STRZELCE OPOLSKIE - Wu Li Na czyli Marcelina
Marcelina ma 19 lat, uczy się w klasie maturalnej strzeleckiego Liceum Ogólnokształcącego. Ma umysł ścisły - właśnie przygotowuje się do egzaminów dojrzałości z matematyki i fizyki, jej marzeniem są studia na kierunku budownictwo.
W zeszłym roku kolega usłyszał gdzieś, że w Opolu organizowany jest konkurs wiedzy o Chinach. Nagrodą miał być wyjazd do stolicy Kraju Środka. Pomyślałam, że fajnie byłoby zobaczyć Pekin... i zaczęłam czytać książki o Chinach - opowiada Marcelina Wróbel.
W zeszłorocznym, pierwszym w historii konkursie, Marcelina zajęła drugie miejsce.
- Brakowało mi dwóch punktów do wyniku zwycięzcy... - opowiada. - W nagrodę dostałam kurs języka chińskiego. Jeździłam na zajęcia do Opola, na politechnikę. To trudny język, zupełnie nie podobny do naszego, choć słowo "mama" brzmi dokładnie tak samo. Opanowałam już podstawowe zwroty, jestem w stanie się przedstawić, spytać o drogę, liczyć. Chińska gramatyka jest prosta, nie ma ogóle przypadków czy odmian. Za to wymowa... zamiast akcentu są tony. W zależności od tonu wyraz będzie brzmiał inaczej, może też zmienić znaczenie. Poza tym różnice kulturowe są ogromne, a one wpływają na język. Słowo "babcia", ale od strony mamy, wymawiamy inaczej i od strony taty - inaczej. Inne są słowa na określenie kuzyna od strony mamy młodszego ode mnie, a inne na starszego ode mnie. Poza tym powiązania między słowami... Mówiąc o jednej z czterech stron świata Chińczyk powiąże ją od razu z odpowiednią porą roku, smakiem, kolorem, potrawą...
W czasie zajęć z języka chińskiego Marcelina dowiadywała się wiele o samym kraju, zwyczajach i historii.
- W Chinach funkcjonuje tylko około 400 nazwisk. A ludzi jest ponad 1,3 miliarda - snuje opowieść Marcelina. - Za to każdy np. o nazwisku Wang ma inne imię. Imiona mają swoje znaczenie. Moja nauczycielka nazywa się Mały Bambusik. Często, gdy rodzą się bliźniaki, jedno z nich dostaje imię z przydomkiem "mały", np. Mała Chmurka. Wtedy drugie będzie się nazywać Duża Chmurka.
W tym roku, w styczniu, odbyła się druga edycja konkursu wiedzy o Chinach.
- Akurat dzień po mojej studniówce - śmieje się Marcelina. - Bawiłam się do 6. rano, a trzy godziny później byłam na konkursie w Opolu. Mieliśmy do pokonania dwa etapy. Test wyboru, składający się ze stu pytań. Zakres wymaganej wiedzy był bardzo szeroki - od historii (np. kto założył dynastię Ming?), przez geografię (jakie miasto jest najbardziej wysunięte na północ?), po kulturę (co przyśniło się matce Konfucjusza w proroczym śnie?) i wydarzenia współczesne (wymień pięciu ostatnich przewodniczących Komunistycznej Partii Chin). Poza tym mieliśmy napisać rozprawkę. Wcześniej podano pięć możliwych tematów, w czasie konkursu wylosowano jeden: "Ósmy cud pierwszego cesarza Chin". Brzmi to strasznie, ale chodzi o terakotową armię. Figury ponad ośmiu tysięcy wojowników naturalnej wielkości odkopano przypadkowo - natrafili na nie trzej chłopcy w 1974 roku podczas kopania studni. Figury strzegą grobowca pierwszego chińskiego cesarza Qin Shi i pochodzą z trzeciego wieku przed naszą erą.
Po sprawdzeniu testów i rozprawki okazało się, że Marcelina pobiła wszystkich uczestników konkursu - była najlepsza. W nagrodę pojedzie na tydzień do Pekinu.
- Termin jeszcze nie jest ustalony, musimy go zgrać z datami egzaminów, które mnie czekają - mówi.
Do Pekinu, czyli po chińsku Bej Jing, poleci z jednym z rodziców. Zresztą cała rodzina wspierała Marcelinę w przygotowaniach do konkursu.
- Ona jak już się do czegoś weźmie, to nie odpuści - mówi Marcin Wróbel, ojciec Marceliny. - Jest konsekwentna. Jak wymyśliła, że będzie się uczyć o Chinach, to wiedzieliśmy, że dopnie swego.
- Gdy rozpocznę studia, chcę kontynuować naukę chińskiego - zapewnia Marcelina. - Kto wie, może kiedyś wrócę do Pekinu, nie jako turysta, ale będę tam pracować... Na razie cieszę się na myśl o czekającej mnie podróży. Chcę zobaczyć Wielki Mur, napić się zielonej herbaty i zjeść prawdziwą chińszczyznę.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


