KUTNO - Zimne święta pani Heleny
– Urzędnicza bezduszność nie zna granic. Dla nich liczy się tylko rachunek ekonomiczny, a nie człowiek – denerwuje się Krzysztof Wojciechowski, syn staruszki.
Staruszka od kilku tygodni marznie w nieogrzewanym lokalu, bo przez niedrożny system kominowy nie może palić w piecu. Jak mówi, od miesiąca prosi aby Zarząd Nieruchomości Miejskich zajął się sprawą.
– Nigdy bym nie przypuszczała, że na starość spotkają mnie tu takie niedogodności. Jestem po kilku operacjach, boję się, że przez urzędnicze zaniedbania podupadnę na zdrowiu – mówi ze łzami w oczach staruszka.
O życie pani Heleny obawiają się też jej synowie. – Dlaczego czekamy na tragedię? Jak można traktować ludzi tak przedmiotowo? Przecież to się nadaje do prokuratury! – dodaje Krzysztof Wojciechowski, syn pani Heleny.
Dym na Matejki
Na początku grudnia w mieszkaniu pani Heleny rozegrały się dramatyczne sceny. Wyziębiona staruszka nie wytrzymała i już po raz trzeci w tym sezonie grzewczym próbowała rozpalić ogień w piecu. Próba mogła skończyć się jednak tragicznie.
– Wszędzie było pełno dymu – wspomina. – Wpadłam w panikę, na dodatek było mi bardzo słabo. Nie wiedziałam, co ze mną będzie. Resztkami sił wezwałam straż pożarną.
Strażacy po przybyciu na miejsce stwierdzili, że przyczyną zadymienia był niedrożny przewód kominowy.
– Nasi funkcjonariusze wygasili piec i zlecili kontrolę całego przewodu przez zakład kominiarski – potwierdza mł. kpt. Zdzisław Pęgowski, rzecznik prasowy PSP w Kutnie.
Pani Helena, choć osłabiona, udała się do internisty. Jak mówi, ten chciał ją wysłać do szpitala, ale kobieta nie zgodziła się, wolała dojść do siebie w domu.
– Mama jest po chemioterapii. Każda tego typu sytuacja szkodzi jej zdrowiu, ale czy urzędników to w ogóle interesuje? – denerwuje się K. Wojciechowski.
Po zdarzeniach z początku grudnia pani Helena w obawie o życie nie rozpala pieca. Ogrzewa się jedynie niewielką farelką. Z rana jej termometr wskazuje nie więcej niż 10 stopni Celsjusza...
Niech pani grzeje przy otwartym oknie...
Wojciechowscy w sprawie niedrożnego przewodu kominowego napisali już niejedno pismo, m.in. do nadzoru budowlanego i Zarządu Nieruchomości Miejskich. Jak mówią, wymiana korespondencji na niewiele się jednak zdała.
Dopiero po interwencji strażaków panią Helenę odwiedzili pracownicy Spółdzielni Pracy Usług Kominiarskich. Orzekli, że przy zamkniętych oknach i drzwiach ciąg w przewodzie kominowym nie spełnia wymagań prawidłowego użytkowania pieca. Kominiarze stwierdzili również, że w mieszkaniu trzeba wykonać odpowiedni nawiew.
Mieczysław Makuch, prezes Zarządu Nieruchomości Miejskich zapewnił naszego reportera, że tak też się stanie. Szef ZNM twierdzi jednak, że póki co kobieta może palić w piecu i... powinna uchylać jednocześnie okno.
– Po naszej stronie nie ma żadnego zaniedbania – twierdzi Mieczysław Makuch, dyrektor ZNM. – Kobieta bez naszej zgody wymieniła okna na PCV, samowolnie zamontowała nasadę kominową, niezgodnie ze sztuką budowlaną. Dlatego powinna ją ocieplić lub zdemontować. Bez naszej zgody kutnianka zamontowała też nawiew kuchenny, powinna zaprzestać jego użytkowania. Te wszystkie czynniki powodują bowiem zakłócenia w ciągu kominowym.
Rodzina Wojciechowskich jest oburzona postawą dyrektora Makucha. Zarzut dotyczący wstawienia nowych okien i nawiewu uważa za absurdalny.
– Dyrektor ZNM nie ma pojęcia o sztuce kominiarskiej – mówi Krzysztof Wojciechowski. – Mama zainwestowała w prace remontowe budynku, który nie jest jej własnością, teraz poczytuje się jej to za złe. Poza tym jak ma korzystać z pieca, skoro kominiarz uznał, że trzeba wykonać jeszcze pewne czynności? Przecież pracownicy SPUK muszą to jeszcze sprawdzić.
Wszystko wskazuje na to, że przed świętami nie uda się załatwić sprawy. Wigilię pani Helena spędzi więc w zimnie. – Mam ogromny żal do urzędników, że traktują ludzi w taki sposób. Nie interesuje ich los lokatorów. Nie przypuszczałam, że dożyję takich czasów – komentuje całą sprawę staruszka.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.




