KĘDZIERZYN-KOŻLE - Poczwórna radość, poczwórne obowiązki

07 luty 2011, 00:54
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Przewijanie, karmienie, zabawa, kąpanie, nieprzespane noce, kolki, ząbkowanie, nauka chodzenia i mówienia – schemat znany dobrze każdej mamie. Macierzyństwo przedkłada bezwarunkową miłość, dumę, radość nad zmęczenie i brak cierpliwości. A co jeśli na świat zamiast jednego maleństwa przychodzą cztery? Czy do poczwórnego macierzyństwa można się przygotować?
KĘDZIERZYN-KOŻLE -  Poczwórna radość, poczwórne obowiązki

Wie o tym najlepiej Barbara Jasińska-Wieczorek, mama kędzierzyńskich czworaczków.

Wieczorkowie, jak każde młode małżeństwo, chcieli pomalutku układać sobie wspólne życie. Praca obojga miała w przyszłości zaowocować kupnem mieszkania, samochodu, może udałoby się jeszcze coś odłożyć. Myśl o dziecku młodzi odsuwali w czasie. Ich przyszłe maleństwo miało mieć wszystko, co najlepsze, a do tego niezbędna była stabilizacja finansowa.

- W końcu stwierdziliśmy, że im dłużej będziemy tę decyzję odkładać, tym więcej innych spraw będzie się pojawiać na horyzoncie, a na narodziny dziecka wciąż nie będziemy gotowi – opowiada Barbara Jasińska-Wieczorek, mama czworaczków.

– Zdawałam sobie również sprawę z upływu czasu. Gdybym w przyszłości chciała zdecydować się na drugie dziecko, byłabym już mocno po trzydziestce.

Marzenia Wieczorków szybko się ziściły – wkrótce na świat miało przyjść ich pierwsze dziecko.


Poczwórna niespodzianka

W jedenastym tygodniu ciąży przyszła mama pojechała z mężem na pierwsze badanie USG.

- Coś mnie ściskało w żołądku przed tą wizytą. Mąż pytał nawet, dlaczego się tak denerwuję – wspomina Barbara Jasińska-Wieczorek.

- Pamiętam jak dziś moment, w którym doktor Przemysław Karoń odsłonił mój brzuch, posmarował go żelem i przyłożył czujnik USG. Przez dłuższą chwilę lekarz patrzył w ekran - dodaje.

Wieczorków mocno zaniepokoiła reakcja lekarza. Pierwsze myśli, jakie pojawiły się w ich głowach, dotyczyły stanu zdrowia ich przyszłego dziecka. Nikt nie mógł się jednak spodziewać tego, co za moment obwieścił lekarz.

- „Widzę trzy płody” – usłyszałam od doktora. Po chwili jednak się poprawił: „Nie, nie, przepraszam, cztery!” – wspomina mama czworaczków. – Emocje puściły nam zupełnie.

Barbara Jasińska-Wieczorek, opisując uczucia, jakie towarzyszyły jej w pierwszej chwili, mówi o łzach zaskoczenia.

- Kompletnie nie docierały do mnie słowa lekarza – opowiada. – Byłam zawieszona w zupełnie innym wymiarze, jakby mnie ktoś wyjął ze świata rzeczywistego i włożył w nieznaną przestrzeń.

Klaudiusz Wieczorek zbladł, na jego czole pojawiły się drobne kropelki potu. Przyszły ojciec czworaczków poprosił pielęgniarkę o krzesło, a kiedy już usiadł, nie mógł oderwać oczu od ekranu monitora USG.


Czekając na cuda

Wiadomość o tym, że Wieczorkowie spodziewają się czworaczków, obiegła szpital w Koźlu z prędkością światła, wzbudzając zaciekawienie i podziw. Matka natura przyniosła młodemu małżeństwu wyjątkowy i rzadki prezent. O ile bliźniaki przychodzą na świat średnio raz na 85 porodów, a trojaczki raz na 7200, to czworaczki rodzą się raz na 614 tys. porodów.

- Rozdzwoniły się telefony. Moja ciąża była chyba wiadomością dnia – śmieje się Barbara Jasińska-Wieczorek.

Dla przyszłej mamy okres oczekiwania na narodziny maleństw nie należał do najłatwiejszych. Kobieta musiała cały czas leżeć. Nie wolno jej było podnosić rąk, bo mogło to spowodować pracę mięśni brzucha, a tym samym przyśpieszyć poród.

- Z tych samych przyczyn nie mogłam głaskać brzuszka, a wiadomo, że każdej mamie sprawia to wielką przyjemność – opowiada mama czworaczków.

Przyszła mama miała teraz sporo czasu na oswajanie się z myślą, że wkrótce na świat przyjdą czworaczki. Wybiegające w przyszłość wizualizacje były jeszcze dość niewyraźne. Kobieta wiedziała jednak, że najważniejsze jest pozytywne myślenie i wiara w to, że wszystko dobrze się ułoży.

- Ciąża bardzo mnie wyciszyła. Wtedy nic nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Moje myśli skupione były na maluchach – wspomina dziś mama czworaczków.


Poczwórne narodziny

W szesnastym tygodniu ciąży Barbara Jasińska-Wieczorek trafiła do szpitala. Decyzja kobiety o pozostaniu na oddziale była w pełni świadoma i przemyślana. Na początku leżała z innymi przyszłymi mamami, wzbudzając ogromną ciekawość odwiedzających. Wkrótce otrzymała własną salę, gdzie w spokoju mogła czekać na narodziny.

- Ta pojedyncza sala była mi bardzo potrzebna, uspokoiła mnie. Wcześniej każdemu z osobna musiałam opowiadać historię mojej ciąży, co było męczące – wspomina kobieta.

– Miałam pozwolenie na własny telewizor i komputer, dzięki którym utrzymywałam kontakt ze światem. Spokojnie czekałam na maleństwa, dając im czas, by mogły podrosnąć i przygotować się do przyjścia na świat.

Wkrótce zapadła decyzja o przewiezieniu przyszłej mamy do szpitala w Opolu. Szpital w Koźlu nie był przystosowany do odbioru porodów przed 31. tygodniem ciąży, a było wiadomo, że czworaczki urodzą się wcześniej.

- Nie chciałam za bardzo jechać do Opola. W kozielskim szpitalu codziennie odwiedzał mnie mąż, który bardzo mnie wspierał w czasie ciąży – opowiada mama czworaczków.

Transport karetką, powtórne badania oraz nowe otoczenie przyspieszyły decyzję maleństw o przyjściu na świat. Wczesnym rankiem 23 stycznia Barbarze Jasińskiej-Wieczorek odeszły wody, wkrótce młoda matka mogła zobaczyć cztery cuda nowego życia.

- W szpitalu rozpoczęło się zamieszanie. Do każdego dziecka potrzebny był jeden lekarz neonatolog – opowiada Barbara Jasińska-Wieczorek. – W drodze byli już mąż i moja mama.

Poród przebiegał metodą cesarskiego cięcia. O 9.44 urodził się Krzyś, w ciągu niecałej minuty na świat przyszła Oliwka, Karolek oraz Kubuś.

- Cztery razy usłyszałam pierwszy krzyk moich dzieci, cztery razy płakałam ze szczęścia razem z nimi – wspomina mama czworaczków. – To była niezapomniana chwila. Trudno jest mi nawet opisać szczęście, które wtedy czułam.


Początek nowego życia

Maleństwa przez jakiś czas musiały pozostać w szpitalu, by nabrać sił i przystosować się do rzeczywistości pełnej dźwięków, światła i twarzy. Czworaczki były malutkie, musiały nabrać masy, nauczyć się prawidłowo oddychać i ssać.

- Na drugi dzień po porodzie odwiedziliśmy z mężem nasze skarby – opowiada mama czworaczków. – Mogliśmy otworzyć inkubatory i delikatnie dotknąć małych rączek naszych dzieci. Były takie maleńkie, że mieściły się w dwóch dłoniach. Najpóźniej mogłam wziąć na ręce Karolka.

Chłopczyk urodził się z martwiczym zapaleniem jelit i nie przyjmował pokarmów.

- Kiedy się o tym dowiedziałam, przeżyłam dramat – wspomina Barbara Jasińska-Wieczorek. – Dowiedziałam się, że u wcześniaków często się to zdarza. Karolek dostawał początkowo kroplówki, po jakimś czasie otrzymywał już naturalny pokarm.

Tydzień przed wyjściem ze szpitala Karolek nie osiągał jeszcze wagi 2 kg.

- Rozmawiałam na ten temat z panią ordynator w sali, w której leżały również dzieci – opowiada mama czworaczków.

- Nie chciałam zostawiać mojego synka samego w szpitalu, martwiłam się, że w tydzień nie uda mu się osiągnąć prawidłowej wagi.

To, co się wydarzyło się w ciągu następnego tygodnia, do dzisiaj wywołuje uśmiech na twarzy mamy Karolka.

- Synek najwidoczniej usłyszał naszą rozmowę. Zaczął tyle jeść, że nie dawałam rady odciągać dla niego pokarmu – śmieje się Barbara Jasińska-Wieczorek.

– Z początku przyjmował 50 ml pokarmu, w tamtym okresie potrafił zjeść nawet 80-120 ml i cały czas krzyczał, że jest głodny, nawet między karmieniami. W ciągu tygodnia osiągnął prawidłową wagę.


Walka z zapaleniem płuc

Czworaczki wróciły z rodzicami do domu. Zaczął się kolejny etap ich życia. Wieczorkowie zamieszkali z teściami. Młodzi rodzice czekali na mieszkanie socjalne, które obiecało im miasto.

- Cieszyliśmy się dziećmi dwa dni. Okazało się, że Oliwka ma katarek, który zakończył się zapaleniem płuc – opowiada mama czworaczków. – Skończyła się nasza idylla. Oliwka trafiła do szpitala, dwa dni później dołączył do niej Krzysiu.

Maleństwa spędziły na kozielskim oddziale dwa tygodnie. Mama czworaczków nie wiąże tej wizyty z miłymi wspomnieniami. Troskę o zdrowie dzieci wzmagały szpitalne realia.

- Położna poinformowała mnie, że mam ubrać dzieci i zanieść je do głównego szpitala na badania – opowiada mama czworaczków.

– Wcześniej oddałam mężowi ubranka dzieci, bo na sali nie było na nie miejsca. Pielęgniarki szukały więc dla nas koców lub czegoś, w co można było owinąć maluchy. Mnie włos się na głowie jeżył. To był marzec, moje dzieci powinny być jeszcze u mnie w brzuchu, a ja nosiłam je na własnych rękach na zdjęcie RTG.

Maluchy pokonały zapalenie płuc. Barbara Jasińska-Wieczorek stara się jednak unikać szpitali. Do czworaczków przychodzi prywatny lekarz. Dzieci łatwo łapią wszelkie infekcje i wirusy, a kiedy zachoruje jedno, wkrótce zaraża się rodzeństwo.


Cztery razy dzidziuś

Czworaczki przezwyciężyły już wiele trudności. Krzyś i Karolek będą musieli wkrótce raz jeszcze odwiedzić szpital w Opolu. Ich mama chciałaby, aby oba zabiegi były wykonane jak najszybciej, kiedy chłopcy są jeszcze mali i kolejna wizyta w szpitalu nie utkwi im w pamięci.

Roczne maluchy ujawniają już swoje charaktery. - Oliwka, jedyna dziewczynka wśród rodzeństwa, szybko nauczyła się walczyć o swoje. Sama wybiera sobie zabawki i wiedzie prym wśród braci – mówi Barbara Jasińska-Wieczorek.

Wszystkie maluchy każdego dnia wiele się uczą, są radosne i ciekawe świata. Szafki i szuflady zamieniają się w prawdziwe skrzynie ze skarbami, do odwiedzin zachęca każda szpara i kącik. Barbarze Jasińskiej-Wieczorek w opiece nad raczkującymi maluchami pomaga mama. Bez jej wsparcia trudno byłoby zapanować nad wesołą gromadką.

- Mąż wraca wieczorem, zazwyczaj kąpię wtedy dzieci lub kładę je do łóżeczek – opowiada Barbara Jasińska-Wieczorek.

– Klaudiusz pomaga mi w tych czynnościach. To jedyne chwile, kiedy może pobyć z maluchami choć przez moment. Weekendy za to w pełni należą do tatusia – śmieje się.


Marzenie mamy czworaczków

Mama czworaczków nie ma czasu dla siebie. Jej myśli zaprząta w pełni opieka nad maleństwami. Zapytana o swe największe marzenie, odpowiada: – Chciałabym, żeby dzieci były zdrowe. To najważniejsze. No i żeby nie zabrakło pampersów.

Pieluszki są faktycznie jednym z najcenniejszych i najbardziej chodliwych towarów w rodzinie Wieczorków. Tygodniowo czworaczki zużywają ich nawet 200 sztuk.
Wieczorkowie, wychowując dzieci, starają się nie zapominać o sobie.

- W ciągu roku udało nam się z mężem trzykrotnie wyskoczyć do kina – opowiada Barbara Jasińska-Wieczorek.

– Czasem wyjdziemy razem na pizzę. Dziećmi opiekuje się wtedy babcia. Najczęściej jednak, kiedy dzieci błogo śpią, a my mamy z mężem czas dla siebie, włączamy sobie film. Nie ukrywam, że po kilkunastu minutach najczęściej zwyczajnie zasypiam.


Martyna Harnasz


FOTO Martyna Harnasz:  Czworaczki są radosne i ciekawe świata, każdego dnia wiele się uczą.