PYZDRY - Wrak ze starorzecza diabłowego (wideo)
Białobrzeg Ratajski miał swoje pięć minut. 5 sierpnia o małej osadzie w gminie Pyzdry można było przeczytać na portalach internetowych oraz usłyszeć w radiu i telewizji. A to za sprawą działań związanych z wydobyciem wraku, który spoczywał na dnie starorzecza zwanego diabłowym (od rozlewisk w kształcie rogów). Podjęli je pracownicy Muzeum Broni Pancernej działającego przy Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu.
– Dużo jeździmy, rozmawiamy z ludźmi, przeglądamy fora internetowe i dokumenty. Sprawdzamy każdą informację. Tak też było w tym przypadku – wyjaśnia kustosz mjr Tomasz Ogrodniczuk. W 2008 r. pojazd trafił do muzealnej bazy danych z adnotacją „prawdopodobny”. To prawdopodobieństwo zwiększył jeszcze dyrektor pyzderskiego muzeum Michał Czerniak. Z wojskowym spotkał się na początku czerwca. Pojechali do Białobrzegu, ale nic nie namierzyli. Drugie podejście poprzedziły więc rozmowy z mieszkańcami. Dopiero ci wskazali miejsce, gdzie leży wrak.
– Tędy Niemcy uciekali. Rosjanie nacierali na nich od wschodu – opowiada Kazimierz Pawlak. 69-letni sołtys doskonale zna opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie.
– Naprzeciwko, po drugiej stronie rzeki, jest Pietrzyków. A że to była zima, to chcieli sobie skrócić drogę i cięli prosto, po lodzie. Wszystkie pojazdy przejechały, tylko ostatni się zapadł – twierdzi.
Tę historię precyzuje 65-letni Jan Stanisławski: – Cała kolumna czołgów szła. Mogło być ich z pięćdziesiąt. Teściowa mi opowiadała. Była w domu z dzieciakami i to widziała – mówi mocno rozemocjonowany. – U niej te wszystkie wodze nocowali. Jałówkę ze wsi przyprowadzili, odarli ze skóry, rozpalili ogień i zjedli. Takie to ludzie były.
M. Czerniak wierzy mieszkańcom. Jego zdaniem Rosjanie obawiali się mostu, który mógł zostać uszkodzony bądź nawet zdetonowany przez Niemców. – W ten sposób mieli problem z głowy. A przesmyk z Białobrzegu na Pietrzyków był w tamtym czasie bardzo popularny. Przemieszczało się nim wielu ludzi – powraca do wydarzeń sprzed lat.
Podejmując decyzję o przeprawie, żołnierze zza naszej granicy mogli nie wiedzieć o zdradliwych rozlewiskach Warty. – W wielu z nich znajdowała się słona woda. Zimą zamarzała, ale niezbyt mocno. Właśnie to mogło być przyczyną zatonięcia pojazdu – sugeruje dyrektor muzeum.
Rosjanie nie podjęli próby jego wydobycia. Okoliczni mieszkańcy pamiętają, jak wystawał 20-30 centymetrów ponad powierzchnię wody. Z czasem został całkowicie zalany.
Pierwsza, acz nieskuteczna próba wyciągnięcia wraku miała miejsce jesienią 1958 roku. Nie bardzo jednak wiadomo, kto ją podjął. – Ja tu wtedy jako dzieciak przyleciałem, ale mnie wygonili. Pamiętam, że przewrócili ten pojazd na lewy bok i ustawili na takiej belce. Zostawili ją tak i na wiosnę mieli przyjechać raz jeszcze. Tyle tylko, że ta belka się obsunęła – wspomina J. Stanisławski.
Po 53 latach ruszyły przygotowania do wydobycia pojazdu. Nie były łatwe. Wojskowi skompletowali dokumentację, pozyskali niezbędne zezwolenia i sponsorów. W końcu nadszedł czas na ostatni, najbardziej widowiskowy etap – wydobycie.
Pierwsze ekipy zjechały do Białobrzegu wieczorem 4 sierpnia. Ich zadaniem było rozbicie obozu. Prace przy użyciu ciężkiego sprzętu (koparki, caterpillara na gąsienicach i samochodu z hakiem i wyciągarką) ruszyły rankiem następnego dnia. W pierwszej kolejności pojazd zalegający w wypełnionym po brzegi starorzeczu został obsypany ziemią. Następnie usunięto nadmiar wody i przystąpiono do odmulania. Po dwóch godzinach ukazał się fragment gąsienicy. Ich usytuowanie wskazywało najgorsze z możliwych położeń – kołami do góry. Ale już wtedy można było go zidentyfikować.
– To Sd.kfz, prawdopodobnie 6. Ma wydłużany kadłub, jest trochę opancerzona. Mogła służyć w armii niemieckiej, ale równie dobrze być pojazdem zdobycznym, którym poruszali się Rosjanie – mjr T. Ogrodniczuk wstrzymywał się przed ostateczną decyzją. Jeszcze wtedy nie wiedział, kiedy zostanie wyciągnięty na brzeg. Zakładał nawet, że może to nastąpić dopiero następnego dnia.
– Pośpiech nie jest wskazany. Musimy postępować ostrożnie, delikatnie, żeby go nie uszkodzić. Bo już wiemy, że zachował się w dość dobrym stanie. Był w mule, a on bardzo dobrze konserwuje – doszedł do wniosku.
Po kolejnej godzinie odmulania nurkowie dotarli do tylnego haka, do którego podczepili stalowe liny. Dzięki temu można było podjąć próbę wydobycia. Rozpoczęło się powolne holowanie wraku. Wyciągnięcie go na brzeg i przewrócenie na koła nie stanowiło już większego problemu. Korek od szampana wystrzelił o godzinie 17.00.
Zgodnie z wcześniejszymi przypuszczeniami, wydobyty pojazd to niemiecki transporter pochodzący z okresu drugiej wojny światowej. Posiadał niemal nienaruszony układ jezdny, gąsienice i koła. Tylko jedną oponę ktoś pociął. Zastąpi ją zapasowa, zachowana w idealnym stanie.
– Powiem krótko: jest lepiej niż dobrze – nie krył zadowolenia mjr T. Ogrodniczuk. Jeden z jego podwładnych formułował nawet tezę, która korespondowała z opowieściami mieszkańców:
– Jednostki pancerne obrały kierunek na północ i na południe, a tędy szli strzelcy radzieccy. W tym miejscu nie było żadnej bitwy. Można więc zakładać, że pojazd się zatopił – snuł przypuszczenia Maciej Boruń. – Z tym, że Ruscy brali sprzęt zdobyczny, nie ma nic nadzwyczajnego. Bo był dobry. Tak po prostu.
Sd.Kfz 6 był używany jako ciągnik artyleryjski. Podobnych na świecie jest tylko pięć – dwa w Niemczech, po jednym w Belgii i Polsce, w Gdańsku (zachowały się tylko rama i koła). Ten z Białobrzegu po zrekonstruowaniu trafi do Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu. Jak ustaliliśmy, stanie obok niemieckiego samobieżnego szturmowego działa pancernego StuG IV.
wideorelacja z akcji - zródło www.wrzesnia.info.pl
Chyba ten pojazd nie jest w najlepszym stanie! Ale pasjonaci potrafią czynić cuda, więc myślę, że będzie co oglądać. Silnik się zachował - jeżeli dobrze rozpoznaję.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


