KLUCZBORK - Bez wody i toalet
- Mamy tylko tyle wody, ile namagazynujemy sobie w garnkach i wiaderkach - mówią Marianna i Kazimierz Garncarkowie.
W budynku przy ul. Strzeleckiej 59 mieszka osiem rodzin, w sumie osiemnaście osób, przeważnie starszych, schorowanych, albo małżeństwa z małymi dziećmi. Od piątku 3 lutego nie mają wody.
- Najpierw zamarzła jedna rura i wody nie było tylko w jednym pionie – mówi Bogdan Garncarek, którego rodzice mieszkają w tej kamienicy. – Myśleliśmy, że po weekendzie problem minie. Nic z tego.
We wtorek zjawili się w kamienicy fachowcy wysłani przez kolej, ale nic nie wskórali.
- Podgrzewali rury, ale ponieważ są one plastikowe, szybko musieli skończyć, bo plastik by się roztopił – opowiada pan Bogdan.
Hydraulikom udało się tylko rozmrozić rurę w piwnicy. Tam lokatorzy zaopatrywali się w wodę. Niestety, do czwartku także i ta rura zamarzła.
- Nie mamy na czym gotować, nie mamy w czym prać – mówi Teresa Patacz. – Nie ma nawet jak zmywać naczyń. Jak sąsiedzi myją i wypuszczają wodę, to u mnie na parterze zalewa mieszkanie.
Ale najgorsze jest to, że mieszkańcy nie mogą korzystać z toalet.
- Gdzie mamy pójść za potrzebą? Może do lasu? – pyta Marianna Garncarek. - Mieszkam z mężem na drugim piętrze. Ja mam ponad siedemdziesiąt lat, a mąż jest jeszcze starszy i bardziej schorowany. Naprawdę jest nam trudno chodzić po schodach.
Joannie Zalewskiej też brak wody mocno doskwiera.
- Mam troje małych dzieci, w tym pięciomiesięczne niemowlę – opowiada. – Prania jest naprawdę sporo, ale musimy się ograniczać. Wczoraj na przykład wyprałam, ale już nie wypłukałam, bo nie mam wody. Muszę czekać, aż mąż wróci z pracy i mi przywiezie.
Ale dzieci też trzeba wykąpać, posprzątać mieszkanie, ugotować.
- Oszczędzamy wodę na każdym kroku – tłumaczy kobieta. – Jemy tylko chińskie zupki, talerze płuczemy z wierzchu, a dzieci myję nawilżonymi chusteczkami.
Państwo Czekajłowie kilka dni przed awarią rozpoczęli remont mieszkania. I póki nie będzie wody, nie mogą go skończyć.
- Wszędzie kurz, brud, nawet nie ma jak porządnie pomyć – mówi Tadeusz Czekajło. – Z wszystkim stoimy w miejscu. Ile to potrwa, nie wiemy. Mamy nadzieję, że nie do wiosny.
A w Zarządzie Nieruchomości Kolei w Opolu nikt z mieszkańcami nie chce rozmawiać. Sytuacja nie wróciła do normy do środy 15 lutego. Kiedy wróci – nikt nie wie.
- Co drugi dzień pracownicy z kolei rozgrzewają rury i woda na chwilę jest – informuje Bogdan Garncarek. – Ludzie nabiorą sobie wiaderko, dwa i to musi im wystarczyć.
Jednak z toalet nadal korzystać nie mogą.
- Powinni podstawić jakiego toi – toia, przecież tak długo funkcjonować nie można – oburzają się lokatorzy. – To gorzej niż w średniowieczu. Wtedy były przynajmniej rynsztoki i tam można było załatwić swoje potrzeby. A my co mamy robić? Wylewać nieczystości na ulicę czy zawijać w papierki i do lasu?
Zarządczyni nieruchomości Anna Skrzeczyna ma nadzieję, że sytuacja w kamienicy wróci do normy do końca tygodnia.
- Cały czas monitoruje ją nasz pracownik - mówi Skrzeczyna. - Woda w piwnicy już jest. Kiedy zamarza, jest odmrażana. Największym problemem jest kanalizacja. W tym budynku rury są plastikowe i nie można ich odmrażać, ani rozkręcać, aby się pozbyć lodu. Wiemy, że mieszkańcom jest trudno, ale jeszcze prosimy ich o cierpliwość. Temperatury powietrza już są wyższe i do takich awarii już nie powinno dochodzić.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


