SOKOLNIKI - Ksiądz na dywaniku
Mieszkaniec Gałęzewic przez ponad rok przymykał oczy na częste kontakty swojej żony z proboszczem. W końcu nie wytrzymał. Odszedł od kobiety, a księdzu zwyczajnie przylał. – Dopadłem go, kiedy siedział w samochodzie. Chciałem go wywlec, ale był przypięty pasami. Nie pamiętam dokładnie, co się tam wtedy stało, ale wiem, że podarłem mu wszystkie ciuchy, w jakie był ubrany – przyznał mężczyzna (nazwisko do wiadomości redakcji).
– Uderzył mnie – potwierdza wspomniany ksiądz.
Do ataku na proboszcza doszło na początku maja. W dniu, kiedy żona wspomnianego mężczyzny, jego syn i teściowie pojechali w towarzystwie księdza do Czeszewa, by kupić kucyka dla chłopca. – Zadzwoniłem do syna i wysłuchałem 30-minutowej rozmowy żony z proboszczem. Zwyczajnie puściły mi nerwy. Pojechałem przed dom i tam poczekałem na nich. Kiedy zobaczyłem go (księdza – przyp. red.) w samochodzie, straciłem panowanie nad sobą. Co się potem stało, już wiadomo – wspomina mieszkaniec Gałęzewic.
– Żona poszła wtedy z nim na plebanię. Zresztą często tam chodziła. Ludzie mi o tym mówili, ale ja im nie wierzyłem. Kiedyś chciałem wyjaśnić wszystko z proboszczem, ale nie chciał ze mną rozmawiać, no i wyszło jak wyszło. Mam dosyć bycia pośmiewiskiem. Jak ksiądz może robić takie rzeczy? Jak może rozbijać małżeństwo? – pyta mężczyzna.
– Proboszcz zgłosił się do nas następnego dnia po zajściu. Nie złożył jednak oficjalnego zawiadomienia. Chciał tylko, byśmy porozmawiali z panem, który go zaatakował – mówi kierownik Posterunku Policji w Kołaczkowie Krzysztof Jagiełła. – Ksiądz powiedział nam, jak to wyglądało, przedstawił podłoże konfliktu. Jakie ono jest? Niestety, nie mogę tego powiedzieć.
– Nie chcę ingerować ani w życie proboszcza, ani tej drugiej strony – dodaje K. Jagiełła. – Według tego, co powiedział nam ksiądz, doszło do naruszenia jego nietykalności cielesnej. Pouczyliśmy go o przysługujących mu uprawnieniach, jednak do tej pory z nich nie skorzystał.
– Nie chciałbym robić księdzu krzywdy. Jest tak, jak jest. Mówiąc po chłopsku: za prześcieradło nikt tam nie robił – stwierdza sołtys Sokolnik Wojciech Bimek. – Jest to człowiek bardzo oddany kościołowi. Jego praca polega przecież także na spotykaniu się z ludźmi i może akurat uznał, że z tą panią, z którą się spotyka, ma swoją rolę do spełnienia. Jaką? Ja w to nie wnikam.
Proboszcz parafii w Sokolnikach nie wypiera się swoich kontaktów z kobietami. Uważa jednak, że nie przekracza w nich obowiązków kapłana. – W mentalności tutejszych ludzi nie ma czegoś takiego, że ksiądz może rozmawiać z kobietą – mówi proboszcz. – Jeśli chodzi o wspomnianą panią, to odwiedzam ją, rzeczywiście, ale ona mieszka z rodzicami. Był czas, że ta pani prowadziła kronikę, ale kiedy zaczęły się te plotki, zrezygnowała. Co do pobicia mnie przez jej męża, to nie zgłosiłem tego oficjalnie na policję, gdyż nie chciałem robić wokół tego szumu. Nie czuję się winny rozpadu tego małżeństwa – podkreśla kapłan.
Innego zdania jest mieszkaniec Gałęzewic, który napisał list do Prymasa Polski Józefa Kowalczyka z prośbą o pomoc. – Nie mogłem tego tak zostawić. Nie wiem, czy kiedyś będę jeszcze z żoną, ale nie zamierzam spokojnie patrzeć, jak uwodzi ją ksiądz – mówi mężczyzna.
Proboszcz wie już o liście. Jego przełożeni prawie natychmiast po otrzymaniu pisma wezwali księdza do siebie na rozmowę. – Mam spotkać się z nimi w środę 25 maja. Nie wiem, czym się to skończy. Może mnie przeniosą? – zastanawia się.
– Milczenie w obronie własnej jest bardziej wymowne niż słowa. Człowiek nie żałuje tylko tych słów, których nie powiedział – komentuje sprawę żona mężczyzny, cytując kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Decyzję kurii gnieźnieńskiej poznamy w najbliższym czasie.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



