Pobierz widget

PYZDRY - Bolesne kręcenie

Tomasz Szternel :: Wiadomości Wrzesińskie, 13 kwiecień 2012, 15:44
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Uczeń pozwał gminę do sądu. Wygrał ponad 125 tys. zł. Ale pieniądze nie są mu w stanie zrekompensować tego, co przeżył.
PYZDRY - Bolesne kręcenie

Nikt z pracowników szkoły w Pyzdrach nie czuje się odpowiedzialny za to, co się stało (Fot. Tomasz Szternel)

 

To mogło wydarzyć się w każdej szkole. Trzech gimnazjalistów zrobiło swojemu koledze tzw. kręcenie wora. Poszkodowany trafił na stół operacyjny, miał amputowane jądro. Tymczasem jego rodzice rozpoczęli sądowy bój ze szkołą. Władze placówki umywały ręce od odpowiedzialności.

 

Bolało, ale nic nie powiedział

Okoliczności zdarzenia, do którego doszło 27 października 2006 w Pyzdrach, nie budzą wątpliwości. Tuż po dzwonku uczniowie klasy II A zaczęli ustawiać się przed pracownią komputerową. Do jednego z nich, Jacka (imię zmieniliśmy), podeszło dwóch kolegów z klasy – Dawid i Piotr. Wykręcili mu ręce. Dzieła dopełnił Adrian, który chwycił go za genitalia, mocno ścisnął i wykręcił.

– Widać było, że cierpiał, ale nic nie powiedział. Nie mógł chodzić – zeznał później jeden z uczniów będący naocznym świadkiem zdarzenia.

Nauczycielka nie zauważyła nic niepokojącego i prowadziła lekcję. Tymczasem problemy Jacka rozpoczęły się po powrocie do domu. Nie mógł wytrzymać z bólu. Jako że nie ustawał zaraz po weekendzie pojechał do szpitala. Lekarze uznali, że jądro jest martwe i podjęli decyzję o jego usunięciu.

 

Dyrektor bronił nauczycieli

Dyrekcja szkoły o zdarzeniu dowiedziała się od rodziców 14-latka. Ci wytknęli nauczycielom brak właściwej opieki. Już za pośrednictwem kancelarii prawnej wnieśli o wypłacenie zadośćuczynienia w wysokości ponad 400 tys. zł. Ale ówczesny dyrektor gimnazjum Andrzej Szablikowski bronił swoich podwładnych. Utrzymywał, że żaden z nich nie ponosi odpowiedzialności za to, co się stało. Upomniał tylko nauczycielkę informatyki – za rozpoczęcie lekcji z kilkuminutowym opóźnieniem.

Więcej nieprawidłowości w funkcjonowaniu szkoły stwierdziło kuratorium oświaty. Wytknęło błędy w dokumentacji powypadkowej, a dyrekcję zobowiązało do opracowania regulaminu dyżurów nauczycielskich i uzupełnienia statutu o zapisy dotyczące zapewnienia bezpieczeństwa uczniów w czasie przerw.

Ponieważ próby ugodowego załatwienia sprawy spełzły na niczym, rodzice Jacka postanowili szukać sprawiedliwości w Sądzie Okręgowym w Koninie. Z tą różnicą, że zażądali od gminy mniej niż pierwotnie: 200 tys. zł wraz z odsetkami liczonymi od marca 2007 roku.

Niewątpliwą przyczyną zaistniałego zdarzenia było niewłaściwe sprawowanie nadzoru nad uczniami podczas przerwy – czytamy w uzasadnieniu pisma z lipca 2009. Kancelaria prawna powołała się przy tym na orzecznictwo Sądu Najwyższego, przepisy Kodeksu cywilnego i Ustawy o systemie oświaty. Doszła do wniosku, że odpowiedzialność za wypadki w szkole ponosi jej organ prowadzący. Wobec niemożności wskazania winnego zaproponowała posługiwanie się terminem winy bezimiennej.

Z załączonej do akt sprawy opinii biegłego wynikało, że utrata jądra nie oznacza bezpłodności, ale może stanowić duże zagrożenie.

W zasadzie żadne pieniądze nie są mu w stanie tego zrekompensować. Zadośćuczynienie byłoby jedynie złagodzeniem cierpień fizycznych oraz moralnych – czytamy w końcowym wniosku.

 

Proceder z długą tradycją

Już podczas pierwszych rozpraw sądowych ojciec Jacka utrzymywał, że proceder „wykręcania wora” – wbrew twierdzeniom dyrekcji – miał w szkole długą tradycję. Potwierdzili to zresztą uczniowie.

– Przodujący był Adrian. Kogo znał, to gonił, łapał za jądra i skręcał – zeznał jeden z gimnazjalistów. Pamiętał, że Jacek po zdarzeniu się wyciszył, unikał swych oprawców. Nawet więcej, czuł do nich obrzydzenie.

– Śmiali się, jak mu to zrobili – inny z uczniów opisywał winnych.

Podczas kolejnej rozprawy zeznania złożyła dyrekcja gimnazjum.

– W mojej ocenie nie nastąpiły żadne uchybienia ze strony nauczycieli – utrzymywała ówczesna wicedyrektor Jolanta Włodarczyk.

– Czy świadek wiedział, że w szkole była moda na tzw. kręcenie wora? – dopytywała sędzina.

– Nie, nie wiedziałam.

Z kolei Jacek został przesłuchany dopiero w listopadzie ubiegłego roku. Miał wtedy 19 lat. Choć od zdarzenia upłynęło sporo czasu, bardzo dobrze je zapamiętał. Bo – jak podkreślił – zapomnieć o nim się nie da.

– Nie zgłaszałem tego nauczycielowi, bo myślałem, że nic mi nie będzie. Ale bolało, raz mniej, a raz bardziej. No i miałem problemy z oddawaniem moczu – wspominał. Po operacji słyszał docinki od kolegów. Nawet tych, którzy go okaleczyli...

 

Sąd przyznał odszkodowanie

Wyrokiem z 5 grudnia ubiegłego roku gmina Pyzdry została zobligowana do wypłacenia Jackowi 90 tys. zł wraz z odsetkami liczonymi od marca 2009 roku, bo właśnie wtedy zaproponował on jej zawarcie ugody. Sąd Apelacyjny w Poznaniu na rozprawie, która odbyła się 23 marca, utrzymał tę decyzję w mocy. W tej sytuacji 2 kwietnia na konto 19-latka wpłynęło 125 997 zł.

Co ciekawe, Jacek otrzymał z towarzystwa ubezpieczeniowego 1800 zł. Firma ani myślała spełniać jego roszczeń. Utrzymywała, że ubezpieczeniem objęte są tylko szkody spowodowane nieumyślnie.

 

Szablikowski jest zaskoczony

Były dyrektor gimnazjum Andrzej Szablikowski podkreśla, że przez cały czas bronił nauczycieli.

– Żaden wyrok tego nie zmieni, choć w moim odczuciu jest dość zaskakujący i surowy. Dotyka organu prowadzącego, ale po części także i mnie. Nigdy nie umywałem i nie zamierzam umywać rąk od tego, co się stało, tym bardziej że to odbiło się także na moim życiu zawodowym – nie ma wątpliwości.

 


 

Burmistrz Krzysztof Strużyński doskonale zna sprawę. Z każdej rozprawy zdawała mu relację radczyni prawna urzędu Alicja Płoszewska.

 

WW”: Jak pan odbiera ten wyrok?

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony ubolewam nad losem tego chłopca, ale z drugiej żądania finansowe uważam za zbyt wygórowane. Mieliśmy zapłacić 400 tys. zł, a w końcu zapłaciliśmy 126 tys. To i tak bardzo dużo.

 

Obowiązek wypłaty odszkodowania spoczął na gminie, bo towarzystwo ubezpieczeniowe umyło ręce od tej sprawy. Pana zdaniem słusznie?

Stawka ubezpieczeniowa była tak niska, że więcej towarzystwo nie mogło wypłacić. Wtedy ubezpieczaliśmy tylko mienie, a wszystko inne dyrektor. Teraz jesteśmy mądrzejsi. Mamy jedną firmę, która ubezpiecza wszystko – łącznie z OC szkoły, nauczycieli i uczniów. Dzięki temu nie rozmywa się odpowiedzialność.

 

A propos odpowiedzialności. Kto, poza gminą, poniesie konsekwencje tego, co się stało?

Na pewno będziemy domagać się odszkodowania od tych trzech uczniów.

 

W jakiej wysokości?

Jeszcze nie wiem. Zadecyduje pani mecenas, która prowadziła tę sprawę.

 

A co z nauczycielami?

Sąd stwierdził, że nie ponoszą odpowiedzialności za to, co się stało.

Artykuł wyświetlono 3659 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Informacje o gazecie
Nazwa
Wiadomości Wrzesińskie
Wydawca
Wydawnictwo Kropka Jolanta i Waldemar Śliwczyńscy
Rok założenia
1990
Zasięg
powiat wrzesiński
Nakład
10 800

Jedynka gazety
Small
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Szok! Funkcjonariusze z kutnowskiej komendy w biały dzień mieli w...
Zaledwie 22-letni podróżnik wraz ze swymi dwoma towarzyszami marzył...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Najczęściej komentowane
Kutnowski szpital opanowała biała gorączka! Spółka, która po...
Trzy lata temu „Tygodnik Podhalański” opublikował fragmenty rozmowy...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Rada Wydawców Stowarzyszenia Gazet Lokalnych oświadcza, iż nie jest...
Pilska telewizja ujawniła niewygodne dla sędziego Mariusza Sygreli...
Najwyżej oceniane
Mimo tego, że 2 października 2010 roku zamknięto w Polsce wszystkie...
Aż trzydzieści pięć drużyn i to zarówno kobiecych jak i męskich...
13 listopada w budynku parafialnym Teatru „Rabcio” zaprezentowano...
9-etni Mateusz Leśniewicz z Długołęki (gmina Kobylin) został...
Adam Ulbrych przez dziesięć lat mieszkał i pracował w Niemczech. Po...