Pobierz widget

JEZIORA WIELKIE - Eksplodował piec

Paweł Lachowicz, 17 luty 2012, 11:33
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Siła wybuchu odrzuciła piec i 31-letniego Krzysztofa Szczepankiewicza w powietrze na odległość 8 metrów. W stanie ciężkim trafił on do szpitala, gdzie walczy o życie.
JEZIORA WIELKIE - Eksplodował piec

Sąsiad poszkodowanego Tomasz Krasiński pokazuje zabezpieczoną ścianę kotłowni w domu poszkodowanego, która uległa zniszczeniu podczas wybuchu pieca fot. Paweł Lachowicz

JEZIORA WIELKIE - Eksplodował piec

Podczas naszej rozmowy z żoną poszkodowanego Eweliną Szczepankiewicz synowie nie wiedzieli jeszcze o wypadku ojca fot. Paweł Lachowicz

Do tragicznego zdarzenia doszło w niedzielę 12 lutego tuż przed 17:00 w jednym z domów mieszczących się w okolicach Szkoły Podstawowej w Jeziorach Wielkich. Krzysztof Szczepankiewicz na stałe zameldowany jest w Skulsku. Ma też dom w Jeziorach Wielkich. To właśnie tutaj, po dwudniowej nieobecności przyjechał i rozpalał w piecu centralnego ogrzewania. Niespodziewanie piec wybuchł, a siła wybuchu wyrzuciła mężczyznę z przydomowej kotłowni do garażu.

Sąsiad poszkodowanego Tomasz Krasiński pierwszy przybiegł na miejsce wybuchu, gdy najpierw usłyszał huk, a później silne uderzenie w stojący na podwórku samochód. Później okazało się, że spadła na niego część eternitowego pokrycia dachowego kotłowni.

Tomasz Krasiński opowiada, że siła wybuchu była tak duża, że wyrzuciła piec i mężczyznę w powietrze na odległość 8 metrów. Poszkodowany przeleciał przez drewnianą szopę razem z piecem i wypadł przez otwór w ścianie na zewnątrz. Piec wbił się w ścianę i na niej zawisł.

- Krzysztof jest w stanie bardzo ciężkim. Miał operację. Wnętrze brzuszne ma uszkodzone, nogi połamane - opowiada Tomasz Krasiński.

O wypadku powiadomiona została żona poszkodowanego Ewelina Szczepankiewicz, która wraz z trzema synami 10-letnim Kacprem, 5-letnim Oliwerem i 3-letnim Oskarem mieszka u rodziców w Kuśnierzu (gm. Jeziora Wielkie). W domu w Jeziorach Wielkich mieszkał sam Krzysztof Szczepankiewicz.

Od Eweliny Szczepankiewicz usłyszeliśmy, że stan jej męża jest bardzo ciężki. Opowiadała, że krótko przed wybuchem Krzysztof był w Kuśnierzu odwiedzić synów.

- Powiedział, że jedzie do domu napalić w piecu. Przed 18:00 miałam telefon od znajomych, że piec wybuchł i że mąż znajduje się pod gruzami. Ja tam pojechałam. Mąż już był w karetce, akurat przyjechała druga karetka, musieli go reanimować. Dom był już zabezpieczony i nie mogłam do środka wejść. Z tego co wiem od sąsiadów, to w sobotę Krzysztof pojechał do rodziców do Skulska i prosto od nich przyjechał do małych. Pojechał do domu i chciał napalić w piecu, a okazało się, że wszystko było pozamarzane. Tam była taka ścianka betonowa, to on podobno przez tę ściankę betonową z tym piecem przeleciał. Mąż ma miednicę złamaną, nogi potrzaskane i obrażenia wewnętrzne ciała. Jeszcze nie odzyskał przytomności. Jak pojechałam do szpitala do Inowrocławia o 21:30 go zobaczyć, to był operowany i nie odzyskał jeszcze świadomości. Teraz leży pod aparaturą i jest z nim bardzo kiepsko. Nie wiadomo, czy w ogóle to przeżyje - powiedziała Ewelina Szczepankiewicz.

Z jej relacji wiemy, że Krzysztof cały czas pracował dorywczo, a dwa tygodnie temu został zatrudniony i pracował w firmie budowlanej w Jeziorach Wielkich.

Państwowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Mogilnie Maciej Matuszkiewicz opowiada, że na miejscu zdarzenia był dwukrotnie. Najpierw w niedzielę, zaraz po wybuchu, ale wówczas, jak mówił było zbyt ciemno na wydanie decyzji. W związku z tym wizja lokalna miała miejsce następnego dnia (13 lutego). W wizji lokalnej oprócz inspektora PINB brali udział Marek Lange z PSP w Mogilnie oraz Waldemar Szczepankiewicz, ojciec poszkodowanego.

- Stwierdziliśmy, że w 1/3 uszkodzony został sufit w przedpokoju. Uszkodzeniu uległy też 2 pary drzwi wejściowych, ściana zewnętrzna szopy, piec CO. Decyzją nadzoru jest dopuszczenie do użytkowania domu, po naprawie instalacji CO i naprawie sufitu w przedpokoju. Skutki wybuchu nie niosą znamion katastrofy budowlanej - powiedział Maciej Matuszkiewicz.

Na miejscu zdarzenia był też wójt Zbysław Woźniakowski. W rozmowie z naszym reporterem potwierdził, że mężczyzna nie jest zameldowany w gminie Jeziora Wielkie. Dodał, że do dnia dzisiejszego nikt z rodziny nie zgłosił się do niego po pomoc.

- Mimo że poszkodowany nie jest u nas zameldowany, jeżeli będzie potrzebna pomoc, to w miarę możliwości spróbujemy pomóc rodzinie - powiedział wójt.

Oficer prasowy KPP w Mogilnie podkom. Tomasz Rybczyński poinformował, że na razie nie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną wybuchu:

- Będą to badać policjanci wspólnie z przedstawicielami innych służb.

Artykuł wyświetlono 271 razy
Mapa
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Informacje o gazecie
Nazwa
Pałuki i Ziemia Mogileńska
Wydawca
Wydawnictwo Wulkan
Rok założenia
1991
Zasięg
powiat mogileński
Nakład
5725
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Koniec z opłatą za posiadanie psa! Co piaty wągrowczanin migał się...
- Samo więzienie to nie więzienie. Gorsze jest to, że człowiek nie...
Jest piątek, 12 czerwca 2009 roku, godzina 11.00. Karolina* (21...
Najczęściej komentowane
Na blisko milion złotych wycenili biegli majątek ruchomy...
W Trzebnicy odbył się Maraton Rowerowy Żądło Szerszenia. W sumie z...
Prokuratura i policja bada przyczyny niedzielnej tragedii, do...
Rodzice uczniów szkoły podstawowej mają konflikt z nauczycielem...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Najwyżej oceniane
Wielu gryfinian i turystów z sentymentem wspomina lata, kiedy...
Uwaga!   Konkurs  SGL LOCAL PRESS 2010 w kategorii Samorząd...
- Z początku nie chciałem niczego pisać, ale mnie namówili, bo...
Dyrektor głomskiej szkoły była gotowa zrezygnować z funkcji...
U naszych sąsiadów upada rząd i zarządzane są przedterminowe...