KROTOSZYN - Czy komendant Straży Miejskiej kłamie?
Skrzypczak złożył na ręce członków komisji rewizyjnej rady miejskiej skargę na burmistrza Krotoszyna, który - jak uważa - udzielał mu lekceważących i niesatysfakcjonujących odpowiedzi na jego pisma dotyczące Straży Miejskiej. Komisja, po zapoznaniu się z faktami oraz rozmowie z T. Skrzypczakiem, stwierdziła bezzasadność skargi. Jej decyzję radni poparli na sesji 31 marca. Marian Skotarek, przewodniczący rewizyjnej, podsumował, że burmistrz udzielił T. Skrzypczakowi odpowiedzi w ustawowym terminie oraz w sposób wyczerpujący zaprezentował swoje stanowisko.
Spór o parkowanie
Jak opowiada T. Skrzypczak, konflikt ze strażą rozpoczął się 26 sierpnia 2010 r., kiedy to pojechał w odwiedziny do rodziców mieszkających w Gorzupi na ulicy Słonecznej. Swój samochód zaparkował, według jego opinii, zgodnie z przepisami ruchu drogowego.
- Nie było znaku zakazu zatrzymywania się ani postoju. Ustawiłem się też w wystarczającej odległości od skrzyżowania - relacjonuje. Tymczasem z ulicy Krotoszyńskiej w Słoneczną skręcał tir, który już od skrzyżowania zaczął trąbić na stojący pojazd Skrzypczaka.
- To było lato, więc staliśmy z rodziną na podwórku. Ten kierowca wjechał już w ulicę na klaksonie. Wyskoczył z samochodu i zaczął się drzeć, używając wulgarnych słów, że mam usunąć swoje auto - opowiada Skrzypczak.
- Gdyby zwrócił się do mnie kulturalnie z pytaniem, czy mogę odjechać, bez problemu bym to zrobił. Ale w takiej sytuacji odmówiłem. Wtedy kierowca tira zadzwonił na policję. Zanim jednak przyjechał patrol, na miejscu awantury pojawił się były sołtys wsi.
- Przyszedł, zobaczył, że się kłócimy, i zadzwonił do kogoś, mówiąc do słuchawki: "Przyjedź, bo mi tu się awanturuje na ulicy" - relacjonuje Skrzypczak, dodając, że po chwili na miejscu zdarzenia byli już funkcjonariusze Straży Miejskiej (jeden z nich jest obecnym, a drugi byłym mieszkańcem Gorzupi).
- Zachowywali się, jak prywatna firma ochroniarska, przywitali się ze wszystkimi zebranymi, a potem wylegitymowali wyłącznie mnie. Kierowcy tira nawet nie zapytali o dowód osobisty - opowiada zbulwersowany krotoszynianin.
- Kazali mi przeparkować auto, a potem chcieli mnie ukarać mandatem w wysokości 100 zł. Odmówiłem. Skrzypczak zaznacza, że w międzyczasie zdążył zadzwonić na policję z pytaniem, czy na miejsce zdarzenia został wysłany patrol Straży Miejskiej.
- Powiedzieli, że nikogo nie posyłali, że mamy czekać. Więc kto wezwał strażników? Moim zdaniem sołtys zadzwonił na prywatny telefon jednego z funkcjonariuszy SM i przyjechali. Zapytałem strażników, kto ich przysłał. Nie chcieli mi powiedzieć. Gdy Skrzypczak odmówił przyjęcia mandatu, sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Krotoszynie. Krotoszynianin wygrał ją.
- Sąd stwierdził, że nie dopuściłem się żadnego wykroczenia - mówi.
Natomiast Waldemar Wujczyk, komendant Straży Miejskiej, wygłosił na sesji 31 marca opinię, że Tomasz Skrzypczak został uniewinniony, ponieważ kierowca tira zmienił zeznania. - Nam powiedział, że samochód blokował drogę i że zdarza się to nagminnie, natomiast podczas rozprawy w sądzie nie był już tak zdecydowany, mówiąc, że być może udałoby mu się skręcić. Skrzypczak doszukuje się tu absurdu.
- Jak strażnicy mogli rozmawiać z kierowcą tira, skoro nawet go nie wylegitymowali, czyli nie znali jego danych? Jak wygrałem sprawę, nikt nie powiedział nawet przepraszam za niesłuszne oskarżenie...
Odmówił przyjęcia zawiadomienia
Kilka dni po incydencie w Gorzupi Tomasz Skrzypczak zgłosił się do komendanta Straży Miejskiej.
- Poszedłem ze skargą na tych strażników. Chciałem wiedzieć, dlaczego tylko mnie wylegitymowali i zgłosiłem, że byli w stosunku do mnie wulgarni. Komendant stwierdził jedynie, że przeanalizuje tę sytuację. Będąc w biurze komendanta, Skrzypczak chciał zgłosić również prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa przez żonę jednego z funkcjonariuszy straży.
- Komendant odmówił przyjęcia zawiadomienia. W ogóle nie sporządził notatki - relacjonuje. Jak opowiada, kilka godzin później w jego mieszkaniu pojawiła się wspomniana kobieta.
- Próbowała przekonać mnie, żebym odstąpił od zgłaszania sprawy policji. A skąd wiedziała, że chcę to zrobić? Tylko komendant o tym wiedział, prowadziliśmy rozmowę w cztery oczy. Nie przyjął zawiadomienia, to jeszcze przekazał tej kobiecie to, co mówiłem, i wyjawił jej moje dane osobowe. W związku z tą sytuacją T. Skrzypczak udał się do Prokuratury Rejonowej w Krotoszynie, informując o niedopełnieniu obowiązków służbowych przez komendanta straży oraz o ujawnieniu danych osobowych. Sprawa była rozpatrywana w jarocińskiej prokuraturze i została odrzucona.
- Czytałem wyjaśnienia, jakie komendant złożył prokuraturze. Było tam napisane, że ja jedynie zapytałem go, czy jest zainteresowany tą sprawą! A to nieprawda! - relacjonuje rozżalony Skrzypczak. Próbował odwoływać się od decyzji prokuratury, jednak został pouczony, że jest to niemożliwe, ponieważ nie jest bezpośrednim poszkodowanym.
- Mnie chodzi o sprawiedliwość. Nikt nie będzie bezkarnie robił ze mnie kłamcy. Nagrałem moją rozmowę z komendantem Wujczykiem - informuje.
Na ten temat w ogóle nie wypowiada się komendant Straży Miejskiej. - Pozostawiam sprawę bez komentarza. Wystarczająco dużo zdrowia mnie już ona kosztowała - mówi. Na pytanie, czy jest świadom istnienia nagrania, odpowiada: - Dlaczego w takim razie pan Skrzypczak od razu nie przekazał prokuraturze tego nagrania? Doszły mnie słuchy, że Tomasz Skrzypczak posiada takie nagranie, ale ja go nigdy nie słyszałem. Nagranie rzeczywiście istnieje, jego kopię T. Skrzypczak pozostawił w redakcji.
Sprawa trafiła do burmistrza
T. Skrzypczak udał się z nagraniem również do burmistrza Krotoszyna, Juliana Joksia. Według jego relacji, włodarz gminy przyznał, że skarżący miał rację.
- Zwrócił mi jednak uwagę na fakt, że komendant podczas naszej rozmowy pouczył mnie, że mam się z tym problemem zgłosić na policję - opowiada T. Skrzypczak. Julian Jokś przyznaje, że spotkanie miało miejsce i że słuchał nagrania.
- Nie jestem jednak sądem ani prokuraturą. Poleciłem panu Skrzypczakowi, by ponownie udał się z dowodami do prokuratury. Nie znam zresztą całego nagrania - mówi burmistrz.
- Jeżeli podczas rozpatrywania sprawy prokuratura stwierdzi, że komendant nie dopełnił swoich obowiązków, Waldemar Wujczyk będzie musiał ponieść tego konsekwencje - dodaje. A T. Skrzypczak zaznacza, że nie zamierza rezygnować z dociekania swoich racji.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



