Pobierz widget

Spokojny sen eksportera

02 październik 2009, 20:47
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Gdyby w Polsce miało obowiązywać euro, to według jakiego kursu powinno się przeliczać złotówkę na wspólną walutę?
Spokojny sen eksportera

To pytanie dużego kalibru nie jestem pewien, czy powinno być skierowane akurat do mnie. Firmy zrzeszone w naszym Klubie przeszły ostrą lekcję walutową w 2008 i w 2009 r. W 2008 r. był taki moment, gdy euro wymienialiśmy po 3,08 zł. W 2009 r. za to samo euro płaciliśmy ponad 4,8 zł. Proszę zobaczyć, jaki dystans musiała pokonać nasza waluta. Proszę też sobie wyobrazić, jak trudno prowadzić biznes w sytuacji tak wielkiego rozchwiania walutowego.

Najpierw eksporterzy z trudem wiązali koniec z końcem, później importerzy?

Z punktu widzenia Kowalskiego tanie euro to tanie wyjazdy zagraniczne, tańsze zakupy różnych towarów. Ale z naszego – eksporterów – punktu widzenia umacnianie się złotówki rodziło ogromne problemy. Po prostu za tę samą partię towarów otrzymywaliśmy coraz mniej złotówek potrzebnych na opłacenie pracowników, pokrycie kosztów stałych itp. Na przykład fabryki mebli zlokalizowane na Warmii i Mazurach nie wytrzymały umacniania się złotówki i wiele z nich upadło. Za nimi poszły na dno zakłady przerabiające drewno. Oczywiście zakłady meblarskie, widząc, co się dzieje, przerzucały produkcję na rynek wewnętrzny, jednak nie był on w stanie wchłonąć nadwyżek. Zbyt tanie euro jest dla gospodarki równie groźne jak jego wygórowany kurs. Gdy sytuacja się odwróciła, tj. euro szło w górę i dochody z eksportu rosły, okazało się, że wiele z tych zakładów nie doczekało poprawy opłacalności produkcji.

Gdyby polska gospodarka należała do strefy euro, byłoby łatwiej prowadzić biznes?

Zdecydowanie tak. Z punktu widzenia eksporterów byłaby to wymarzona sytuacja: łatwe i proste rozliczenie zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym, zero ryzyka kursowego, brak kosztów transakcyjnych, mniej biurokracji, łatwiejsza księgowość – słowem znacznie niższe koszty. Bylibyśmy bardziej konkurencyjni na obcych rynkach, no i mielibyśmy spokojny sen. Nie musielibyśmy wchodzić w tzw. opcje, które z czasem spowodowały wiele zła w polskiej gospodarce. Pytał pan, po jakim kursie wprowadzać euro? Tego nie wiem, ale z naszego punktu widzenia byłoby dobrze, aby kurs był w miarę zaokrąglony, np. 3,5 zł czy 4 zł. Wszelkie ułamkowe kwoty utrudnią przeliczenia, zwłaszcza gdy będą to np. trzy miejsca po przecinku. Konsumenci będą musieli używać specjalnych kalkulatorów, a biznes programów komputerowych. Im prościej, tym lepiej.

Wspomniał Pan o opcjach walutowych. Przedsiębiorcy w ten sposób bronili się przed zmianami kursowymi?

Większość tak. Zawierali umowy z bankami, w czasie gdy kurs euro był niski, na poziomie 3,2 zł, a teraz przekracza 4 zł. Po roku otrzymują zapłatę za wyeksportowane wyroby nie na poziomie obecnego kursu, lecz tego sprzed roku i z tego powodu ciągle mają problemy finansowe. Gdyby rozliczenia były prowadzone w euro, nie byłoby dzisiaj tych problemów.
Artykuł wyświetlono 872 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Koniec z opłatą za posiadanie psa! Co piaty wągrowczanin migał się...
- Samo więzienie to nie więzienie. Gorsze jest to, że człowiek nie...
Jest piątek, 12 czerwca 2009 roku, godzina 11.00. Karolina* (21...
Najczęściej komentowane
Na blisko milion złotych wycenili biegli majątek ruchomy...
W Trzebnicy odbył się Maraton Rowerowy Żądło Szerszenia. W sumie z...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Prokuratura i policja bada przyczyny niedzielnej tragedii, do...
Rodzice uczniów szkoły podstawowej mają konflikt z nauczycielem...
Najwyżej oceniane
O bitwie benickiej pisaliśmy od zarania Rzeczy Krotoszyńskiej, bo...
Na kutnowskich Azorach i Majdanach wrze jak w ulu. Wszystko za...
Gwiazdy polskiego sportu zarabiają w euro i bardzo to sobie chwalą...
Tylko do 21 października (piątek) 2011, do północy czekamy na...
Łowicki fotografik Jerzy Borecki w gorącym okresie przedwyborczym...