Rzeźbiarz z dworu
Na pomysł najwyższego posągu Chrystusa wpadł cztery lata temu ksiądz Sylwester Zawadzki z parafii Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie. Po wielu perypetiach, związanych z pozwoleniami na budowę, figura w końcu powstanie. – W następnym tygodniu będziemy montowali pierwsze elementy konstrukcji – zapewnia ksiądz, który z prośbą o zaprojektowanie figury zwrócił się do Mirosława Pateckiego (67 l.) z Przybyszowa. Ksiądz współpracował z nim przy projektowaniu sztukaterii w świebodzińskiej świątyni.
– Najpierw miała to być kopia statuy z Rio de Janeiro. Ale tam jest Chrystus Zbawiciel, a u nas miał stanąć Chrystus Król. Po dłuższych analizach okazało się, że lepiej opracować własny, oryginalny projekt – opowiada rzeźbiarz. Przygotował więc prototyp figury z blachy, który miał mieć nie więcej niż 20 metrów. Później zaczęto projekt zmieniać. Statua „urosła” i wzięli się za jej wykonanie rzemieślnicy, a nie artyści. Ostatecznie w Świebodzinie stanie figura, która z kopcem będzie miała 49 metrów.
– Obawiam się, że wymogi techniczne doprowadzą do tego, że w rzeczywistości będzie wyglądała inaczej niż to sobie wymyśliłem. Nie chciałbym, żeby z tego wyszedł bubel, a zrobiłem wszystko, co w mojej mocy – zaznacza M. Patecki.
Z nostalgią opowiada o projekcie fontanny przy pałacu żagańskim. – Tam miałem wpływ na wszystko. Od projektu, po wykonanie – dodaje. Tak samo było z figurą na bytomskim rynku.
– Władze rzuciły pomysł, ja zaprojektowałem figurę, później wykonałem ją w styropianie w skali jeden do jednego i dałem do odlania – tłumaczy M. Patecki. W przypadku figury Chrystusa musi liczyć na solidność innych ludzi.
Nasz artysta samotny
M. Patecki od 1945 roku mieszkał w Zielonej Górze. Później studiował w Toruniu na wydziale sztuk pięknych. Wyspecjalizował się w rzeźbie. W 1978 roku przeprowadził się do dworu obronnego w Przybyszowie.
– Wówczas konserwator realizował pomysł zamieszkiwania przez osoby prywatne zabytkowych obiektów. Tacy lokatorzy stawali się ich społecznymi opiekunami. Dzięki temu budowle nie niszczały. Do wyboru mieliśmy wiele zamków i dworów. Zdecydowaliśmy się na ten. Tutaj wychowaliśmy trójkę dzieci – opowiada pan Mirosław. Dzisiaj rodzina Pateckich jest właścicielem pałacu.
Córki Elwira (39 l.) i Eugenia (34 l.) nie mieszkają z rodzicami. Syn Adrian (24 l.) studiuje i przyjeżdża tylko na weekendy.
– Chcielibyśmy, żeby wszystkie dzieci wróciły do nas na starość. Budynek ma ponad 500 mkw. My zajmujemy kilka pomieszczeń – zauważa Barbara Patecka, żona artysty. Pokazuje również ogromny pokój, który remontują.
– Marzy nam się otwarcie galerii rzeźby i sali koncertowej. To mogłaby być atrakcja dla całej gminy Sława, ale samorządowcy nie pomagają nam w tym – opowiada. Pani Barbara chciałaby, żeby jej mąż był bardziej doceniany przez lokalne władze.
Fontannę zrobią obcy
Pan Mirosław nie narzeka. Uważa, że tak jest często. Zapomina się o artystach lokalnych i często pomija przy wielu projektach, mimo że można byłoby dzięki nim budować markę miejscowości czy gminy. Zaznacza jednak, że właśnie trwa przebudowa nowego rynku w Sławie. Władze zwróciły się do rzeźbiarza, żeby wykonał projekt fontanny, która będzie zdobiła centrum Sławy.
– Wykonałem. Projekt się spodobał, ale gmina ogłosiła przetarg na przebudowę centrum i oddała firmie zewnętrznej decyzję o tym, kto fontannę zrobi. A wykonawcy zależy tylko na pieniądzach. Wybrał kogoś obcego – mówi pan Mirosław. Szkoda, bo pomysł nawiązywał do legendy o Sławie i jeziorze. Ilustrowałby Witosławę i nimfy boginki.
– Więcej wykonuję projektów dla Wschowy czy Głogowa niż mojej rodzinnej gminy – zauważa plastyk.
Człowiek renesansu
Życie artysty w wielkim dworze jest niełatwe. Zabytek trzeba remontować. Do emerytury brakuje kilku lat pracy.
– Życie zmusiło mnie do założenia własnej firmy. Zajmuję się sztukatorstwem – opowiada. Nie robi jednak chałtur. Nie interesuje go produkcja masowa. Wykonuje rzeźby ogrodowe, płaskorzeźby na ścianach. Potrafi również zaprojektować wnętrza pomieszczeń.
To nie wszystkie pasje 67-letniego mężczyzny. Fotografuje i uprawia sztukę zwaną sgraffito, czyli drapie w kolorowym tynku płaskorzeźbę. Jak ma czas, to maluje. Do tego jest również domorosłym budowlańcem. Ktoś musi remontować zamek. To taki człowiek renesansu i, co najważniejsze, mieszkaniec naszej gminy. A to powód do dumy.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



