SŁUPCA, STRZAŁKOWO - Kto powiesił kłamstwa?
Reakcja policji
W niedzielę 15 maja po godzinie 16 zadzwonił dziennikarz telewizji polskiej, który poinformował, że na kamieniu upamiętniającym 90-tą rocznicę odzyskania niepodległości przy Łężcu została zamontowana tablica z napisami w języku rosyjskim. W tłumaczeniu na polski, tablica godzi w historię naszego regionu. Napis brzmi:
„tu spoczywa 8000 radzieckich czerwonoarmistów brutalnie zamęczonych w polskich obozach śmierci od 1919 - 1921”
Policjanci na miejscu potwierdzili, że na kamieniu przyklejona została tablica z rosyjskim napisem, a pod kamieniem leżą świeże kwiaty i znicze.
O Sytuacji poinformowany został burmistrz Słupcy, wójt Strzałkowa i Wojewoda Wielkopolski. Piotr Florek zasięgnął opinii w konsulacie rosyjskim i zadecydował, że ponieważ Federacja Rosyjska nie ma nic wspólnego z zamieszczeniem napisu, tablicę należy zdemontować. Jak mówi rzecznik policji Marlena Kukawka: „Tablica została zabezpieczona procesowo do dalszych badań. Zostanie przesłana do Laboratorium Kryminalistycznego w KWP W Poznaniu celem wykonania szczegółowych analiz. Wstępnie sprawę zakwalifikowano jako wykroczenie, jednak po konsultacji z Prokuraturą Okręgową sprawa będzie ścigana jako przestępstwo z art. 261 kodeksu karnego.”
Artykuł ten dotyczy znieważania pomnika lub innego miejsca publicznie urządzonego w celu upamiętnienia zdarzenia historycznego lub uczczenia osoby. Za takie przestępstwo grozi kara grzywny lub ograniczenia wolności.
Sprawa polityczna
O zdarzeniu informowały media ogólnopolskie takie jak TVN, Telewizja Polska, Polsat, różne radia, serwisy internetowe i mniejsze stacje telewizyjne. Ogromny wydźwięk sprawie nadały komentarze historyków i polityków. Polski polityk i dyplomata Stanisław Ciosek stwierdził, że zawieszenie tej tablicy jest odwetem za tablicę, którą Polacy bezprawnie zamontowali w Smoleńsku po katastrofie prezydenckiego tupolewa. „Ciekaw jestem teraz, czy cerkiew prawosławna zgłosi się, by przechowywać tę "świętą tablicę ze Strzałkowa", bo słyszałem, że tablica smoleńska będzie umieszczona w jednej z polskich bazylik i traktowana jako relikwia. To w ogóle nie powinno mieć miejsca. Ani tablica smoleńska, ani tablica w Strzałkowie. One obie umieszczone zostały z pogwałceniem dobrych obyczajów, nie mówiąc już o prawie międzynarodowym” - ostro krytykował zdarzenie dyplomata.
Spytany przez dziennikarzy tvn-u Ciosek stwierdził, że władze Rosji nie mają nic wspólnego z zamieszczeniem tablicy pod Strzałkowem. „Durniów, którzy robią takie rzeczy przecież nie brakuje. To są ludzie wściekli, opętani, dlatego powinniśmy dać sobie z tym spokój. Po prostu powstrzymuję się przed użyciem słów, które byłyby obraźliwe, mimo że cisną mi się na usta. To jest przerażające do czego doprowadziliśmy. Jak najszybciej powinniśmy o tym zapomnieć.” - nawołuje Ciosek.
Przekłamane fakty
Historię tego miejsca zna chyba każdy okoliczny mieszkaniec. Okazuje się, że zainteresowanych jest o wiele więcej. Andrzej Krzysztof Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, chce podkreślić, że informacje zawarte na tablicy w języku rosyjskim mijają się z prawdą: „Tablica umieszczona w Strzałkowie o "polskich obozach śmierci" to usiłowanie wprowadzenia w przestrzeń publiczną informacji nie mających nic wspólnego z rzeczywistością i prawdą historyczną. To informacja całkowicie kłamliwa”.
Historyk w programach TVN24 zaznaczył, że sprawa jeńców rosyjskich wziętych do niewoli podczas wojny Polsko-Bolszewickiej jest drażliwa. Jak zaznaczył Kunert: „Prawda historyczna jest tutaj jednak utrwalona ponad wszelką wątpliwość”.
Na tablicy napis mówił o zamęczeniu rosyjskich jeńców. Według publikacji pisanych wspólnie przez polskich i rosyjskich historyków, jeńcy armii czerwonej wymierali na skutek złych warunków panujących w obozie, a także z powodu śmiertelnych chorób.
„Mamy tutaj do czynienia z akcją polityczną. To wyraźnie widać w obejrzanych przeze mnie materiałach rosyjskiej telewizji NTV i na portalu Life News. W NTV materiał ten zatytułowany jest "Tajni patrioci" nazywając w ten sposób sprawców umieszczenia tablicy. Widać wyraźne polityczne motywy - powiedział profesor zasiadający w Polsko-Rosyjskiej Grupie ds. Trudnych. Warto dodać, że w rosyjskich komentarzach internautów jest jedna bardzo charakterystyczna wypowiedź. "Bardzo dobrze, że to zrobiono, ponieważ w przeciwnym wypadku może postać wrażenie, że tylko my jesteśmy unurzani po łokcie we krwi polskich patriotów". Ten wpis bardzo celnie oddaje cel polityczny całej akcji. Chodzi o to, żeby nie powstało wrażenie, że tylko strona sowiecka ponosi odpowiedzialność za zbrodnie.” - uważa profesor Włodzimierz Marciniak. „ To prowokacja, która nie ma absolutnie nic wspólnego z prawdą historyczną. Nikt rosyjskich żołnierzy nie rozstrzeliwał.” - dodał inny historyk, doktor Sławomir Dębski.
Lokalna pamięć
Przed zamknięciem wydania udało nam się porozmawiać z mieszkańcem Słupcy, który posiada grunty na terenie, gdzie niegdyś znajdował się obóz jeniecki. Marek Makowski twierdzi, że warunki w obozie nie były „średniowieczne”. „Obóz pobudowali Niemcy i co tu dużo nie mówić, na tamte lata był on bardzo dobrze wybudowany. Do dnia dzisiejszego na polach są pozostałości po tych obiektach. Jeśli ktoś nie zna tego terenu to może nie wiedzieć, że np. cały obóz był już w tamtych latach skanalizowany.” - mówi Słupczanin.
Makowski oprowadza nas po całym terenie by pokazać pozostałości po obozie. „Za czasów panującej w Polsce komuny było tak, że ta historia była zaniedbywana. Władze najchętniej by wymazali te karty z historii. Nikt się nie zajmował tym co tu się działo. Nawet więcej można powiedzieć – Polacy sami niszczyli co popadło tutaj, jakieś przydatne elementy zabierali do siebie i wykorzystywali przy budowach.” - dodaje Makowski.
„To co było na tej tablicy nie jest wcale prawdą. Pamiętam z opowieści jak wyglądało to życie w obozie. Wtedy panowały tutaj choroby, tyfus zdziesiątkował jeńców. Nikt tutaj nie był zamordowany czy zamęczony.” - kończy słupczanin.
Kto tak naprawdę zawiesił tablicę w miejscu pamięci nie jest pewne. Rosjanie twierdzą, że nie mieli z tym nic wspólnego. Media rosyjskie jednak o tablicy poinformowały wcześniej, niż o sprawie wiedziała policja. Prokuratura twierdzi, że sprawca będzie trudny do ustalenia. Wydźwięk sprawy jednak pozostanie na długo w pamięci polityków, a temat zbyt szybko nie zniknie z ust okolicznych mieszkańców.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.




