SIEROSŁAWICE - Urzędnicy mieli weekend, a sroga zima nie
- Grzejniki są od wczoraj zimne - mówiła w poniedziałek Anna Fiebrandt. - W najcieplejszym pomieszczeniu są tylko 2 stopnie.
Anna Fiebrandt wraz z trzynastoletnim synem Sebastianem od sześciu lat mieszka w mieszkaniu komunalnym w Sierosławicach. Rury zamarzają w nim każdej zimy.
- Mieszkanie powstało dla repatriantów z Kazachstanu – opowiada pani Anna. – Zostało zaadaptowane ze strychu w budynku dawnej szkoły. Ale po jednej zimie repatrianci uciekli.
Pani Anna przeprowadziła się do niego zaraz po nich, w sierpniu.
- Byłam bardzo zadowolona, ale pierwsze mrozy zweryfikowały moją opinię – tłumaczy kobieta. – W zimie tu jest męczarnia. Ono w ogóle nie jest dostosowane do takich temperatur.
Mieszkanie jest bardzo licho ocieplone, a stare zawilgotniałe mury trudno nagrzać.
- Może gdyby budynek był równomiernie ogrzewany, byłoby inaczej – mówi lokatorka. – Ale sąsiad, który mieszka pode mną, ma trzy pomieszczenia, a ogrzewa tylko jedno, bo ma jeden piec. Dodatkowo w drugiej części budynku znajduje się świetlica wiejska, która wcale nie jest ogrzewana. Całe ciepło z naszego mieszkania ucieka.
Ta zima jest taka sama jak poprzednie. Niespodzianki niestety nie przyniosła.
- Wody nie mieliśmy już na początku ubiegłego tygodnia, ale w środę nam odmrozili – relacjonuje kobieta. – Jednak niedługo się nią cieszyliśmy. W piątek rury znów zamarzły.
Pani Anna zgłosiła awarię w gminie u inspektora Wiesława Jurowicza, który odpowiada za sprawy mieszkaniowe. Urząd przysłał fachowców, ale nie uporali się z problemem.
- Fachowcy – żaden z nich nie był hydraulikiem - stwierdzili, że się nie podejmują naprawy – opowiada Fiebrandt. – Poradzili, żebym najlepiej poczekała do wiosny, aż samo odmarznie.
W sobotę kobieta zadzwoniła do Jurowicza, który pilotował jej sprawę, a ten odpowiedział, że ma weekend i pani Anna ma cierpliwie czekać do poniedziałku.
- Zapytałam go, co mam w takiej sytuacji zrobić, do kogo się zgłosić – opowiada. – Usłyszałam, że jest jeszcze burmistrz i mam do niego dzwonić. Zadzwoniłam do sekretarza gminy, pana Macieja Tomaszczyka, który obiecał, że w poniedziałek będzie remont.
Jakby tego było mało w niedzielę przestały grzać grzejniki.
- W stołowym były jeszcze grzejniki gorące, ale w pokoju syna i w łazience już minus pięć stopni – mówi pani Anna. – Wysłałam dziecko do babci, by się wykąpało, ogrzało i zjadło ciepły obiad.
W poniedziałek rano w najcieplejszym pomieszczeniu w mieszkaniu Fiebrandtów były tylko dwa stopnie na plusie.
- Jakoś przeżyliśmy weekend, kiedy wszyscy mieli wolne, a zima nie, ale wraz z początkiem tygodnia dalej nic nie drgnęło – żali się kobieta. – W poniedziałek od rana wydzwaniałam do urzędu, dopiero koło południa, kiedy postraszyłam urzędników mediami, wysłali do nas fachowców. Po prostu jestem bezradna.
Tego samego dnia popołudniu udało się uruchomić trzy z sześciu grzejników zamontowanych w mieszkaniu.
- Okazało się, że wcześniej jeden z fachowców uszkodził podczas pracy rurkę, która doprowadza wodę do grzejnika w pokoju syna – tłumaczy pani Anna. – A następnie owinął ją otuliną zabezpieczającą przed mrozami. Na drugi dzień już nie przyszedł.
Hydraulik, który po nim przejął robotę wyjaśnił, że w czasie weekendu doszło do rozerwania dwóch rur doprowadzających wodę. Z tego powodu nie dało się też uzupełnić wody w uszkodzonym grzejniku. W pokoju syna pani Anny we wtorek temperatura spadła do minus dziewięciu stopni. W centralnym nie można było grzać ze względu na niebezpieczeństwo, że może dojść do rozerwania grzejników.
- Już nie mam siły, nie wiem do kogo się zwrócić, kogo prosić o pomoc – płacze kobieta. – Nie mam już zapasu wody. Pan Jurowicz miał przywieźć, ale nie przywiózł, bo myślał, że żartuję. Nie mam jak umyć naczyń, umyć rąk, nie mamy się nawet jak normalnie załatwić, bo zamarzła woda w toalecie.
Kolejny dzień pani Anna i jej syn spędzili bez wody. Na szczęście urzędnik dostarczył grzejniki, którym kobieta może ogrzać mieszkanie.
Po naszej interwencji sprawą zainteresował się radny gminy Byczyna Adam Radom.
- Zadzwoniłem do przewodniczącego rady Grzegorza Kapicy, który apelował na ostatniej sesji, by zawiadamiać go o osobach, które ze względu na zimę znalazły się w trudnej sytuacji – tłumaczy Radom. – Pani Fiebrandt na pewno w takiej ekstremalnej sytuacji się znalazła i bez dyskusji powinno się jej pomóc.
We wtorek do Sierosławic przyjechała wiceburmistrz Ewa Bartosiewicz i sekretarz Maciej Tomaszczyk. Zapoznali się z sytuacją rodziny Fiebrandtów. Z pomocą przyszła też opieka społeczna i przyznała pani Annie węgiel.
- We wtorek w budynku, w którym mieszka pani Fiebrandt, była już woda – mówi wiceburmistrz. – Wprawdzie w piwnicy, ale zawsze to już coś. Od środy znów ma tam pracować hydraulik. Chyba będzie trzeba wymienić część centralnego ogrzewania. Na szczęście sytuacja wraca do normy.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


