowała motywacji medialnej, a taniec od początku był po prostu jej pasją?
Jako nauczycielka tańca z jednej strony bardzo się cieszy, gdyż taniec to wspaniały sport i życiowe doświadczenie, oraz sposób zaktywizowania często leniwej młodzieży.
Uważa, że jeśli moda na taniec, poruszyła kogokolwiek z kanapy przed telewizorem - to już wielki sukces!
Niestety, Julkę denerwuje sprzedawanie tańca i jego skomercjalizowanie. Sądzi, że przez to wiele osób próbuje na tym zarobić krocie otwierając szkoły tańca i żądając horrendalnych sum za zajęcia, a tłumy ludzi się nabierają, chwalą i popisują.
Czy media właśnie to miały na celu? Czy chodziło o zarażenie Polaków tańcem, jako jednej z najpiękniejszych sztuk? Julka twierdzi, że taniec to najpiękniejsze połączenie sportu i sztuki, a nie ciuch, który przestał być modny z przeminięciem sezonu.
Mówi: „Chciałabym, żeby jak najwięcej ludzi tańczyło, bo to zdrowe, przyjemne i pozwala znaleźć w sobie wiele cech, których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy. Ale nie sprzedawajmy go jak modnego gadżetu!”
Z kolei siedemnastoletni Michał Baran swoją przygodę z tańcem rozpoczął dokładnie 14 października 2008 roku w Szkole Tańca i Ruchu „SOUL DANCE”. Ten dzień pamięta bardzo dokładnie, przez stres, jaki mu wtedy towarzyszył. Co tak naprawdę skłoniło go do tego, by zapisać się do szkoły tańca? Cały proces, który popchnął Michała do podjęcia tak śmiałego kroku, był spowodowany jego wielkim podziwem dla ludzi, którzy się tym zajmują. Chciał pokazać, że jego również na cokolwiek stać, i że on również jest czegoś wart.
Michał przyznaje, że jego początki były naprawdę ciężkie. Minęło sporo czasu zanim nauczył się traktować krytykę jako wskazówkę do tego, co musi poprawić. Przyznaje, że dostał jednak niesamowite wsparcie od przyjaciół i rodziny, co bardzo pomogło mu, szczególnie w tych najcięższych momentach. Michał często w trakcie warsztatów tanecznych spotyka tancerzy bardziej doświadczonych od niego, przez co czuje się zaszczycony i niesamowicie szczęśliwy, że może z nimi porozmawiać. Stara się zadać im pytania, które nurtują go od dłuższego czasu – traktuje ich jako wzory do naśladowania. Oni swoją obecnością, choć może nieświadomie, przekazują mu bardzo dużo – uczą go pokory i szacunku do innych ludzi.
Co jest jednak najważniejsze? Biorąc udział w warsztatach prowadzonych przez profesjonalistę, Michał uczy się również, jak sam powinien udzielać lekcji tańca, który w tym momencie jest dla niego wszystkim.
Pasja, sposób na życie, forma zarobku... Jak to pogodzić? Michał osobiście traktuje taniec jako zabawę i pasję oraz uważa, że to czy ktoś robi to, bo to kocha widać już na pierwszy rzut oka. On sam jest dumny z tego, że może zarabiać wykonując coś, co jest jego całym życiem. Nie traktuje tego jako pracy, którą wykonuje wyłącznie dla pieniędzy.
Michał pierwsze kroki ma już za sobą, a jakich rad udziela początkującym?
„Bądźcie wytrwali, traktujcie krytykę jako cenną radę. Nie zrażajcie się, gdy coś wam nie wychodzi. Gdy spotykacie się z docinkami ze strony rówieśników – wiedzcie, że najczęściej jest to spowodowane zazdrością. Zawsze dawajcie z siebie 100 % bez względu na to, czy będziecie tańczyć na światowych scenach czy w teatrzykach” – mówi.
Po przeprowadzeniu rozmowy z ekspertem w dziedzinie tańca towarzyskiego, jednym z jurorów programu „Taniec z gwiazdami”, panem Piotrem Galińskim dowiedziałam się również, jakie dawniej były możliwości rozwoju tanecznego, co daje ludziom program „Taniec z gwiazdami” oraz jak w ogóle postrzegany jest taniec.
Dawniej możliwości rozwoju tanecznego były bardzo zawężone. W Olsztynie, gdzie wychowywał się pan Piotr, istniało kółko baletowe dla małych dziewczynek oraz zespół pieśni i tańca. W latach 70. właśnie to stanowiło pewnego rodzaju „furtkę za żelazną kurtynę”, gdyż uczniowie tych szkół po roku nauki mogli wyjeżdżać na festiwale zagraniczne.
Pan Piotr pasję taneczną poczuł bardzo późno. Realizował swoje zainteresowania artystyczne, było to jednak tylko i wyłącznie udzielanie się, a nie pasja. Pewnego razu na szkolnej dyskotece poczuł jakby „strzelił piorun” i od tego czasu wiedział, że taniec jest tym, co chce robić. Od tego momentu zaczął szukać możliwości rozwoju. W tym samym czasie mama pana Piotra dostała bilety na Turniej Tańca Towarzyskiego, z którego wróciła cała rozpromieniona i zakochana w tej sztuce. W końcu on sam mógł obejrzeć taniec towarzyski i nowoczesny. Kiedy rozpoczął się nabór do Szkoły Tańca, postanowił zaryzykować. Dostał się, jako jeden z niewielu. Tam nie tylko zaczął naukę, ale rozkochał się w tańcu, czego teraz świadkami jesteśmy my sami.
Jak mówi pan Piotr „Całe szczęście, że program „Taniec z gwiazdami” trafił pod nasze strzechy”. Uważa, że program ten uświadomił ludziom, że taniec towarzyski jest sztuką łatwą do przyswojenia. Kiedyś prawdziwym tańcem nazywano balet, a zawód nauczyciela tańca towarzyskiego traktowano pogardliwie. „Taniec z gwiazdami” przywrócił wartość tańca towarzyskiego, pokazał, że jest to piękna sztuka. Przede wszystkim jednak, nie tylko młodzież przychodzi na kursy tańca, ale również ludzie starsi. Wcześniej rodzice zapisywali dzieci do szkół tańca, a sami raz w roku tańczyli „2 na 1” na Sylwestra...
Pan Piotr zachęca: „Niech dorośli zapisują się do szkół tańca i nie wstydzą się tego, gdyż panuje tam świetna zabawa i atmosfera, i w końcu na Sylwestra można zatańczyć też tango”.
Pan Piotr poleca każdemu korzystanie z poszerzonych możliwości rozwoju tanecznego, gdyż dawniej rozwój tańca w Polsce był utrudniony. Uważano bowiem, że jest to wytwór burżuazyjny.
Jeżeli chodzi o taniec towarzyski – to prawdę mówiąc - nie było miejsca, gdzie można było go tańczyć. Ewentualnie dancingi. Młodzież jednak nie była tym zainteresowana. Przykładowo program „Taniec z gwiazdami” narodził się w Wielkiej Brytanii, gdzie każdy dobrze wykształcony człowiek posiada umiejętność tańczenia i bawienia się. Wszyscy się na tym znają, wszyscy tańczą. Pan Piotr cieszy się, że u nas ten program odbudował rolę i wartość sztuki, jaką jest taniec i pokazał, że jest to coś naturalnego. Pokazał, że każdy może tańczyć: kobieta, czy mężczyzna, dwudziesto - czy trzydziestolatek.
Rozmawiając z młodymi tancerzami, a następnie z panem Piotrem Galińskim zauważyłam, że poglądy wszystkich pokrywają się. Odniosłam wrażenie, że pasja, która pojawia się w młodym człowieku i jest przez niego rozwijana, może doprowadzić do wielkich osiągnięć, a nawet kiedy moda przeminie – pozostanie ona na zawsze. Podobnie jak kiedyś pan Piotr młodzi tancerze często nieświadomie stają przed szansą osiągnięcia czegoś wielkiego, gdyż taniec otwiera przed nimi wiele możliwości. Dlatego niezależnie od wieku nie bójmy się zapisywać na kursy tańca, gdyż taniec nie tylko wykształci zgrabną sylwetkę, ale także pozwoli wyrazić nasze uczucia i emocje w piękny i wyjątkowy sposób.
Autorka jest uczennicą I Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Władysława Jagiełły w Dębicy.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


