Łukasz Kaczmarek najlepszy na świecie!
Decyzja o tym, by Łukasz Kaczmarek wystąpił w mistrzostwach globu ze starszym o rok Kosiakiem, a nie ze swoim etatowym partnerem – Sebastianem Kaczmarkiem z Krotoszyna, zapadła na zgrupowaniu kadry narodowej w Turcji. – Sztab trenerski obserwował nas i postanowił, że najlepiej będzie, jak w Chorwacji zagram z Maciejem Kosiakiem – wyjaśnia Łukasz. Był to strzał w dziesiątkę! Zawodnicy świetnie współpracowali na piaskowym boisku po zaledwie trzech miesiącach wspólnego grania. 2-metrowy Kaczmarek i o głowę niższy partner jak burza przeszli przez pierwsze spotkania. Następnie łatwo pokonali parę Francuzów Carrau-Gras 2:0 (21:13, 21:16).
Wygrany bój z Rosjanami
W ćwierćfinale trafili na faworyzowanych Rosjan (Kirienko-Adrianow). – To mistrzowie Europy, wiedzieliśmy, że czeka nas ciężka przeprawa. Byliśmy bardzo skoncentrowani, dzięki czemu wszystko nam wychodziło. To był nasz najlepszy mecz w mistrzostwach - powiedział Łukasz. W pierwszym secie Polacy wygrali na przewagi. W drugiej partii Rosjanie, którzy bardzo wysoko zawiesili poprzeczkę, byli o włos lepsi od Kaczmarka i Kosiaka. W rozstrzygającym o zwycięstwie secie nasi pokonali rywali 15:12 i jeszcze tego samego dnia zagrali o finał ze szwajcarską parą Lerch-Lerch. Helweccy bracia w pierwszym secie półfinałowego spotkania nie mieli recepty na ofensywny styl naszych zawodników. Od początku wypracowywali przewagę i do końca seta kontrolowali przebieg gry. Po wygranej 21:13 w drugim secie gra się wyrównała, ale w końcowej fazie Kosiak z Kaczmarkiem zaprezentowali więcej zimnej krwi i wygrali 21:19, a cały mecz 2:0.
Słaba gra w finale
- W finale zagraliśmy najsłabiej – tak krytycznie Łukasz Kaczmarek ocenił swój i Kosiaka występ w meczu o złoto. Rywalem polskiej pary byli Runnar Sannarnes i Andreas Takvan z Norwegii. O zwycięstwie rozstrzygnął tie-break. W pierwszej odsłonie finału Polacy zaczęli źle, przegrywając na początku 3:7. Wkrótce przeciwnicy, którzy nie byli wymieniani w gronie faworytów do triumfu w czempionacie, grali spokojniej i prowadzili już 10:5. Na szczęście w tej fazie Kaczmarek i Kosiak wreszcie rozluźnili się i pokazali to, czym zdominowali przeciwników we wcześniejszych spotkaniach. Straty odrabiali bardzo szybko. Wreszcie wyrównali 16:16, ale w końcówce w poczynania naszych znowu wkradła się nerwowość. Norwegowie wykorzystali to i zwyciężyli 21:17, obejmując prowadzenie w meczu (1:0). Pierwsze piłki drugiej partii należały niestety do Skandynawów, którzy prowadzili 3:1 i po chwili 6:3. Wtedy nastąpiło przełamanie i Polacy zaczęli grać o wiele skuteczniej. Łukasz pewnie kończył ataki i powstrzymywał rywali na siatce. Dzięki poprawieniu gry we wszystkich elementach wygrali 21:19 i doprowadzili do tie-breaka. Trzeci, decydujący o mistrzostwie świata set, to męska walka. Żadnemu z duetów nie udało się wypracować przewagi większej niż dwa punkty. W samej końcówce Polacy walczyli jak lwy o każdą piłkę i nie tracili spokoju, z wielką precyzją wykonując każdą akcję. Prowadząc 14:13 wykorzystali pierwszą piłkę meczową, zwyciężając 2:1. Po chwili padli sobie w ramiona.
Wzruszenie podczas hymnu
- Gdy grali Mazurka Dąbrowskiego, byłem wzruszony, nawet uroniłem łezkę. Naprawdę czułem się wspaniale - mówi Łukasz. Wcześniej, przed ceremonią nagradzania najlepszych siatkarzy plażowych do 19 lat, krotoszynianin zadzwonił do rodziców. Skontaktował się także ze swoim wujem Alojzym Grobelnym, który przez pierwsze lata konsekwentnie go trenował. – Jestem im bardzo wdzięczny, że mnie wspierają w mojej karierze sportowej. Wujowi Alosiowi dziękuję, że był taki wytrwały – podkreśla Kaczmarek. Podczas drogi powrotnej w autobusie odbierał dziesiątki sms-ów i telefonów z gratulacjami.
Gratulacje!!! Krotoszyn pewno pęka z dumy !
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



