MARKOWICE - Tir wjechał do kuchni
Strażacy stemplują zniszczone pomieszczenia po wjechaniu tira do kuchni. Ich pracę obserwuje powiatowy inspektor nadzoru budowlanego Maciej Matuszkiewicz fot. Paweł Lachowicz
Z chlebem
Chwile grozy przeżyli w środowy poranek, 15 lutego mieszkańcy jednego z domów w Markowicach. Wczesnym rankiem, około godziny 440 w ich dom wjechał rozpędzony tir, taranując doszczętnie pomieszczenie kuchenne. Doszczętnie zniszczona została frontowa ściana budynku. W wypadku poza obrażeniami kierowcy ciężarówki nikt nie ucierpiał.
Dom, który staranował samochód ciężarowy znajduje się na łuku drogi nr 15 naprzeciw parafialnego cmentarza. Mieszkają w nim 4 rodziny, z tym, że jedna z nich nie przebywa w budynku. Jest w trakcie przeprowadzki. Zamieszkujący budynek mieszkańcy dzisiaj mogą mówić o wielkim szczęściu. O szczególnym szczęściu mogą mówić Mieczysław, Łukasz, Michał i Patryk Ligoccy, bo to konkretnie do ich mieszkania wjechała z impetem ciężarówka wypełniona najprawdopodobniej chlebem, który kierowca miał dostarczyć do Krotoszyna do sklepów Biedronka. Na dole, w lewej części budynku mieszka jeszcze Anna Świtalska z synem Radosławem.
Jeszcze spali
Podczas zdarzenia naruszony został także strop budynku, w związku z tym mieszkanie u góry budynku, w którym zamieszkują Romana i Artur Świtalscy z 6-letnim synem Filipem i 7-miesięczną Rozalią również ucierpiało w wyniku katastrofy.
Mieszkańcy domu opowiadają naszemu reporterowi, że pomimo, iż nikt z nich fizycznie nie ucierpiał, to jednak było to dla nich niesamowite przeżycie.
- Spaliśmy. Nagle usłyszałyśmy wielki huk. Wybiegłem z pokoju do kuchni, wszystko było zasypane gruzem. Ja pracuję w Janikowie, codziennie wstaję o 500 rano. Robię sobie w kuchni herbatę i śniadanie do pracy. Gdyby do zdarzenia doszło 20 minut później, to ja bym był właśnie w kuchni i pewnie byłbym teraz przysypany gruzem, albo kto wie, czy jeszcze bym żył - opowiada Łukasz Ligocki.
Natychmiast po zdarzeniu na numer alarmowy 112 zadzwonił Michał Ligocki i poinformował o wypadku: - Zgłosił się Inowrocław. Przyjęli zgłoszenie i powiedzieli, że poinformują służby z naszych terenów. Przez godzinę czasu nie było żadnej reakcji ze strony straży, policji i nikogo. Po godzinie przyjechała dopiero policja ze Strzelna i wezwano straż pożarną- dodają Michał i Łukasz Ligoccy.
Zakleszczony kierowca
Z opowieści Michała wynika, że w kabinie tira został zakleszczony kierowca, którego w pierwszej kolejności trzeba było ewakuować.
- Kierowca był mocno przyciśnięty w kabinie, wiem, bo jako pierwszy go widziałem - opowiada Michał Ligocki. Kierowca był przytomny, i z tego co usłyszeli mieszkańcy mówił, że jechał z chlebem do Biedronki. Myślał, żeby dojechać do Strzelna i tam się przespać. - Nie wiemy, czy czasami kierowcy się nie przysnęło, skoro wspominał, że musi się przespać - mówią zebrani wokół zdarzenia mieszkańcy Markowic.
Rzecznik prasowy KP PSP w Mogilnie kpt. Patryk Kaczmarek powiedział nam, że kierowca samochodu został ewakuowany przez ratowników przy użyciu sprzętu hydraulicznego
- Od razu ewakuowaliśmy z budynku 9 osób, w tym 2 dzieci. Dwa zastępy strażaków ze Strzelna i Mogilna pracują nad udrożnieniem całkowicie zablokowanej drogi krajowej nr 15 - powiedział kpt. Kaczmarek.
Mieszkająca u góry budynku Romana Świtalska opowiada nam, że w chwili zdarzenia wszyscy domownicy spali.
- My wszyscy spaliśmy i nic nie słyszeliśmy. Dopiero przed 600 usłyszałam syreny i wyjrzałam przez okienko i zobaczyłam samochód w naszym domu. Zaraz po godzinie 600 przyszli strażacy i nas ewakuowali. Strażak przyszedł z lampką i powiedział, że mam się pakować i wyprowadzić się z domu - opowiada Romana Świtalska. Jej rodzina po zdarzeniu znalazła schronienie u cioci Janiny Wiśniewskiej w Markowicach, ale nie wykluczała przyjęcia pomocy i pójścia do klasztoru.
Nie pierwszy raz
Natomiast panowie Ligoccy opowiadają, że ich wszystkich o świcie obudził potworny huk.
- To mogła być 435. Wszyscy spaliśmy. Obudził nas potworny huk. Wszyscy w domu wstaliśmy na równe nogi. Z jednej strony, to szczęście, że
„tir” wjechał w kuchnię, bo gdyby tak wjechał do pokoju, mógłby nas pozabijać. Wszyscy jak tylko mogliśmy próbowaliśmy się z domu wydostać. Udało się tylko wyjść nam przez okno - opowiada Mieczysław Ligocki.
To już nie pierwszy raz, kiedy w ten budynek uderza samochód. Jednak nigdy wcześniej zniszczenia nie były aż tak duże. - Fatalny jest ten łuk na zakręcie, i te przeraźliwe garby na ulicy. Jak się jedzie od strony Inowrocławia to droga prowadzi wprost na ten dom - mówią mieszkańcy Markowic.
Kierowca w szpitalu
Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że 35- letni kierowca, mieszkaniec okolic Sochaczewa jechał z nadmierną prędkością i nie zdołał zapanować nad pojazdem.
- Jasne jest z tego co widać, że kierowca wpadł w poślizg, stracił panowanie nad całym zestawem. Przełamał barierę ochronną i przodem wjechał do budynku mieszkalnego. Z naszych informacji wynika, że naruszył bezpośrednio pomieszczenie kuchni, ale widać też uszkodzenia w innych pomieszczeniach - powiedział reporterowi Pałuk oficer prasowy KPP w Mogilnie podkom. Tomasz Rybczyński.
Kierowca został przewieziony do szpitala, jest już po badaniach lekarskich. Jest lekko poturbowany i nie ma większych obrażeń ciała, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
- Teraz będziemy badać sprawę. Będziemy sprawdzać urządzenia rejestrujące czas pracy kierowcy i przebieg tego zdarzenia będziemy uzupełniać o konkretne informacje, ale to wymaga czasu - dodał podkom. Rybczyński.
Na gorąco
Na miejsce zdarzenia przybył także Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Maciej Matuszkiewicz, który ocenił stan budynku.
- Najważniejsze, to ustawić dwa filarki podpierające nadproża, na którym wisi dach i strop. Jest takie miejsce, które trzeba by podeprzeć, ale zrobimy tylko takie rozwiązanie zastępcze. Dopiero wtedy przystąpimy do wyciągania samochodu. Czy to nie poleci to jest pytanie do wróżki, bo nie można wykonać jednego zabezpieczenia, które jest potrzebne. Jest obawa, bo część wisi na samochodzie i jest obawa, że może spaść. Jeżeli okaże się że po odciągnięciu samochodu nic nie poleci to określimy ekipie co ma naprawiać, ale zobaczymy jakie są możliwości techniczne i ludzkie. Remont na pewno trochę potrwa, i nie wiemy, kiedy będą mogli wrócić mieszkańcy - ocenił na gorąco sytuację na miejscu inspektor Matuszkiewicz.
Pomoc
Pomoc rodzinom zadeklarował burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak, który na miejsce zdarzenia przybył zaraz po służbach ratowniczych około 600 rano. Zapewnił rodzinom tymczasowe lokum w internacie SOSW na ul. Parkowej w Strzelnie. Zakwaterowanie na czas remontu domu zaoferował także proboszcz markowickiej parafii. Poszkodowani mieszkańcy stwierdzili, że zostaną w klasztorze, mówili, że nie chcą opuszczać Markowic.
Burmistrz Matczak zadeklarował natomiast pokrycie kosztów wyżywienia poszkodowanych rodzin. - Ja zostanę w domu, będę przebywał w pokoju, a chłopacy niech idą do klasztoru. Ktoś przecież musi tutaj zostać i pilnować dobytku - powiedział Ligocki. Oprócz wyżywienia burmistrz zapewnił rodzinom pomoc w formie remontu budynku.
Na miejscu zdarzenia natychmiast pojawił się kierownik ZEC Krzysztof Szarzyński. To kierowana przez niego firma na zlecenie burmistrza wykona potrzebne prace w zniszczonym budynku. Strzeleński Zakład Energetyki Cieplnej tego samego dnia podjął się odbudowania ściany budynku.
- My podjęliśmy się zadania usunięcia skutków wypadku, żeby rodziny zamieszkujące ten budynek jak najszybciej zapomniały o tej nieszczęśliwej tragedii i wróciły do siebie - powiedział Krzysztof Szarzyński. Kierownik ZEC dodaje także, że to już nie pierwszy raz, kiedy w ten budynek uderza samochód. Jednak nigdy wcześniej zniszczenia nie były aż tak duże.
WydatkiI
- Czeka nas teraz sporo wydatków, bo kuchni praktycznie nie mamy wcale, ponadto drzwi, okna, korytarze wszystko zniszczone. Lodówka nadaje się tylko na złom, nie mówię już nic o sprzęcie AGD, bo ten też całkowicie zniszczony, a ojciec ma tylko 1.100 zł wypłaty i z czego ma to wyremontować, i wszystko pokupować. Aż boję się co się jeszcze okaże, gdy samochód wyciągną, czy nie będzie czegoś gorszego. Drzwi do pokoju przywalone są gruzem, więc nawet nie mogliśmy wejść tam i zobaczyć jak tam wygląda. Myśmy wychodzili oknami, bo wszystkie drzwi są przywalone gruzem. Dzisiaj załatwiłem sobie wolne w pracy, ale dłużej też nie mogę, bo nikt mi wolnego nie da, a tu trzeba będzie sprzątać - powiedział nam Łukasz Ligocki.
Łuk i garby
Zebrani przy zdarzeniu mieszkańcy powiedzieli naszemu reporterowi, że cały czas przeżywają niepokój o własne bezpieczeństwo. Martwią się, że kierowcy szczególnie ciężkich samochodów nie stosują się do istniejącego w tym miejscu ograniczenia prędkości do 40 km/h. Romana Świtalska przypomniała, że w ten sam dom już w 1997 r. wjechał tir. Ponadto w październiku 2009 r. w dom Wiesławy Skowrońskiej stojący obok wjechał tir z naczepą wypełnioną kartonem.
- Fatalny jest ten łuk na zakręcie i te przeraźliwe garby na ulicy. Jak się jedzie od strony Inowrocławia, to droga prowadzi wprost na ten dom. Najlepiej siedzieć na stołkach i nic nie robić. Czy naprawdę musi stać się tragedia, żeby zaczęli coś w Markowicach zrobić i zagwarantować nam bezpieczeństwo. Tutaj nawet człowiek nie ma szans uciec - mówią mieszkańcy Markowic.
Cos trzeba zrobić
Po wypadku w 2009 r. burmistrz Ewaryst Matczak wystosował do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, jako administratora drogi wniosek o zamontowanie w tym miejscu na odcinku drogi od numeru domu 19 do 21 specjalnej stalowej bariery ochronnej. Taka bariera została zamontowana, jednak i ona nie uchroniła domu przed katastrofą.
- Fakt, że barierki zamontowali, ale co tam takie małe barierki na taki ciężki samochód. Jak nikt, nic tutaj konkretnego nie zrobi, to kiedyś nas tutaj pozabijają - mówi Ligocki.
Inni mieszkańcy dodali, że kiedyś przed ułożeniem chodnika przy krajówce w Markowicach mieszkańcy mieli przed domami ogródki i był tam dość głęboki rów.
- To nawet jak jakiś samochód wypadł z drogi to zawsze się chociaż zawiesił na tym uskoku, a teraz wjeżdżają centralnie w nasz dom. Ludzie w Markowicach tym chodnikiem się boją chodzić i do sklepu idą podwórzem za budynkami, bo tutaj to w każdej chwili samochód może człowieka trzasnąć. Ta barierka też niewiele daje, ona może zatrzymać osobówkę, ale nie takiego kolosa jak tir - dodają mieszkańcy Markowic.
- Niepokój i strach z pewnością będzie towarzyszył rodzinom i innym mieszkańcom jeszcze długo. My ze swej strony zaoferowaliśmy rodzinom wszystko co było możliwe i nadal w razie konieczności jesteśmy gotowi pomóc - powiedział burmistrz Matczak.
Tuż przed oddaniem artykułu do druku od kierownika referatu organizacyjnego i spraw obywatelskich Jarosława Marka dowiedzieliśmy się, że po przeprowadzonych oględzinach Państwowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Maciej Matuszkiewicz dopuścił warunkowo do użytkowania mieszkanie Romany Świtalskiej na piętrze. W związku z tym z zakwaterowania w klasztorze skorzysta tylko rodzina Ligockich, koszty wyżywienia, tak jak zadecydowały rodziny pokryje Urząd Miejski w Strzelnie.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



