MOIM ZDANIEM
Nie znaczy to jednak, że tańca nie lubię. Wręcz przeciwnie – to świetna forma ekspresji. Jako człowiek dość wstydliwy nie potrafię tańczyć w miejscach publicznych, chociaż czasem pokonuję nieśmiałość i jednak to robię.
Co innego w domu! Tutaj, kiedy akurat z radia czy z odtwarzacza CD leci coś, co mnie poruszy, szaleję. Nie ma to nic wspólnego z regułami tańca towarzyskiego, to bardziej pływanie lub spadanie swobodne. Kompletna improwizacja. I to mnie cieszy, a czasem wywołuje śmiech w rodzinie. Kiedyś, jak człowiek był młody, to tańce w moim wykonaniu rzeczywiście były „zabiegami przedpłcennymi”, jak mawiał Tadeusz Boy-Żeleński. Do tańca brało się dziewczynę, żeby pobyć z nią jak najbliżej, poszeptać jej do uszka jakieś tam bzdury, które chciała usłyszeć, no i było fest.
W końcu: kto ma dobry bajer, dostaje za frajer...
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



