Pobierz widget

Łuków - Wierzą, że obudzi się ze śpiączki

03 wrzesień 2009, 12:56
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Niecałe dwa lata temu Łukasz Sadło z Dąbia miał narzeczoną Małgosię, pracę i wesele w planach. W styczniu 2008 r. po wypadku zapadł w śpiączkę. Rodzice i Małgosia nie stracili nadziei. Rehabilitują go i wierzą, że kiedyś się obudzi.
Łuków - Wierzą,  że obudzi się ze śpiączki

Dąbie 101 a. Piętrowy, duży dom. Parkuję na podwórku. Dzwonię do drzwi. Za chwilę się przekonam, że za nimi toczy się nieustanna walka o powrót Łukasza ze śpiączki. Jego mama, pani Eugenia zaprasza mnie do jasnego pokoju. - To Łukasz - mówi. Szczupły brunet leży na wysokim łóżku. Ma otwarte oczy. Milczy. Wydaje się nieświadomy wydarzeń wokół. Nie wiem, czy tak jest. Medycyna nie umie odpowiedzieć na pytanie, co czuje człowiek w śpiączce. - Właśnie robimy masaż - pan Waldemar, ojciec chorego, trzyma rękę syna.

Do pokoju wchodzi Małgosia z dzieckiem na rękach. - To Karolinka, córeczka Łukasza - mówi. Kiedy zdarzył się wypadek, Małgosia była w pierwszym miesiącu ciąży. W maju mieli się pobrać. To była szkolna miłość. Chodzili do jednej klasy technikum w Łukowie. Po maturze Małgosia zaczęła studia. Pracowała jako sekretarka w szkołach w Kujawach i Staninie. Łukasz zrobił prawo jazdy na tiry, poszedł do wojska. W jednostce kilku żołnierzy zachorowało na sepsę. Matka drżała o jego zdrowie. Choroba go ominęła. Kiedy wrócił do domu, zaczął pracować jako kierowca tira. 27 stycznia 2008 r. nie miał jeszcze 23 lat. Około godz. 17 jechał swoim autem z Jarczówka do pracy w Żdżarach. Śnieżyca, poślizg, zderzenie z cysterną. Rozległe obrażenia głowy, złamany kręg szyjny. Żył, ale nie miał kontaktu z otoczeniem. Tak jest do dziś. Przeszedł operację dwustronnej trepanacji czaszki. Przez pół roku leżał w szpitalach w Łukowie i Lublinie. Później na oddziale rehabilitacyjnym kliniki w Bydgoszczy. Rodzice czuwali przy nim każdego dnia. Od lekarzy i pielęgniarek nauczyli się dbać o niego.

Całe nasze życie to on

Po miesiącach w szpitalach, Łukasz od ponad roku jest w domu. - Teraz całe nasze życie to on - mówi pani Gienia. - Nazbieraliśmy trochę pieniędzy na wesele, a wszystko poszło na leczenie. A tak się cieszył z wesela - powstrzymuje łzy matka. Małgosia nie opuściła narzeczonego. Zamieszkała w domu niedoszłych teściów. Traktują ją jak córkę. Przeżyła szok po wypadku. Ciąża była zagrożona, ale Karolina urodziła się zdrowa. Zawzięcie raczkuje przy łóżku taty. - Wnusia to nasze szczęście w tym wszystkim - mówi pani Gienia.

Łóżko Łukasza stoi na środku pokoju. Sadłowie nieustannie dyżurują przy synu. W dzień i w nocy. Po kilka godzin dziennie go rehabilitują. - Ćwiczyć z nim można by cały czas. Im więcej, tym lepiej - mówi ojciec. Rehabilitacja przynosi bardzo powolne efekty. - To jakby budzenie po kropelce - wyjaśnia pan Waldek. Po wypadku Łukasz był całkowicie sparaliżowany. Teraz porusza rękami i nogami. Przekręca głowę. Nie umie samodzielnie połykać. W brzuchu ma założony tzw. PEG - sondę na stałe wprowadzoną do żołądka. Przez nią przyjmuje jedzenie - przecierane zupy. Przy PEG-u Małgosia codziennie zmienia opatrunek, aby nie doszło do zakażenia. W szyi Łukasz ma zamocowaną rurkę tracheostomijną. Dzięki niej oddycha. Śluz trzeba odsysać co 2-3 godziny. Często trzeba go przekręcać na boki lub plecy, żeby nie pojawiły się odleżyny. Rodzice codziennie go myją i oklepują. Masują stopy. Logopeda robi mu ćwiczenia twarzy. Małgosia naświetla rozgrzewającymi lampami. Bliscy sadzają go na wózku, przypinają, zabierają na świeże powietrze. Trzeba do tego czterech osób, bo Łukasz jest ciężki. - Pod wieczór jesteśmy wycieńczeni - przyznaje pani Gienia. Ale rodzice nie szczędzą sił. - Nam się wydaje, że on nas rozumie, że słyszy, co mówimy. Łukaszku, słyszysz nas? - matka pochyla się nad synem, ściska jego ręce, głaszcze po głowie. Rodzice wierzą, że z tego wyjdzie. - Oby za naszego życia - wzdycha pan Waldemar.

Szukają każdego sposobu

Po wypadku Sadłowie spotkali się z ogromną życzliwością ludzi. Pani Gienia mówi o tym i płacze.
- Ludzie przynosili dla Łukasza owoce i pieniądze na rehabilitację. Zbiórkę w kościele przeprowadził ks. Piotr Oskroba, proboszcz parafii w Dąbiu. Pomogła Zofia Żuk. Zapewniła pomoc rehabilitacyjną i ofiarowała masażer do stóp. Andrzej Sadło ze Żdżar, właściciel firmy transportowej, w której pracował Łukasz, wsparł finansowo rodzinę. Były datki od anonimowych osób i pieniądze od Koła Gospodyń „Jagódki” ze Zdżar. Czas płynie, a rehabilitacja Łukasza jest kosztowna. Chory dostaje 153 zł zasiłku. 500 zł miesięcznie kosztują leki i opatrunki. Pani Genowefa ma 503 zł renty, pan Waldemar 1000 zł emerytury. Pięć razy w tygodniu przyjeżdża rehabilitant z Łukowa. Cena 1 godziny ćwiczeń to 35 zł. NFZ dofinansowuje 90 godzin na rok, za resztę płacą sami. Rehabilitant z Siedlec jest u nich 1-2 razy w tygodniu. Stosuje odmienne metody terapii. Rodzice szukają każdego sposobu, by poprawić stan syna.

Ciężar poszukiwania środków na rehabilitację wzięła na siebie Małgosia. Wysyła prośby do różnych instytucji z prośbą o przekazanie 1% podatku na konto Łukasza. Szuka w Internecie informacji o ośrodkach, które mają sukcesy w wybudzaniu pacjentów ze śpiączki. Jednocześnie studiuje, wychowuje córeczkę i pielęgnuje Łukasza. - Aż serce się ściska, jak ona go mocno kocha, ta nasza Małgosia - łzy płyną po twarzy pani Eugenii. Sadłowie zdają sobie sprawę, że bez wsparcia innych ludzi sobie nie poradzą.

- Musimy prosić o pomoc. Złotówki z tego nie wezmę dla siebie. To wszystko jest dla niego - mówi pani Gienia. Cały czas potrzebne są pieniądze na leki i rehabilitację. Lekarze dawali Łukaszowi 3 miesiące życia. Żyje już ponad półtora roku. - Nie dasz się, wiesz, że masz Małgosię i Karolinę. Mama też cię kocha najmocniej na świecie, ale one są teraz najważniejsze - pani Gienia czule przemawia do syna. - Już wypłakałam wszystkie łzy. Jedyne co nas trzyma, to nadzieja, że on się obudzi, że wyjdzie z tego - mówi z wiarą.

Pomóżmy Łukaszowi

Jeśli ktoś z Czytelników Wspólnoty chciałby pomóc Łukaszowi Sadło prosimy dzwonić pod nr tel. Redakcja Wspólnoty Łukowskiej: 025 798 72 20 albo 501 648 259 lub 503 186 813. Państwo Eugenia i Waldemar Sadłowie oraz pani Małgosia serdecznie dziękują wszystkim za pomoc dla Łukasza, jaką otrzymali do tej pory.

Od autorki

O Łukaszu dowiedziałam się na festynie w Żdżarach. Panie z Koła Gospodyń Wiejskich „Jagódki” sprzedawały ciasta, a pieniądze wrzucały do skarbonki podpisanej „Dla Łukasza Sadło”. Wtedy usłyszałam, że w Dąbiu mieszka mężczyzna, który jest w śpiączce po urazie głowy w wypadku samochodowym. Rodzicom Łukasza brakuje pieniędzy na rehabilitację. Stąd pomysł zbiórki. Pomyślałam, że warto napisać o Łukaszu. Mam nadzieję, że nasi Czytelnicy pomogą mu przebić się przez mur śpiączki.

Magdalena Oknińska

Artykuł wyświetlono 5684 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Informacje o gazecie
Nazwa
Wspólnota Łukowska
Wydawca
Wydawnictwo Wspólnota
Rok założenia
2004
Zasięg
powiat łukowski
Nakład
4200

Jedynka gazety
Small
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Szok! Funkcjonariusze z kutnowskiej komendy w biały dzień mieli w...
Zaledwie 22-letni podróżnik wraz ze swymi dwoma towarzyszami marzył...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Najczęściej komentowane
Trzy lata temu „Tygodnik Podhalański” opublikował fragmenty rozmowy...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Rada Wydawców Stowarzyszenia Gazet Lokalnych oświadcza, iż nie jest...
Kutnowski szpital opanowała biała gorączka! Spółka, która po...
Pilska telewizja ujawniła niewygodne dla sędziego Mariusza Sygreli...
Najwyżej oceniane
Do wągrowieckiej fary znów zawitali archeolodzy, a ich kolejne...
Gdyby nie Maria Czernik, dyrektor Gminnego Centrum Kultury i...
Pobicie przez zamaskowanych bandytów. Uszkodzenie cmentarnego...
Do urn poszło za mało głosujących, aby uznać referendum za ważne....
Dyrektor głomskiej szkoły była gotowa zrezygnować z funkcji...