GOŁKOWICE - Zapamiętają burmistrzowi norki

Milena Zatylna :: Kulisy Powiatu, 06 marzec 2014, 07:35
Średnia: 0.0 (0 głosów)
– Zrobimy wszystko, by ferma norek na terenie gminy nie powstała – mówią mieszkańcy podbyczyńskich wiosek.
 GOŁKOWICE - Zapamiętają burmistrzowi norki

Pod protestem w sprawie fermy norek podpisały się dziesiątki mieszkańców.

Na działce położonej w granicach Ciecierzyna ma powstać ferma norek amerykańskich, o lokalizację której wystąpiła warszawska spółka Equlilibris. Paradoks polega na tym, że ziemię sprzedała inwestorowi córka burmistrza Byczyny Ryszarda Grünera, dlatego włodarz gminy jest wyłączony z postępowania administracyjnego. Samorządowe Kolegium Odwoławcze do podejmowania decyzji w tej sprawie wyznaczyło burmistrza Wołczyna Jana Leszka Wiącka.

Wiadomość o fermie zelektryzowała nie tylko ciecierzynian, ale także mieszkańców sąsiednich wiosek. Spotkali się oni w niedzielę 2 marca w gołkowickim pałacu.

- Bo działka tak naprawdę jest między Gołkowicami a Kostowem – mówił Janusz Jasiński. - Od zabudowań w Gołkowicach fermę dzielić będzie zaledwie dwieście metrów. Ale negatywne skutki oddziaływania tej inwestycji odczuwalne będą w Gołkowicach, Jaśkowicach, Kostowie, Ciecierzynie, Goli, a pewnie też i dalej, na terenie gminy Bolesławiec. Jesteśmy przeciwni fermie i władze powinny brać pod uwagę nasze zdanie.

Ferma w Ciecierzynie ma liczyć 40 dużych jednostek przeliczeniowych, czyli 24 tysiące sztuk.

- Ale to są tylko matki – wyjaśniała Anna Sę- kowska, prezes Stowarzyszenia Mieszkańców Gołkowic „Gryf”. - Do tego trzeba zaliczyć samce i młode. Jednostki są tu podane nieprzypadkowo, bowiem dopiero od 60 obowiązkowe jest sporządzenie raportu oddziaływania na środowisko. A ile tak naprawdę sztuk będzie na fermie, kto to sprawdzi?

Dlaczego mieszkańcy gminy tak się boją norek amerykańskich?

- Bo ich obecność oznacza degradację środowiska – tłumaczył Janusz Jasiński. - Szacuje się, że z fermy tej wielkości dziennie może być nawet pięć ton obornika. To oznacza smród, a jego neutralizowanie – góry chemikaliów. To nie może być bez wpływu na otoczenie. Przez lata słyszeliśmy, że nasza gmina stawia na rozwój turystyki i ekologii.

Lokalizacja fermy norek jakoś się z tym gryzie. A co z projektem „Drapieżna Byczyna”, który miał chronić rodzime gatunki zwierząt drapieżnych i na który wydano kilkaset tysięcy złotych? Czy kuropatwy i zające wypuszczano po to, by zjadły je norki?

Jest bardzo prawdopodobne, że tak właśnie się stanie.

- Jak podają statystyki, aż czterdzieści procent norek ucieka z hodowli i są to najbardziej inwazyjne drapieżniki w przyrodzie – informował Jacek Pawlicki, asystent posła Tomasza Garbowskiego, który popiera protest mieszkańców gminy Byczyna. - Teren działania samca wynosi do 800 hektarów, samicy do 300. Znikną zwierzęta w okolicy, znikną ryby w stawach hodowlanych w Kostowie, bo norka nurkuje do sześciu metrów w głąb. Wokół nie będzie nic.

Jacek Pawlicki zwrócił też uwagę na fakt, że rząd Holandii, która zajmowała pierwsze miejsce na świecie w hodowli norek amerykańskich, zabronił całkowicie ich produkcji. Fermy mają stamtąd zniknąć do 2024 roku.

- Dlatego firmy zajmujące się tym biznesem, przerzucają go do Polski – tłumaczył Jacek Pawlicki. - Będą walczyć, bo to jest ogromny pieniądz, gra warta świeczki.
Kolejne kontrowersje związane z fermami norek dotyczą warunków ich przetrzymywania.

- Znajdują się w małych klatkach, w których często dochodzi do kanibalizmu – wyjaśniała Marta Wanetzky z Fundacji Grey Animals z Sierosławic. - Zwierzęta bardzo cierpią.

Przeciwko inwestycji w Ciecierzynie są też władze Bolesławca (województwo łódzkie), który na spotkaniu w Gołkowicach reprezentował m.in. wójt Leszek Dominas.

- Wystosujemy oficjalne pismo z protestem do burmistrza Wołczyna – mówił wójt Dominas. - Planujemy budowę pełnowymiarowego pola golfowego, Prosna po naszej stronie znajduje się w obszarze chronionego krajobrazu, stawiamy na turystykę i rekreację, i nie chcemy, aby nasze plany popsuła ferma.

Jedynym, ale wątpliwym argumentem za inwestycją, są nowe miejsca pracy.

- Ale zwykle jest to praca na czarno i słabo płatna – informowała Marta Wanetzky. - A ponieważ inwestor jest zarejestrowany w Warszawie, to podatki nie będą trafiać do budżetu gminy Byczyna. Spadną na nią negatywne skutki tej działalności, spadnie zatrudnienie w agroturystyce i branżach pośrednich, stanieją działki, a także uciekną inni inwestorzy. To będzie degradacja.

Obecni na spotkaniu radni miejscy – Robert Świerczek, Sławomir Nędza i Jan Romańczyk – na wiosek tego pierwszego obiecali, że przygotują uchwałę, aby zahamować powstawanie na terenie gminy ferm norek amerykańskich.

- Zapamiętamy burmistrzowi Grünerowi to, co chce nam tu zafundować – mówili uczestnicy zebrania. - Zwłaszcza, że wybory już jesienią.

- Ale ja nie mam z tą sprawą nic wspólnego - wyjaśnia burmistrz Ryszard Grüner. - Działka była własnością córki, która dała ogłoszenie w prasie we Wrocławiu, że chce ją sprzedać. Zgłosiła się firma, która nie miała obowiązku informować co chce na działce robić. Zgodnie ze studnium uwarunkowań przestrzennych może tam odbywać się hodowla do 40 dużych jednostek, a więć świń, krów, koni i norki nie są z tej listy wyłączone. Dziwię się wójtowi Bolesławca, że przyłącza się do protestu, bo kiedy dostał studium do konsultacji, to żadnych zmian nie wniósł. I tak w ogóle nie rozumiem, dlaczego ludzie się tak tych norek boją.

Pod protestami podpisało się już wielu mieszkańców gminy, co jeśli faktycznie przy urnach podczas wyborów samorządowych z powodu norek nie zagłosują na obecnego burmistrza?

- Cóż, takie jest życie - kwituje na koniec Ryszard Grüner.