GORZÓW ŚLĄSKI - Płótna duszą malowane
Malowanie sprawia Jolancie Majewskiej ogromną frajdę. - Taki sposób relaksu polecam każdemu - zachęca gorzowianka. foto: Agnieszka Kozłowska
Gorzowska biblioteka postanowiła rozszerzyć działalność. Postawiła nie tylko na książki, ale również na promocję mieszkańców. Pani Jolanta otworzyła furtkę początkującym artystom, którzy swoje prace mogą teraz wyciągnąć „z szuflady” i zaprezentować szerszej publice.
Opowiedzieć o swojej twórczości i zdradzić powód skłonienia się ku sztuce. A jak to było z panią Jolantą?
Gorzowianka jest mamą sześciorga dzieci. O tworzeniu czegokolwiek zaczęła myśleć, kiedy jej pociechy były jeszcze małe.
- Zawsze powtarzałam, że kiedy dzieci dorosną zajmę się rzeźbieniem – wspomina kobieta. – Kupiłam nawet dłuta, ale problemem okazało się zdobycie odpowiedniego drewna. Szukałam lipy. Zrezygnowałam i spróbowałam malarstwa.
Żółta róża to pierwsze dzieło pani Jolanty. Potem chwilowa fascynacja zaczęła nabierać tempa aż przerodziła się w prawdziwą pasję.
- Pierwsze profesjonalne farby dostałam od córek i tak wszystko się zaczęło – zdradza Majewska. – Nie miałam wówczas pojęcia ani o mieszaniu farb, ani o jakiejkolwiek technice malarskiej. Podstawy owszem znałam, ale to było wszystko.
Kobieta zaczęła gromadzić fachową literaturę. Przeglądać prace mistrzów i analizować ich techniki krok po kroku. Uczyć się zasad i próbować też je łamać.
- Upewniłam się, że to co robię ma sens, kiedy usłyszałam pierwsze pochlebne komentarze – wyjaśnia gorzowianka. – A gdy sprzedałam pierwsze obrazy najbardziej ucieszył mnie fakt, że są ludzie, którym moje prace podobają się. To było bardzo budujące.
Każdy obraz pani Jolanty jest „dopieszczany” czasem nawet przez kilka tygodni. Stawiany na sztaludze, czasem chowany do szafy i znów wyciągany.
- Najbardziej lubię malować pejzaże i to warstwami – mówi Majewska. - Za jednym „posiedzeniem” nigdy nie kończę pracy. Obraz wydaje mi się on wówczas płaski, bez wyrazu. Dopiero gdy farba wysycha widzę faktyczne kolory i elementy, które moim zdaniem wymagają poprawy. Często zdarza się, że w jednej pracy stosuje kilka technik.
Gorzowianka od dwóch lat kunszt szkoli też w klubie artystów nieprofesjonalnych w Oleśnie.
- Spotkania odbywają się tam systematycznie i niekoniecznie trzeba na nich malować, gdy nie ma się akurat ochoty można po prostu porozmawiać – wyjaśnia. - Nie ma między nami współzawodnictwa, gdyż każdy ma swój styl. Wymieniamy się jedynie spostrzeżeniami, dajemy sobie porady i rozwijamy swoje pasje.
Pasje, które przede wszystkim mają być przyjemnością i nauką wrażliwości, a dodatkowo odskocznią od smutków życia codziennego.
- Malarstwo jest dla mnie relaksem, sprawia mi ogromną przyjemność – stwierdza Majewska. - Często maluję widoki gdzieś już widziane, czy to w gazecie czy na widokówce. Nigdy jednak nie wyglądają one jak oryginały.
To dzieła malowane nie tylko pędzlem, ale duszą artystki. Ciepłe i barwne. Odzwierciedlające nastroje i dające upust wyobraźni.
- Nie przywiązuję się do swoich prac – dodaje gorzowianka. – To nie efekt końcowy tak naprawdę jest dla mnie najważniejszy. Najwięcej przyjemności daje mi sam fakt malowania. Zachęcam wszystkich do spędzania czasu wolnego właśnie w taki sposób. Moim zdaniem nie ma lepszej recepty na poprawienie sobie samopoczucia i odprężenie się.
A jeszcze jeśli spod pędzla wychodzą prawdziwe arcydzieła…
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


