Pobierz widget

SMARDY - Nie widział tego nawet proboszcz

Milena Zatylna :: Kulisy Powiatu, 11 kwiecień 2013, 09:38
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Miejscowy kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego jest symbolem trudnej historii regionu. Wybudowany przez niemieckiego dziedzica, służył przez wiele lat ewangelikom. Po wojnie repatrianci umieścili w nim pamiątki po świątyni z Kłodna Wielkiego koło Lwowa.
SMARDY - Nie widział tego nawet proboszcz

- To nazwiska mieszkańców Smard i Unieszowa, którzy zginęli w wojnach - pokazuje Bolesław Sokołowski.

Neogotycki kościół w Smardach Górnych został wybudowany w 1893 r. Jego głównym fundatorem był Franz Preiss, ten sam, który ufundował świątynię w Kluczborku (obecnie pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych).

- Kościół murowany stanął na miejscu drewnianego, który spłonął w 1891 roku od uderzenia pioruna – mówi Bolesław Sokołowski, znawca historii lokalnej. – To naprawdę fenomen, że udało się go wznieść w zaledwie dwa lata.

Przez dziesiątki lat świątynia służyła ewangelikom – bo to oni stanowili większość zarówno w Smardach, jak i w Unieszowie, które należą do smardowskiej parafii.

Wielką ozdobą kościoła są oryginalne historyczne witraże w nawie głównej, które pochodzą z wrocławskiej pracowni.

Przed świątynią od lat siedemdziesiątych XIX wieku stały drewniane tablice, na których zapisywano nazwiska mieszkańców miejscowości poległych na wojnach. Pierwsze wpisy poczyniono po wojnie francusko – pruskiej (1870 - 1871), następne po pierwszej wojnie światowej.
Ale w 1921r. miejsce tablic zajął kamienny obelisk, na którym wyryto nazwiska poległych w latach 1914 – 1918. Znajdował się vis a vis wejścia do świątyni, na miejscu starego cmentarza.

- Ale pod koniec lat osiemdziesiątych, wraz z likwidacją starych grobów, został także zlikwidowany pomnik – opowiada Bolesław Sokołowski. – Nie wiem co się z nim stało. Najprawdopodobniej został ponownie zagospodarowany przez kamieniarzy. Raczej to niemożliwe, by gdzieś przetrwał.

Więcej szczęścia miały drewniane tablice. Po demontażu zostały ukryte na kościelnej dzwonnicy.

- Przetrwały do dziś i można na nich odczytać napisane gotykiem nazwiska poległych, daty ich śmierci i oddziały, w których walczyli – relacjonuje pasjonat. – To ostatnie świadectwa po dawnych mieszkańcach Smard, autochtonach, którzy po zawierusze wojennej najprawdopodobniej wyjechali ze wsi. Takich nazwisk już nie spotykamy w Smardach,nie ma ich potomków.

Nie wiadomo, czy tablice by udało się uratować, gdyby dostęp do nich był łatwiejszy. Ukryte zostały na najwyższej kondygnacji świątyni, na którą nie prowadzą żadne schody.

- Wejście rzeczywiście jest kłopotliwe, bo po bardzo długiej i chybotliwej drabinie – informuje pan Bolesław. – Mogę powiedzieć, że jestem jedną z nielicznych osób, które widziały je na własne oczy, nawet obecny ksiądz proboszcz tego nie doświadczył.

Po drugiej wojnie światowej, kiedy w Smardach na miejsce autochtonów zamieszkali repatrianci ze Wschodu, świątynia została przekazana katolikom.

Proboszczem został ksiądz kanonik Michał Kąkoliński, który był wcześniej proboszczem w Kłodnie Wielkim, parafii należącej do archidiecezji lwowskiej. I właśnie w Kłodnie ksiądz Kąkoliński w latach 1927 – 1934 wybudował kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego – dzięki funduszom parafian i ks. Seweryna Sapiehy.  Miejscowa świątynia została konsekrowana w 1934 r.

Tuż po wybuchu wojny proboszcz przy pomocy zaufanych parafian ukrył część wyposażenia kłodniańskiego kościoła w swoje rodzinnej wsi – Kąkolówce koło Rzeszowa.

Wśród zabezpieczonych rzeczy znalazły się m.in. wszystkie stacje Drogi Krzyżowej – obrazy na płótnie, które wyszły spod pędzla któregoś z lwowskich artystów, chorągwie, kielichy, monstrancje, ornaty, a także sześć starych mosiężnych lichtarzy.

Zapakowane w wielkie skrzynie skarby te przetrwały w schowku kościoła w Kąkolówce aż do lat sześćdziesiątych.

- Ksiądz kanonik – podobnie jak inni wchodniacy  - miał nadzieję, że układ granic jeszcze się zmieni – opowiada Maria Konarska. – Kiedy już nie było na to szans, wysłał mojego ojca Kazimierza Lachowicza, który był kościelnym i męża Jana Konarskiego do Kąkolówki, i powierzył im misję przywiezienia tego, co zostało po kościele w Kłodnie.  

Było to w 1961 r.

- W Kąkolówce żyła jeszcze siostra księdza kanonika i to ona pokazała nam, gdzie są ukryte skrzynie – opowiada Jan Konarski. – Najprawdopodobniej od wojny nikt ich nie otwierał. Nadaliśmy je na kolei na bagaż i tak bezpiecznie przyjechały do Smard. Albo ksiądz miał nosa, albo po prostu szczęście, że pamiątki z kościoła w Kłodnie ukrył po tej stronie granicy, która trafiła się Polsce. Inaczej najprawdopodobniej nie dałoby się ich wywieźć.

To, co udało się uratować z kłodniańskiego kościoła, znalazło swoje miejsce w świątyni w Smardach i służy wiernym do dziś.

- Nie zachował się jedynie obraz Jezusa Miletyńskiego – nie było go w skrzyniach – ale postaraliśmy się o jego reprodukcję – dodaje Bolesław Sokołowski.   
 

Artykuł wyświetlono 957 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Mapa
Informacje o gazecie
Nazwa
Kulisy powiatu Kluczbork-Olesno
Wydawca
Centrum Kolisko
Rok założenia
2003
Zasięg
Powiaty: kluczborski i oleski
Nakład
5500

Jedynka gazety
Small
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Szok! Funkcjonariusze z kutnowskiej komendy w biały dzień mieli w...
Zaledwie 22-letni podróżnik wraz ze swymi dwoma towarzyszami marzył...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Najczęściej komentowane
Trzy lata temu „Tygodnik Podhalański” opublikował fragmenty rozmowy...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Rada Wydawców Stowarzyszenia Gazet Lokalnych oświadcza, iż nie jest...
Pilska telewizja ujawniła niewygodne dla sędziego Mariusza Sygreli...
Prokuratura i policja bada przyczyny niedzielnej tragedii, do...
Najwyżej oceniane
Rodzice dzieci korzystających z usług „Promyczka” składają kolejne...
Kupno kamiennego nagrobka to inwestycja na dziesiątki lat. Warto...
Najbardziej znaną kobietą - bohaterką powstania styczniowego...
Józef Kinder w czasie pracy spadł z dachu. By ukryć wypadek, bez...
Tereny pohutnicze zamiast „pracować” dla Częstochowy leżą odłogiem!...