STRZELCE OPOLSKIE - Samowolka drogowców
- Nikt nie pytał mnie o zgodę na wjechanie ciężkim sprzętem na moje pole, na kopanie na nim rowu ani składowanie ziemi i kamieni - denerwuje się rolnik. - Dwa tygodnie temu chciałem wysiać pszenżyto, a tu na moim polu, tuż przy drodze, kopią rów. Wszystko, co wykopią, wyrzucają na hałdy... też na moim polu. Nie mogłem skończyć siać, bo jeździli mi tam koparkami. Poszedłem do robotników i pytam, o co w tym chodzi. Mówią, że kopią rów, ale że to robota na jeden dzień i wszystko po sobie posprzątają. Skoro posprzątają, to nie ma sprawy, zgodziłem się, żeby kopali. Przyjeżdżam kilka dni później, a ziemia dalej leży jak leżała. Idę do nich znowu. Tym razem rozmawiałem z jakąś panią kierownik. Powiedziała mi, że rów kopią, bo przy drodze mają 5 metrów pasa drogowego. Jakie pięć metrów? Kopią na moim polu! Gdy kupowałem tę ziemię od gminy, wyznaczono granice i wkopano kamienie graniczne. Teraz te kamienie są wyrwane z ziemi, leżą na pryzmach. Zapewnili mnie, że wszystko będzie cacy. Jeszcze raz się zgodziłem. I żałuję, bo nie tylko, że nie sprzątnęli, to jeszcze nawieźli nowe hałdy, nie tylko ziemi, ale też drobnego kamienia. Od tygodnia nie mogę skończyć siać, bo część pola mam rozjechaną przez maszyny i zawaloną piachem, kamieniami i ziemią. Co to za zwyczaje, że na moją własność ktoś bez pytania wjeżdża i robi sobie co chce? Ponad hektar pola mam wyłączony z użytkowania. Nawet jeśli wywiozą te kupy ziemi, to kto usunie wszystkie kamienie, jakie tam zostaną? Nikt mnie nie pytał o pozwolenie.
- Po zapoznaniu się z materiałem zdjęciowym, nasze stanowisko jest takie, że właściciel pola ma słuszne pretensje do wykonawcy i wcale się temu nie dziwimy, bo faktycznie pracownicy weszli ze swoimi robotami na jego pole - mówi Michał Wandrasz, rzecznik opolskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która zleciła wykonanie remontu ulicy Toszeckiej i budowę rodna. - Pomimo że wykonawca twierdzi, że swoje prace w sąsiedztwie pola pana Gruszki wykonywał, gdy nie były tam już prowadzone żadne prace polowe, firma otrzymała od nas (GDDKiA) polecenie usunięcia ziemi i niezwłoczne posprzątanie. Gospodarzem terenu na czas trwania przebudowy jest wykonawca, ale mam nadzieję, że rolnik dojdzie z nim do zgody. My, jako inwestor, poprosiliśmy wykonawcę pracującego na naszą rzecz, by nieporozumienia zostały wyjaśnione. Mamy nadzieję, że tak się stanie, a ze swojej strony możemy jedynie przeprosić za uciążliwość. Z kolei, rów na wysokości tego pola został wykonany zgodnie z projektem i w pasie drogowym (informacja od wykonawcy na podstawie pomiarów geodezyjnych). Według zapewnień, kamienie graniczne nie zostały wykopane. Być może ktoś pomylił duże kostki bazaltowe z kamieniami granicznymi, bo one faktycznie są podobne.
Firma miała posprzątać pole i faktycznie to zrobiła. Jednak z wjeżdżania na teren Krystiana Gruszki nie zrezygnowała.
Norbert Gruszka, kierownik budowy (zbieżność nazwisk przypadkowa, panowie nie są rodziną), twierdzi, że podwykonawca miał ustną zgodę rolnika na wjeżdżanie parę metrów wgłąb pola.
- Prace w tym miejscu kończymy, wszystko jest posprzątane, nawet część tego pola, z którego korzystaliśmy, rozpulchnimy, żeby było łatwiej je uprawić - zapewnia kierownik.
Szkoda, że wykonawca nie miał tyle przyzwoitości, by powiedzieć "przepraszam". Za to Krystian Gruszka ma pełne prawo żądać od firmy odszkodowania, za naruszenie prawa własności i uniemożliwienie prowadzenia prac rolnych. Może to nauczyłoby drogowców nie wchodzić na prywatne grunty bez wiedzy i zgody właściciela.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


