KROTOSZYN - Urzędnik zapatrzony w Tomasza Manna
Poznawszy bliżej to, czym poza pracą zawodową zajmuje się dr Jacek Kępa, można zaryzykować słowa dość odważne: urzędnik urzędnikowi nierówny, albo trochę inne: nigdy nie wiemy, co drzemie pod - na pozór - spokojną twarzą samorządowego funkcjonariusza. To zawód silnie obarczony stereotypem: zimny urzędnik - zagubiony petent. Przywołujący dalekie echa Urzędu, powieści Tadeusza Brezy z 1960 roku, w której jednostka ulega biurokratycznej machinie władzy.
Karta została już zapisana
Wszystko rozstrzygnęło się w 2001 roku, gdy Jakub Szczuka, redaktor lubelskich Kresów, przyjął do druku artykuł Kępy, będący streszczeniem jego pracy magisterskiej o Czarodziejskiej górze. - Gdyby odrzucono mi ten tekst, nie wróciłbym już do tematu - opowiada. Z pewnością zainteresowanie wielkim pisarzem ustałoby, a krotoszynianin nie napisałby kolejnych rozpraw, które po latach stały się osnową doktoratu.
Stało się jednak inaczej, bo życie pisze scenariusze znane tylko sobie. W kilka lat później dr Jakub Szczuka nagle umiera, ale karta Jacka Kępy jest już na tyle zapisana, by ten dalej sam mógł ją wypełniać.
Kępa jest absolwentem Kołłątaja z 1980 roku i polonistyki na UAM, którą kończy pisząc rozprawę o powieściach historycznych Parnickiego. Później uczy w szkole podstawowej w Zdunach, gdzie mieszka, w liceum ogólnokształcącym i ponownie w Zdunach. W 1999 roku zostaje pracownikiem Urzędu Miejskiego w Krotoszynie.
Nieco wcześniej podejmuje - w trybie wieczorowym - studia germanistyczne w Kaliszu, które kończy na Uniwersytecie Wrocławskim w 1997 roku. W cztery lata później wysyła wspomniany maszynopis do Lublina.
Gotowy doktorat
Za namową Szczuki pisze prace poświęcone kolejnym książkom Manna. Wobec braku współczesnych rozpraw zaczyna tłumaczyć teksty krytyków niemieckich, przekłada też fragmenty dzieł pisarza, nieznane w języku polskim. W ciągu kilku lat współpracy z Kresami pojawia się myśl, by pokusić się o jakiś całościowy zarys. - Szczuka poparł ten pomysł, być może nawet zaproponował pracę doktorską, nie pamiętam... - mówi.
Rozprawę składa u prof. Kunickiego, który akceptuje ten odwrotny de facto tryb zdobywania naukowego stopnia. Tym co zwraca uwagę komisji egzaminacyjnej na obronie, to duże audytorium. Tworzą go m. in. przełożeni i koledzy doktoranta z Urzędu Miejskiego. Przewodnicząca Rady Miejskiej, Zofia Jamka, czy ówczesny wiceburmistrz Franciszek Marszałek. Nic dziwnego, Kępa jest pierwszym pracownikiem lokalnego samorządu, który sięga po tytuł doktorski.
Przekłady i eseistyka
Po uwzględnieniu poprawek recenzentów we wrocławskim wydawnictwie Atut składa manuskrypt książki Sacrum i profanum w twórczości Tomasza Manna, co definitywnie wieńczy siedmioletni okres badań.Wynika z nich, że motywem spajającym twórczośćpisarza jest mieszczańska harmonia między świętością, a ziemskością. Odtąd Mann będzie interesował go już tylko od strony przekładów i eseistyki.
Mówi, że Sacrum i profanum, jak na książkę naukową, sprzedaje się dobrze, wykonano nawet dodruk. Jej wydanie staje się pretekstem do odbycia spotkań autorskich, które przynoszą Jackowi Kępie sporo satysfakcji.
Życie biegnie dalej. W 2010 roku na konferencji Mieszczaństwo a postmodernizm w Kolegium Jana Długosza w Częstochowie wygłasza referat, któryzostanie opublikowany w książce zbiorowej oraz niemieckim periodyku naukowym Wirkendes Wort. W dwujęzycznym Dialogu ukażą się z kolei - przetłumaczone przez Kępę - fragmenty Rozważań człowieka apolitycznego, obszernego eseju Manna z 1918 roku.
Promocja sama w sobie
Jacek Kępa jest naczelnikiem wydziału zajmującego się promocją Krotoszyna, współpracą z gminami partnerskimi, a także rejestracją działalności gospodarczej. To jego zasadnicze zajęcie, z którym jest kojarzony. Pomaga mu w tym znajomość języków obcych. Nie umie odpowiedzieć wprost, czy studia nad literaturą niemiecką ułatwiają mu rozmowy z obcokrajowcami odwiedzającymi Krotoszyn. Ale on sam, ze swoimi zainteresowaniami, jest promocją samą w sobie. Nie każdy urząd ma kogoś tak szczególnego do kontaktów zewnętrznych.
- Piszę głównie w soboty i niedziele, do tego potrzebny jest świeży umysł. Ma świadomość, że jego osobowość jest wieloczęściowa. - Musiałem nauczyć się z tym żyć - dopowiada. W swoim dorobku ma także rozprawy związane z promocją miasta oraz prelekcje na ten temat, które wygłosił do studentów. Obok ukończonych podyplomowych studiów samorządowych to punkty styczne między dwiema częściami jego osobowości.
Rozdział najnowszy
Przed kilkoma miesiącami we wrocławskiej Odrze Jacek Kępa zadebiutował jako prozaik. - Obudziła się we mnie taka potrzeba. Wyrażanie się w słowie to pełna forma życia, istota egzystencji - powiedział, gdy wreszcie zbliżyliśmy się do tego tematu. Nieco speszony, ale pewny tego, w jakim kierunku zmierza. Po moich pytaniach wyznał w końcu, że ma za sobą pisanie dziennika.
Opowiadanie nosi tytuł Spotkanie, mówi o samotności i poszukiwaniu drugiego człowieka. Misternie napisane, bez dialogów, odtwarza zaledwie godzinę spędzoną na poznańskim rynku. Narrator nie potrafi zrzucić z siebie maski zamknięcia i nieśmiałości, czuje się zubożony. Gwar miejsca, widok radosnych ludzi zderza się tutaj z odczuciami kogoś, kto jest poza światem.
Trudno nie dostrzec w dążeniach Jacka Kępy determinacji i umiejętności budowania muru z małych cegiełek. Przy obciążeniu, które narzuca na niego wrażliwość humanisty, udowadnia, że jest sprawny i zapobiegliwy.
I tego właśnie, choć w innym wymiarze, brakuje narratorowi jego opowiadania.
Spotkanie (fragment)
Ruszyłem biegiem, ale szybko zwolniłem kroku. Nie chciałem zwracać na siebie uwagi, nie chciałem, by cokolwiek zauważyły, choć cała trójka była już z pewnością po drugiej stronie ratusza. Przede wszystkim jednak przed samym sobą pragnąłem zachować pozory normalności i przypadkowości nadchodzącego spotkania. Pragnąłem, by moje zachowanie sprawiało wrażenie niewymuszonego, by przedstawić się jako mężczyzna przepojony spokojem i wewnętrzną równowagą. Za wszelka cenę chciałem grać, tak bardzo nieznośna wydała mi się myśl, że miałbym całemu światu pokazać rodzące się we mnie uczucie. Z głębin udręczonej przeszłością wiedzy o mnie, z których nie wypływają już myśli, lecz nieświadome swych źródeł emocje i budowane na nich niewłaściwe zachowania, płynął szept, że robię coś, czego powinienem się wstydzić i za co mogę zostać ukarany. Zaspokajanie pragnienia miłości prowadzi do zła, taka myśl powstawała od pewnego czasu w mojej głowie, ilekroć próbowałem uogólnić wszystkie moje doświadczenia. Czy zatem samo moje istnienie nie było złem?
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



