Od rana stateczny prezes, a po godzinach demon szybkości
Pan Darek przeszedł w rodzinnej firmie wszystkie szczeble kariery, począwszy od produkcji, przez technologa, dyrektora, kończąc na fotelu prezesa.
– Firmę znam od podszewki, pracowałem we wszystkich działach począwszy od produkcji i działu technicznego. Praca przy samochodach jest tym co lubię. Od kiedy pamiętam zawsze pociągała mnie motoryzacja. Lubię dźwięk pracy silnika i wszystko co związane z samochodami – wyjaśnia prezes Fabisiak.
Obecnie na barkach młodego prezesa spoczywa cała produkcja w zakładzie zatrudniającym ponad 300 osób.
Spokojne życie prezeSa8 Po pracy większość czasu szef kutnowskich AMZ poświęca żonie Edycie i dwójce dzieci: półtorarocznej Hani i pięcioletniemu Wojtkowi. Rodzinne wyjazdy, spacery, zabawa z dziećmi i czas spędzony z żoną – tak Darek Fabisiak spędza resztę swojego zwykłego dnia.
– Rodzina jest dla mnie najważniejsza, zaraz po pracy wracam do domu, by poświęcić im czas. Zabawa z dziećmi po ciężkim dniu w firmie pozwala oderwać się od spraw zawodowych. Dzieciaki są niesamowite, dają mi wiele radości – mówi pan Darek.
– Mąż często wraca naprawdę zmęczony, nigdy jednak nie zdarzyło się by nie znalazł czasu dla mnie i maluchów – zachwala męża pani Edyta.
Co jeszcze poza ciepłem domowego ogniska odpręża młodego szefa AMZ?
Demon szybkości
W wieku 18 lat pan Darek zdał egzamin na prawo jazdy. Jego pierwszym autem była Łada 2107. Pierwsze przejechane kilometry i późniejsza praca nieodłącznie związana z motoryzacją zaowocowały miłością do sportów motorowych.
– Kiedy teraz o tym myślę wydaje się, że to było we mnie od zawsze. Dźwięk silnika, zapach benzyny, szybkość, adrenalina... Ma to swój niepowtarzalny urok – tłumaczy pan Dariusz.
Samo podziwianie ścigających się na torach zawodowców nie wystarczało ambitnemu prezesowi. W 2008 roku postanowił spróbować swoich sił w wyścigach samochodowych. Szybko okazało się, że prezes ma duży talent i na wyścigowym torze jest w stanie wiele osiągnąć. Od tej pory na co dzień spokojny mąż i ojciec zmienia się w demona szybkości.
– Zacząłem od wyścigów na ćwierć mili, w 2008 roku startowałem w Street Legal okręgu łódzkiego. To były początki, które bardzo mile wspominam – opowiada.
Już w 2009 roku prezes AMZ został mistrzem Polski w klasie Street FWO.
– Okazało się, że mam predyspozycje do tej dyscypliny i mogę osiągać w niej sukcesy. Wyścigi na tym dystansie wyzwalają spore emocje i pozwalają odreagować stres, o który dziś nietrudno – kontynuuje.
Kolejne sukcesy pan Dariusz odnosił na europejskich torach. W 2009 rok zajął 3. miejsce na Węgrzech i drugie w Szwecji. Jednak wyścigi na ćwierć mili z czasem przestały zadowalać zdolnego kierowcę. Wówczas mistrz kierownicy zainteresował się sportem rodem z Japonii.
Drift to jest to...
Drift to sport motorowy, który narodził się na początku lat 70. w Japonii. Sztuka driftu polega na jeździe w kontrolowanym poślizgu po wytyczonej trasie na specjalnie przygotowanym torze. Jest to jeden z bezpieczniejszych sportów motorowych, co nie oznacza, że nie wyzwala on dużych emocji.
Auta do driftu muszą być specjalnie przystosowane do jazdy. Odpowiednie zawieszenie, powiększony skręt kół, dokładnie wyważone auto, duża moc, dochodząca nawet do 600 koni mechanicznych i specjalne opony to cechy samochodu, którym można powalczyć w tej konkurencji.
– Driftu można się nauczyć jeżdżąc zwykłym autem z napędem na tylną oś, jednak jeśli chce się osiągać sukcesy trzeba mieć porządną maszynę – tłumaczy przyszły mistrz driftingu.
Obecnie pan Darek zasiada za kierownicą jedynego w Europie Mitsubishi Lancer Evo VIII – takiego auta do driftu na naszym kontynencie nie ma nikt inny. Choć auto jest bardzo ważne, to jak w każdym sporcie przede wszystkim liczą się zapał, chęci oraz umiejętności i trening.
– Umiejętności to tak naprawdę 90% sukcesu, do tego dochodzą godziny spędzone na treningach i zawodach – mówi kutnowski drifter.
Dwadzieścia treningów w sezonie po 6-7 godzin każdy plus same zawody to czas, jaki trzeba poświęcić, by liczyć się na torze. Zapał pana Dariusza i grupy jego przyjaciół zaowocował powstaniem driftingowego teamu. Valvoline PUZ Drift Team powstał na przełomie lat 2009/2010. Jeszcze jako PUZ Drift Team w 2010 roku zespół zaliczył bardzo udany, pierwszy pełny sezon startów. W roku 2011 zespół zyskał sponsora tytularnego – markę Valvoline i pod jej barwami wystartuje we wszystkich najważniejszych w tym sezonie imprezach w Polsce.
Przekonał żonę
Podczas zawodów na torze prędkości dochodzą nawet do 160-170 kilometrów na godzinę. Mimo że sport uchodzi za bezpieczny, to na początku żona pana Darka podchodziła do driftu sceptycznie.
– Miałam pewne obawy, to nie to samo co ćwierć mili, tu jest zupełnie inaczej. Nie wiedziałam zbyt wiele na temat tej dyscypliny, stąd strach o męża – mówi pani Edyta.
– Rzeczywiście, drifting jest nie przewidywalny, jednak to jest w tym sporcie najlepsze. Żona miała prawo się bać, jednak kiedy pojechała na pierwsze zawody strach minął – opowiada szef AMZ-Kutno.
Obecnie cała rodzina wspiera pana Darka, maluchy również garną się do moto sportu. Kto wie, może Wojtek odziedziczył po ojcu talent do wyścigów.
– Maluchy uwielbiają siedzieć za kierownicą, kiedy wracam do domu od razu biegną do auta. Być może rzeczywiście pójdą w moje ślady – mówi pan Darek.
Kutnowski mistrz kierownicy startuje 10 września w Karpaczu na Driftingowych Mistrzostwach Polski, z których relację będzie można znaleźć na łamach naszej gazety. Prezesowi oraz dzielnie wspierającej go rodzinie życzymy wszystkiego najlepszego.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.




