KLUCZBORK - Od lat zakochany w Rozalii
Adam Ulbrych pracował w Niemczech przy budowie ośrodka edukacyjnego. W czasie wolnym od pracy zamiast odpoczywać, wsiadał na rower, do pociągu lub autobusu i jeździł na spotkania ze specjalistami od ekologii i rolnictwa.
- U naszych zachodnich sąsiadów prężnie działa mnóstwo organizacji ekologicznych, odbywa się wiele spotkań na temat ochrony przyrody, budownictwa ekologicznego czy energii odnawialnej – opowiada Ulbrych. – Naprawdę wiele się tam nauczyłem.
Po dziesięcioletnim pobycie nad Jeziorem Bodeńskim pan Adam stwierdził, że pora skończyć z emigracją.
- Posłuchałem naszych polityków, którzy apelowali, by wracać do kraju – mówi.
Po powrocie Ulbrych kupił od Agencji Nieruchomości Rolnych popegeerowski zrujnowany folwark Rozalia w Komorznie – piętnaście hektarów ziemi, w tym dwuhektarowy staw, łąki i las.
– Rolnicy wykupili wokół bardziej atrakcyjne tereny, nadające się do produkcji rolnej, a folwark stał i niszczał - wspomina. - Bo to w powszechnym rozumieniu tylko bagno, szuwary i pełno komarów.
Ale pan Adam dostrzegł, że Rozalia to skarb – unikatowa przyroda, ogromny potencjał i urzekająca historia związana z tym miejscem.
- Folwark powstał w połowie dziewiętnastego wieku – opowiada Ulbrych. – Ordynat majątku Otto von Reinersdorf od imienia swojej ukochanej – Rozalii – nazwał go Rosalienhof. Wybudował tutaj cztery budynki, w których mieszkało ponad trzydzieści osób.
Można przypuszczać, że malownicza posiadłość była miejscem miłosnych schadzek zakochanych. Może spotykali się na molo nad brzegami stawu? Może wędrowali wśród kołyszących się traw? Nie wiadomo. Ale choć minęło ponad sto pięćdziesiąt lat, folwark nadal pozostał magicznym miejscem.
- Ta magia mnie urzekła – tłumaczy pan Adam. – Nie jestem wyjątkiem. Każdy, kto tu przyjeżdża, nie może się jej oprzeć.
Staw upodobały sobie kumaki, a okoliczne łąki – czaple, bociany i żurawie. Można tu też zobaczyć od czasu do czasu kołujące na polami orły bieliki.
- Dlatego stwierdziłem, że to idealne miejsce do prowadzenia agroturystyki, a także edukacji ekologicznej – wyjaśnia Ulbrych.
Pan Adam zadbał przede wszystkim o to, by gospodarstwo zostało objęte ochroną. Utworzono tu użytek ekologiczny.
- Ważne jest, aby chronić tę niezwykłą bioróżnorodność tego miejsca – tłumaczy. – Tereny podmokłe są powszechnie uważane za niewartościowe, osuszane, niszczone, zaorywane. A one są niezwykle cenne, choćby jako rezerwuary wody.
W Rozalii Ulbrych gości czasem wycieczki szkolne, studentów, ekologów, naukowców, a także tych, którzy chcą pogłębić swój kontakt z przyrodą oraz wiedzę na temat jej ochrony, podczas organizowanych tam warsztatów. Bierze również udział w konferencjach i spotkaniach, gdzie poruszane są tematy ochrony bioróżnorodności.
Gospodarstwo współpracuje z naukowcami z Uniwersytetu Wrocławskiego i Opolskiego. Jest siedzibą młodzieżowego Ekoklubu, działającego pod patronatem stowarzyszenia Poza Schematem.
- Wspólnie z Klubem Przyrodników i naukowcami z Opola tworzymy ogród, który będzie uprawiany metodami tradycyjnymi, bez chemii – opowiada właściciel Rozalii. – Chodzi nie tylko o ekologiczne warzywa, ale przede wszystkim o utworzenie banku genów roślin segetalnych, czyli potocznie mówiąc chwastów. Rośliny te dawnej występowały w uprawach, między warzywami, ziemniakami, ale chemizacja je zniszczyła.
Opolscy naukowcy zbiorą nasiona tychże roślin w okolicy Ponidzia, a następnie zostaną one zasiane na terenie Rozalii. Drugi ogród w ramach tego projektu powstanie w Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach.
- Tu powstanie coś na kształt agrorezerwatu – mówi Ulbrych. – To ostatni moment, by te rośliny ocalić, choćby po to, żeby studenci mogli zobaczyć je na własne oczy.
U pana Adama można się też dowiedzieć się jak budowano domy z gliny i drewna, poznać podstawy silvoterapii, czyli odkryć lecznicze właściwości drzew, a także przejść „praktyczny kurs” ziołolecznictwa.
- Spośród wielu roślin rosnących wokół naszych posesji, połowa to rośliny, które można obecnie kupić w aptece jako lekarstwo – na przykład echinacea, prawoślaz, kozłek lekarski, hyzop – informuje. – Mało kto wie, że mamy leki dosłownie na wyciągnięcie ręki i to zupełnie za darmo.
Działalność Ulbrycha na rzecz ekologii nie zawęża się tylko do ram jego gospodarstwa. Przekonuje także opolskich rolników, by również bardziej świadomie i proekologicznie podchodzili do swojej pracy i rozwiązań, które w zachodniej Europie funkcjonują już od dawna.
- Europejska tendencja jest taka, że rolnik w swoim gospodarstwie nie jest tylko producentem żywności, ale również konserwatorem przyrody – tłumaczy.
Ulbrych podając przykład dolin rzecznych, które powinny być chronione ze względu na walory przyrodnicze, krajobrazowe i retencyjne, a są zaorywane pod uprawy.
- Przed wprowadzeniem dopłat bezpośrednich nikt tego na tak ogromną skalę nie robił – wyjaśnia. – Dopiero teraz rolnicy się zorientowali, że za to, iż zostawią te tereny nienaruszone, nie będą ich uprawiać a jedynie kosić, dostaną dwa razy większe dopłaty.
Pan Adam współpracuje także przy tworzeniu szlaku kajakowego na Stobrawie. Jest ponadto koordynatorem projektu „ Zarządzanie doliną rzeczną na obszarach Natura 2000”. W ramach projektu prowadzone są szkolenia dla mieszkańców terenów nad Stobrawą, które zostały objęte europejską siecią “Natura 2000”. Program realizowany jest przy wsparciu Fundacji Batorego.
- Etymoldzy robią inwentaryzację tych łąk i okazało się, że są one siedliskiem unikatowych gatunków motyli – opowiada Ulbrych. – Nikt się ich tutaj nie spodziewał.
Pan Adam zażarcie dyskutuje z politykami na temat ekologii i rolnictwa, protestuje przeciwko ustawie o genetycznie modyfikowanych organizmach i współpracuje z kilkunastoma organizacjami ekologicznymi – z iloma, sam nie potrafi zliczyć. A od roku swoją ekologiczną pasją dzieli się z przyrodnikami z Brzeżan na Ukrainie.
- Chcą założyć wokół Brzeżan park krajobrazowy – opowiada Ulbrych. – Pomagamy im w tym. Tam jest ogromny potencjał przyrodniczy. To niewiarygodne, ale podczas pobytu na Ukraine pokazywano nam łąki, na których obok siebie rośnie kilkanaście gatunków roślin ściśle chronionych. Dla opolskich przyrodników było to niewiarygodne.
Ukraińcy mają potencjał, my - wiedzę i kontakty. Możemy wspólnie organizować ciekawe projekty i pozyskiwać na nie fundusze.
Dla Ulbrycha przyroda jest pasją, a jej ochrona – ważną misją.
Nic więc dziwnego, że został rekomendowany przez organizacje ekologiczne jako ich przedstawiciel do rady nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Opolu. Znalazł się również w gronie osób, które będą się ubiegać o tytuł Lidera Natury. To konkurs, który Fundacja Ekologiczna „Zielona Akcja” organizuje pod patronatem ministra środowiska. Czy właściciel Rozalii znajdzie się w gronie laureatów, dowiemy się w październiku.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



