Sądy zmniejszają wyrok za śmiertelny wypadek
Zdaniem biegłego, być może pani Stanisława żyłaby do dziś, gdyby kierowca w porę podjął jakikolwiek manewr pozwalający uniknąć wypadku. Kobiety jechały prawidłową stroną jezdni i to kierowca zauważył je za późno. Jak zeznał Wojciech J. w prokuraturze w samochodzie miła butelkę coli, po która sięgnął w czasie jazdy. - Sięgałem po nią prawą ręką lecz butelka wyślizgnęła mi się. Sięgnąłem po nią drugi raz. W tym czasie patrzyłem na drogę. Widziałem rowerzystki, jedna za drugą, w odległości 5m przede mną. W tym czasie, gdy ja po raz drugi sięgałem po butelkę spojrzałem w miejsce, z którego ją brałem. Gdy tylko podniosłem wzrok zobaczyłem, że rowerzystka jadąca z tyłu zjeżdża do środka jezdni i zahamowałem. Było już jednak za próżno - mówił. Wojciech J. nie po raz pierwszy wszedł w konflikt w prawem. Kilka lat temu był już karany za spowodowanie wypadku drogowego. Kierując starem wyjechał na czerwonym świetle w mercedesa. Wtedy poszkodowany nie odniósł większych obrażeń, a Wojciech J. został skazany na 5 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata.
Sprawa trafiła z powrotem do sądu w Łukowie
Sprawa wypadku na ul. Międzyrzeckiej również miał swój finał w sądzie. Łukowska prokuratura, po zebraniu materiału dowodowego skierowała sprawę do wydziału karnego. Zapadł wyrok. Wojciech J. został skazany na 1,6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat. Orzekł również zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na 5 lat. Rodzina miała też dostać od niego odszkodowanie w kwocie 10 tys. zł. Wojciech J. uznał, że kara jest zbyt wysoka i odwołał się do sądu apelacyjnego. Lubelski sąd utrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji. Skierował jednak sprawę ponownie do Łukowa, ponieważ uznał, że kwota zadośćuczynienia dla rodziny zmarłej kobiety była zbyt wygórowana.
Sąd zmniejszył wymiar kary
Rodzina Żdziebłowskich jest rozgoryczona ostatnim wyrokiem sądu łukowskiego. Wygląda na to, że każdy kolejny wyrok jest coraz bardziej korzystny dla sprawcy wypadku. Sędzia postanowił bowiem zmniejszyć okres zakazu prowadzenia pojazdów z pięciu lat do roku. Takiego wyroku domagała się również prokuratura. - Zastanawiam się, po której stronie stoi sąd i prokurator? - pyta córka Stanisławy Ździeblowkiej. - Prokurator powiedział, że śmierć mojej żony to czyn o niskiej szkodliwości społecznej - skarży się mąż zmarłej. Rodzina poszkodowanej z sądu wyszła zbulwersowana. Prokurator Mariusz Brojek tłumaczy, że jego słowa zostały źle odebrane. - Moja wypowiedź została przeinaczona przez pełnomocnika państwa Zdźebłowskich. Powiedziałem tak o pierwszym wypadku, który oskarżony spowodował w Gliwicach kilka lat temu. Nigdy nie powiedziałem i nie powiem, że czyjaś śmierć jest nieważna i nikła społecznie - powiedział Mariusz Brojek.
Będą się odwoływać
Sprawa trwa nadal. Tym razem apelację złożył adwokat Żdziebłowskich. - Wyrok jest wyjątkowo łagodny. Jest stwierdzenie winy, natomiast orzecznie jednego roku zakazu prowadzenia pojazdów jest nieadekwatne do sytuacji - uważa obrońca. Terminy kolejnej rozprawy nie został jeszcze ustalony. Rodzina Żdziebłowskich zapowiada, że będzie walczyć o jak najdłuższe pozbawienia prawa jazdy człowieka, który spowodował śmiertelny wypadek.
Jacek Pleszak, biegły sądowy: Mógł uniknąć wypadku
Doszło do najechania na prawidłowo poruszające się rowerzystki. Kierowca nie wykonał manewrów obronnych. Technika i taktyka jazdy Wojciecha J. kierującego pojazdem Lublin była nieprawidłowa, nie reagował w sposób prawidłowy na sytuację na drodze nie podejmując zawczasu skutecznego manewru pozwalającego na uniknięcie wypadku. Kierujący miał możliwość uniknięcia wypadku, gdyby odpowiednio wcześniej zareagował. Zebrany materiał dowodowy nie daje podstaw do stwierdzenia, że S. Zdziebłowska i T. Micińska popełniły nieprawidłowości mające wpływ na zaistnienie wypadku.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



