MIŁOSZOWA - Zamknięta w wieży
Magdalena Koryczan: Bez pewnych cech charakteru i umiejętności o pracy kontrolera lotów nie ma co marzyć. Które są najważniejsze?
Izabela Pasternak: - Szybkie podejmowanie decyzji i maksymalna koncentracja. Skupienie uwagi na wielu elementach naraz. To bardzo trudne.
Wybrałaś taki właśnie zawód. Dlaczego?
- Mieszkałam wraz z rodziną w Irlandii i niezbyt lubiłam swoją pracę w biurze. Tak spontanicznie pomyślałam, że mogłabym być właśnie kontrolerem lotów, choć tak naprawdę nie wiedziałam, na czym to dokładnie polega.
Trzeba mieć specjalne wykształcenie, by pracować na wieży?
- Wystarczy średnie. Najważniejsze jest przejście specjalistycznych szkoleń i zdanie egzaminu.
Tobie, i trzynastu innym z ponad tysiąca chętnych, się udało. Opowiedz się odbywa szkolenie.
- Najpierw trzeba przejść testy, podobne do tych na inteligencję. Za ich pomocą badana jest wyobraźnia przestrzenna, zdolność wielowymiarowego widzenia. Trzeba rozwiązać zagadki logiczne. Ważna jest też bardzo dobra znajomość języka angielskiego, co sprawdza osobny test. Potem są badania lekarskie i psychologiczne. Psychologowie sprawdzali na przykład, czy potrafię szybko podejmować i zmieniać decyzje i od czego to zależy. Czy nie wpadam w schematy. Na końcu był test komputerowy - pytania na inteligencję i analizujące charakter.
To był pierwszy etap, w Krakowie. Wiem, że po testach wyjechałaś do Warszawy, a potem za granicę na dalsze szkolenie.
- W Warszawie od rana do wieczora, przez cztery miesiące, mieliśmy wykłady z teorii. Jak zbudowany jest samolot, dlaczego lata, jak działa radar. Ale było też sporo zajęć z meteorologii i procedur lotniczych.
Praktykę odbywaliśmy we Włoszech, niedaleko Bolonii, w symulatorze wieży lotniczej. Wielkie ekrany były jak okna, za którymi przelatywały samoloty. Na początek dostałam dwa, trzy samoloty. W końcu piętnaście - i trzeba było je wszystkie bezpiecznie sprowadzić na ziemię. Najpierw wszystko z wizją, a później tylko na słuchawkach. To ćwiczenia bez podglądu, tylko z radiem i paskami postępu lotu, na których zapisany jest numer, typ statku powietrznego, jego prędkość, skąd i którędy do nas leci, o której mniej więcej godzinie przyleci czy odleci. Wszystkie te samoloty trzeba wyseparować, czyli zapewnić im bezpieczną odległość od siebie.
Ile samolotów rozbiłaś w symulatorze?
- Trudno powiedzieć. Na szczęście zawsze można było wcisnąć „stop” (śmiech). Instruktor pomagał, mówiąc: bo pani tu zaraz coś zrobi niedobrego, niech się pani zastanowi. Kilka samolotów rozbiliśmy specjalnie, żeby zobaczyć, jak to wygląda na ekranie komputera.
Takiej pracy towarzyszą emocje.
- Duże. Dlatego mamy długie przerwy. Na siedmioipółgodzinną dniówkę, maksymalnie pięć godzin pracy, nie dłużej niż dwie pod rząd i obowiązkowa przerwa - godzinna lub dwu. Tyle tylko, że jak się naprawdę zestresujesz, to zejście do pokoju socjalnego nie pomaga.
Pamiętasz pierwszy sprowadzony na ziemię samolot?
- Bardziej emocje z tym związane. Wzięłam do ręki gruszkę (mikrofon - przyp. aut.) i nie mogłam nic powiedzieć. To było proste zdanie: zgoda na lądowanie. Ale nie mogło mi przejść przez gardło. Potem już poszło.
Twój najcięższy dzień w pracy.
- Zdarzył się dziś (w niedzielę, 13 listopada - dop. aut.). Widziałam na radarze jak znika samolot. Pomimo wywoływania, nie odpowiadał. Miał problem z silnikiem i spadł niedaleko lotniska w Pyrzowicach. Zginęły cztery osoby. Ciągle jeszcze widzę echo na radarze... W takiej chwili dociera do mnie to, czego zwykle sobie nie uświadamiamy podczas pracy. Każda kropka na radarze to ludzie. Czasami dwustu, czasami cztery osoby. W niedzielę były cztery. Wszyscy zginęli.
Masz swój sposób na odreagowanie zawodowego stresu?
- Staram się sobie wytłumaczyć, dlaczego tak się stało, i że to tylko praca. Ale emocje zostają. Raz mi się śniło, że siedziałam w wieży i że uderzył w nią wielki samolot KLM. Na szczęście zdążyłam się uratować. W trudnych sytuacjach myślę o tym, że jestem bezpieczna, zamknięta w wieży, gdzie raczej nic się nie stanie, to pilot w samolocie ryzykuje. I choć katastrofy lotnicze zdarzają się niezwykle rzadko (musi nałożyć się naprawdę wiele czynników, by do nich doszło), to jednak się zdarzają i musimy być na nie przygotowani.
Kontroler lotów to specyficzny zawód.
- Ktoś kiedyś powiedział, że to 95 proc. nudy i 5 proc. paniki (śmiech). Ja tylko zezwalam na start i lądowanie. Ale wystarczy pięć minut stresu i już wiesz, za co ci płacą.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



